NB 1080v12
 
13 października 2015 Redakcja Bieganie.pl Sport

Żyć i trenować jak Kenijczycy – historia Marcina Rakoczego


W jaki sposób dorównać kenijskim biegaczom? Bracia Robertson (ich historię przedstawiliśmy tutaj) stwierdzili, że aby biegać jak Kenijczycy trzeba żyć i trenować tak jak oni. W tym celu przeprowadzili się do Kenii. Od niedawna podobną ścieżką podąża biegacz z Gdyni – Marcin Rakoczy. Poznajcie jego historię.

Biegać jak Kenijczycy chciałby niemal każdy z nas. Każdy chciałby też poznać ich tajemnicę sukcesu. Nie każdy ma jednak odwagę by przeprowadzić się do Kenii, żyć w niej i trenować razem z miejscowymi biegaczami. O tym, że jest to możliwe i przynosi efekty udowodnili Jake i Zane Robertson. Nowozelandzcy bracia od kilku lat mieszkają w Afryce, tam trenują i dzięki temu, że podpatrywali Kenijczykó dziś są liczącymi się na świecie biegaczami.

Jakiś czas temu podobną decyzję o tym, by wszystko postawić na jedną kartę i wyjechać do Kenii podjął Marcin Rakoczy. 25-latek z Gdyni zdecydował, że wyjedzie do Afryki, gdzie będzie żył i trenował jak najlepsi biegacze świata. Po co? By poprawić swoje wyniki.

– Od jakiegoś czasu zacząłem interesować się biegaczami z Kenii – mówi Marcin. – Sprawdzając wyniki polskich biegów zauważyłem, że w wielu z nich czołowe pozycje zajmowali i wciąż zajmują Kenijczycy. Zaimponowało mi to. Z czasem zacząłem poznawać bliżej tych zawodników. Podczas zawodów podchodziłem do nich i rozmawiałem na temat treningu. W pewnym momencie uznałem, że chciałbym trenować i żyć tak jak oni. 

– Słyszałem o braciach Robertsonach. Lata ich ciężkiej pracy w Kenii pokazały, że można osiągnąć to co się chce. Dzięki nim pomyślałem, że jeśli oni mogli się przenieść, to dlaczego ja nie mogę zrobić tego samego?

11895955 859289807490709 4991445297704959615 n

Pierwsze treningi, starty i rekordy życiowe

Zanim Marcin zdecydował się na przeprowadzkę do Kenii biegał w Polsce, choć na razie bez większych sukcesów. Marcin nie był biegaczem wyczynowym, nie miał lekkoatletycznej przeszłości, a regularny trening biegowy rozpoczął dopiero dwa lata temu po ukończeniu technikum gastronomicznego.

– Szukałem sportu dla siebie. Wcześniej grałem dużo w piłkę nożną, ale szukałem sportu indywidualnego, dlatego pomyślałem o bieganiu – mówi.

– Zanim rozpocząłem regularne treningi biegałem sporadycznie. Jako że w tygodniu chodziłem do szkoły, a w weekendy pracowałem – miałem mało czasu, choć i wtedy, gdy miałem chwilę wolnego wychodziłem pobiegać na około 10 km. Dzięki grze w piłkę nie sprawiało mi to problemów.

– W tym okresie zdecydowałem się nawet na maraton. Był to jednak mój życiowy błąd. Nie byłem do niego odpowiednio przygotowany. Celem było ukończenie i to mi się udało (czas 5:05:00 uzyskany podczas XVII Maratonu Solidarności  – przyp. red.), ale skutki biegu odczuwałem przez tydzień. 
Prawdziwy biegowy trening i progresja wyników rozpoczęły się po ukończeniu technikum. 

– Na początku 10 km pokonywałem w czasie 50 minut, a po regularnych treningach zacząłem zbijać z tego wyniku nie sekundy a minuty. Dzięki temu po pewnym czasie złamałem 40 minut.

– Początkowo startowałem w biegach na dystansach od 5 do 10 km. Później debiutowałem w Kołobrzegu na dystansie 15 km, a w ubiegłym roku zaliczyłem udany debiut w półmaratonie (1:19:39 podczas AMBEREXPO Półmaratonu Gdańsk – przyp. red.).

gdansk

Aktualny rekord życiowy Marcina w biegu na 5 km wynosi 18:25, choć – jak twierdzi sam zawodnik – nie odzwierciedla on możliwości biegacza na tym dystansie, ponieważ w ostatnim biegu przed wylotem do Kenii na trasie 4,7-kilometrowej uzyskał on czas 17:09 – więc relatywnie lepszy.

Na 10 km rekord życiowy 25-latka wynosi 35:51, na 15 km 55:22 w debiucie, zaś w półmaratonie 1:19:11.

Złe miłego początki

Marcin, podobnie jak bracia Zane i Jake Robertson, do Kenii wyleciał zainspirowany sukcesami Kenijczyków, a także filmem o Haile Gebrselassie, który obejrzał w Internecie (do zobaczenia tutaj). Na wyjazd do Afryki mógł sobie pozwolić dzięki oszczędnościom – pieniądze odkładał pracując w pizzerii – a także dzięki temu, że nawiązał współpracę z kenijskimi biegaczami startującymi w Polsce.

Początku pobytu w Kenii nie będzie jednak mile wspominał.

– To długa historia – mówi biegacz. – Celem mojej wyprawy było Iten. Jako, że mam przyjaciół w Machakos i Eldoret poprosiłem ich o pomoc w podróży żebym czuł się bezpieczniej – wiadomo jaka jest Kenia.

– Na lotnisku spotkałem się z przyjacielem. Pomógł mi z bagażem i podróży do centrum Nairobi, gdzie, ze względu na późną porę, miałem przenocować, by kolejnego dnia udać się do Eldoret, a stamtąd do Iten. Niestety z moich planów nic nie wyszło. Gdy dotarliśmy do centrum Nairobi okradziono mnie. Straciłem 2000 szylingów kenijskich i kartę Visa. Zostałem bez grosza. Na szczęście nie byłem sam. Mój przyjaciel zaproponował mi w tej sytuacji żebym na razie udał się do Machakos i zamieszkał razem z nim. Tak zrobiłem. Po trzech tygodniach udało mi się otrzymać nową kartę, a po miesiącu pobytu wynająć pokój w którym mieszkam do teraz.

Kenijski trening

W Kenii Marcin realizuje trening do maratonu, który ułożył razem z jednym z kenijskich biegaczy. 

– Realizuję trudny program pod maraton, w którym biegam naprawdę dużo kilometrów, choć nie zapominam także o szybkości. Czasami wykonując speedwork dołączam do grupy jednego trenera, który przedstawia swój program treningu. Pamiętam że podczas pierwszego takiego treningu udało mi się wykonać cały plan, co jest dla mnie sporym sukcesem. Lekko nie było czego dowodem jest to, że ze względu na krótkie przerwy treningu nie ukończyła żadna kobieta, a także  moich dwóch kenijskich kolegów.

trening machakos

– Na początku pobytu w Kenii biegałem w małej, kilkuosobowej grupie. Wówczas spotykaliśmy się razem w określonym miejscu, gdzie zaczynaliśmy i kończyliśmy trening, po którym wykonywaliśmy streching. Od niedawna biegam jednak sam i realizuje swój program, po którym czuję, że idę do przodu.
W minioną niedzielę wystartowałem w zawodach. Dystans biegu miał wynosić 10 km, ale ostatecznie okazało się, że trasa miała zaledwie 8.65 km, tyle pokazał mi mój GPS. W biegu zająłem 69 miejsce z czasem 30:38, który mógłby być jeszcze lepszy, gdyby nie to, że zachowałem sporo sił na ostatni kilometr – w końcu miało być 10 km. Dzięki temu biegowi wiem jednak, że stać mnie już na wynik w granicach 34:30-34:40 w Polsce.

Kenijska dieta

Warunki, w jakich żyje biegacz odbiegają od tych do jakich przywykł w Polsce. Ze wszystkim sobie jednak dobrze radzi. Na miejscu ma butlę z gazem, dzięki której jest w stanie sam przygotowywać sobie posiłki.

– Jem tu to co wszyscy Kenijczycy. Codziennie na kolację spożywam ugali z sukumą. Dla mnie ugali ma szczególną moc. Tak jak dla nich, tak i dla mnie jest to świetna potrawa. Poza ugali jadam makaron lub ryż z kapustą. 

obiad

Zawodnik nie ukrywa, że chciałby w Kenii spędzić dłuższy czas. Brakuje mu jednak środków na sprzęt do biegania i odżywki.

– Zależy mi na znalezieniu sponsora. Chciałbym spędzić tu nawet kilka lat, co umożliwiłoby dofinansowanie na poziomie 200-400 zł miesięcznie.

Marcin uczy sie języka i będzie starał się o kenijskie obywaletslwto.

Redakcja Bieganie
Redakcja Bieganie.pl