Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Wykluczenie Rosji z międzynarodowych rozgrywek było posunięciem słusznym. Może czas na Kenię?
Kilka dni temu, Mistrzyni Olimpijska z Rio została złapana na dopingu. Odbyło się to w oparciu o test poza zawodami a nie na podstawie testu z jakichkolwiek Mistrzostw czy Igrzysk. To ważny sygnał dla środowiska lekkoatletycznego.

Do tej pory takie testy w przypadku Afrykańczyków były rzadkością, choć także na podstawie takiego testu "wpadła" Rita Jeptoo. Nierówność w traktowaniu w kwestii dopingu mogła być dla zawodników (choćby z Europy) frustrująca. Wiedzieliśmy, że testowanie Afrykańczyków odbywa się praktycznie tylko kiedy przyjeżdżali na oficjalne zawody, do Europy, którejś z Ameryk czy Azji. Ale poza zawodami nie było wiadomo co się z nimi dzieje (w sensie badań antydopingowych). W ich przypadku system ADAMs był fikcją. Bo nawet jeśli raportowali gdzie się znajdują to i tak nikt do nich nie docierał. Główną przyczyną były koszty, brak laboratoriów na miejscu. Na szczęście w marcu 2015 roku organizacja World Marathon Majors, zrzeszająca organizatorów sześciu największych maratonów świata (choć to jest akurat dyskusyjne, nie ma Paryża) zdecydowała się opłacić testowanie przynajmniej 150 zawodników przynajmniej 6 razy w roku (prawdopodobnie jednak tylko biegaczy ulicznych).

Jemima Sumgong, należy do grupy managerskiej Rosa Associati, tej samej do której należała Rita Jeptoo i jeszcze dwójka przyłapanych na dopingu zawodników: Mathew Kisorio i Agatha Jeruto. Gabriele Rosa, wydał oświadczenie, w którym twierdzi, że cała wina za doping w Kenii jest po stronie jakichś bliżej nieokreślonych lekarzy, którzy nie maja skrupułów w podawaniu kenijskim zawodnikom niedozwolonych środków. Pisze, że łączy się w bólu z lekkoatletycznym środowiskiem i służy wszelką pomocą w ewentualnym dochodzeniu. Rosa Associati to jedna z najbardziej znanych grup managerskich operujących w Kenii. Stacjonują w Kenii od dawna, w każdy weekend ktoś z ich stajni wygrywa najważniejsze zawody na świecie. W ten weekend udało się to choćby w Paryżu, gdzie małżeństwo Paul Lonyangata i Purity Rionoripo (poprawiła życiówkę o cztery minuty do 2:20) oboje wygrali maraton.

Summong prowadziła w rankingu World Marathon Majors, mając 50 punktów za dwa zwycięstwa w Londynie 2016 i w RIO. Zwycięstwo miała praktycznie zapewnione, bo jej główne konkurentki Birhane Dibaba i Florence Kiplagat nie startują w Bostonie, a to byłaby dla nich jedyna szansa na pokonanie Summong. Do końca "okresu rozliczeniowego" zostało dosłownie kilka dni. Gdyby Summong nie została złapana na dopingu otrzymałaby kwotę 500 tys USD. Wśród mężczyzn lideruje Elioud Kipchoge.

Summong "wdarła" się do światowej czołówki przebojem. Jeszcze w roku 2012 biegała na poziomie 2:30 (choć wygrała już wtedy Boston w czasie 2:31) a w 2013 przebiegła Chicago w czasie 2:20:48. 

Przypadki przyłapania na dopingu kenijskich zawodników nie należą ostatnio do rzadkości. Wprawdzie lekkoatletyczne władze kenijskie deklarują, że chcą sprawić, żeby Kenia była "czysta" (zostało nawet uchwalone prawo, w którym doping jest uznany za przestępstwo, czego nie ma np w Polsce czy innych europejskich krajach) ale można mieć obawy, czy tak sie dzieje naprawdę.

Wykluczenie Rosji z międzynarodowych rozgrywek było bez wątpienia posunięciem słusznym. Wiem, że doping w Rosji a doping w Kenii to zupełnie inna sprawa, w Rosji jest to nieoficjalne wsparcie Państwa a w Kenii prywatne działania zawodników, trenerów, managerów. Ale bez radykalnych działań nic się nie zmieni. Piszę to z bólem serca, bo byłem tam i mam wielki szacunek do ciężko pracujących zawodników, ale może czas na Kenię?