New Balance 1080v12
john landy
30 stycznia 2021 Jakub Jelonek Sport

John Landy


Choć był dopiero drugim biegaczem, który połamał barierę czterech minut na milę, pozostaje jednym z najlepszych milerów XX wieku. Australijczyk John Landy bił rekordy świata na milę i 1500 m, zdobył brąz olimpijski, ale zasłynął też nowoczesnymi koncepcjami treningowymi oraz wyścigami, które uwieczniano później na pomnikach! Poznajcie historię biegacza, który oglądał się za siebie, ale wyciągał wnioski.

Szybki postęp

John Landy urodził się 12 kwietnia 1930 r. W szkole trenował futbol australijski, a bieganiem zainteresował się w 1949 r., gdy dołączył do drużyny Geelong Guild Athletic Club. Dwa lata później był już w reprezentacji stanu Wiktorii, a gdy zwyciężył w jednym z biegów na milę – wypatrzył go trener Percy Cerutty, który przekonał go do poświęcenia się bieganiu.Po zaledwie trzech tygodniach planu treningowego Cerutty’ego, Landy poprawił swój wynik na milę z 4:43 na 4:31, a po kolejnych 4 miesiącach doprowadził życiówkę do 4:17. Cerutty opisywał jego wielki talent następującymi słowami:

Jako biegacz ten gość jest niesamowity. Ma odwagę i pragnienie doskonałości, a gdy biega, nie okazuje objawów wysiłku. Dużo mniej męczy się od innych, dzięki czemu biega tak dobrze praktycznie sam z siebie. Ma nogi jak struś, świetną pracę mięśni, a także dobrą budowę do treningu siłowego. Przemieszcza się praktycznie bez wysiłku, aż pięknie się to ogląda – zachwycał się.

Na fali początkowego entuzjazmu, Landy poprawił swój rekord czasem 4:11 na milę, stając się nagle jednym z kandydatów do medalu olimpijskiego. Bez problemu zakwalifikował się na igrzyska w Helsinkach 1952 r., a po przylocie do Europy zmierzył się ze słynnym Rogerem Bannisterem w Londynie. Uzyskał tam kolejny rekord życiowy – 4:10 i wszystko zapowiadało walkę o medale na najważniejszej imprezie czterolecia. Jednak na samych igrzyskach Landy pobiegł słabo, czasem 4:14 plasując się na piątym miejscu w eliminacjach na 1500 m, przez co odpadł z dalszej rywalizacji. W Europie wiele rozmawiał o treningu z innymi biegaczami, m.in. z Emilem Zatopkiem. Powoli zaczął dostrzegać, że niektóre z pomysłów Cerutty’ego nie mają sensu. Zauważył też, że europejskie buty są dużo lepsze niż te, które stosował dotychczas.

John Landy  podczas biegu

Marzenia o złamaniu „czwórki”

Po powrocie do Australii wprowadził do treningu interwały i kilka innych pomysłów, o których słyszał w Europie. „Trenowałem jak szalony przez trzy miesiące” – wspominał ten okres.Wkrótce pobiegł 4:08 na milę, a po biegu zaznaczył, że wiele pomogły mu… buty zakupione w Europie. Kolejny przełom nastąpił 13 grudnia 1952 r., kiedy na zawodach międzyklubowych pobiegł rewelacyjny wynik – 4:02,1, pokonując ostatnie 3 okrążenia zupełnie sam. Był to trzeci wynik na milę w historii. Po biegu przyznał, że wciąż wiele zawdzięcza treningom z Ceruttym, ale wkrótce definitywnie rozstał się z nim. Cerutty miał mu wypominać, że skoro teraz pobiegł tak dobrze, powinien był lepiej poradzić sobie na igrzyskach.

Tymczasem w głowie Landy’ego pojawiło się marzenie połamania „magicznej” granicy w biegu na milę – 4 minut. Każde okrążenie poniżej minuty wydawało się coraz bardziej realne. W kolejnych dwóch podejściach osiągał jednak niezadowalające 4:02,8 (3.01.1953) i 4:04,02 (24.01.1953). Najlepiej byłoby dla niego polecieć na kilka mityngów do Europy, ale był na ostatnim roku studiów i nie mógł sobie na to pozwolić. W grudniu 1953 r. rozpoczął kolejny sezon, otwierając sezon wynikiem 4:09, a w drugim starcie pobiegł już 4:02,4, mimo że dzwonek oznaczający 3 okrążenia wybrzmiał w czasie 3:00,2. Na mityngu 21 stycznia 1954 r. pobiegł ponownie 4:02,4, a w lutym 4:05,6 i 4:02,6. W kolejnych biegach uzyskał 4:05 i 4:02 (w marcu i kwietniu), a warunki na Antypodach stawały się coraz trudniejsze z powodu zbliżającej się australijskiej jesieni.

Gdy wreszcie zdecydował się polecieć do Europy, w mediach gruchnęła wieść, że Bannister przebiegł milę poniżej 4 minut (3:59,4). Landy w ostatnim czasie nie miał szczęścia do zawodów – nie sprzyjały mu warunki, nie miał pacemakerów. Pobiegł sześć razy poniżej 4:06 od igrzysk w Helsinkach, lecz do granicy 4:00 wciąż było daleko. W końcu, w niedalekim od Helsinek fińskim Turku, 21 czerwca 1954 r. trafił na godnych rywali i komfortowe warunki. Mierzył się tam m.in. z Chrisem Chatawayem, który wcześniej prowadził Bannisterowi od 2,5 do 3,5 okrążenia w pierwszym biegu poniżej 4 minut. Chataway był pewny, że zwycięży z Landym, który uzyskał już w Europie na sprawdzianie 4:01,6 i uzyskane podczas testu na 200, 300 i 400 m odpowiednio: 23,0, 37,0 i 49,0. Miał więc solidne podstawy do marzeń o czasie poniżej „czwórki”.

Rekord świata i połamanie „magicznej czwórki”

Po wystrzale startera Landy biegł za prowadzącym Finem, pierwsze okrążenie pokonując w 58,5. Na prowadzenie wyszedł już po 600 m, a 800 m minął w 1:57,9. Chataway miał na tym etapie już 3 metry straty do lidera. Landy parł do mety, próbując utrzymać szalone tempo. Nie mógł uwierzyć, że Chataway wciąż trzymał się blisko niego na 1200 m (2:56). Utrzymując to samo tempo, Landy wybiegł z ostatniego wirażu i oderwał się od rywala. Chataway nie odpowiedział na ten atak, a Landy minął 1500 m w czasie 3:41,8 (rekord świata), a milę pokonał w niewiarygodnym czasie 3:57,9 (ratyfikowane przez IAAF jako 3:58,0, ze względu na obowiązujące w tym czasie zasady zaokrąglania). W dobrych warunkach i naciskany przez Chatawaya Landy mógł w końcu pokazać, na co go stać. Teraz był gotowy na Bannistera, a wielkimi krokami zbliżały się Igrzyska Imperium Brytyjskiego i Wspólnoty Brytyjskiej rozgrywane w Vancouver w Kanadzie. Landy uzyskał niedługo później 2:20,9 na 1000 m, czyli tylko sekundę od rekordu świata. Zapowiadał przed pojedynkiem z Bannisterem, że pokona go szybkim tempem. Bannister był jego przekleństwem i choć poprawił jego wynik po zaledwie 46 dniach, wciąż miał chrapkę, by „roznieść go w pył” w bezpośrednim starciu.

Walka uwieczniona w brązie

Landy pobiegł w Vancouver bardzo odważnie, mając w pewnym momencie nawet 10 metrów przewagi nad Bannisterem, ale Brytyjczyk dogonił go zanim zadźwięczał dzwonek, a później rozpoczął maksymalny sprint na ostatnich 200 m. Landy zapłacił za to, że wyszedł zbyt wcześnie na prowadzenie, bo w przeszłości niewiele miał możliwości, by doskonalić swoje umiejętności taktyczne poza Australią. Na swojej ziemi rzadko był naciskany i zwykle musiał prowadzić tempo zupełnie sam. Wyścig dwóch najlepszych wtedy milerów na świecie był zapowiadany jako wielki pojedynek, a prasa określała do „Cudowną milą”, „Wyścigiem stulecia” i „Milą marzeń”. Transmisji z tego biegu słuchało na żywo ponad 100 milionów słuchaczy i porównywalna liczba telewidzów przed odbiornikami. Na ostatniej prostej finalnego okrążenia, gdy Landy obrócił się w lewo przez ramię, Bannister minął do z prawej strony, zwyciężając i poprawiając rekord życiowy (Landy również poprawił życiówkę). Moment zawahania Landy’ego upamiętnia posąg z brązu, przedstawiający dwóch biegaczy wielkości większej niż w rzeczywistości, stworzony przez Jacka Harmana w 1967 r. Rzeźba powstała na podstawie zdjęcia wykonanego przez fotografa Vancouver Sun – Charli’ego Warnera. Monument witał przez wiele lat osoby odwiedzające Empire Stadium w Vancouver, a gdy stadion został zburzony, rzeźba została przeniesiona w okolice wejścia terenów wystawowych Pacific National Exhibition (w 2015 r. rzeźba wróciła na teren stadionu). John Landy na jej widok zażartował jednego razu: „Żona Lota zmieniła się w słup soli, gdy zerknęła do tyłu. Ja jestem prawdopodobnie jedyną osobą, która zamieniła się w brąz oglądając się za siebie”. 

John Landy  pomnik

Po przegranej w Vancouver Landy chciał zakończyć karierę, ale z racji tego, że kolejne igrzyska odbywały się praktycznie pod nosem – w rodzinnym Melbourne, postanowił podjąć rękawicę i powalczyć raz jeszcze. Co prawda pracował już jako nauczyciel i w swojej okolicy nie miał nawet dostępu do bieżni, trenował zaciekle, by utrzymać ogólną formę i spróbować zakwalifikować się na igrzyska. Trenował cały czas według własnej formuły, odrzucając nawet propozycję pomocy od znanego trenera Franza Stampfla. W pierwszym sprawdzianie pobiegł 1:51 na 800 m, a w dwóch kolejnych biegach na milę uzyskał dokładnie ten sam czas – 3:56,8. Nagle stał się jednym z faworytów do medalu olimpijskiego, w swoim drugim starcie na tej imprezie.

Mistrzostwa Australii, które przeszły do historii

Był to jeden z najpiękniejszych biegów na milę w historii, mający miejsce podczas mistrzostw kraju. Zawody rozgrywano niedługo przed igrzyskami w 1956 r. i był to przedolimpijski test przygotowań do imprezy czterolecia. Landy zapowiedział przed biegiem na milę, że zaatakuje rekord świata, a z trybun dopingowało go 22000 widzów.Kiedy pistolet wystrzelił, młodzi biegacze reprezentujący swoje stany ruszyli w szaleńczym tempie, a na prowadzenie wysunął się Rob Morgan-Morris, pokonując pierwsze okrążenie stadionu w 59 sekund. Za nim ustawił się Ron Clarke (aktualny rekordzista świata juniorów na milę), dalej Alec Henderson, John Plummer i John Landy. Czas pierwszego koła pozwalał marzyć o rekordzie świata. Na półmetku Robbie Morgan-Morris ciągle był na prowadzeniu, ale tempo siadło – czas na tym etapie wyniósł dwie minuty i dwie sekundy. Dlatego też na początku trzeciego okrążenia młodziutki Ron Clarke i Landy ruszyli do przodu, narzucając mocniejsze tempo. Wciąż istniała szansa na rekord świata. Landy wyprzedził Clarka, ale wtedy wydarzył się szczególny incydent. Clarke zareagował i ponownie wyszedł na prowadzenie. John Landy był na równi z nim, z kolei Alec Henderson próbował wcisnąć się pomiędzy nich i wewnętrzną krawędź krawężnika. Robiąc to, Alec podciął Clarka swoimi kolcami, a ten wyciągnął się jak długi na żużlową bieżnię, podczas gdy Henderson dobiegł do wewnętrznej części bieżni.Widząc to, co się wydarzyło, Landy zrobił najbardziej niewiarygodnie głupią, piękną, ale też dżentelmeńsko uroczą rzecz, jaka może przydarzyć się w sporcie. Zatrzymał się, następnie zawrócił kilka metrów w kierunku Rona Clarka i pomógł podnieść się młodszemu rywalowi. Clark był w stanie kontynuować bieg, krzyknął więc tylko Landy’emu: „Biegnij, jestem cały! Biegnij, biegnij!”. Tłum, widząc to, zaczął skandować: „Landy, Landy, Landy!”, który z każdym krokiem zaczął zbliżać się do uciekającej czołówki. Landy wspominał, że zapomniał wtedy o wszystkim: o tytule mistrza kraju na milę, o swojej próbie pobicia rekordu świata, nawet o kwalifikacjach na zbliżające się igrzyska. Zrobił po prostu spontaniczny gest braterstwa w sporcie. Wciąż też liczył się w walce o medale krajowego czempionatu.

Clarke dołączył do Landy’ego i zaczęli gonić pozostałych biegaczy. Mieli około 60 jardów straty i niecałe dwa okrążenia do mety. Rozpoczęli wariacką gonitwę, choć na stadionie mało kto spodziewałby się, że mają jeszcze jakiekolwiek szanse na dobre miejsce. John Plummer, Merv Lincoln i Alec Henderson prowadzili stawkę, zbliżając się z każdą sekundą do mety. Clark i Landy kontynuowali pościg, biegnąc praktycznie sprintem drugą połowę biegu.Tłum krzyczał, gdy Landy narzucając coraz szybsze tempo zbliżał się do prowadzącej grupy. Na ostatnim kole było to już kilkanaście metrów, a na ostatniej prostej Landy rozpoczął szaleńczy sprint. Za sobą zostawił Clarka, a następnie szturmem ruszył ku linii mety. Na ostatnich metrach minął Hendersona i Lincolna, zwyciężając w całym biegu z czasem 4 minuty i 4 sekundy. Pokazał nie tylko wspaniałą postawę, ale i wielkie serce do walki.Ludzie wstali ze swoich miejsc oglądając to, co działo się na stadionie. Wszyscy widzowie wiwatowali, a brawa rozentuzjazmowanego tłumu trwały dobrych kilkanaście minut, gdy Landy dziękując im za wsparcie, przebiegł jeszcze rundę honorową dookoła stadionu. Nie udało się pobić rekordu świata, bo zatrzymując się i wracając Landy stracił od 8 do 10 sekund. Sam bieg potwierdził za to, że Landy jest w doskonałej formie, a to, co działo się tego dnia w Melbourne pozostanie w pamięci jako jeden z najpiękniejszych biegów na milę w historii. W Narodowym Centrum Historii i Edukacji w Australii znajduje się napis upamiętniający to wydarzenie: „był to spontaniczny gest braterstwa w sporcie, który nigdy nie zostanie zapomniany”. Z kolei rzeźbiarz Mitch Mitchell stworzył figurę z brązu przedstawiającą moment, gdy Landy pomaga podnieść się Clarkowi. Monument znajduje się w Parku Olimpijskim w Melbourne.

John Landy  pomnik

Igrzyska w Melbourne

Przygotowania olimpijskie Landy’ego zostały zakłócone przez wyjazd do Stanów Zjednoczonych, gdzie Landy pojechał promować igrzyska. Podczas pokazowych zawodów pobiegł dwa razy poniżej 4 minut na milę, ale twarde amerykańskie bieżnie spowodowały kontuzję achillesa Landy’ego. Zawodnik próbował jeszcze trenować, ale kontuzja nie ustępowała. Na każdym treningu w kolcach na początku października musiał przerywać bieg. Na koniec miesiąca powiedział, że będzie w stanie pobiec, ale nie spodziewa się, że będzie na 100% gotowy.

Zanim rozpoczął rywalizację, w imieniu zawodników składał jeszcze ślubowanie olimpijskie. Jest to wydarzenie odbywające się w centralnym momencie ceremonii otwarcia igrzysk, kiedy wybrany sportowiec i sędzia reprezentujący kraj organizujący igrzyska trzymają róg flagi olimpijskiej i składają przysięgę w imieniu wszystkich uczestników. Przepełniony emocjami Landy ruszył o walkę o olimpijskie medale. W finale biegu na 1500 m rozpoczął spokojnie, a kiedy stawka biegaczy ruszyła do długiego finiszu na trzecim okrążeniu, był ustawiony daleko z tyłu. W pewnym momencie zawahał się, czy ruszyć na tak wczesnym etapie biegu i czy zdoła tak długo utrzymać mocne tempo. Powstała duża grupa przed nim, gdy wybiegali na ostatnią prostą. Landy, który zwykle biegł jako pierwszy, tym razem zaatakował zza pleców i mijał rywali, a ostatecznie finiszował na trzecim miejscu. Niektórzy mówili po biegu, że zbyt późno ruszył, ale Landy tłumaczył: „Przed biegiem myślałem, że nie mam żadnych szans na medal. Dopiero na ostatniej prostej uwierzyłem w siebie”. Tym razem to on mijał, a nie mijano jego, jak Bannister w Vancouver.Niedługo później Landy zakończył sportową karierę. Na początku lat 2000 był gubernatorem Wiktorii (to formalnie najwyższe stanowisko we władzy wykonawczej stanu). Jako dwukrotny rekordzista świata i posiadacz sześciu wyników poniżej 4 minut na milę, a także człowiek o wielkim sercu, Landy jest bez wątpienia jednym z najlepszych milerów w historii.

Trening

Landy’ego często porównuje się z Bannisterem, który jako pierwszy połamał 4 minuty na milę i wygrał z nim w bezpośrednim starciu. Jeśli chodzi o ich trening, to różnice między nimi były ogromne. Obaj próbowali osiągnąć ten sam cel, ale zupełnie innymi drogami. Trening Bannistera wydawał się przy planie Landy’ego ekstremalnie lekki. Bannister mógłby nawet według dzisiejszych kryteriów zostać nazwany amatorem, a trening Landy’ego przypominał raczej znany współcześnie profesjonalny trening biegowy na średnich dystansach.

Landy był pod dużym wpływem myśli treningowej Percy’ego Cerutty’ego, z którym krótko trenował w Melbourne, zanim rozstali się z powodu kłótni. Niektóre cechy treningu Cerutty’ego były obecne w treningu Landy’ego, ale były też duże różnice. Landy opisywał to następująco:

W mojej głowie bieganie mili jest prostym połączeniem wytrzymałości i szybkości. Wytrzymałość najlepiej osiągnąć przez długie, wolne bieganie, a podczas biegania rozbiegań zegarek nie jest potrzebny, chyba że dla okazjonalnego zerknięcia. Szybkość, z drugiej strony, jest uzyskiwana dzięki bieganiu prędkości dużo większych niż tempo startowe, na odcinkach krótszych niż 440 jardów (ok. 400 m). Takie sprinty powinny być poniżej naszego maksimum i, ponownie, zegarek nie jest niezbędny w tym przypadku. Moim zdaniem bieganie tylko szybko-wolno na dystansie ćwierć mili powoduje, że wpadasz w środek dwóch wspólnych celów. Uzyskujesz niewystarczające tempo w każdej takiej ćwiartce aby rozwinąć prędkość, a trening nie jest na tyle długi lub zbyt lekki, by dać najlepsze efekty dla wytrzymałości. Jestem też zwolennikiem trenowania tak, jak pozwala nam samopoczucie” – tłumaczył.

Zmiany w treningu

Program Landy’ego ewoluował z roku na rok. W 1952 r. pobiegł życiówkę wynikiem 4:02,1, choć biegał w tym okresie zaledwie 32 km tygodniowo w formie wolnych rozbiegań. Przeciętne rozbieganie robił na dystansie 11,2 km (7 mil). Uzupełnieniem tego były interwały 8-12x 600 jardów (w tempie 65 sekund na 400 m), na przerwie 600 jardów truchtu (4 minuty). Te powtórzenia wykonywał 5 razy w tygodniu. W latach 1953-1955 jego trening przybrał więcej odmian. Po sezonie wykonywał przez pewien czas całkiem duży kilometraż. Landy przyznał, że po sezonie 1953 r. przebiegł 480 km, zanim zaczął trening specjalistyczny.

W kolejnych latach, pokonywał 80-96 km tygodniowo podczas fazy przygotowawczej („bazy”), a bieganie wspomagał wycieczkami górskimi i marszami. Po tym okresie wykonywał relatywnie szybsze biegi z dłuższymi powtórzeniami. Było to na przykład 11,2 km (7 mil) w czasie 39 min., 6×1 mila w 5 minut lub 3 mile w 16:30. Po tym okresie, od 21 lipca 1953 do 10 października 1953 wykonał łącznie 700 x 600 jardów całkiem szybko, a więc naprawdę ogrom treningu interwałowego. Średnio wychodzi to około 10×600 jardów dziennie. Tempo wynosiło 66 sek. na 440 jardów, na przerwie 600 jardów truchtu po każdym. Po tym okresie zwiększył liczbę 600-jardowych biegów do 16-19 powtórzeń w październiku tego roku. Zamiast robić je każdego dnia, robił ten trening przez 2-3 dni z rzędu, a pomiędzy takimi blokami wychodził na 30 minut truchtu. Od listopada do grudnia zamienił 600 jardowe odcinki na 440 jardów, a prędkości były większe. Zwykle trening tego typu wyglądał następująco: 20×440 jardów w 62 sekundy z 440 jardami truchtu pomiędzy. Tak samo jak w przypadku 660 jardów, wykonywał ten trening prawie codziennie, zmieniając go jedynie czasem na 30 minut truchtu w dni pomiędzy.

John Landy  bieganie

Zaczynając w grudniu sezon startowy ruszał na pierwsze zawody, pomiędzy którymi wykonywał ciągle krótkie, intensywne odcinki. Kilka przykładów tych treningów to 10×440 jardów w 57,5 z przerwą 440 jardów w truchcie, 6×440 jardów w 62 s. z przerwą 440 w truchcie, 4×1 mila w 4:35 na przerwie 440 jardów w truchcie, 3×1200 m w 3:03 (średnio) z 20 minutami odpoczynku pomiędzy, 4×1 mila w 4:20 na 15 min. przerwy pomiędzy. Dodatkowo w tym okresie wykonywał 60 minutowe rozbiegania, a okazjonalnie nawet 90 minut. Czasem robił sobie nawet kilka dni wolnego. W tym okresie biegał na zawodach na milę około 4:02. Ten rodzaj startów i treningów kontynuował przez cały sezon startów na bieżni, czyli od grudnia 1953 do 21 czerwca 1954 r., kiedy ustanowił rekord świata na milę. Warto odnotować, że w okolicach maja zaczął robić inne odcinki poza 440-tkami. Wprowadził na przykład treningi takie jak 13 okrążeń stadionu, kiedy biegał spokojnie na wirażach, a przyspieszał na prostej. Ponadto zaczął pracować nad swoją prędkością sprintów, wykonując treningi takie jak 10×100 m i 100 m marszu pomiędzy. W 1955 r. wykonywał też 20×50-220 jardów sprintów pod górę, nie na maksimum możliwości, z powrotem w truchcie. Oprócz treningów biegowych robił także ćwiczenia kalisteniki przez 20 minut oraz trening siłowy z wieloma powtórzeniami niewielkich obciążeń.

Komentarz Steve’a Magnessa

Analizy treningu Landy’ego dokonał amerykański trener Steve Magness: „Przyglądając się treningowi Landy’ego widać jak na dłoni, że stale majstrował w swoim treningu. Zbierał metody swoich poprzednich trenerów i układał je po swojemu, przy czym wydawał się pilnym studentem teorii treningu. Łączył niektóre aspekty treningu zaczerpnięte od Cerutty’ego z kilkoma elementami reżimu treningowego Franza Stampfla. Przyglądając się jego treningowi można dostrzec, że robił solidną »bazę«, zanim rozpoczynał ekstremalnie ciężkie treningi. Na rozbieganiach biegał głównie 11,2 km (7 mil) spokojnego biegu. Ta podbudowa dawała mu bazę dla dalszej pracy, którą później sobie aplikował. Kiedy skończył ten etap, zamieniał pracę tlenową w kolejny typ treningu. Przełożenie treningu tlenowego na pracę beztlenową można wyraźnie dostrzec w treningu Landy’ego. Widać w jego postępowaniu współczesną periodyzację. Po treningu bazowym robił trochę treningu w górnych granicach pułapu tlenowego lub blisko progu mleczanowego, biegając 11,2 km (7 mil) w 39 minut (czyli w tempie 3:29/km). Prawdopodobnie pracował też na progu mleczanowym, budując wydolność tlenową, kiedy robił odcinki 6×1 mila w czasie 5 minut (około 3:07,5/km). Po tym okresie zaczynał pracować nad szybkościami, robiąc treningi w tempie zawodów na 2 mile i wykonując powtórzenia 660-jardowe. Ten trening kształtował w pewnym stopniu pojemność tlenową, bo było tutaj dużo odpoczynku, a tempo było zbyt wolne na trening beztlenowy.

Warto zanotować, że chociaż Landy mógł nie robić czegoś, co obecnie uważamy za dużą bazę tlenową, to ciągle kładł duży nacisk na tlenową podbudowę swojego treningu. Niewielka baza, którą wprowadzał i następnie przełożenie tego na treningi na progu, a później wykonywanie dość wolnych odcinków – wszystkie one stanowiły pracę tlenową. Landy pokazywał też progresję, zwiększając liczbę odcinków 600-jardowych. Robiąc je, ciągle pracował nad wydolnością tlenową. Po tym okresie wykonywał przełożenie tego treningu na krótsze i szybsze odcinki, takie jak 20×440 jardów w 62 sekundy. Na tym treningu robił dłuższą przerwę odpoczynkową, która powodowała różnicę pomiędzy wcześniejszymi treningami tlenowymi, a późniejszymi beztlenowymi. W kolejnych tygodniach liczba powtórzeń spadała, a tempo rosło. Treningi były bardziej intensywne, a trening aerobowy był wykonywany z naciskiem na prędkości startowe. Warto jednak zaznaczyć, że nawet jeśli zwiększało się tempo i intensywność, ciągle w treningu tym było wiele odpoczynku. Landy robił na przykład 3 lub więcej minut przerwy pomiędzy odcinkami, robiąc 440 jardów truchtu. Jest to dużo więcej niż w tradycyjnym treningu 10×400 m z podobną przerwą. W rzeczywistości, Landy robił niewiele powtórzeń z niewielkim odpoczynkiem. Większość jego ciężkich treningów wydawało się kształtować pojemność beztlenową, a dłuższy odpoczynek mógł być dla niego dobrym wyborem. Na przykład 15 minut pomiędzy odcinkami 1200 mogłoby się wydawać szalonym pomysłem dla niektórych współczesnych trenerów. Jedną rzeczą, która zwiększała trudność jego treningu było wykonywanie wielu krótkich interwałów, gdy w międzyczasie robił trochę dłuższych powtórzeń, takich jak mile po 4:35, które mogłyby być pomocne przy kształtowaniu VO2max i pojemności beztlenowej. Przez cały czas biegał też coraz więcej spokojnych rozbiegań, od 30 do 60-90 minut. Mogło być to spowodowane tym, że Landy zrozumiał, jak istotny jest trening wytrzymałości tlenowej i w ten sposób mógł rozwijać systemy tlenowe w momencie, gdy robił ciągle tak dużo pracy beztlenowej. Z kolei w momencie, gdy nadszedł czas, by biegać naprawdę szybko, doskonale dostrzegł rolę »wyostrzenia«. Robił trochę krótkich, szybkich sprintów i zmienne przyspieszenia, zanim zaczął starty w większych zawodach. Może to być wpływ Cerutty’ego, który był adwokatem wykonywania treningów wyostrzających, takich jak te podczas intensywnego okresu startowego. Jedną z bardziej istotnych rzeczy w treningu Landy’ego było sprawne żonglowanie lekkimi i ciężkimi treningami. Zdarzało mu się wykonywać kilka ciężkich treningów w kolejnych dniach z rzędu, ale ogólnie, szczególnie na początku sezonu, powtórzenia te były rozdzielone dniami 30- lub 60-minutowego truchtu. Jest to ważne, bo pozwalało mu odpocząć do następnych mocnych treningów.”

Landy miksował i dopasowywał do siebie różne metody treningowe. Rozpoznawał potrzebę periodyzacji swojego treningu i zmieniał trening, jeśli zbliżały się ważne zawody. Dzisiaj możemy zauważyć, że stosował doskonale zaplanowaną periodyzację, budując najpierw podbudowę tlenową, bieganie na progu, rozwijając pojemność tlenową, aby na koniec rozwijać pojemność beztlenową i wyostrzenie przed zawodami. Ten typ treningu przypomina wiele nowoczesnych programów treningowych, a Landy robił to już w latach pięćdziesiątych XX wieku! Możliwe, że bardzo ważną rzeczą, którą stosował, jest też odpowiedni czas przerwy w trakcie treningów. Nie robił praktycznie krótkich przerw w swoich treningach. Pomysły ze skracaniem do minimum odpoczynku pojawiły się względnie niedawno.

John Landy  bieganie

Patrząc na trening Landy’ego możemy się zastanawiać, czy wydłużając przerwy Landy nie rozwijał systemów anaerobowych, a następnie pozwalał swojemu ciału odbudować się i kształtować wydolność kwasomlekową. Robiąc to, nie osiągał pewnie zbyt wysokiego poziomu lactatu, jak dzieje się to u innych, wykonujących to samo na krótkiej przerwie. Być może był to sposób Landy’ego na utrzymywanie ekstremalnie intensywnych treningów, ale bez produkowania zbyt dużo zbędnych produktów przemiany materii. To pozwalało mu robić więcej powtórzeń w tempie startowym albo też robić więcej powtórzeń w ciągu tygodnia. Czasami jego ciało potrzebowało tylko dnia, by odbudować się do kolejnego mocnego treningu. Mogło tak się dziać dzięki temu, że jego treningi nie były dla niego tak wyczerpujące. Kluczowe punkty treningu Landy’ego:

  • na przestrzeni lat ważna jest zarówno progresja w kolejnych treningach, jak i ogólna periodyzacja,
  • przed rozpoczęciem treningu interwałowego warto zbudować solidną „bazę” z treningu ogólnego,
  • trening interwałowy powinien być zwiększany na zasadzie relatywnie wolniej bieganych dłuższych odcinków, jak i krótszych, bieganych coraz szybciej, 
  • przejście pomiędzy treningiem tlenowym i beztlenowym jest ważne, z uwzględnieniem takich rzeczy jak szybsza końcówka biegów „w tlenie” pomiędzy fazą budowania „bazy” i rozpoczęcia treningu interwałowego,
  • rób dni wolne, jeśli są potrzebne: przeplatanie lekkich i ciężkich treningów powinno zadziałać dobrze, 
  • faza „wyostrzenia” z przyspieszeniami i krótkimi sprintami powinny pomóc osiągnąć maksimum możliwości,
  • warto kłaść nacisk na utrzymanie szybszego tempa, a także stosować tak długą przerwę, aby dawała wymagany efekt, 
  • w treningu siłowym warto stosować wiele powtórzeń niewielkimi ciężarami dla wzmocnienia całego ciała. 
Jakub Jelonek
Jakub Jelonek

Ciągle aktywny chodziarz, który nieustannie dokądś zmierza (wielokrotny reprezentant Polski i dwukrotny olimpijczyk – z Pekinu i Rio). Współautor książek „Trening Mistrzów” (2018), „Henryk Szost – Rekordzista” (2019), „Marcin Lewandowski – Mój Bieg” (2020). Pracownik Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego w Częstochowie, a także trener lekkoatletycznych klas sportowych w IV liceum w Częstochowie. Działa też jako sędzia i organizator imprez, nie tylko sportowych.