NB 1080v12
 
9 grudnia 2010 Redakcja Bieganie.pl Sport

Said Aouita – Universal Runner


Pisząca się już drugie stulecie historia lekkiej atletyki stawia pytanie – kto był jej największą gwiazdą? Odpowiedź jest wręcz niewykonalnym zadaniem. Jak w żadnej innej dyscyplinie sportu, występująca tu różnorodność cech motorycznych nie pozwala na  zestawienie ze sobą wartości wynikowych. Istnieją oczywiście tabele porównawcze wyników wszystkich konkurencji, ale ze względu na różne czynniki (regres lub nagły wzrost ich wartości w danym momencie) będą zawsze źródłem niedoskonałym.

said_5401.jpg
Said Aouita, Los Angeles 1984
Foto: David Cannon, GettyImages Sport, FlashMedia

Zawężając sobie zakres odpowiedzi odniesieniem wyłącznie do konkretnego bloku trochę ułatwiamy sobie wyłonienie najjaśniejszej z jego gwiazd, ale tylko trochę… Jakie przyjąć kryteria przy „prześwietlaniu” bloku wytrzymałości? Jak możemy porównać ze sobą np. Halie Gebrselassie z Sebastianem Coe?. Laik powie – „przecież obydwaj byli biegaczami, czy nie można zestawić ze sobą ich osiągnięć?”. Możemy zbudować tabelę medalową, policzyć ilość bitych rekordów świata, pokusić się o wątpliwe wytypowanie wartości tychże rekordów. Czy dostaniemy odpowiedź? Zdecydowanie nie.

Trochę łatwiej byłoby wskazać „Mistrza Wszechczasów” rozbijając wspomniany blok na biegi długie i średnie, chociaż i tutaj pojawiłoby się mnóstwo znaków zapytania. Komplikując sobie jednak sprawę, cofnijmy się i  spróbujmy wskazać najlepszego „biegacza” w historii. Przeciętnemu człowiekowi słowo „biegacz” kojarzy się z monotonią, z wyczerpaniem, mniej natomiast ze sprintem.  Zatem w rozumieniu laickim „biegacz” jest idealnym terminem charakteryzującym reprezentanta bloku wytrzymałości. Jaką przyjąć charakterystykę owego „biegacza”? Jeżeli ma być towarem eksportowym omawianego bloku powinien być absolutnie uniwersalny, czy jest to możliwe?

W tak długiej historii Królowej Sportu, wśród przebogatej galerii wielkich nazwisk tej dyscypliny, niewielu znajdziemy zawodników odnoszących sukcesy zarówno w biegach  średnich jak i długich.  Legendarny Fin Paavo Nurmi, 6-krotny, indywidualny Mistrz Olimpijski z lat 1920 – 1928 triumfował na dystansach od 1500 do 10000m, a rekordy świata bił począwszy od tego pierwszego dystansu aż po nieklasyczne 20000m. Nie przechodził jednak Fin standardowej drogi od biegów średnich po długie, był niezwykle wszechstronny. Łączył w jednym momencie szeroką rozpiętość dystansów, bijąc np. w jednym roku rekordy świata na 1500 i 10000m. Niczego nie ujmując „wielkiemu niemowie” jak go nazywano, trzeba zauważyć iż nie było wówczas aż tak wąskiej specjalizacji wymuszonej wysokim poziomem konkurencji i wyśrubowanymi rekordami.

10 lat po drugiej wojnie światowej pojawił się niczym wyładowanie atmosferyczne genialny Węgier Sandor Iharos. Był dokładnie jak błyskawica, pojawił się nagle, grzmiał rekordami i równie szybko zgasł na lekkoatletycznym niebie. Pod względem zasięgu rekordów świata, można śmiało nazwać Iharosa następcą Nurmiego:

1500m
– 3.40,8 – 28.07.1955  
3000m – 7.55,6 – 14.05.1955
5000m – 13.40,6 – 23.10.1955
10000m – 28.42,8 – 15.07.1956  

Dekadę później, kiedy zacieśniało się gardło wąskiej specjalizacji, a rekordy z tamtych czasów mają do dziś swoją wartość wielką gwiazdą biegów średnich i długich był Francuz polskiego pochodzenia Michel Jazy. Do złota Mistrzostw Europy zdobytego w ’62 roku na 1500m, dorzucił 4 lata później krążek z tego samego kruszcu, wywalczony jednak na 5km. Znakomite wyniki na obu dystansach osiągał w jednym momencie. W roku 1965 pobił rekord świata na 1 milę (3:53,6) i otarł się (1,8s) o rekord globu  na 5000m należący wówczas do Clarka (13:25,8).

Poszukując dalej najlepszego „biegacza” dołóżmy kolejne kryterium zawężające jeszcze bardziej ścieżkę wyboru. Biorąc do tegoż „plebiscytu” zawodników z ostatnich 30 lat pozbywamy się komplikacji związanych z ustaleniem wartości wyników w danym momencie historii lekkiej atletyki. Czasy osiągane od 1980 roku są już zbliżone wartością do tych dzisiejszych,  w biegach średnich są wręcz aktualne. W biegach długich poczyniony został ogromny postęp. Biorąc jednak pod uwagę obecny sposób rozgrywania walki o medale zapewne niejeden mistrz sprzed 30 lat miałby duże szanse na włączenie się do ich podziału. Również wtedy swoje wpływy zaczęli znacznie rozszerzać zawodnicy Czarnego Lądu. Okres ten jest zatem wiarygodnym ze względu na wielonarodową konkurencję oraz wysoki i aktualny jej poziom.

Pewną regułą bywa przeobrażenie średniodystansowca w specjalistę od biegów długich. Najnowsza historia zna przykłady kiedy to zawodnik po wielu latach bycia „milerem” włączał równolegle do swojej kariery dystans dłuższy osiągając na nim wartościowe rezultaty.

Takiego mistrzowskiego połączenia dystansów w dodatku na jednych Igrzyskach Olimpijskich dokonał pod koniec swojej kariery Marokańczyk Hicham El Guerrouj. Wyczyn to niebywały zważając na fakt iż miał miejsce w czasach obecnych, gdzie kształt sportu jest zupełnie inny niż 40 lat temu, kiedy to rekord świata Michale Jazy’ego na 1milę (3:53,6) był o 10 sekund gorszy od wciąż aktualnego El Guerrouj’a (3:43,13). Hicham był jednak przez 99% swojej kariery typowym „milerem”, niezwykle rzadko uciekającym się w kierunku dystansów innych niż 1500m i 1 mila. Na uwagę zasługuje fakt iż zaczynał i kończył karierę „piątką”. Będąc jeszcze juniorem, swój pierwszy sukces w postaci brązowego medalu mistrzostw świata w tejże kategorii zdobywał właśnie w biegu na 5000m. Biegi długie były zatem w karierze tego „milowego” geniusza tylko krótkim epizodem. Powtórki na płaszczyźnie Mistrzostw Świata dokonał 3 lata później wielki rywal Marokańczyka – Bernard Lagat wywożąc z Osaki dwa złota na 1,5 i 5km. Swą klasę potwierdził na kolejnych MŚ w Berlinie 2009 roku zdobywając tym razem na wyżej wymienionych dystansach brąz i srebro. Nie dysponujący tak znakomitym dorobkiem medalowym, ale osiągający fenomenalne rezultaty Daniel Komen, uzyskiwał je również na dystansach znajdujących się w tym samym przedziale.

Wydłużyć koronny dystans próbowali poprzednicy omawianych tu zawodników. Wspaniali Brytyjczycy Ovett i Cram prezentowali jednak poziom przeciętny w stosunku do wyników osiąganych na dystansach średnich. Dość ciekawie wygląda porównanie czasów uzyskiwanych przez „milowych” herosów sprzed dwudziestu kilki laty ze współczesnymi. Punktem wspólnym dla jednych i drugich jest tutaj bieg na 1500m.

 Dystans  Sebastian Coe
 Steve Ovett
 Steve Cram
 Peter Elliot
 800m  1:41,73  1:44,09  1:42,88  1:42,97
  1500m  3:29,77  3:30,77   3:29,67  3:32,69
 5000m        14:06,20  13:20,06    13:28,58   —
 Dystans  Hicham El Guerouj  Bernard Lagat
 Daniel Komen  Ali Saidi-Sief
 800m  1:47,18  1:46,00  >1:46,60   >1:46,60
 1500m  3:26,00   3:26,34  3:29,46  3:29,51
 5000m  12:50,24  12:54,12  12:39,74  12:50,86

Z przymrużeniem oka należy traktować wynik Coe na 5000m, który był w jego przypadku kwestią treningową. Pewien niesmak może wywołać w drugiej tabeli nazwisko Alego Saidi Siefa, który oprócz świetnych wyników zapisał się również wpadką dopingową.

Studiując tak wybitne kariery, wręcz niemożliwe  wydaje się istnienie zawodnika łączącego wszystkie te dystanse. Dodając do tej listy bieg na 10000m zaczynamy ocierać się o szaleństwo wyobrażając sobie uniwersalnego biegacza… a może raczej robota?

Taki zawodnik jednak istniał. Jeden, jedyny. I nie był wcale cyborgiem.

50 – letni dzisiaj Marokańczyk Said Aouita jest bez wątpienia człowiekiem, był nim również podczas trwającej 15 lat kariery sportowej. Gdyby nie czujny „nos trenerski” nauczyciela wf-u, młody Said poszedłby zapewne w ślady swojego ojca trudniącego się zawodowo łowieniem ryb. Początkowo Aouita traktował sport z przymrużeniem oka rozpatrując go w kategoriach zabawy. Debiut na dużej, międzynarodowej imprezie zaliczył już będąc juniorem zajmując 34 miejsce na przełajowych mistrzostwach świata w tej kategorii wiekowej.  Mimo dobrych prognoz kiedy to jako 21-latek pokonał 1500m w 3:37,08 nie potrafił jakoś rozwinąć skrzydeł. Po pierwszym międzynarodowym sukcesie w postaci zdobycia złotego medalu Uniwersjady w biegu na 1500m (3:38,43), biegacz zaczął bardziej świadomie kierować swoją karierą. W stosunku do zeszłego sezonu notował jednak drobny, regres o 0,61s. Rok później na Mistrzostwach Afryki minął linię mety jako 2-gi i 3-ci odpowiednio w biegach na 1500 i 800m. Pod koniec sezonu uzyskał wynik potwierdzający trwającą już 3-ci sezon stagnację. 3:37,37 uplasowało go na 23 miejscu listy najlepszych zawodników świata w roku 1982.

W perspektywie zbliżających się 1-szych lekkoatletycznych mistrzostw globu nie był to prognostyk, który stawiałby Aouitę w szeregu pretendentów do finału. Jednak już pierwsze starty w kolejnym roku ukazały ogromne możliwości Marokańczyka. Uzyskane w czerwcu 1:44,38 na 800 i 3:32,54 na 1500m zwiastowały duże zamieszanie w szeregach dotychczasowej czołówki najlepszych „średniaków” świata. Niewiadomą był wybór dystansu, Aouita musiał kalkulować – z jednej strony Cruz, Juantorena, Elliot na 800m, z drugiej  Cram, Ovett, Scott na 1500. Ostatecznie wybór padł na dłuższy wariant. Przez eliminacje i półfinał brnął Said bardzo odważnie zajmując w obydwu przypadkach drugie miejsca, raz za Scottem, kolejny za Cramem. Dokładnie ci dwaj biegacze okazali się pogromcami Marokańczyka w finale. Brązowy medal wywalczony w biegu o pozostawiającym wiele do życzenia tempie był przełomowym momentem w karierze 24-letniego wydawałoby się średniodystansowca. Czerwiec olimpijskiego roku 1984 stał pod znakiem intensywnych startów dla Aouity. Pobił rekord życiowy na 1500m ustanawiając go na 3:31,54, a tydzień po tym wydarzeniu zadebiutował w biegu na 5km. Osiągnięty we Florencji czas 13:04,78 zaskoczył wszystkich łącznie z samym autorem tegoż.

Racjonalna analiza konkurencji ułatwiła wybór dystansu, na którym miał zawodnik powalczyć o olimpijskie złoto. Nie będąc jednak „obieganym” miał Marokańczyk obawy czy „piątka” była właściwą decyzją.  Said postawił wszystko na jedną kartę dyktując samemu tempo w finałowym biegu olimpijskiej batalii. Przez większą część dystansu „ciągnął” za sobą 5-osobową grupkę, którą spróbował rozerwać długim finiszem na 1200m przed metą. Ten zryw wytrzymał jedynie Szwajcar Markus Ryffel zmuszając Aouitę do wykorzystania atutów drzemiącego w nim wciąż średniodystansowca. Said odniósł zwycięstwo w wielkim stylu bijąc rekord olimpijski 13:05,59. 2 tygodnie później na mityngu w Zurychu, triumfem na 1 milę (3:49,54) pogroził palcem średniodystansowcom, którzy zdążyli już zaszufladkować jego nazwisko w sektorze biegów długich. Zostawił w pokonanym polu między innymi ex-rekordzistę świata na tym dystansie Johna Walkera.

Ówczesny kalendarz startowy nie przewidywał takiego natężenia imprez mistrzowskich jak w czasach obecnych. Mistrzostwa Świata rozgrywano co 4 lata, zatem do następnego wydarzenia wielkiego formatu był Aouita zmuszony czekać aż 3 sezony. Rozpoczął pogoń za rekordami. Sezon lekkoatletyczny 1985 roku zainaugurował w Madrycie odnosząc zwycięstwo na nietypowym dystansie 2000m w czasie 4:54,98. Miał prawo być wyczerpanym po ciężkim sezonie olimpijskim, jednak już w czerwcu zaczął sygnalizować swoje wysokie aspiracje. Plany miał bardzo ambitne, chciał stać się pierwszym człowiekiem, który zejdzie poniżej dwóch magicznych barier – 3:30,00 na 1500 i 13:00,00 na 5000m. 

Na mitingu w Oslo  podjął próbę bicia rekordu świata na 5km. Nie miał jednak pomocy ze strony rywali biegnąc przez większą część dystansu samotnie. Zwyciężył z przewagą 9 sekund nad drugim Bickfordem z USA jednak do rekordowego czasu zabrakło mu 4 sekund (9-ty w tym biegu był Bogusław Mamiński 13:29,74). 3 tygodnie później w Nicei podjął kolejną próbę poprawienia najlepszego ludzkiego osiągnięcia, ale tym razem na 1500m. Miał w stawce wyśmienitych rywali, Scotta, Gonzaleza oraz swojego największego rywala – Brytyjczyka Steve’a Crama. 

Takie nazwiska na liście startowej zapowiadały niesamowity spektakl. Po szybkich 1100 metrach Cram objął prowadzenie rozpoczynając długi finisz. Tuż za nim jak cień podążał Hiszpan Jose Luis Gonzalez, a dopiero na 3-ciej pozycji Said Aouita. Wbiegając na przedostatnią prostą Brytyjczyk miał już 6 metrów przewagi nad Hiszpanem. Na 350m przed metą Aouita ruszył w szaleńczą pogoń. Wydawało się, że nie jest w stanie zbliżyć się do lidera, gdyż ten nie miał ani chwili zwątpienia pracując na realny już rekord świata. Emocje sięgnęły zenitu na ostatniej prostej, ogłuszający doping i przeświadczenie o niezagrożonej pozycji uśpiły nieco czujność Crama. Aouita goniąc rywala pokonał ostatnie 100m w 11,7s jednak ostatecznie musiał uznać wyższość reprezentanta Wielkiej Brytanii. Na mecie dzieliły ich 4 setne sekundy. Uzyskali fenomenalne rezultaty 3:29,67 i 3:29,71. 25-letni Steven Cram został pierwszym człowiekiem w historii, któremu udało się pokonać 1,5km szybciej niż trzy i pół minuty. Bieg okazał się najszybszym w historii również pod względem średniej wyników:

 Miejsce  Zawodnik  Czas
 1  Steve Cram  3:29,67
 2  Said Aouita  3:29,71
 3  Jose Luis Gonzalez  3:30,92
 4  Steve Scott  3:31,76
 5  Pascal Thiébaut  3:35,50
 6  Dominique Bouchard  3:36,88
 7  Joaquim Cruz  3:37,10
 8  Chuck Aragon  3:37,11

Po biegu Cram powiedział:

„Nie wiedziałem, że Aouita był tak blisko, do ostatnich pięciu metrów. Nie widziałem żadnego cienia na bieżni, myślałem że biegnę sam.”

W słowach dyrektora nicejskiego mitingu Roberta Bertojo nie było cienia przesady:

„To popołudnie zostanie wyryte w pamięci każdego, kto mógł to widzieć. To był jeden z największych biegów tego stulecia.”

Ten start jeszcze bardziej zmotywował Aouitę, postanowił on zdetronizować Brytyjczyka i pozbawić świat wątpliwości kto jest królem biegów średnich… i długich.

Dokładnie 11 dni później stanął na starcie biegu na 5000m w Oslo. Tym razem organizatorzy zadbali o odpowiednie tempo i wystawili pace-makera. Ten niestety nie spełnił oczekiwań schodząc z bieżni wcześniej niż było to zaplanowane. Ciężar prowadzenia biegu po pokonaniu połowy dystansu spadł na Aouitę. 3km minął Marokańczyk w 7:51,00 czyli o 0,8s wolniej od rekordowego biegu Dawida Moorcrofta przed trzema laty. Said nie zrezygnował ani na chwilę przyspieszając na kolejnym okrążeniu do 61 sekund. Niestety ciężar prowadzenia i dwóch „wiozących” się rywali nie pozwoliły na utrzymanie tempa. 4000m minęli w 10:32,16 będąc już o 3,4s pod planem w stosunku do osiągnięcia Moorcrofta. Na 2 okrążenia przed metą Marokańczyk wyraźnie się ożywił rozpoczynając pogoń za rekordem wynoszącym 13:00,41. Tuż za nim jak cień podążali ciemnoskóry Amerykanin Sydney Maree i Włoch Alberto Cova. Przed dzwonkiem oznaczającym ostatnie okrążenie Maree dynamicznie wyszedł na prowadzenie, Aouita mimo zaskoczenia tą zagrywką nie odpuścił rywala ani na krok. Cova nie wytrzymał, a prowadząca dwójka niesiona dopingiem kibiców mknęła w oszałamiającym tempie do przodu. Aouita wyraźnie kontrolował sytuację i na wirażu, 150m przed metą zaatakował wyprzedzając reprezentanta Stanów Zjednoczonych. Maree próbował zrównać się z Aouitą  na ostatniej prostej jednak Marokańczyk nie dał wyrwać sobie zwycięstwa. Szał radości na trybunach wywołały zatrzymane na zegarze cyfry – 13:00,40! Dokładnie o jedną setną sekundy Said Aouita poprawił rekord świata na 5km! Drugi na mecie, przedłużający się „miler” Sydney Maree startował na 5000m pierwszy raz po 6 latach bijąc swój rekord życiowy o 19 sek – 13:01,15. Cova stracił do lidera na ostatnim okrążeniu aż 10 sekund.

Można było odnieść wrażenie, że Aouita i Cram mieli pewnego rodzaju obsesję na swoim punkcie. Dokładnie w ten sam dzień, na tym samym mitingu Brytyjczyk wymazał najlepsze ludzkie osiągnięcie na 1 milę należące dotychczas do Sebastiana Coe. Wynik 3:46,32 był aż o 1,01s lepszy niż stary rekord świata.

Druga część sezonu należała jednak zdecydowanie do Marokańczyka. 21 sierpnia był bliski pobicia wspomnianego rekordu na milę. Zegar wskazał niesamowity międzyczas po 1500m – 3:31,7 czyli 0,6s szybciej niż mijał ten dystans Cram w drodze na szczyt. Ostatnie 109m okazało się jednak trudniejsze niż przewidywał Aouita. Końcowy wynik był o 0,6s gorszy od czasu Brytyjczyka. Należy jednak dodać, iż nie dysponował biegacz wystarczająco silną konkurencją jaką posiadał w Oslo Steve. Tam aż roiło się od wielkich nazwisk – Coe, Gonzalez, Scott, Walker. Said musiał czekać aż 5 sekund na drugiego na mecie Raya Flynna.

Już wówczas borykał się Aouita z urazem biodra. Trening przeplatany był wizytami u lekarza.

„Tę bolesną kontuzję odniosłem 16 sierpnia , a więc wtedy kiedy przygotowywałem się do mitingu w Zurychu. Wówczas zrobiłem test na 400m. Pomimo ostrego bólu po 300m przebiegłem je w 49 sekund. Jednak parę chwil później nie mogłem już nawet chodzić. Odtransportowano mnie natychmiast do centrum służby medycznej, ale większość lekarzy odleciała już na Uniwersjadę do Kobe. Nie miał kto wyleczyć mnie skutecznie. Z Włoch sprowadziłem Aldo Morbidiniego, mego masażystę, który ulżył mi masażami, jednak ból całkowicie nie zanikł. W Zurychu było to jeszcze do wytrzymania…”

Mimo tych dolegliwości zawodnik kontynuował serię startów i już 2 dni później zameldował się na starcie biegu na 1500m w Berlinie. Był  absolutnie zdeterminowany aby usunąć z listy rekordów świata widniejący tam od 39 dni wynik Steve’a Crama. Do pomocy Aouity zatrudniono dwóch pace-makerów. Pierwsze okrążenie minęli w 56,80, po 800 metrach zegar wskazywał czas 1:53,41, wtedy też pierwszy „pomocnik” opuścił bieżnię. Aouita biegł z dużą przewagą nad resztą stawki jednak wyraźny problem zaczęło mu sprawiać utrzymanie się za nadającym ton biegu „zającem”. W okolicach 1050m była to odległość około 6m. Po 3 okrążeniach w 2:48,48 reprezentant Maroka został zupełnie sam, walcząc z własnymi słabościami i uciekającym czasem. Wykrzesał z siebie maksimum możliwości osiągając upragnioną metę w czasie nowego rekordu świata 3:29,46!

„Na 500 metrów przed metą chciałem przyspieszyć lecz bardzo bolało mnie udo. Zamknąłem oczy i powiedziałem sobie: zrób jeszcze 100m i będzie dobrze. 100 metrów dalej zrobiłem to samo prosząc aby moje udo nie bolało. Cierpiałem tak, że w oczach miałem łzy, ból momentami stawał się nie do zniesienia. Teraz zdaję sobie sprawę z tego czego mógłbym dokonać nie mając kontuzji. Nie ma tajemnic, nie ma sekretów: to jest 3:45 na 1 milę i 3:27na 1500m, do tego byłem zdolny.”

To był jego dzień, to był jego czas. Pragnął wykorzystać maksymalnie swoje 5 minut. Kontuzja biodra, która na szczęście nie przerodziła się w nic poważnego była ostrzeżeniem , mówiącym że ta sportowa karuzela jest zjawiskiem niezwykle ulotnym. Said Aouita cieszył się jednak chwilą, posiadał dwa cenne rekordy, wyrywając nareszcie jeden z nich Stevenowi Cramowi.   Bez tajemnic przedstawiał relacje jakie zachodziły wówczas między nim, a  Brytyjczykiem.

„Ten rekord świata jest dla mnie szczególnie ważny. W Nicei startując z Anglikiem popełniłem szereg błędów taktycznych, a ponadto nie posiadałem takiej formy jaką mam obecnie. Jestem optymistą i nie robię problemu jeśli podczas kolejnego startu nie znajduję się w szczytowej formie. Przyjmuję wszystkie wyzwania z dużą wolą zwycięstwa.

Przed Niceą osiągnąłem 13:04,52 na 5000m. W Oslo podczas konfrontacji na krótszym dystansie brakowało mi  szybkości, a jednak podniosłem rzuconą przez Crama rękawicę ufając w swój finisz. Byłem bliski sukcesu. Cram został rekordzistą świata, ja też zszedłem poniżej trzech i pół minuty bijąc stary rekord Ovetta. W tym czasie manager Anglików Andy Norman ironicznie uśmiechał się. Nie byłem wtedy niebezpieczny dla Crama, przynajmniej on tak sądził. A więc proponował, aby się zmierzyć na tym dystansie w Londynie 2 sierpnia. Pomimo mego rekordu świata na 5km nie uważano mnie w Anglii za konkurenta dla Crama. Jego manager dzwonił do mnie do Casablanki na Igrzyska Panarabskie abym potwierdził swój start. Za sam udział w londyńskich zawodach proponowano mi 30 tys dolarów. Jednak moje 3:35,62 na wspomnianych igrzyskach zmusiło go do szybkiego wycofania propozycji. Biegłem tam jednak po zwycięstwo nie po wynik, finiszując ostatnie 400 metrów w 51 sekund.

Proponowałem Cramowi i Coe spotkanie na bieżni w Zurychu, nie zgodzili się. Coe wymawiał się brakiem formy, Cram wystartował na 800m. Było to posunięcie taktyczne. Na dwa okrążenia nikt nie oczekiwał od Steve’a rekordu świata. Bezpośrednia porażka ze mną na 1 milę negatywnie odbiłaby się na popularności Anglika. Mnie denerwują takie kombinacje, nie lubię ludzi którzy robią uniki. Nie mam nic przeciwko Cramowi, Coe czy Ovettowi. Są to przyjemni ludzie. Jestem skłonny zaprosić ich do domu, nawet przyjaźnić się . Ale jak już jestem na bieżni mam jedno pragnienie – zwyciężyć ich.”

Jeszcze pod koniec sierpnia Marokańczyk zaatakował kolejny rekord, tym razem na 3000m. 7-letni wynik Henry’ego Rono 7:32,1 oparł się jednak szturmowi Aouity.  Zabrakło niewiele – 0,8s. Kolejny sezon nie obfitował już w aż tak spektakularne wydarzenia. Padło kilka bardzo dobrych wyników, ale tylko otarły się one swą wartością o te rekordowe.  Na 5km zabrakło pół sekundy, na 2km również, na 3km tylko 13 setnych. Dość ciekawym wydarzeniem był debiut Saida na dystansie 10000m. Wypadł on obiecująco. Zawodnik po stoczeniu walki ze specjalistą od tego dystansu Markiem Nenowem z USA okazał się zwycięzcą w czasie 27:26,11. Znacznie bardziej doświadczony Nenow uległ rywalowi o niespełna 3 sekundy. W podsumowaniu roku 1986 jednak to właśnie Amerykanin liderował w tabeli czasem o 6 sekund lepszym od drugiego w tym rankingu Aouity. Zdecydowanie był to jednak udany występ dla średnio-długodystansowca z Maroka.

Wszyscy zadawali sobie pytanie przed zbliżającymi się Mistrzostwami Świata w Rzymie czy Said Aouita dotrwa do tej imprezy w dobrej dyspozycji, czy obfity kalendarz startów nie wyczerpie jego zasobów energii. Pomijając ten fakt nikt nawet nie zastanawiał się specjalnie na jakim dystansie wystąpi tym razem. Świat był przekonany, że będzie to na pewno któryś z biegów długich. Działo się tak za sprawą słabych występów Aouity na 1500m w poprzedzającym sezonie. Wyniki odbiegały znacznie od poziomu, do którego zdążył przyzwyczaić kibiców – 3:36 na 1,5km, trochę lepiej było na milę – 3:50. Kibice mieli rację, Marokańczyk wybrał „piątkę” na rzymskie mistrzostwa, ale kolejny raz udowodnił, że jest biegaczem absolutnie uniwersalnym. Już pod koniec maja sygnalizował wyśmienitą formę poprawiając o 6 setnych rekord świata Ovetta na 2 mile. Ustanowił go na 8:13,45. W biegach powyżej 3km jego potencjalne rekordy były spodziewane. Oto jak startował na średnich dystansach przed drugimi mistrzostwami globu:

 1 mila  3:46,76
 02.07.1987
 1500m  3:30,69  04.07.1987
 800m  1:44,74  09.07.1987
 2000m  4:50,81 RŚ  16.07.1987

W biegu na 1 milę po przebiegnięciu 1,5km znów zapowiadało, się że padnie rekord świata. Wskazywał na to międzyczas 3:31,8 jednak po raz kolejny rekord Crama wytrzymał próbę wypchnięcia go z tabeli. Kolejnym założeniem startowym była próba bicia najlepszego wyniku w historii na 2km. Przed samym biegiem w Paryżu powodzenie tego planu zaczęło rysować się bardzo mgliście, spadł deszcz, na pierwszym torze zrobiły się kałuże. Pierwszy kilometr poprowadzony przez zająca w 2:25,85 był o 9 setnych wolniejszy od ewentualnego wyrównania wyniku należącego od 11 lat do Johna Walkera. Aouita podążając samotnie do mety pokonał drugi kilometr w 2:24,96 co łącznie dało nowy rekord świata 4:50,81. Mimo zbliżających się Mistrzostw Świata, Marokańczyk nie zamierzał się oszczędzać. 44 dni przed czempionatem przeprowadził na rzymskiej bieżni rekonesans. 22 lipca stając na linii startu biegu na 5000m miał jeden cel – zostać pierwszym w historii autorem wyniku poniżej 13 minut. Pace-makerzey bardzo dobrze wykonali swoją pracę, mijając kolejne kilometry w zakładanym tempie:

2000m – 5:13,04
3000m – 7:46,37

Aouita zmierzając samotnie do mety przez ostatnie 4 okrążenie musiał uważać na dublowanych biegaczy. 4km minął w 10:26,05.  Wbiegając na ostatnią prostą dwóch zawodników nie ustąpiło mu miejsca nie słysząc najprawdopodobniej w ogłuszającym dopingu finiszującego Marokańczyka. Said przyjął dość ryzykowny wariant wykorzystując niewielką lukę tuż przy krawężniku. Groziło to  wypchnięciem poza bieżnię lub zderzeniem z którymś z biegaczy co w obydwu przypadkach  unicestwiało niemal pewny już rekord świata. Wszystko skończyło się jednak dobrze, Said Aouita przekroczył metę po 12 minutach 58 sekundach i 12 setnych! Był absolutnym królem, panującym niepodzielnie i… samotnie.

Marokańczyk miał prawo zacząć się powoli nudzić. Scenariusze wszystkich biegów długich z udziałem Aouity wyglądały niemal identycznie, zawodnik wygrywał z miażdżącą przewagą po długim, samotnym finiszu.

Inaczej rozegrał tym razem finałowy bieg na 5km podczas II Mistrzostw Świata w Lekkiej Atletyce. Po pewnie wygranych eliminacjach w 13:28,63 stanął 6 września do walki o złoty medal. Tempo było niezwykle wolne, cała finałowa 15-tka utrzymała się w zwartej grupie prawie do samego końca. Przez moment mogło wydawać się nawet, że Said może mieć problem z przypieczętowaniem zwycięstwa. Pierwsza piątka wpadła na metę mieszcząc się w dwóch sekundach, najlepszym okazał się oczywiście Aouita.

Po rzymskich mistrzostwach można by sądzić, że 28-letni zawodnik jest zupełnie spełniony. Był wówczas aktualnym Mistrzem Olimpijskim i Mistrzem Świata na 5000m. Posiadał rekordy świata na 1500, 2000, 5000m i 2 mile. Król postanowił jednak szukać nowych rozwiązań podejmując próby objęcia władaniem innych dystansów.

Sportowy świat osłupiał kiedy to na Igrzyskach Śródziemnomorskich we wrześniu 87 roku Said Aouita walczył  ramię w ramię z późniejszym Mistrzem Europy na 3000m z przeszkodami Alessandro Lambruschinim… właśnie na koronnym dystansie Włocha.

Lambruschini odniósł zwycięstwo w czasie 8:19,72. Drugi na mecie Aouita zanotował czas 8:21,92. Nie pokochał jednak aż tak bardzo przeszkód, aby kontynuować dalej karierę w tym kierunku. Uzyskany czas był 24 wynikiem na świecie ówczesnego sezonu.

Pochód jaki rozpoczął w roku 1988 w kierunku Igrzysk Olimpijskich był miażdżący dla rywali i zaskakujący dla kibiców…

 Dystans
 Czas  Pozycja
 Data   Miejsce
2 mile 8:14,05 1 11.06 Dar-el-Beida
1500m 3:36,61 1 27.06 Villeneuve d’Ascq
1500m 3:35,70 1 05.07 Sztokholm
1500m 3:36,50 1 08.07 Londyn
1500m 3:32,69 1 10.07 Nicea
800m 1:44,64 1 27.07 Veron
800m 1:45,42 1 12.08 Budapeszt
1 mila 3:50,82 1 17.08 Zurych
800m 1:44,36 1 21.08 Kolonia
1000m 2:15,59 1 28.08 Londyn

                  
Nie dziwi szereg zwycięstw jakie odniósł przed Seulem Aouita, jednak dystanse na których gromił nawet mocniejszych od siebie rywali były zupełną niespodzianką. Rok po rekordzie i mistrzostwie świata na 5km, dwa lata po debiucie na 10000m Aouita postanowił zostać królem biegów średnich! Naturalną była zawsze tendencja do „przedłużania” się zawodników, Marokańczyk mimo niemłodego już wieku kolejny raz zadziwił świat.

Olimpijski „rozkład jazdy” naszpikowany eliminacyjnym sitem mógł przyprawić o ból głowy:

 Dystans  Runda  Data 
 Godzina
800m eliminacje 23.09  14:00
800m ćwierćfinał 24.09  15:10
800m półfinał 25.09  14:40
 800m finał 26.09  13:40
1500m  eliminacje 28.09  14:00
1500m półfinał 29.09  15:15
1500m  finał 01.10  13:10

Fachowcy z niedowierzaniem odnosili się do ambitnych planów Saida. Do bitwy przystąpił w piątkowe popołudnie otrzymując na inaugurację niezbyt wymagających rywali. Wygrał pierwszą rundę po kontrolowanym biegu w 1:49,67. Dzień później seria była trudniejsza, znajdował się w niej między innymi odwieczny konkurent Steve Cram, który jednak na tym poziomie rywalizacji zakończył przygodę z „osiemsetką”. Aouita znów był górą potrzebując aż 1:45,23 do zwycięstwa. Półfinały były już pasjonującym widowiskiem zapowiadającym wielki spektakl w rundzie finałowej. Oprócz Johnego Gray’a siedmiu aktorów kwalifikujących się do głównego przedstawienia zeszło poniżej 1:45,00. Aż  pięciu miało rekordy życiowe lepsze niż Aouita…

26 września przy upalnej pogodzie cała ósemka pochyliła się nad linią startową w oczekiwaniu na sygnał do rozpoczęcia walki. Od pierwszych metrów szalone tempo narzucił reprezentant Kenii Nixon Kiprotich „zabierając” ze sobą Brazylijczyków – Barbosę i Cruza. Aouita biegł na przedostatniej pozycji. Pierwsze okrążenie wspomniana wyżej trójka pokonała w piorunującym tempie 49,54. Aouita zdawał się być bardzo opanowany porywając się do finiszu dopiero na 300m przed metą. Brazylijczycy i Kiprotich wytrzymali własne, zabójcze tempo przez 630 metrów po czym zostali błyskawicznie wchłonięci przez Brytyjczyka Elliota, Aouitę i debiutującego na wielkiej imprezie Kenijczyka Erenga. Spośród rozprowadzającej bieg trójki, tylko Cruz przetrwał, finiszując na ostatniej prostej po złoty medal. Nie był jednak w stanie odeprzeć piekielnego szturmu 20-letniego Paula Erenga, który był w ten dzień absolutnie nie do pobicia zostając Mistrzem Olimpijskim. Za plecami tej dwójki toczyła się walka o brąz między Peterem Elliotem a Aouitą. Obydwaj byli maksymalnie zmotywowani walcząc do samego końca. Król Said okazał się silniejszy zostając pierwszym człowiekiem w historii, któremu udało się zdobyć olimpijskie medale na 800 i 5000m. Taktyka jaką zastosował on i Ereng zyskała ogromne uznanie wśród fachowców. Młody Kenijczyk pobiegł niezwykle dojrzale, po biegu powiedział:

said 400

„Nie mam doświadczenia, ale jako student psychologii już przed ostatnim okrążeniem byłem świadom, że poradzą sobie z rywalami nawet na ostatniej prostej. To nie jest moje ostatnie słowo, zamierzam poprawić swój wynik, a moim planem dalekosiężnym są Igrzyska Olimpijskie w Barcelonie.”

Starszy i znacznie bardziej doświadczony Aouita musiał skupić się na tym co miało nastąpić już 48 godzin później. Po tak krótkiej regeneracji rozpoczął drogę po kolejny medal  na dłuższym ze średnich dystansów. Zaistniał jednak problem w postaci urazu, który przy tak obfitym natężeniu startowym zaczął sukcesywnie postępować w kierunku poważnej kontuzji.

Said był jednak optymistą i podjął próbę zakwalifikowania się do dalszego etapu olimpijskiej rywalizacji. Wiedząc iż do półfinału kwalifikuje się pewnie pierwsza piątka, kontrolował sytuację oszczędzając się jak tylko to było możliwe. Zapewnił sobie spokojny awans z 4-ego miejsca. To był jednak koniec seulskiego maratonu startowego, ból był już nie do zniesienia. Said nie stawił się na starcie kolejnej rundy. Marzenia o kolejnym medalu, na który miał realne szanse zostały rozwiane. Marokańczyk zapewne stanąłby na podium, srebro zdobył Elliot, z którym Aouita nie miał zwyczaju przegrywać. O krążek z najcenniejszego kruszcu musiałby stoczyć walkę z kolejnym mało znanym i młodym Kenijczykiem Peterem Rono. Starzy rywale Cram i Scott zajęli 4-te i 5-te miejsce.

Po wyleczeniu „kontuzji olimpijskiej” Said rozpoczął kolejny rok startami halowymi. Próbował poprawić rekord świata na 3km pod dachem. Współpracując ze Stevem Scottem oboje byli bliscy sukcesu. Wyniki 7:39,71 i 7:39,94 o niespełna sekundę odbiegały od starego rekordu Puttemansa. Kontynuując sukcesy pod dachem Aouita wystartował w Halowych Mistrzostwach Świata. W budapeszteńskiej hali sięgnął po złoty medal w biegu na 3km zostawiając za sobą Gonzaleza i Baumanna.

W sezonie letnim nie wracał już do „osiemsetki”, jednak często startował na swoim raczej ulubionym dystansie 1,5km wygrywając 6 prestiżowych mityngów. W najlepszej próbie w Hengelo uzyskał nawet trzeci wynik w karierze 3:30,63. O równie przyzwoity rezultat postarał się na swym „złotym” dystansie 5000m. 13:06,36 nie satysfakcjonowało zapewne kibiców. Aouita dbał jednak o swoją widownię i jednym startem potrafił zrekompensować jej niezadowolenie. 20 sierpnia w Kolonii pokonując kolejne kilometry w 2:31,5; 2:31,4; 2:26,6 pobił rekord świata na 3000m stając się pierwszym człowiekiem, który zszedł na tym dystansie poniżej 7:30,00. Kolekcję rekordów globu powiększył zatem do pięciu.

Coraz częściej zaczęły pojawiać się kłopoty zdrowotne u zawodnika. U progu roku 1990 próbował swoich sił znów na hali wygrywając dwukrotnie na mityngach 3000m w 7:44,21 i 7:45,14. Niestety te dwa starty okazały się ostatnimi we wspomnianym sezonie. Kontuzja wyłączyła Aouitę na kilka miesięcy z treningu.

Kolejny sezon, przedolimpijski tym razem, zawierał w kalendarzu startowym trzecie Mistrzostwa Świata w LA. Said fatalnie rozpoczął starty od 6-ego miejsca na mitingu w Hengelo gdzie uległ mało wówczas znanym zawodnikom europejskim. Uzyskany czas na 1,5km 3:37,60 nie załamał jednak Marokańczyk gdyż  miał on jeszcze 2 miesiące  aby dopracować szczegóły przed tokijskim czempionatem. Wygrał w lipcu mityngi w Paryżu i Nicei, ale rezultaty dosłownie stały w miejscu.

Przełom nastąpił 3-ego sierpnia w Monako gdzie swój początek miała symboliczna zmiana warty. Aouita minął metę na drugiej pozycji (3:33,28) ulegając o ponad sekundę młodemu Noureddinowi Morceli z Algierii. Ten 21-latek zaczął godnie przejmować pałeczkę od swego 11 lat starszego rywala. Na docelowej imprezie w Tokio Said radził sobie bardzo dobrze w biegach eliminacyjnych, bez trudu awansując do finału po dwóch rundach. Kulminacyjna rozgrywka ukazała jednak bolesną prawdę – Aouita był cieniem siebie samego, zajął przedostatnie miejsce tracąc 7 sekund do miażdżącego totalnie całą konkurencję Morceli’ego.

Po tak nieudanych mistrzostwach globu kontynuował sezon, tracąc jednak coraz bardziej w oczach organizatorów mityngów. Przyjmował już zaproszenia na nisko budżetowe zawody nie zawsze w nich triumfując, jak miało to miejsce np. w Neubrandenburgu gdzie przegrał ze słabym jeszcze wówczas Robertem Kennedym. W drugiej połowie września doznał dotkliwej porażki podczas startu na 1500m w Kolonii. Bieg wygrał wówczas Morceli, ale Aouita uległ jeszcze czterem zawodnikom w tym Elliotowi i odcinającemu  już kupony od dawnej sławy Cramowi.

Said wierzył jednak, że karta się odwróci i uparcie kontynuował przygotowania do Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie. Efekty tej pracy zaczęły być w końcu widoczne już na początku 1992 roku. Ósmego marca w Sindelfingen Marokańczyk wynikiem 7:41,53 zbliżył się na 2,5 sekundy do rekordu globu pod dachem na 3km. Już 3 dni później podczas mitingu w Pireusie podnosił ręce w geście zwycięstwa bijąc halowy rekord świata czasem 7:36,66. Okazało się, że radość biegacza była przedwczesna, ponieważ IAAF odmówiła ratyfikacji rekordu. Aouita w czasie walki na moment przekroczył krawężnik, łamiąc w ten sposób przepisy. Federacja była nieprzejednana, wynik nie został uznany. Mimo wszystko wielki powrót Marokańczyka stał się faktem, niestety tylko chwilowym. Biegacza znów zaczęły prześladować urazy w związku z czym trening był co chwilę przerywany. Jego nazwisko znalazło się na liście startowej olimpijskiego biegu na 1500m. Said do Barcelony jednak nie pojechał. Postanowił w wieku 33 lat zakończyć karierę.

W finale Igrzysk Olimpijskich na 1500m nie było już nikogo ze starej gwardii. Niespodziewanie złoty medal zdobył Hiszpan Fermin Cacho, a niesamowity Morceli był dopiero siódmy. Aouicie ciężko było odnaleźć się poza światem wyczynowego sportu. Postanowił więc jeszcze raz spróbować. Po kontuzjach nie było już śladu, po dawnej dyspozycji niestety również. Po mitingu w Hengelo 20 czerwca 1993 roku kiedy to zwyciężył na 1500m z czasem 3:37,60 powrócił do swojej decyzji o końcu kariery twierdząc iż tym razem jest ona ostateczna. Zaczął układać sobie nową rzeczywistość blisko sportu znajdując zatrudnienie jako dyrektor techniczny reprezentacji Maroka. W drugiej połowie roku 94 został jednak z tej funkcji zwolniony. Nie wiedzieć czemu, po raz drugi ogłosił oficjalnie światu iż wznawia karierę i wraca do wyczynowego uprawiania sportu. Tą desperacką reanimację podjął rok później kompromitując się zupełnie na mitingu w Los Angeles. Tym razem był to definitywny koniec.  Słowa piosenki „trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym” nabierają w tym miejscu szczególnego znaczenia…

Należy jednak pamiętać, że sportowiec światowego formatu żyje przez kilkanaście lat kariery reżimem treningowym, karuzelą startową i wszystkim co z tą profesją jest związane. Zyskuje rzesze fanów, tych wiernych i tych, którzy trwają tylko w chwili sukcesu. Nagle to wszystko z dnia na dzień się kończy, widownia znika. Nie każdy mistrz jest w stanie odnaleźć się w walce z nowym rywalem, którym jest szara codzienność bez blasku i kolorów, którymi emanował sport. Zapewne niejeden z nich mógłby zanucić słowa Jacka Kaczmarskiego:

Co się stało!? Czemu ten reflektor zgasł?
Kto wyłączył mikrofony mi?
Gdzie jesteście, kto stąd wyprowadził was?
Kto zatrzasnął między nami drzwi?!

W rezultacie Mistrz poradził sobie w życiu i bez blasku jupiterów odnalazł swoją drogę. Późniejsze losy zawodowe Marokańczyka związane był zawsze ze środowiskiem sportowym. Z początkiem XXI wieku był trenerem Australijskiej kadry narodowej biegów średnich. Obecnie jest dziennikarzem stacji Al Jazeera Sports Channel, posiada również własną linię odzieżową.

 

said 2008
Said Aouita rok 2008, foto: yawatani.com

Said Aouita był jedynym tak wszechstronnym biegaczem w całej historii Królowej Sportu. Jedynym który zdobył medale olimpijskie na 800 i 5000m. Jedynym, który zszedł na 800m poniżej 1:44,00, na 1500m poniżej 3:30,00, na 3000m poniżej 7:30,00, na 5000m poniżej 13:00,00. Jedynym, który w ciągu dwóch lat wygrywał najbardziej prestiżowe mitingi na dystansach od 800 do 10000m. Jan Mulak powiedział kiedyś:

„Trening biegowy jest zarazem prosty i skomplikowany.
Prosty – bo dotyczy naturalnej czynności jaką jest bieg ,
a skomplikowany bo odwołuje się do maksymalnych
możliwości ludzkiego organizmu, których w pełni jeszcze
nie poznano.”

Aouita  szukał tych możliwości szczególnie intensywnie i wielopłaszczyznowo. Absurdalne może wydawać się w tych czasach oczekiwanie na biegacza, który zdecyduje się podążać jego śladem i będzie robił to w równie nieprzewidywalny i przewrotny sposób.
       
Któż to wie, sport jest właśnie taki jak Said Aouita – nieprzewidywalny i przewrotny…

FORUM DYSKUSYJNE

Redakcja Bieganie
Redakcja Bieganie.pl