aarhus cross 1
7 sierpnia 2020 Kuba Wiśniewski Sport

Powrót przełajów na igrzyska – Co na to nasi?


World Athletics ogłosiła, że po 100 latach przerwy biegi przełajowe ponownie zagoszczą na igrzyskach olimpijskich. Na razie wiadomo, że w 2024 roku miałyby się one odbyć w formacie sztafet mieszanych. Spytaliśmy o więcej szczegółów w Polskim Związku Lekkiej Atletyki. Swój komentarz dali nam też przełajowi medaliści mistrzostw kraju – Tomasz Grycko, Iwona Bernardelli i Marcin Chabowski. Pozostają sceptyczni co do polskich perspektyw na występ w Paryżu.

Rada World Athletics w trakcie swoich obrad pod koniec lipca poinformowała, że biegi przełajowe wrócą do programu igrzysk olimpijskich – poczynając od 2024 roku, czyli IO w Paryżu. Za zmianami opowiadał się sam szef WA Sebastian Coe, który przyznał, że crossy zainicjowały jego miłość do lekkiej atletyki.

– Kiedy dołączyłem do mojego pierwszego klubu lekkoatletycznego Hallamshire Harriers, jego prezydentem był Joe Williams, który biegał na przełajach na igrzyskach w Paryżu w 1924 roku. Byłoby to bardzo symboliczne dla tej cudownej konkurencji, gdyby powróciła do programu po 100 latach i gdyby nowa generacja biegaczy zakochała się w rywalizacji poza bieżnią – powiedział podwójny mistrz IO na średnich dystansach.

Przełaje są niezwykle popularne w krajach anglosaskich, wywodzą się za nich również niezliczone zastępy afrykańskich biegaczy, choćby Bekele, Dibaba, Kipyegon, Kamworor i Cheptegei. W Polsce crossy przeżywają delikatnie rzecz ujmując kryzys – zarówno jeśli chodzi o liczebność startujących na mistrzostwach kraju (kilkanaście osób w walce o medale), jak i poziom najlepszych, którzy incydentalnie wskakują do czołówki imprez europejskich. Tymczasem trenerzy oraz eksperci podkreślają, że starty w terenie są nie tylko widowiskowe, ale również stanowią znakomity środek treningowy dla przedstawicieli wszystkich biegowych konkurencji wytrzymałościowych. 

aarhus cross 2

(2 + 2) x (2 x 2,5 km)

W niedalekiej przeszłości były już przymiarki, by przełaje wróciły na igrzyska… zimowe. Ogłoszenie WA jest więc pewnym zaskoczeniem. Maciej Jałoszyński z Polskiego Związku Lekkiej Atletyki nie spieszy się z ocenami, ani z przedstawieniem polskiej strategii przygotowań. Wskazuje, że trzeba raczej poczekać na to, co wyniknie z dalszych rozmów pomiędzy World Athletics, a lokalnym komitetem organizacyjnym IO w Paryżu.

– Ostatecznej decyzji o wprowadzeniu ich do programu igrzysk jeszcze nie ma. Nie wiadomo też, czy będą miały w 2024 roku status pełnoprawnej dyscypliny olimpijskiej czy tylko format sportu pokazowego. Gdyby doszły do skutku, wiemy też, że ilość zespołów byłaby bardzo ograniczona – komentuje rzecznik PZLA.

Z pierwszych komunikatów wynika, że w rywalizacji przełajowej w Paryżu ma wziąć udział tylko 15 reprezentacji. Ma się ona odbyć w formacie drużyn MIX – 2 kobiety i 2 mężczyzn, którzy utworzą sztafetę. Będzie ona jednak nietypowa. Każdy zawodnik ma bowiem dwa razy pokonać odcinek o długości 2,5 km. Tak więc będzie się liczyć nie tylko jednorazowy występ, ale złożenie w krótkim czasie dwóch wysiłków w jedno. Jest to w dużej mierze zgodne z tendencją do skracania programu widowiska sportowego i czynienia go bardziej dynamicznym. 

Ciężko by było namówić czołówkę

Niezależnie od tego, że format zawodów pozostaje niejasny, spytaliśmy czołowych polskich przełajowców o ich opinię na temat powrotu crossu na listę konkurencji olimpijskich. Spodziewaliśmy się, że prestiż z tym związany może pomóc w ich popularyzacji w kraju. Nasi rozmówcy byli trochę sceptyczni.

– Wydaje mi się to super pomysłem, pewnie gdyby była okazja, to bym był zainteresowany. Ale bardzo ciężko byłoby o kwalifikację, bo 15 ekip to mało, biorąc pod uwagę, że pewnie 10 z nich pochodziłaby z Afryki – mówi najlepszy na ostatnich mistrzostwach kraju Tomasz Grycko (na zdjęciu poniżej z lewej). – Ciężko by było namówić naszą czołówkę na taki typ biegania, ponieważ większość biega już raczej dystanse maratońskie. A patrząc na tak zwanych młodych, niestety nie widać jakichś mocnych osób.

nasiprzelajowcy

Multimedalista polskich imprez (4 wygrane na 5 startów w MP) Marcin Chabowski przypomina, że tak jak dla wielu innych czołowych długasów, również dla niego rok 2024 przypadnie już raczej na koniec kariery zawodniczej. Sam pomysł powrotu przełajów na IO i to w zmienionej formule wydaje mu się mimo wszystko interesujący.

– Podniesie to w jakiś sposób oglądalność i atrakcyjność całej lekkiej atletyki. Na pewno byłaby to fajna medialna tuba, sposobność do pokazania się mniej znanym zawodnikom na ekranach telewizorów – wskazuje reprezentant Polski i STS Pomeranii Szczecinek (na zdjęciu powyżej z prawej).

Iwona Bernardelli (na zdjęciu powyżej w środku) uważa projekt WA za generalnie dobry pomysł. Wskazuje jednak, że zaproponowane dystanse w sztafecie oznaczają, że pole do popisu będą mieli tam zawodnicy ze średnich dystansów. Według niej można pomyśleć o zrobieniu również sztafety dłuższej, co mogłoby zachęcić maratończyków do startowania w takiej imprezie.

– Jestem sceptycznie nastawiona do naszych perspektyw awansu do najlepszej 15 na świecie w hipotetycznej długiej sztafecie. W polskiej rzeczywistości nie mamy bowiem zawodników biegających na 5000 m i 10000 m, a i w skali Europy i świata rywalizacja na tych dystansach zanika, chociaż to… WA do tego według mnie doprowadziło. Mamy natomiast liczących się średniodystansowców i zbudowanie sztafety w oparciu o nich mogłoby dać nam wysokie miejsce w klasyfikacji, co przełożyłoby się na lepsze szkolenie, stypendia i zwiększoną popularność tej konkurencji – prognozuje mistrzyni Polski w crossie z 2014 roku.

Marzenia to za mało

Pozostaje pytanie o to, czy i jak poważnie do nowej-starej konkurencji letnich igrzysk podejdą poszczególne kraje. W Polsce, pomimo amatorskich imprez typu City Trail i popularności masowych imprez trailowych – crossy w wyczynowym wydaniu są właściwie od początku XXI wieku w  odwrocie. Pisaliśmy o tym przy okazji ubiegłorocznych młodzieżowych mistrzostw kraju w artykule: „Polskie błoto – przełaje nikomu niepotrzebne?”.

Może powrót biegów w terenie na igrzyska byłby jednak zapalnikiem rozwoju? Iwona Bernardelli ma mieszane uczucia.

– Wielu zawodników z Polski miałoby cel, żeby przygotować się konkretnie do biegów przełajowych. Teraz de facto jest to szykowanie się na jeden start – Mistrzostwa Polski, co nie każdemu się opłaca z perspektywy budowania formy. Dodatkowo mistrzostwa Europy i świata zdominowane zostały przez naturalizowanych zawodników.
 Po pierwsze zmienić musiałby się już system szkolenia młodzieży i seniorów, abyśmy w ogóle mieli zawodników na wyższym poziomie i mieli podstawy do walki o tą pierwszą 15-tkę która ma się kwalifikować do Paryża – wylicza z kolei Marcin Chabowski. – Druga sprawa to system współzawodnictwa, zawodów, który w pewnym sensie jest powiązany z pierwszym punktem. Jeżeli nie mamy w kraju żadnej cyklu, żadnej Grand Prix biegów przełajowych, gdzie ci lepsi zawodnicy chcieliby się ścigać i z drugiej strony wierzyli w taką ścieżkę przygotowań, to zapomnijmy, że będziemy mieli dobrą drużynę na igrzyskach. Skracając wszystko i cytując klasyka: Idea fajna, tylko że, aby zrealizować ideę, trzeba mieć pomysł i plan. Marzenia to za mało.

Fot 1 i 2: Jiro Mochizuki for IAAF

Kuba Wiśniewski
Kuba Wiśniewski

Pisząc coś o sobie zwykle popada w przesadę. Medalista mistrzostw Polski w biegach długich, specjalizujący się przez lata w biegu na 3000 m z przeszkodami, obecnie próbuje swoich sił w biegach ulicznych i ultra. Absolwent MISH oraz WDiNP UW, dziennikarz piszący, spiker, trener biegaczy i współtwórca Tatra Running.