philips
juantorena
11 października 2022 Michał Mieszko Podolak Sport

Sprinterzy o żelaznych płucach, czyli jak łączyć 400 i 800 metrów


Jednoczesne bieganie 400 i 800 m na światowym poziomie to bezsprzecznie „wyższa szkoła jazdy”. Historia zna jednak zawodników, którzy wywodząc się ze sprintu, z powodzeniem przechodzili do biegów średnich. Naturalnie na tejże liście szczególne miejsce zajmuje Patryk Dobek, który dzięki ubiegłorocznym sukcesom już zapisał się na lekkoatletycznych kartach historii.

Prekursorzy

W sierpniu 1920 roku, gdy Polacy walczyli z bolszewicką nawałą, do rywalizacji przystąpili najlepsi na świecie lekkoatleci, którzy w Antwerpii walczyli o olimpijskie medale. Zmagania w stolicy Belgii były pierwszą imprezą, w której jakiemukolwiek atlecie udało się odnieść sukces zarówno w biegu na 400 m, jak i na dwa razy dłuższym dystansie. Bevil Rudd, reprezentujący Związek Południowej Afryki (dzisiejsza RPA) do złota w biegu na jedno okrążenie dołożył brąz na 800 m. I choć uzyskane wtenczas przez Afrykanera wyniki, tj. 49,6 oraz 1:54,0 z dzisiejszej perspektywy nie rzucają nikogo na kolana, to późniejszy dziennikarz „The Daily Telegraph”, jakby nie patrzeć, wyznaczył nowe standardy. Dwanaście lat później w Los Angeles śladami Rudda podążył Kanadyjczyk Alex Wilson, któremu po przebiegnięciu 800 m czasie 1:49,9 zawieszono na szyi srebrny medal IO. W Kalifornii Wilson zdobył jeszcze dwa brązowe medale (400 m i sztafeta 4×400 m), uzyskując w biegu indywidualnym na jedno okrążenie godne podkreślenia 47,4.

Wyprzedził swój czas

Postępujący rozwój nauki w naturalny sposób nie ominął też sportu. Woldemar Gerschler w latach 30. XX wieku jako jeden z pierwszych zrozumiał znaczenie fizjologii w treningu lekkoatletycznym, co zaowocowało stworzeniem biegacza, który bezsprzecznie wyprzedził swój czas. Rudolf Harbig, bo o nim mowa, w 1938 roku wypłynął na szerokie wody, zostając mistrzem Europy w biegu na 800 m (1:50,6). O niebywałym potencjale Niemca świadczył jednak jego rekord życiowy na 400 m, który na rok przed rozpoczęciem II wojny światowej wynosił 46,8. Latem 1939 roku, gdy II apokalipsa wisiała w powietrzu, Harbig biegał jak młody bóg, bijąc rekordy świata na 400, 500 i 800 m. 46,0, 1:01,7 i 1:46,6 uzyskane przez podopiecznego Gerschlera na żużlowej bieżni, to był „kosmos”, do którego przez lata nikt miał się nie zbliżyć (rekord Niemca został poprawiony w 1955 roku przez Rogera Moensa – 1:45,7. Trenerem Belga był Woldemar Gerschler). Skądinąd Harbig w pierwszych latach wojny nie zaprzestał startów, o czym świadczy ustanowiony przez niego w 1941 roku rekord globu na 1000 m (2:21,5) oraz mistrzostwo III Rzeszy w biegu na 400 m (1942). Błyskotliwą karierę zahamowało wysłanie go na front wschodni, z którego biegacz nigdy już nie wrócił, dokonując żywota w marcu 1944 roku.  

Jamajsko – amerykańskie pojedynki

Sukcesów jamajskich sprinterów nie wypada kolejny raz przypominać, ale na przełomie lat 40-tych i 50-tych XX wieku ojczyzna Boba Marleya miała czterystumetrowca, który „w biegach na miejsca” był zagrożeniem dla najlepszych ośmiusetmetrowców świata. Artur Wint, aby w 1948 roku zostać mistrzem olimpijskim w biegu na 400 m, musiał pobiec 46,3. Wartość tego wyniku potęguje fakt, że podczas IO w Londynie eliminacje i ćwierćfinały „czterysetki” odbyły się 4 sierpnia, a półfinał i finał 5 sierpnia. Wint już w półfinale uzyskał 46,3.

Brązowy medal w stolicy Anglii zdobył Amerykanin Mat Whitfield (46,9), który z kolei nie miał sobie równych w biegu na 800 m (1:49,2). Za jego plecami na metę wpadł triumfator przedłużonego sprintu – Artur Wint, któremu finalnie zmierzono 1:49,5. Obaj panowie zmierzyli się także cztery lata później w Helsinkach, gdzie ponownie między sobą rozstrzygnęli walkę o miano najlepszego ośmiusetmetrowca globu. Wygrał Whitfield z identycznym wynikiem jak w Londynie. Jamajczyk, który ponownie musiał zadowolić się srebrem, był wówczas gorszy o 0,2 sek.

W 1946 roku podczas mistrzostw Europy w Oslo Duńczyk Niels Holst-Sørensen do złota w biegu na 400 m (47,9) dorzucił srebro na 800 m (1:52,1). Rekord życiowy Sørensena, który w tym roku skończy 100 lat, na tym dystansie wynosi 1:48,9 (1943).

„Mahomet” vs. USA 

Toma Courtneya polscy kibice zapamiętali głównie z racji legendarnego meczu Polska – USA z 1958 roku, który z trybun Stadionu Dziesięciolecia oglądało ok. 100 tys. osób. Faworyzowany Amerykanin wtenczas musiał uznać wyższość Zbigniewa Makomaskiego, który po istnym biegu życia ustanowił rekord Polski (1:46,7). Courtney przy ogłuszającym dopingu publiczności przegrał z „Mahometem” o 0,1 sek. Porażka mistrza olimpijskiego, którego rekord życiowy wynosił 1:45,8, była tak wielką sensacją, że jedna z zachodnioniemieckich agencji aż trzykrotnie prosiła PAP o potwierdzenie wyników tegoż biegu. Warto też pamiętać, że tuż za zawodnikiem zza Wielkiej Wody finiszował Tadeusz Kazimierski (1:46,9). Co ciekawe Zbigniew Makomaski, który w sierpniu 1958 roku był na ustach całej Polski, lekkoatletyczną karierę zaczynał od płotków, albowiem swój pierwszy medal mistrzostw kraju zdobył w biegu na 400 m przez płotki (brąz w 1951 roku). Dwa lata później był już mistrzem Polski na dwóch dystansach: 200 m przez płotki i 400 m przez płotki. Największym indywidualnym sukcesem „Mahometa”, podpory reprezentacyjnej sztafety 4×400 m, było czwarte miejsce mistrzostw Europy w biegu na 800 m (Sztokholm 1958).

Wracając do Courtneya, to Amerykanin jest klasycznym przykładem umiejętnego łączenia 400 i 800 m. Jego rekord życiowy z 1956 roku w biegu na jedno okrążenie wynosi 45,8. Olbrzymi zapas szybkości sprawił, że podczas IO w Melbourne (1956) Courtney po pokonaniu 800 m w czasie 1:47,7 stanął na najwyższym stopniu podium.

Medalista nieistniejącego państwa

Federacja Indii Zachodnich to twór funkcjonujący na mapie świata w latach 1958–1962. Wchodzące w jego skład kolonie brytyjskie na Morzu Karaibskim swą reprezentację wystawiły na IO w Rzymie (1960). W jej składzie znalazł się George Kerr, dla którego były to już drugie igrzyska, gdyż w 1956 roku jako dziewiętnastolatek reprezentował Jamajkę w biegu na 400 m i sztafecie 4×400 m. Furory nie zrobił, ale zdobyte doświadczenie zaprocentowało cztery lata później (w Melbourne Kerr odpadł w ćwierćfinale, uzyskując 47,7).  Do Wiecznego Miasta Kerr, akademicki mistrz USA z 1959 roku w biegu na 800 jardów, przyjeżdżał jako zawodnik, z którym z pewnością należało się liczyć. Uzyskany przez niego przed IO wynik na 400 m (45,7) pokazywał, że szybkościowo Jamajczyk jest piekielnie mocny. W Rzymie Kerr przez eliminacje, ćwierćfinał i półfinał przeszedł jak burza, za każdym razem wygrywając swój bieg. W decydującej rozgrywce musiał zmierzyć się jednak z gigantami dwóch okrążeń. Rozpoczynający wielką karierę Nowozelandczyk Peter Snell oraz ówczesny rekordzista świata Roger Moens rozstrzygnęli między sobą walkę o złoto. Wygrał Snell (1:46,48) przed Moensem (1:46,55) i biegnącym większość dystansu po drugim torze Kerrem (1:47,25). Do trzeciego miejsca na 800 m reprezentant Federacji Indii Zachodnich dorzucił jeszcze brąz w sztafecie 4×400 m. Podczas IO w Tokio (1964) Kerr, reprezentujący już Jamajkę, był jeszcze w lepszej formie aniżeli cztery lata wcześniej. Tyle tylko, że ponownie na jego drodze stanął fenomenalny Snell, który obronił tytuł mistrza olimpijskiego (1:45,1). Szybsi na końcowych metrach byli też Kanadyjczyk William Crothers (1:45,6) oraz Kenijczyk Wilson Kiprugo (1:45,9). Kerr przegrał medal na samych „kratach”, wyrównując swój rekord życiowy (1:45,9).

Kometa

Kariera Marcelo Fiasconaro przypominała przelot komety. Tudzież efektowny, co krótkotrwały. Urodzony w Kapsztadzie w 1949 rok biegacz w pierwszych latach swojej kariery reprezentował RPA. W 1971 roku oficjalnie był już Włochem, co ułatwił fakt, że jego ojciec pochodził z Półwyspu Apenińskiego (matka Marcelo była Afrykanerką). Pierwszym międzynarodowym sukcesem długowłosego biegacza było wicemistrzostwo Europy w biegu na 400 m. Na helsińskiej bieżni w 1971 roku Fiasconaro uzyskał 45,49, przegrywając złoto zaledwie o 0,04 sek. z Davidem Jenkinsem. Na najniższym stopniu podium wówczas uplasował się obrońca tytułu Polak Jan Werner (45,57).

1972 rok Włoch rozpoczął od halowego rekordu świata na 400 m (46,1), ale w sezonie letnim nie błyszczał, gdyż 45,6 nabiegane w Formii bynajmniej nie zwalało z nóg. Fiasconaro stosunkowo udanie zadebiutował jednak na 800 m (1:47,7), co potwierdziło przypuszczenia jego trenera, że właśnie dwa okrążenia są przeznaczeniem biegającego niezwykle siłowo Włocha. W następnym roku panowie nie zaniedbali wprawdzie „czterysetki”, ponieważ Fiasconaro już w marcu pobiegł 45,6, ale głównym celem stał się dystans dwukrotnie dłuższy. Efekty pracy przyszły nadspodziewanie szybko. 27 czerwca 1973 roku podopieczny Stewarta Bannera wprawił w osłupienie lekkoatletyczny świat, ustanawiając rekord globu na 800 m (1:43,7). Od tego momentu zaczęły się schody. Trapiony kontuzjami Fiasconaro zdążył jeszcze wystartować w mistrzostwach Europy w Rzymie, ale szóste miejsce z wynikiem 1:46,28 (najlepszy w sezonie), jak na rekordzistę świata, nie było powodem do dumy. W tymże biegu zwyciężył Jugosławianin Luciano Susajn (1:44,07), który swą karierę także zaczynał od 400 m. W  1973 roku został halowym mistrzem Europy na tym dystansie (46,38). Rekord życiowy Susajna na otwartym stadionie wynosi 45,93 (1973).

Jeżeli chodzi o Fiasconaro, to w 1975 roku nie zobaczyliśmy już go na bieżni. Kolce zamienił na korki, zostając rugbistą grającym w Serie A!

„Ell Caballo”

15×200 m ze średnią prędkością 23,63 czy 2×600 m + 2×400 m ze średnią prędkością 1;21,9 i 48,25 mógł zrobić tylko człowiek dysponujący olbrzymim zapasem prędkości i niejako zrobioną wytrzymałością. Alberto Juantorena to bezsprzecznie najsłynniejszy w historii zawodnik, który zaczynając od sprintu, spróbował swoich sił w biegach średnich i osiągnął sam szczyt w obu specjalnościach. Kubańczyk podczas IO w Montrealu (1976) wygrał zarówno 400 m (44,26), jak również 800 m (1:43,50 – ówczesny rekord świata), stając się jedną z gwiazd kanadyjskich igrzysk (cztery lata wcześniej popularny „Ell Caballo” dotarł do półfinału „czterysetki”). Autorem koncepcji treningowej Juantoreny był Zygmunt Zabierzowski, wcześniejszy współtwórca sukcesów polskich sprinterów, który w latach 1965–1977 był trenerem na Kubie.

Kenijczycy

Myśląc Kenia, myślimy wytrzymałość. Paradoksalnie jednak najwybitniejsi kenijscy ośmiusetmetrowcy wywodzili się ze sprintu. Paul Ereng, pierwszy mistrz olimpijski z Czarnego Lądu w biegu na 800 m, karierę zaczynał jako czterystumetrowiec, uzyskując w 1987 roku 45,6. Rok później w Seulu w pokonanym polu zostawił takich tuzów dwóch okrążeń jak: Joachim Cruz, Saïd Aouita, Peter Elliott czy Johny Gray. W stolicy Korei Płd. w iście szalonym biegu, gdzie Nixon Kiprotich otworzył pierwsze 200 m w czasie 23,3, Ereng pobiegł 1:43,45. W poolimpijskim sezonie doprowadził życiówkę do 1:43,16 oraz został halowym mistrzem świata w biegu na 800 (1:44,84 – ówczesny rekord świata). Tytuł ten obronił w Sevilli w 1991 roku.

Podobną drogą jak Paul Ereng podążył Billy Konchellah, który w 1979 roku 400 m pobiegł w 45,38. Pięć lat później otarł się o olimpijski medal w biegu na 800 m, finiszując w Los Angeles na czwartym miejscu z czasem 1:44,03. Konchellah był jednak specjalistą od mistrzostw świata, w których zwyciężył w 1987 roku (Rzym) oraz 1991 roku (Tokio). Do tychże sukcesów dołożył też brąz w 1993 roku (Stuttgart). Swój rekord życiowy ustanowił podczas rzymskiego championatu, gdzie linię mety przeciął w czasie 1:43,06.

Fred Onyancha (brązowy medalista z Atlanty 1996 – 1:42,79) przygodę z lekkoatletyką zaczął od 400 m, uzyskując w 1993 roku 45,2. Także Patrick Ndururi zanim pobiegł 1:42,62 (1997), wpierw doprowadził życiówkę na jedno okrążenie do wyniku 45,4 (1994).

Nie sposób pominąć też aktualnego mistrza olimpijskiego i mistrza świata w biegu na 800 m – Emmanuela Korira, który legitymuje się imponującą życiówką na 400 m (44,21 – 2018). Skądinąd na tymże dystansie Korir potrafił wejść do finału mistrzostw globu (6. miejsce w 2019 roku). To m.in. dzięki gigantycznemu zapasowi prędkości Korir dwa koła na stadionie pokonał w 1:42,05 (2018).

Bodajże najwybitniejszy ośmiusetmetrowiec w historii, tj. David Rudisha, 400 m również biegał nad wyraz szybko (45,50). Tyle tylko, że dzierżący od dekady rekord świata Rudisha (1:40,91), podobnie jak Adam Kszczot (rekord życiowy na 400 m – 46,51), nie tyle wywodzili się ze sprintu, co raczej z racji swojego poziomu sportowego posiadali znakomite życiówki na dwukrotnie krótszym dystansie.

Biało-czerwoni naśladowcy Juantoreny

Jeżeli jesteśmy przy Polakach, to przykładem sprintera, który z czasem został średniodystansowcem i osiągnął światowy poziom, jest Marian Gęsicki. 1:45,4 (1975) blisko pół wieku później wciąż budzi szacunek, ale droga do tego wyniku wiodła przez przebiegnięcie 200 m w 21,2 (1974) i 400 m w 46,65 (1973). Gęsicki w 1977 roku w hiszpańskim San Sebastian zdobył brązowy medal halowych mistrzostw Europy w biegu na 400 m (47,21).

Innym biało-czerwonym, który będąc niezłym sprinterem, odniósł międzynarodowy sukces w biegach średnich był Zbigniew Janus, brązowy medalista halowych mistrzostw Europy w biegu na 800 m (Glasgow – 1990). Rekordy Janusa na 200, 400 i 800 m to odpowiednio 21,44, 46,70 i 1:46,99.

Sprinterskie dusze

Począwszy od lat 90-tych XX wieku aż do 2022 roku, mówiąc o typach 400/800 m warto pamiętać o takich zawodnikach jak Amerykanin Mark Everett czy Kubańczyk Norberto Tellez. Pierwszy z nich to brązowy medalista w biegu na 800 m z mistrzostw świata w Tokio (1991), który może poszczycić się doskonałymi życiówkami na 800 m (1:43,20) i 400 m (44,59). Everett był dwukrotnie halowym mistrzem świata w sztafecie 4×400 m (1993 i 1997). Tellez to z kolei wicemistrz globu na dwa okrążenia z Aten (1997), a także srebrny medalista olimpijski w sztafecie 4×400 m (Barcelona 1992). Życiówki następcy Alberto Juantoreny to odpowiednio 45,27 (1994) oraz 1:42,85 (1996). Drugi z wyników w Atlancie wystarczył do zajęcia „zaledwie” czwartego miejsca. Kuba ma jednak szczęście do zawodników umiejętnie łączących bieganie 400 i 800 m. Yeimer Lopez, 6. zawodnik IO w Pekinie (2008) w biegu na 800 m, którego życiówka na tymże dystansie wynosi 1:43,07, w 2003 roku był bliski złamania 45 s na 400 m. Podczas półfinału mistrzostw świata w Paryżu uzyskał 45,11.  

Udane „przejście” zanotował też Kanadyjczyk Gary Reed, wicemistrz świata z Osaki (2007) w biegu na 800 m, który do dwudziestego pierwszego roku życia bawił się w sprintera (jako junior pobiegł 21,73 na 200 m i 47,01 na 400 m). Rodak Leonarda Cohena karierę zakończył z wynikami 46,45 i 1:43,68. Do medalu olimpijskiego w Pekinie (2008), gdzie przybiegł czwarty, zabrakło mu 0,12 sek.

Melodią przyszłości być może jest Holender Tony van Diepen, wicemistrz olimpijski w sztafecie 4×400 m (2021), który w mijającym roku 800 m potrafił przebiec w 1:44,14. Wszak rekord życiowy dwudziestosześcioletniego Holendra na 400 m to budzące respekt 45,83.

Patryk Dobek

Płotkarze vs. 800 m

Jednakże zawodnikiem, który najbardziej przypomina Patryka Dobka jest Niemiec Harald Schmid, trzykrotny mistrz Europy w biegu na 400 m przez płotki (1978, 1982, 1986), który przez całą karierę pozostawał w cieniu legendarnego Edwina Mosesa. Reprezentant Zachodnich Niemiec oprócz znakomitej życiówki na płotkach (47,48), medali IO i mistrzostw świata na swoim koronnym dystansie oraz w sztafecie 4×400 m, ma też bardzo dobrą życiówkę na 800 m (1:44,83). Rezultat ten w żadnym wypadku nie był przypadkowy, bo Schmid trzykrotnie w swojej karierze złamał 1:45 i siedmiokrotnie 1:46. Na imprezie mistrzowskiej dwóch okrążeń nigdy jednak nie pobiegł.

Kończąc opowieść o sprinterach z żelaznymi płucami, warto wspomnieć o wywodzącym się z płotków Duńczyku Andreasie Bube, srebrnym medaliście mistrzostw Europy w biegu na 800 m (2012) z życiówką z 1:44,89. Bube jako osiemnastolatek w 2005 roku 400 m przez płotki przebiegł w 52,75, a o jego predyspozycjach szybkościowych świadczą życiówki na 200, 300 i 400 m (21,68, 33,24 i 46,48).

Michał Mieszko Podolak
Michał Mieszko Podolak

Z racji tradycji rodzinnych, skazany na sport entuzjasta intelektu Aleksandra Wata, odwagi Władysława Broniewskiego i twórczości Jacka Kaczmarskiego.