NB 1080v12
 
14 czerwca 2019 Redakcja Bieganie.pl Sport

Rekordowa mila Lewego – relacja z DL w Oslo


Karuzela pod szyldem Diamentowej Ligi rozkręciła się na dobre. Piąte zawody cyklu rozegrano w Oslo podczas kultowego mitingu Bislett Games. Norwegowie liczyli na doskonały występ Karstena Warholma, my ściskaliśmy kciuki za Marcina Lewandowskiego. Pierwszy pobił rekord Europy na 400 m przez płotki, drugi rekord Polski na milę. „Stary Lis” po raz kolejny udowodnił, że czuje bieżnię i na ostatnich kilkudziesięciu metrach jest w stanie wyprzedzić tylu rywali, ilu zmieści się na torach. Lewandowski rozprawił się z 43 letnim rekordem Polski Bronisława Malinowskiego.

Bislett Games to prawdziwy klasyk. Norwegowie na przestrzeni dziesięcioleci gościli na swoim mitingu wielu wybitnych zawodników. W roku 1972 formę przed igrzyskami w Monachium testowali tutaj Steve Prefontaine i Lasse Viren. W 1980 roku z kolei na Bislett Games sprawdzał swoją dyspozycję przed IO w Moskwie baron Sebastian Coe. Organizatorzy tegorocznego mitingu promowali zawody właśnie poprzez odwołanie się do swojej chlubnej historii. W mediach społecznościowych opublikowano m.in. zdjęcia największych gwiazd norweskiej lekkoatletyki w stylizacjach sprzed lat. Trzeba przyznać, że bracia Ingebrigsten przystrojeni w długie włosy i gęste wąsiska, niemal żywcem wyjęte z lat siedemdziesiątych, prezentowali się na promocyjnych fotografiach naprawdę oryginalnie.ingeoslo.jpg

Uderzeniowy debiut McLaughlin i płynność Michała Rozmysa

Pierwszą konkurencją, jaką rozegrano po oficjalnej ceremonii otwarcia, było 400 m przez płotki w wykonaniu pań. Mieliśmy tutaj do czynienia z pojedynkiem doświadczenia z młodzieńczą fantazją. Młodsza o 10 lat Sydney McLaughlin zagrała nieco na nosie swojej starszej koleżance z reprezentacji USA i wyprzedziła utytułowaną Dalilah Muhammad dosłownie na ostatnich metrach. Niespełna 20 letnia McLaughlin jest wielką nadzieją amerykańskiej lekkoatletyki i po sukcesach na poziomie juniorskim widać, że już wkrótce może pokusić się także o medale imprez seniorskich. W Oslo uderzyła mocno w pierwszy płotek i jak sama wspominała po biegu, była to dla niej surowa lekcja jak na debiutancki występ w DL. Na mecie za McLaughlin (54.16), druga Muhammad uzyskała 54.35, a podium domknęła kolejna z Amerykanek, Little z 54.92.

W biegu na 800 m panów wystartował Michał Rozmys. Podopieczny trenera Jacka Kostrzeby w tym sezonie startował na dystansie dwóch okrążeń tylko raz. We Wrocławiu, dwa tygodnie temu, nasz reprezentant uzyskał jedynie 1:49.93. Do wskaźnika PZLA na MŚ, który wynosi 1:45.80 była jeszcze zatem daleka droga. W Oslo Polak mocno przybliżył się do celu.

Sam bieg miał o tyle ciekawy przebieg, że zakontraktowany jako pacemaker Cornelius Tuwei dobiegł do samej mety i to na wysokiej, drugiej pozycji. Dopiero na ostatniej prostej Kenijczyk dał się wyprzedzić Portorykańczykowi Sanchezowi, który po drugim miejscu w Sztokholmie, może dodać do listy swoich sukcesów kolejne diamenty. Rozmys biegł mądrze i spokojnie. Praktycznie przez całe 700 metrów trzymał się wewnętrznej części pierwszego toru. Poruszał się płynnie i pewnie, a kiedy rozpoczęło się ostatnie sto metrów zakręcił nogą w stylu swoich starszych kolegów – Kszczota i Lewandowskiego. Nasz reprezentant finiszował jako trzeci z najlepszym wynikiem w sezonie 1:46.71. Sanchez zatrzymał zegar na 1:46.34, a „zając” Tuwei ukończył rywalizację z wynikiem 1:46.52.

800 m mężczyzn
1. SÁNCHEZ Ryan (PUR) 1:46.34
2. TUWEI Cornelius (KEN) 1:46.52
3. ROZMYS Michał (POL) 1:46.71 SB
4. KRAMER Andreas (SWE) 1:46.77
5. ROTH Thomas Arne (NOR) 1:46.85 SB
6. EINAN Markus (NOR) 1:47.74 SB
7. ARROYO Andrés (PUR) 1:47.88
8. DENG Joseph (AUS) 1:48.79

Wyniki rozgrywanego poza klasyfikacją DL męskiego biegu na 800 m nie były wybitne, zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie osiemsetkę w Rzymie, gdzie aż siedmiu zawodników złamało granicę 1:45. Bieg pań na dystansie dwóch okrążeń również nie zachwycił pod względem poziomu sportowego. Pierwsze 400 m biegnąca jako pacemakerka Yarigo otworzyła w 59.45. Dla porównania podczas niedawnego mitingu w Gliwicach (o którym pisaliśmy na portalu) rozprowadzająca wyścig Aneta Lemiesz, zakończyła pierwsze okrążenie w 58.24. W Gliwicach padły wtedy również na mecie lepsze wyniki, niż podczas renomowanego mitingu w Oslo. W Norwegii ostatecznie wygrała Halimah Nakaayi z 2:01.93, przed Seliną Buchel (2:02.32) i Diribe Welteji (2:02.85).

Coleman obejmuje prowadzenie

Po dość rozczarowujących biegach na 800 m panów i pań, przyszedł czas na rywalizację mężczyzn na dystansie 3000 m. Trybuny szczególnie wspierały swojego faworyta, Henrika Ingebrigtsena i trzeba przyznać, że najstarszy z klanu odwdzięczył się kibicom doskonałym biegiem. Główną rolę odegrał jednak zwycięzca Selemon Barega, który w przeciwieństwie do zeszłotygodniowego startu w Rzymie na 5000 m tym razem pobiegł zaskakująco roztropnie. Etiopczyk w Oslo zachowywał się jak stary rutyniarz. Pilnował bandy, biegł płynnie i równo, przez większą część biegu chowając się za plecami rywali. Zaatakował dopiero z dwusetki i tym razem, w przeciwieństwie do popisów z poprzedniego tygodnia, zwieńczył dzieło na ostatniej prostej, biegnąc z niesamowitą gracją i mocą. Barega ustanowił najlepszy wynik na światowych listach i jednocześnie rekord życiowy (7:32.17). Do końca naciskał na zwycięzcę Ugandyjczyk Cheptegei, który również wybiegał życiówkę (7:33.26), a podium uzupełnił Kimeli (7:34.85 i również PB). Znakomicie na 4 miejscu finiszował Henrik Ingebrigtsen. Jego 7:36.85 to nowy rekord życiowy i zarazem rekord kraju.

Trochę typowej u sprinterów nerwówki mogliśmy zaobserwować przy okazji biegu na 100 m przez płotki kobiet. Szybko pożegnała się bowiem z wyścigiem Brianna McNeal. Amerykanka nie utrzymała pozycji w blokach co poskutkowało dyskwalifikacją. Wina McNeal, którą pokazały telewizyjne powtórki, nie mogła budzić wątpliwości. Na placu boju pozostało siedem płotkarek. Wśród nich najlepiej poradziła sobie z zadaniem inna z Amerykanek, Christina Clemons. Wicemistrzyni świata z Birmingham na 60 m przez płotki w pokonanym polu zostawiła Sharikę Nelvis, oraz młodą Elwirę Herman, młodzieżówkę z Białorusi. Nie był to bieg, o którego wynikach będzie dyskutowało się przez kolejne dekady. Faktem jednak jest, że cztery zawodniczki zeszły poniżej granicy 13 sekund. Clemons 12.69, Nelvis 12.74, Herman 12.84, oraz Roleder z najlepszym wynikiem w sezonie – 12.93.

Tym, co zawsze najbardziej rozgrzewa lekkoatletyczną publiczność, są pojedynki sprinterskie, a zwłaszcza te na dystansie płaskich 100 metrów. W Oslo kibice mogli obejrzeć człowieka, który w tym roku przebiegł setkę najszybciej na świecie i to właśnie na ich oczach. Nim starter dał znak do wyjścia z bloków najlepszymi sprinterami globu AD 2019, była trójka: Coleman, Lyles i Oduduru, wszyscy z tym samym wynikiem 9.86. Jednak w czwartek w Norwegii Coleman wybił się na swojego rodzaju niepodległość i z wynikiem 9.85 wygrał bieg, oraz objął samodzielnie przodownictwo na światowych listach. Amerykański sprinter imponuje wyjściem z bloku, ale w końcu jest rekordzistą świata na 60 m z hali… Drugi na Bislett Games finiszował Chińczyk Xie (10.01), a trzeci Michael Rodgers (10.04).

Przeszkodowa niespodzianka

Mityng wkraczał w decydującą fazę. Po setce mężczyzn, przyszedł czas na 3000 m z przeszkodami kobiet. Chyba nikt z obecnych na stadionie osób nie spodziewał się, że w ciągu kolejnych kilku minut na belkach wydarzy się tak wiele. Jako faworytkę do zwycięstwa upatrywano rekordzistkę świata na 3000 m z przeszkodami, Beatrice Chepkoech. W to, że utytułowanej Kenijce może zagrozić jej młodsza koleżanka z reprezentacji, Norah Jeruto, najmniej wierzył operator kamery. Prezentując stawkę biegaczek, tylko śmignął obok Jeruto, nie poświęcając jej osobie więcej jak mgnienie oka.

W trakcie wyścigu kilka razy dochodziło do poważnych kolizji. Na przeszkodzie zawisła i już nie wróciła do rywalizacji Fancy Cherono. Chepkoech zgodnie z przewidywaniami nadawała ton rywalizacji, gdy pracę zakończyła pacemakerka. Mocne tempo była w stanie utrzymać jedynie Jeruto. Niewiele jednak wskazywało na to, że rekordzistka świata da się pokonać. Kto pierwszy na rowie z wodą, ten pierwszy na mecie? Chepkoech była pierwsza nawet na ostatniej przeszkodzie, a i tak przegrała… Niemal sprinterski, krótki finisz rodaczki na ostatnich kilkudziesięciu krokach zaskoczył Chepkoech, która nie była gotowa na jakąkolwiek ripostę. 9:03.71 Jeruto to rekord mitingu Bislett Games, oraz królowanie na światowych listach. Druga Chepkoech (9:04.30), na trzeciej pozycji finiszowała trzecia z Kenijek, Hyvin Kiyeng (9:07.56). Tuż za nią z kończyła, biegnąc z wypisanym na numerze pozdrowieniem dla zmarłej niedawno Gabrielle Grunewald – mistrzyni świata Amerykanka Emma Coburn (9:08.42). W tym wyścigu padły jeszcze dwa rekordy krajów. Maruša Mismas poprawiła rekord Słowenii (9:20.97), natomiast Anna Emilie Moller wybiegała rekord Danii (9:24.21).

Rekordowa zakroczna Warholma

Program zawodów ułożony był pod kątem norweskich gwiazd, które miały w Oslo błyszczeć najmocniej. Wiadomo było, że mimo wycofania się w ostatniej chwili lidera światowych tabel Abderrahmana Samby, na 400 m przez płotki świetne show zapewni Karsten Warholm. Mistrz świata i Europy zażyczył sobie zewnętrznego toru i zaczął wyścig w swoim stylu, czyli jak szalony. Do 200 metrów mógł kątem oka widzieć jeszcze Kyrona McMastera z Brytyjskich Wysp Dziewiczych, potem został sam na sam z zegarem. W imponującym stylu ściągnął zakroczną na ostatnim płotku – nad którym większość płotkarzy zazwyczaj już nie kontroluje techniki – i jeszcze przyspieszył. Na mecie oszołomiony świętował nową życiówkę i nowy rekord Europy 47.33.

Poziom w tej konkurencji jest w tym sezonie na świecie kosmiczny. O ile dojdzie do spotkania Warholma, Samby i Amerykanina Raia Benjamina – można liczyć na ruszenie z posad najlepszego w historii wyniku 46.78 z 1992 roku autorstwa Kevina Younga.

Wracając do rywalizacji w Oslo – Warholm biegł na zewnątrz, Patryk Dobek przy wewnętrznej stronie bieżni. Nasz reprezentant zmienił na chwilę nogę atakującą w połowie finalnego wirażu, potem na płotku dziewiątym lekko zawahał się przed atakiem i lekko stracił rytm. Skończył zawody na szóstym miejscu, łamiąc 50 sekund, ale z kolei 1,5 sekundy za swoją życiówką.


Za linią mety Warholm zwierzył się w emocjonalnym wywiadzie, że zmagał się ze skurczem łydki, ale chce mu się płakać jak małej dziewczynce nie tylko ze względu na ból, ale i ze wzruszenia.

400 m przez płotki mężczyzn
1. WARHOLM Karsten (NOR) 47.33 Rekord Europy
2. BARR Thomas (IRL) 49.11 SB
3. McMASTER Kyron (IVB) 49.12 SB
4. KENDZIERA David (USA) 49.27
5. ABE Takatoshi (JPN) 49.78
6. DOBEK Patryk (POL) 49.80
7. HOLMES TJ (USA) 50.60

Kolejna konkurencja z diamentem, czyli 200 m kobiet, nie dostarczyła aż tylu emocji. Po zwycięstwie na „swoich śmieciach" w Hengelo, kolejny triumf odnotowała wracająca po sezonie kontuzji Holenderka Dafne Schippers. W Bislett Games nie miała również zbyt wymagających rywalek i po wyjściu na ostatnią prostą bez trudu oderwała się od próbującej dotrzymać jej kroku Jenny Prandini z USA (23.10), którą na finiszu złapała jeszcze Kanadyjka Crystal Emmanuel (22.89). Czas zwyciężczyni to 22.56 i o ile zawsze przyda się premia za zwycięstwo oraz punkty do klasyfikacji DL, to z obecną formą Schippers trudno bronić będzie tytułów mistrzyni świata z lat 2015 i 2017. Jej rekord sezonu to 14 wynik na światowych listach, a poniżej 22,5 sekundy biegają już w tym roku 3 Amerykanki, 2 Jamajki oraz Brytyjka Asher-Smith.

Mila marzeń „Lewego"

Diamentową Ligę 13 czerwca kończyła Mila marzeń („Dream Mile"), dystans, na którym w Oslo padały już w przeszłości rekordy świata, bite tu przez Brytyjczyków Coe’a, Ovetta i Crama. Kibice liczyli na wygraną któregoś z pozostałych na bieżni braci Ingebrigtsenów, może kolejny rekord kraju. Ze stawki zdecydowanie najlepszą życiówkę miał Soulemain z Djibuti (3:47.32), do faworytów należał też Etiopczyk Aman Wote i Kenijczyk Vincent Kibet – tak więc trudno było nam liczyć, że akurat Marcin Lewandowski będzie w wyścigu odgrywał pierwsze skrzypce. Tym bardziej, że dzień  wcześniej „Lewy" ścigał się na 800 m w Bydgoszczy na Memoriale Szewińskiej i wyglądał tam dosyć ociężale (1:46.62 oraz piąte miejsce). Rozmawialiśmy z nim tuż po tamtym biegu i lekko martwiła go chwilowa niedyspozycja. Marcin zaliczył jeszcze podróż autem do Gdańska w środę w nocy oraz lot do Norwegii w czwartek rano. Do Oslo dotarł mocno zmęczony.

A jednak.

Mistrz Europy znowu pokrzyżował plany Ingebrigtsenów. Najpierw wmieszał się pomiędzy Jakoba i Filipa, którzy ewidentnie chcieli zająć strategiczne pozycje do ataku w wężu stawki. Lewandowski nie przejmował się też początkowym mocnym tempem narzuconym przez Haruna Abdę (54.75 na 400 i 1.53.04 na 800 m). Wykorzystał wreszcie zwolnienie i najlepiej odnalazł się w zbitej grupie na koło do mety (na zegarze było wtedy 2:54.49). „Lewy" biegł przy bandzie i wydawało się, że pozostanie zamknięty do końca. Jednak tłum się rozstąpił, gdy przyszło do ostatnich 150 metrów. Wówczas wszystkie oczy na stadionie zwrócone były raczej na nastoletniego Jakoba Ingebrigtsena, który zabierał się do prowadzącej dwójki: Kibet-Soulemain. Lewandowski na 80 m do końca zszedł jednak na drugi tor i zaczął połykać przeciwników. Zwycięstwo średniodystansowca z Polic przypieczętowały dosłownie ostatnie kroki i wychylenie się do przodu. Nowy rekord życiowy 3:52.34 oraz prowadzenie na światowych listach Lewy okrasił pobiciem rekordu Polski sprzed 43 lat Bronisława Malinowskiego.


Po wygranej skontaktowaliśmy się z bratem zwycięzcy – Tomkiem Lewandowskim, od 18 już lat trenerem naszego mistrza. Był z nim na miejscu również w Norwegii. Nieco ostudził naszą radość:

– Marcin jest w bardzo ciężkim treningu. Fajnie wygrać Diamentową Ligę, znaleźć się na czele światowych list i poprawić wieloletni rekord Polski, w dodatku nie byle kogo, bo Bronka Malinowskiego. Ale ja się nie podniecam jednym startem.

Na pytanie, czego życzyłby bratu z okazji przypadających na 13 czerwca 32 urodzin odpowiedział krótko: „Długowieczności".

Łatwo analizować wszystko dzisiaj i być mądrym po czasie. Jednak 12 czerwca w Bydgoszczy po słabszym występie na 800 m w rozmowie z nami Marcin mówił, że liczy na zwyżkę formy. Adam Kszczot, zwycięzca Memoriału Szewińskiej pocieszył swojego kolegę wskazując na świetny rytm i siłę zaobserwowaną u Lewego na rozgrzewkowych przebieżkach.

Cieszy mnie, że nie tylko ty to zauważyłeś. Będzie dobrze – powiedział wtedy Marcin.

Mila mężczyzn
1. LEWANDOWSKI Marcin (POL) 3:52.34 WL Rekord Polski
2. KIBET Vincent (KEN) 3:52.38
3. SOULEIMAN Ayanleh (DJI) 3:52.66
4. GREGOREK John (USA) 3:52.94 PB
5. MURPHY Clayton (USA) 3:52.97
6. INGEBRIGTSEN Jakob (NOR) 3:53.04
7. GREGSON Ryan (AUS) 3:53.51
8. BERGLUND Kalle (SWE) 3:53.83 NR PB
9. INGEBRIGTSEN Filip (NOR) 3:54.41


Kolejna Diamentowa Liga udowodniła, że za sprawą odpowiedniej promocji lekka atletyka może być zaprezentowana ciekawie i przyciągać na stadiony. Bilety na wszystkie 12400 miejsc na trybunach Bislett Games zostały kupione 2 tygodnie przed imprezą. Następny mityng prestiżowego cyklu IAAF odbędzie się 16 czerwca w Rabacie.

Pełne wyniki – Diamentowa Liga Oslo 13.06.2019 

Redakcja Bieganie.pl