bebło
29 listopada 2022 Bartłomiej Falkowski Sport

Leszek Bebło: nie wiem czemu miał służyć drugi zakres


Leszek Bebło to maratończyk z życiówką 2:09:42 (Reims 1995). Wynik ten jest czwartym rezultatem w historii polskiego maratonu. Dwukrotny olimpijczyk z Barcelony i Atlanty, zwycięzca maratonów w Paryżu i Reims. Obecnie wiedzie spokojne życie i ktoś kto nie zna historii tego świetnego zawodnika mógłby nie uwierzyć jak wiele sukcesów odnosił podczas swojej kariery. Leszek Bebło opowiedział nam o swoim biegowym życiu w krótkiej rozmowie z Bartkiem Falkowskim, a już jutro będziemy mogli usłyszeć go w podcaście „W Rytmie Biegania”.

Leszek Bebło

Osiągnięcia:

  • 2-krotny start w Igrzyskach Olimpijskich (Barcelona – 20. miejsce, Atlanta – 17. miejsce)
  • zwycięzca maratonów w Paryżu i Reims
  • rekordzista Polski w biegu godzinnym
  • 8-krotny Mistrz Polski (5000m, 10000m, półmaraton, biegi przełajowe)

Rekordy życiowe:

  • 3000m – 7:52.58
  • 5000m – 13:34.30 (8. miejsce polskiego all-time)
  • 10000m – 28:34.47
  • półmaraton – 1:01.56 (3. miejsce polskiego all-time)
  • maraton – 2:09.42 (4. miejsce all-time za Szostem, Gajdusem i Niemczakiem)

Jak wygląda życie po życiu biegowym? Co aktualnie robi czwarty w historii polski maratończyk?

Mieszkam na prowincji z moją żoną Asią, hodujemy kaczki, uprawiamy pole, jeżdzę na starym ciągniku. Jestem domorosłym rolnikiem. Pracuję też w fabryce felg w Stalowej Woli. Prezes firmy Superior Industries Production Poland Sp. z o.o.. Prezes, pan Jacek Krupa też jest biegaczem amatorem, dodatkowo wspiera wiele inicjatyw sportowych i może dlatego tak dobrze mi się tam pracuje. Już nie biegam ze względu na kontuzję. Ale mamy psa, z którym chodzę na długie spacery.

Wiem, że nie zawsze wiódł pan spokojne życie na prowincji. Krążą legendy, że nikt nie zarobił w polskim bieganiu takich pieniędzy jak Leszek Bebło. Słyszałem też historie o lotach do Paryża na zakupy. Czy to prawda?

Nie, z tymi lotami to już sobie ktoś wymyślił. Aż tak dobrze nie było (śmiech).

Jednak sam o sobie powiedział Pan „żyłem jakby jutra miało nie być”.

Tak to prawda. Była chata „full wypas”, marmury, kominki ściągane z Portugalii. Wyjazdy, wycieczki, ale wszystko z rodziną. Nie żałowaliśmy sobie. Były pieniądze to trzeba było to wykorzystać. Przy okazji takiego bogatego, barwnego życia spotkałem np. Aleksandra Kwaśniewskiego, Lecha Wałesę.

bebło

Czy takie podejście z życia prywatnego, aby chwytać dzień i nie do końca myśleć o jutrze, pomagało w bieganiu? Bo widzę teraz trend u biegaczy, że oni jeszcze w trakcie kariery biegowej działają by miękko wejść w dalszy etap życia po zakończeniu biegania. Prowadzenie biegaczy amatorów, szkolenia, zakładanie firm. Może jednak przesadne myślenie o przyszłości przeszkadza w szybkim bieganiu tu i teraz?

Jest coś takiego, że gdy postawimy sobie cel, np. pobiegnięcie określonego wyniku w maratonie, i go osiągniemy to robi się pewna pustka. Do kolejnego celu jest jakiś dłuższy czas i wtedy właśnie jest ten moment by żyć chwilą. Spędzać czas na przyjemnościach z rodziną, a nie myśleć tylko o bieganiu czy przyszłości. Nie można cały czas mieć klapek na oczach i nie widzieć niczego poza bieganiem.

Czy możemy znaleźć jakąś największą różnicę między wyczynowym bieganiem w Polsce teraz a w latach 80/90?

Ciężko mi powiedzieć, bo tak naprawdę nie wiem co teraz chłopaki robią. Ale rzuca mi się w oczy, że obecnie jest duży indywidualizm. Każdy sobie rzepkę skrobie. Kiedyś biegaliśmy w grupie. Trenowaliśmy wspólnie, spędzaliśmy razem cały chwile między treningami. Z innymi biegaczami spędzaliśmy bardzo dużo czasu na wspólnej pracy, wiele czasu spędzaliśmy razem na obozach w Szklarskiej Porębie. Tam są trudne trasy, urozmaicony teren. Mocny trening tam zawsze procentował na startach. Trzeba było jednak wykonać ciężką, długą robotę. A trening grupowy pomagał w tym, bo na treningu nie zostawialiśmy tyle zdrowia co w przypadku samotnego biegania.

Bardzo dużo czasu spędził Pan we Francji. Czy w tamtych czasach biegacze stamtąd różnili się od Polaków? Była jakaś inna myśl szkoleniowa, inne podejście do sportu, kultura?

To co zaobserwowałem to oni nie biegali czegoś takiego jak drugie zakresy.

No bo to w sumie taki polski wymysł, prawda?

Tak, oni tego nie biegali. Stawiali nacisk na bieganie odcinków. 400, 600, 1000 metrów, tego typu treningi. Nie biegali też tak monotonnie długich wybiegań tak jak my biegaliśmy w Polsce. Ja sam nie wiedziałem czemu ma służyć taki drugi zakres. Ani to nie było szybko, ani jakoś wolno. Nie było to zbliżone do prędkości startowych, ale też potrafiło bardziej męczyć niż spokojne wybieganie. Ja lubiłem trzecie zakresy. Lubiłem przebiec dyszkę w układzie np. 6 kilometrów po 3:20-3:15 i ostatnie cztery kilometry po 3:05-3:00. I wtedy czułem że zrobiłem trening. A takie mulenie w drugim zakresie? To nie miało sensu.

Wiem, że ciężko przełożyć bieganie wyczynowe na trening amatorski, ale jakie najważniejsze rady miałby pan dla naszych czytelników szykujących się do maratonu?

Systematyka. Systematyka jest najważniejsza. Codziennie przed maratonem trzeba biegać. Niektórym wydaje się, że pobiegają dwa, trzy razy w tygodniu i staną na starcie i przebiegną maraton bez większego problemu. Ale to jest złudne.

Ale o jakich czasach mówimy? Bo chyba dla takich amatorów celujących w 4,5 godziny to nie będzie dobre biegać codziennie.

Ta rada o codziennym bieganiu to dla osób celujących w trzy godziny. Należy systematycznie, codziennie wychodzić. Nie trzeba robić jakiegoś specjalistycznego treningu tylko po prostu wychodzić i biegać.

Słyszałem, że pańskim zdaniem piwo jest dobre dla biegacza. Rozwinie pan tę kwestię? Może trzeba pokazać, że wyczynowy sportowiec to człowiek jak każdy inny.

Tak, piwo odkwasza. Organizm wytwarza kwas mlekowy. Żeby szybciej się zregenerować trzeba ten kwas usunąć. Dlatego dwa piwka to jest nic strasznego. Po treningu trzeba wieczorem, po kolacji spokojnie usiąść i zrelaksować się przy piwie. Natomiast zdecydowanie odradzam mleko. Mleko właśnie zakwasza, dostarcza szkodliwą dla organizmu kazeinę. Dorosły człowiek nie powinien pić mleka.

Więcej historii, o których opowiedział nam Leszek Bebło znajdziecie w podcaście „W Rytmie Biegania”, którego premiera zaplanowana jest na środę 30.11.2022.

Bartłomiej Falkowski
Bartłomiej Falkowski

Biegacz o wyczynowych aspiracjach, nauczyciel wychowania fizycznego i wielbiciel ciastek. Lubi podglądać zagranicznych biegaczy i wplatać ich metody treningowe do własnego biegania.