New Balance 1080v12
medal mp
6 grudnia 2020 Krzysztof Brągiel Sport

Rozbroił wojskowych


Kamil Jastrzębski przełamał passę srebrnych medali. W niedzielę (6 grudnia) w Oleśnie podopieczny trenera Huberta Duklanowskiego został mistrzem Polski w maratonie. Choć do olimpijskiego minimum zabrakło ponad minutę, zwycięzca nie krył zadowolenia. Tytuł okrasił rekordem życiowym 2:12:58, pomimo pagórkowatej trasy i mocnego wiatru. Z Kamilem porozmawialiśmy chwilę po kontroli antydopingowej. 


Krzysztof Brągiel: Wielkie gratulacje! Jesteś chyba aktualnie najszczęśliwszym człowiekiem w kraju. 

Kamil Jastrzębski: Dziękuję. Myślę, że jestem najszczęśliwszym człowiekiem na świecie.

KB: Jak wyglądała dzisiaj rywalizacja na trasie?

KJ: Na początku tempo nadawało dwóch pacemakerów – Damian Kabat i Przemek Dąbrowski. Damian poprowadził do siódmego kilometra, a Przemek wytrzymał do dwunastego. Wbiegając na dużą pętle ustaliliśmy, że będziemy zmieniać się na prowadzeniu dwójkami, co pięć minut.

KB: Tylko, że wasza grupa, bodajże sześcioosobowa zaczęła się dość szybko sypać…

KJ: Rozleciała się. Szymon Kulka odpadł chyba na 16 kilometrze, później puścił Błażej Brzeziński i została nas czwórka. Bodajże na 25 kilometrze można powiedzieć, że zacząłem uciekać, ale nie dlatego, że jakoś szarpnąłem, po prostu utrzymywałem swój rytm. Na trochę „przykleił się” Kamil Karbowiak, ale już od 27 kilometra można powiedzieć, że biegłem sam.

KB: Trasa mocno dawała się we znaki? 

KJ: Uważam, że była dość ciężka, wymuszała dużą zmienność rytmu. Podbiegi długie, łagodne, dodatkowo mocny wiatr. Nie było łatwo. Ale miałem swój cel, byłem skupiony na tym, żeby wybiegać minimum.

KB: Kontrolowałeś, jak daleko od tempa na 2:11:30 jesteś?

KJ: Łapałem sobie lapy, ale nie patrzyłem na zegarek. Pierwszym punktem odniesienia była dla mnie połówka. Tam miałem 66:18, więc, żeby zrobić minimum druga część musiałaby wyjść mocno poniżej 66 minut. Jednak ta duża pętla, wydawała się, że będzie łatwa, a nie była. Podbieg 600 metrów na początku i potem przy kościele – no, nie było lekko. Do tego dochodził też silny, czołowy wiatr. Niemniej jestem mega szczęśliwy. Sezon kończę z tytułem mistrza Polski i rekordem życiowym poprawiony o trzy i pół minuty. Udało się złamać 2:13, cieszę się bardzo i myślę, że byłem dziś super przygotowany. Uważam, że wynik jest bardzo wartościowy. W miarę równo pobiegłem połówki, co jest dla mnie bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Przeważnie drugą część dystansu mam sporo wolniejszą, a tutaj zwolniłem o czterdzieści sekund. To nie dużo, biorąc pod uwagę profil trasy.

KB: Podczas mistrzostw Polski na 5000 m byłeś drugi za Szymonem Kulką, na uliczną dychę drugi za Kamilem Karbowiakiem, a ostatnio w przełajach drugi za Tomaszem Grycko. No, ale dziś chyba można powiedzieć, że w pojedynkę rozbiłeś wojsko. 

KJ: Tak jest, wszystko się zgadza. W maratonie: Kamil vs Wojsko 1-0.

podium mp mezczyzn

KB: Był jakiś jeden trening w ostatnich przygotowaniach, który szczególnie pokazał Ci, że wszystko idzie w dobrym kierunku?

KJ: Tak, poszedłem na trzydziestkę rozbiegania i przeleciałem ją po 3:29 na kilometr na minimalnym zmęczeniu. To było w drugiej połowie października, jakiś czas po odwołanym maratonie w Koszycach i starcie w ramach Biegnij Warszawo, który mnie trochę zdołował. Ta trzydziestka mi pokazała, że się odrodziłem po słabszym okresie.

KB: Trochę pewnie dywagujecie teraz z trenerem, ile udałoby się pobiec w Walencji, na dużo szybszej trasie…

KJ: Myślę, że byłem przygotowany, żeby biec tempem 3:05-3:06 na kilometr, więc na wynik w granicach 2:10:00-2:10:30. Tak bym pewnie biegł, gdybym miał możliwość startu w Walencji, czyli najprawdopodobniej zabrałbym się tam z trzecią grupą.

KB: Minimum wiosną wydaje się być w takim razie bardzo realne. 

KJ: Na pewno będziemy się pod nie przygotowywać. Pytanie tylko, gdzie będzie możliwość wystartować i jak potoczy się sytuacja z Covidem. Na pewno będziemy celować wysoko. Jestem bardzo sfokusowany na celu, mam wsparcie najbliższych, niczego więcej mi nie potrzeba. 

Krzysztof Brągiel
Krzysztof Brągiel

Biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.