Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Droga do Tokio: od 4h10 przez 3h31 do... Relacja z Japonii

Od Redakcji: To pewnie historia jakich wiele, ale jej bohaterka ma naprawdę fajne oko do obserwacji i historia jej transformacji jest nie tylko ciekawie opisana ale i ubarwiona fajnymi zdjęciami prosto z Tokio, bo Ola już w niedzielę 23 lutego startuje w Maratonie w Tokyo.

Wiadomo nie od dziś, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Zaczęło się od 10km w Biegnij Warszawo 2011. Potem kilka tygodni niby biegania aż do weekendowego spotkania w Spale z bieganie.pl . Krzysiek i Adam robili test Żołądzia, z którego wyszło, że biegam bardzo nieregularnie. Zmobilizowało mnie to na tyle, że postanowiłam wystartować w Półmaratonie Warszawskim biegając według planu.

W marcu wystartowałam i uzyskałam czas 1:49:27. Wiedziałam już wtedy, że połknęłam bakcyla na bieganie. Koledzy z pracy namówili mnie na udział w 34. Maratonie Warszawskim. Przygotowywałam się ale po drodze pojawiły się kłopoty ze zdrowiem. Nie zrezygnowałam ze startu, ale pojawiła się ściana a potem myśl – nigdy więcej maratonu. Czas 4:10:19 jak na debiut nie tak źle, ale marzenie o złamaniu magicznych 4h zostały. Postanowiłam rozliczyć się z tym dystansem. Pół roku przygotować i kolejny start – Orlen Warsaw Marathon i czas 3:40:57. Potem padł pomysł – może spróbować gdzieś za granicą? Przygotowując się do startu w 35. Maratonie Warszawskim (3:31:07) marzyłam o udziale gdzieś w jakimś dużym biegu. Któregoś dnia kolega podesłał link do maratonu w Tokio. Pomyślałam wtedy, że wyślę zgłoszenie, nic to nie kosztuje a będę się martwić jak mnie wylosują. 303 386 zgłoszeń a tylko  30 000 miejsc i w tym gronie szczęśliwców ja. Ucieszyłam się, ale też zmartwiłam bo okazało się, że nikogo więcej z moich znajomych nie wylosowano. Przygotowania do maratonu zaczęłam od opłaty startowej, żeby mieć pewność miejsca, potem kolejno bilet lotniczy i hotel. Z pomocą przyszli znajomi, którzy dawali cenne rady. Opieki trenerskiej podjęła się Ania Jakubczak, znana polska lekkoatletka, finalistka Igrzysk Olimpijskich w Sydney oraz w Atenach za co ogromnie Jej dziękuję. Zupełnie inaczej teraz trenuję wiedząc, że plan jest układany pod moje możliwości, mam większą mobilizację i motywację do treningów co zimą jest szczególnie ważne.

Od Redakcji: Ola jest właśnie w Tokyo. Przeczytajcie i zobaczcie jej ciekawe eksploracje z Expo przed maratonem.

LIVE FORM TOKYO

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to brak oznaczeń w Tokio o tak masowej imprezie i żadnych plakatów, nic. Już przy samym Tokio Big Sight, czyli miejcu gdzie odbieraliśmy pakiety, było mnóstwo wskazówek,  drogowskazów. Ludzie są od wszystkiego - od wskazywania drogi, sprawdzania dokumentów, znów wskazywania drogi mimo, iż wiedzieliśmy gdzie iść. 



Nie było w ogóle kolejek po odbiór pakietów mimo iż na Expo były spore tłumy. Jeden pan od sprawdzenia i odznaczenia, że byliśmy,  drugi od podania pakietu z numerem i chipem, trzeci od sprawdzenia chipa czy dane się zgadzają a czwarty od odznaczenia, że wszystko jest ok. Potem przeszliśmy pod ścianę gdzie można było napisać życzenie i kolejny punkt odbioru czyli koszulki.  Zero kolejek, koszulka leżała jakby czekała na nas i znów odznaczenie. Ogólnie bardzo sprawnie, szybko i bez kolejek z mnóstwem ludzi do obsługi.



Samo expo jak dla mnie za głośne. Wszyscy krzyczą z każdej strony, namawiają do zakupów.  Zaskoczona byłam cenami, bo liczyłam na zniżki u głównego sponsora czyli Asics, a liczył sobie spore pieniążki i za koszulki i za gadżety z logo maratonu. Nie wspomnę o cenach butów czy innych ciuszków (kolorowe leginsy dla kobiet długie coś ok 400zł !!! ). Zero zniżek a kolejki przeogromne.



Zaskoczona byłam tym jak obsługiwani są klienci przy mierzeniu butów.  Ekspedientka zdejmowała i zakładała nową parę siedząc na ziemi i robiąc to za klienta. Zaobserwowałam dziwny sposób doboru samego obuwia - klient biegnie na bieżni a ekspedientka filmuje go tabletem stojąc za nim! Widać każdy sposób jest dobry ;-) na koniec ilość żeli energetycznych, które można próbować była oszałamiająca.  Co chwilę ktoś podchodził i częstował. Spróbowałam z ciekawości ale w smaku nie podobne do niczego a cena ok 15-17 zł za tubkę.



Wyszłam zadowolona bo zobaczyłam coś o czym marzyłam od września ale z wielkim bólem głowy ile tego wszystkiego tam było no a przede wszystkim jak głośno. Start za kilkadziesiąt godzin.

Oli życzymy POWODZENIA !!!