Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Jedzenie w Kenii, czyli na czym jadą biegacze?

Jedzenie w Kenii, czyli na czym jadą biegacze?
Jedzenie w Kenii, czyli na czym jadą biegacze?

Tato zawsze mi powtarzał – Koń na sianie nic nie nabiega, musisz dużo jeść! W Kenii starałam się trzymać tej zasady. Jedzenie Kenijczyków można opisać dwoma słowami – proste i naturalne. Trzeba przyznać, że nie jest różnorodne, czasem wręcz monotonne. Przez pierwszy tydzień zachwycałam się soją, soczewicą, kenijskim zielskiem i czułam, że jem bardzo zdrowo. Po dwóch tygodniach już tak ochoczo nie biegłam na stołówkę. Włączył się niestety mój instynkt francuskiego pieska. Domagałam się na talerzu więcej mięsa i … czegoś niezdrowego!



Soczewica z ryżem


Kenijczycy nie mają tradycji przyprawiania dań. Trudno więc wyszukać głębię smaku potrawy, gdy do dyspozycji ma się tylko sól, używaną także w bardzo małych ilościach. Znajoma prosiła mnie o przywiezienie jej kenijskich przypraw, ale w sklepach po nich ani widu, ani słychu.

Śniadanie na obozie składało się najczęściej z naleśników lub racuszków, które ulepszaliśmy marmoladą i pysznym masłem orzechowym. Czasem jedliśmy też jajka na twardo, prawie nigdy chleba. Zresztą w Kenii nie mają dobrego, jedynie tostowy. Trochę to smutne, że nie znają smaku dobrego pieczywa. Gdy byliśmy na Safari, to serwowali nam codziennie angielskie śniadanie, czyli bekon, jajka i kiełbaski, które nie wyglądały apetycznie, więc śmialiśmy się, że są z zebry.

Oczywiście nie mogło zabraknąć słynnej kenijskiej herbaty z mlekiem. Bardzo dobrej. W Polsce także pijam bawarkę, więc w Kenii bardzo chętnie kontynuowałam ten zwyczaj. Kawa natomiast jest tu słaba i nie nastraja do dnia jak europejska.


Fasolka po kenijsku


Najpopularniejszym daniem obiadowym w naszej obozowej jadłodajni była czerwona fasolka z dodatkiem kukurydzy i ziemniaków, podawana z makaronem. Danie sycące, ale nie do końca zadowalające kubki smakowe. No i co tu ukrywać, nasiona powodują kłopotliwe wzdęcia, po których nie biega się zbyt komfortowo. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! Fasola jest za to bardzo zdrowa. To bogate źródło białka, witamin i minerałów. W dodatku wzmacnia serce i chroni organizm przed anemią. Jakby tego było mało, wspomaga mózg i układ nerwowy, poprawia zapamiętywanie i koncentrację. Właśnie dlatego, zawsze znikała z mojego talerza.


Gulasz z marchewką i fasolką strączkową


Często na stole pojawiał się gulasz mięsno-sojowo-warzywny. Sądząc po błąkających się po okolicy owieczkach i kózkach, to chyba one były bohaterkami tego dania. Zresztą bardzo dobrego.


Ugali, czyli niesłodkie, kenijskie ciasto


Gulasz jada się tu z ugali. Ugali – zwane inaczej kenijskim ciastem, składa się jedynie z mąki kukurydzianej. Nasza gospodyni przygotowywała je w dużym garnku. Podejrzewam, że najpierw zalewała mąkę wodą, potem gotowała, a na końcu podpiekała. Dzięki temu ugali zyskuje konsystencję ciasta, gotowego do pokrojenia. Ma dobry smak i jest pożywne. Mąka kukurydziana może się także pochwalić wieloma zaletami: bogactwem w błonnik i witaminy z grupy B, E, A oraz zawartością składników mineralnych (fosfor, magnez, selen, kobalt, potas).


Kenijski szpinak, czyli sukuma wiki


Bardzo częstym dodatkiem do kolacji było sukuma wiki. Pod tą egzotyczną nazwą kryje się zielenina, coś na wzór naszego polskiego szpinaku. Ta trawa przypadła mi nawet do gustu, ale potem szybko się znudziła z powodu barku przypraw. Najszybciej znikała z talerza Mariusza, który zgodnie z zasadą – to, co zdrowe, nie zawsze dobrze smakuje, z poświęceniem zjadał zielsko. Potem panie dodawały do niego kapustę i marchewkę, aby wzbogacić smak.

Lubiłam też soczewicę, z której była przyrządzana potrawka wraz z marchewką. W Polsce soczewica traktowana jest często jako danie luksusowe, trochę snobistyczne, a w Kenii jest bardzo powszechne. Te ziarenka mają w sobie sporo białka, węglowodanów i przede wszystkim składniki mineralne: magnez, fosfor, żelazo, sód, wapń, potas.
Naomi, nasza kucharka, robiła dobre danie z pieczonego zielonego banana, mango i dyni, które jedliśmy z ryżem lub makaronem. Dużo gospodarstw domowych hoduje w ogródku bananowce, a więc zielone banany często pojawiają się w kuchni.

 Z mięs, prócz wspomnianej jagnięciny, jedliśmy kurczaka „prosto od krowy”… Drób smakował bowiem jak z prawdziwej wsi, bez ulepszaczy, konserwantów i po prostu z naturalnego kurnika. Do niego najczęściej serwowany był do wyboru makaron, ryż lub ziemniaki z dodatkiem sosu dyniowego. Mniam!


Danie ze stekiem


Czasem zamieniałam się w prawdziwego mężczyznę i z lubością szłam z Kubą do jedynej dobrej w Iten restauracji – Keiro View, na krwistego steka, średnio wysmażonego, z frytkami lub ryżem. On także był prosto od krowy. Wspomagaliśmy się stekami, bo na stołówce brakowało wołowiny. Raz trafiły się też szaszłyki z cebulką.


Szaszłyki


Rybki


Nie brakowało za to ryb, jadaliśmy smażoną tilapię. Choć nie wyglądała zbyt apetycznie, wręcz drapieżnie – to smakowała. 



Zakupy w warzywniaku

Nawet dzieci wiedzą, że najlepsze są desery. Mieliśmy to witaminowe szczęście, że codziennie po obiedzie wcinaliśmy sałatki owocowe (mango, awokado, banan) lub piliśmy koktajl z mango. W Iten owoce były bardzo tanie, i co ciekawe, sprzedawane na sztuki, a nie wagę. Za dwa wielkie mango i awokado oraz ananasa płaciliśmy około 100 szylingów kenijskich, czyli równowartość 3,70 zł. Żyć, nie umierać!

koktajl_z__mango.JPG
Koktajl smakował do ostatniej kropli!

Kiedy atakowała nas potrzeba czegoś naprawdę słodkiego, to kupowaliśmy jedyną dostępną w Iten czekoladę Cadbery, ale czegoś w jej smaku brakowało… Ku naszemu zdziwieniu w Nairobi i Eldoret odkryliśmy w supermarketach rodzimy wyrób czekoladowy – Terravitę! Cieszymy się, że robi za granicą karierę.


Japatti, którym zajadał się w Kenii nasz mistrz Europy


Ponoć ulubioną kenijską potrawą Marcina Lewandowskiego jest japatti. Ten podobny do naleśnika placek, ale smakujący bardziej jak polska maca, przypadł najbardziej do gustu Ani. Można jeść go na wiele sposobów, bo na słodko, wytrawnie, bez nadzienia. To lekkostrawne źródło węglowodanów, więc lubiłam jeść japatti przed cięższym treningiem.

zawsze_cocacola.JPG
Zawsze coca-cola!

Nie uwierzycie, ale w Kenii coca-cola jest tańsza od wody. W dodatku kupić ją można dosłownie wszędzie. Colę sprzedaje się tu w szklanych butelkach zwrotnych, w każdym kiosku, restauracji i sklepie. Reklamy napoju cywilizacji widać na wielu szyldach i ścianach domów.



Woda ma zawsze ochronne opakowanie wokół kapsla, co ma uwiarygodnić jej podatność do spożycia. 1,5 litra kosztuje 55-80 KSH, czyli ok. 2 zł. Zwykle kupowaliśmy właśnie takie butelki, albo baniaki 5-litrowe. Nasi estońscy koledzy-biegacze zaopatrywali się w 17-litrowe butle, bo ich koszt był niższy. Potem odkryliśmy na zapleczu jednego ze sklepów, że były one rozlewane z podejrzanych wiader…

Co kraj, to obyczaj.  Czy powinniśmy jeść to, co kenijscy  mistrzowie, aby biegać szybciej? Przestawianie nawyków żywieniowych nie zawsze jest proste i potrzebne. Tak jak nie warto uczyć konia, aby jadł mięso, a geparda trawę, tak na siłę nasze żołądki nie zamienią się w kenijskie. Choć ich menu jest bardzo naturalne i pożywne,  mogłoby na dłuższą metę nie wystarczyć europejskim biegaczom w pełnym odżywianiu.  W skrócie mówiąc - jedzenie powinno być różnorodne. Po powrocie trzeba będzie zjeść pizzę...:)