11 maja 2011 Redakcja Bieganie.pl Sport

Solinsky: ” – Będę zawiedziony jeśli z Mistrzostw Świata wrócę bez medali”


Sezon na bieżni zaczyna się, a w tym roku będzie on wyjątkowo ciekawy ponieważ na przełomie sierpnia i września odbędą się lekkoatletyczne Mistrzostwa Świata w Daegu w Korei. Jednym z zawodników, który ma szanse „dogonić Afrykę” jest niewątpliwie Amerykanin Chris Solinsky. Pisaliśmy już o nim. U progu nowego sezonu Chris dzieli się z Amerykańskim Runner’s World swoimi przemyśleniami i kreśli plany na najbliższe miesiące.

solinsky chris

Warto jednak wpierw przypomnieć dlaczego Etiopczycy i Kenijczycy mieliby się bać Amerykanina, poza tym, że przerasta ich średnio o ponad głowę i waży kilkanaście kilo więcej… W zeszłym roku Solinsky odnotował kilka znakomitych rezultatów, spośród których wystarczy przypomnieć 3 wyniki poniżej 13 minut na 5000m oraz fenomenalny bieg na 10000m podczas mityngu Payton Jordan Invitational na uniwersytecie Stanford, w którym jako pierwszy biały zszedł poniżej 27 minut. Jest członkiem grupy Nike Oregon Project a jego trenerem jest Jerry Schumacher.

Sezon dla Chrisa zaczął się dobrze – życiówką na dystansie 1500 m w połowie kwietnia – wynik 3:35.89 czyli minimalnie gorzej od Rekordu Polski Piotra Rostkowskiego (3:35.62). Zapytany o to, w jakim celu startuje na takich dystansach, Chris tłumaczył, że bieganie krótszych dystansów traktuje jako część treningu, który miał zwiększyć jego szybkość w kontekście końcówek dłuższych biegów. Solinsky chce być w stanie rywalizować z każdym rywalem na finiszu i do tego potrzebna jest mu psychiczna odporność na specyficzne zmęczenie na finiszu długiego biegu, które to zmęczenie porównuje do stanu towarzyszącego podczas całego wyścigu na 1500m. Jak powiedział, bieganie krótszych dystansów uczy zawodnika, że dysponuje jeszcze wyższym biegiem, który może i powinien włączyć w końcówce. Głównym celem treningów jest dla Solinsky’ego przygotowanie do Mistrzostw Świata, w których walka toczyć się będzie o medale, nie o najlepszy czas, dlatego też skupia się na ćwiczeniach taktyki rozgrywania biegu, umiejętności radzenia sobie z wszystkimi sytuacjami, które mogą się wydarzyć podczas finałowego wyścigu. Jak stwierdza Chris, mocne bieganie nie zacznie się wcześniej niż na milę przed metą, dlatego w odróżnieniu od zeszłego roku, kiedy to głównym celem było wykręcenie jak najlepszych czasów, w tym roku najważniejsze jest radzić sobie w kluczowych momentach wyścigu.

W wypowiedziach widać dużą dojrzałość zawodnika, który zauważa, iż poza biegiem na 10000m w zeszłym roku żaden z fantastycznych wyników nie dał mu zwycięstwa, stąd praca z trenerem koncentruje się na tym, jak wygrać, a nie jak pobiec rekordowy czas.

Tłumaczenia Solinsky’ego odpierają krytykę jego startów na początku roku, teoretycznie nie najlepsze wyniki były efektem konsekwentnej realizacji planu, którego ostatecznym celem jest Daegu oraz przyszłoroczne Igrzyska Olimpijskie. Jak przekonuje Chris, w bieżącym roku o wiele dłużej trwał etap budowania wytrzymałości i siły. Treningi biegowej bazy porównuje do wpłat pieniędzy na lokatę bankową i stwierdza, że chce spróbować jak wiele obciążenia treningowego może unieść, ponieważ im więcej uda się „wpłacić”, tym bardziej będzie to procentować pod koniec sezonu na Mistrzostwach Świata oraz w przyszłym roku olimpijskim.

Skutki wielkiej pracy treningowej widać również gołym okiem – Chris schudł – jednakże on sam przyczyn upatruje zarówno w treningu jak i w… małżeństwie, które zawarł w grudniu 2009 roku. Zmiana środowiska z uniwersyteckiego campusu na „dorosłe” życie w Oregonie, w profesjonalnej grupie treningowej, pod okiem trenera ale również i żony, która dba, by Chris jadł zdrowo, zaowocowały poprawą kondycji fizycznej zawodnika.

Jest to zresztą jeden z wielu aspektów obecnego stylu życia Chrisa, które uległy zmianie w momencie, kiedy całe swoje życie podporządkował bieganiu. Stało się ono, jak sam opowiada, jego pracą, która wymaga 100% koncentracji. Celem tej pracy ma być złoty medal w Korei, o którym Chris myśli kiedy biega i kiedy odpoczywa. Tego typu myślenie jest notabene charakterystyczne dla całej grupy Oregon Project – poprzeczka stawiana zawodnikom zarówno przez trenerów, ale również przez nich samych, jest bardzo wysoko.

Jak przyznaje sam zawodnik, w kreśleniu tak śmiałych planów bardzo pomogły mu świetne wyniki na 5000m, które zburzyły blokady w psychice zawodnika. Od tamtego momentu poczuł, że jest w stanie rywalizować z najlepszymi i, co najważniejsze, że jest w stanie z takich pojedynków wychodzić zwycięsko. Tego rodzaju myślenie wydaje się być konieczne nie tylko by faktycznie uzyskiwać bardzo dobre rezultaty i zwyciężać w najważniejszych zawodach ale również by podołać ogromnej pracy treningowej i utrzymać całkowite skupienie oraz oddanie treningom na co dzień.

Na koniec oddajmy głos samemu zawodnikowi, którego wypowiedź obrazuje to nastawienie, które można by zaryzykować i nazwać „mentalnością zwycięzcy”:

„Nie będę udawał. Być może wybiegam myślami zbyt daleko ale byłbym bardzo rozczarowany gdybym wrócił z Mistrzostw Świata i Igrzysk Olimpijskich bez medali. Moim celem przestało być zakwalifikowanie się do reprezentacji kraju czy, później na zawodach, dostanie się do finałowego biegu. Chodzi o to, co mogę zrobić nie tylko by zdobyć medal ale żeby wygrać. Kiedy trenuję, w stu procentach myślę właśnie o tym. Jak powiedziałem, mogę się wydawać niedorzeczny albo pyszny ale właśnie po to trenuję. Będę zawiedziony jeżeli tak się nie stanie.”