philips
Jimmy Gressier
29 maja 2022 Bartłomiej Falkowski Sport

Piekielnie mocny Gressier – relacja z PE na 10 000 m.


W sobotę 28 maja we francuskiej miejscowości Pace odbył się Puchar Europy na 10 000 metrów. Zarówno w finale kobiecym jak i męskim szybko rozstrzygnęła się sprawa wygranej, ale nie oznacza to że zabrakło emocji. Startowały też nasze reprezentantki i to one, pod nieobecność mężczyzn, skupiały uwagę polskich kibiców. Opis tego jak przebiegała rywalizacja znajduje się w poniższej relacji.

Mach i Jackiewicz na pierwszy ogień

Biegi w ramach Pucharu Europy podzielone były na finały A i B. Jako pierwsze zaprezentowały się trochę wolniejsze panie w finale B. W tym biegu od początku wysoko biegły dwie polskie zawodniczki Angelika Mach i Monika Jackiewicz.

Na szóstym kilometrze szeroka stawka zawodniczek została rozerwana. W liderującej czwórce została już tylko Mach, a także Czeszka Tereza Hrochova, Szwajcarka Nicole Egger oraz Włoszka Rebecca Lonedo. Kilka minut później do zawodniczek zaczęły doskakiwać kolejne biegaczki, m.in. Francuzka Meline Rollin, ale wtedy mocny sygnał do zerwania tempa dała zawodniczka trenowana przez Jacka Kostrzebę. Mach bardzo mądrze biegła przy krawężniku rytmicznym i spokojnym krokiem.

Na pięćset metrów do mety bardzo mocnym atakiem popisała się Czeszka Hrochova, która momentalnie zyskała kilka metrów przewagi. To ona ostatecznie, z czasem 33:08,81, wygrała finał B. Angelika Mach z wynikiem 33:12,31 i rekordem życiowym zajęła drugie miejsce. Trzecia była Lonedo również z PB i 33:15:86. Zwyciężczyni ostatni kilometr pokonała w około 2:58. Monika Jackiewicz z wynikiem 33:59,64 ukończyła na 14. miejscu.

Finał B mężczyzn

W wolniejszej grupie mężczyzn ciężko było szukać nazwisk, które elektryzowałby polskich kibiców. Pewnie najbardziej znanym zawodnikiem był sympatyczny zawodnik z Luksemburga Bob Bertemes, który w mediach społecznościowych chętnie dzieli się swoim treningiem i słynnymi „drillsami”. Jednak w rywalizacji z innymi zawodnikami instagramowy Berte.Bob nie miał wiele do powiedzenia.

Dosyć szybko z grupy urwali się Włoch Pasquale Selvarolo, Turek Sezgin Atac i Rumun Nicolae Alexandru Soare. W takim składzie zawodnicy dobiegli do dziewiątego kilometra. Na niewiele ponad trzy okrążenia do mety Rumun zaczął odpadać, a długim krokiem uciekał Włoch. Na ostatnim łuku przedostatniego okrążenia miał już około dziesięciu metrów przewagi, którą systematycznie powiększał i ostatecznie nie roztrwonił. Selvarolo wygrał z czasem 28:30,35 i nową życiówką. Drugi był Atac, który wynikiem 28:37,38 także poprawił najlepszy wynik w życiu, podium uzupełnił Soare z 28:42,63.

Paszkiewicz w finale A

W szybszej grupie kobiet zdecydowanie trudniejsze zadanie miała Izabela Paszkiewicz. Za rywalki miała m.in. Alinę Reh z Niemiec, czy Yasemin Can z Turcji, które były jednymi z głównych faworytek do zwycięstwa. Pierwszy kilometr zawodniczki pokonały w około 3:20. Na czele biegły faworytki z Niemiec czy Turcji, ale też nadzieja gospodarzy Mekdes Woldu.

Paszkiewicz biegła w tym momencie na siódmej pozycji. Tempo na tym etapie było jeszcze na tyle wolne, że praktycznie wszystkie zawodniczki biegły razem w rozciągniętej grupie. Już sześćset metrów dalej grupę rozerwała Reh. Za nią podążała Can, Woldu i druga Niemka Katharina Steinruck. Nie była to jeszcze duża przewaga, bo nad resztą stawki prowadząca czwórka miała około 5 metrów zapasu co dosyć szybko zostało zniwelowane przez goniące zawodniczki.

Na dziewiętnaście okrążeń do mety Reh zdawała się dawać znak Can by ta dała jej zmianę i dała… w ciągu kilku chwil oderwała się od grupy i na dystansie jednego okrążenia zyskała około dwanaście sekund przewagi. Tak naprawdę po czterech kilometrach Can popsuła trochę widowisko mając już około 70 metrów przewagi nad resztą zawodniczek.

Za jej plecami trwała walka o pozostałe medale miedzy Reh, Woldu i Steinruck. W okolicach półmetka bezpieczną przewagę nad Woldu miała Reh, która odskoczyła od francuskiej rywalki. Paszkiewicz w okolicach połowy dystansu biegała na wysokim 6-7 miejscu.

Can pierwsze 5000 metrów minęła w 15:37,66. Z biegiem czasu wiadome było, że tylko katastrofa odbierze Can złoto, a Reh srebrny medal. Większe emocje towarzyszyły walce o brązowy medal gdzie w sporej grupie biegła m.in. Woldu, ale też Ukrainka Valeriia Zinenko. Bardzo dobrze radziła sobie także Czeszka Moira Stewartova.

Do końca biegu działo się już niewiele. Wygrała Turczynka Can z 31:20,18 druga była Niemka Reh 31:39,86. Trzecia po długim finiszu była druga Niemka Stainruck z nowym PB 32:03,88. Izabela Paszkiewicz dobiegła z wynikiem 32:54,45 na osiemnastym miejscu.

Mężczyźni na deser

Ostatnim biegiem był start panów w finale A. Tu pretendentów do złota mieliśmy naprawdę wielu, a uwagę gospodarzy skupiał wielki faworyt Francuzów Jimmy Gressier. Liderem tegorocznych list był Hiszpan Carlos Mayo z czasem 27:38,59.

Gressier znany z osobliwego podejścia do biegania już na początku pokazał, że chce mocno pobiegać i pierwsze 200 metrów pokonał w 31,08 czyli na wynik w okolicach 26:20… Szarża ta szybko się skończyła i na czoło wyszedł zając prowadząc całą, długą stawkę mężczyzn. Za jego plecami biegł Gressier, Mayo, drugi Hiszpan Juan Antonio Perez, który pożyczał na starcie zegarek od jednego z kibiców, a także m.in. mocny Norweg Zerei Kbrom Mezingi. W czubie był też faworyt do podwójnego, tureckiego triumfu tego dnia, czyli Aras Kaya.

Po około 2300 m Gressier nie był zadowolony z prowadzenia zająca i kolejny raz mocno zerwał tempo odskakując od rywali na kilkanaście metrów. Na atak odpowiedział Mayo, który dochodził francuskiego zawodnika niwelując po 600 metrach ucieczkę Gressiera. Do tego dołączył się Kaya i uformowała się trójka liderów z dosyć bezpieczną przewagą około 13-15 sekund. Bardzo ładnie współpracowali ze sobą Mayo i Gressier wymieniając się na prowadzeniu co okrążenie i biegnąc na wynik dający przepustkę na MŚ. Do pomocy w prowadzeniu nie angażował się za to Aras, który pilnował pleców rywali mimo, że Mayo pokazywał by ten zrobił zmianę.

5000 metrów liderzy pokonali w 13:42,56, czyli z dwusekundową przewagą nad goniącymi ich zielonymi światełkami oznaczającymi bieg na minimum na MŚ. Niedługo potem tempo trzymał już tylko Gressier, a Kaya i Mayo tracili już 20 metrów. Niestety z biegiem czasu także Francuz zaczął słabnąć i nieubłaganie goniła go zielona fala w krawężniku tak samo jak i Carlos Mayo, który zostawił za plecami Turka. Na milę do mety zielone światła odjechały Gressierowi na kilka metrów. Jednak znany z piekielnie mocnej głowy Gressier popisał się genialnym finiszem kończąc kołem w 59 sekund i wygrywając z 27:24:51 i nowym PB. Drugi był Mayo z 27:53,12, trzeci Kaya 27:58,08.

Kameralna impreza we Francji dostarczyła wielu emocji za sprawą naprawdę mocnej obsady, a także kibiców, którzy stali blisko na bieżni stadionu. Z drużynowych medali u mężczyzn cieszyli się Francuzi, Hiszpanie i Niemcy. U pań podium należało kolejno do Niemek, Turczynek i Brytyjek.

Zdjęcie tytułowe: kovop58

Bartłomiej Falkowski
Bartłomiej Falkowski

Biegacz o wyczynowych aspiracjach, nauczyciel wychowania fizycznego i wielbiciel ciastek. Lubi podglądać zagranicznych biegaczy i wplatać ich metody treningowe do własnego biegania.