new balance morev4
bragie krzysztof felieton
11 czerwca 2020 Krzysztof Brągiel Sport

jak pobić rekord polski na 5000?


5 lipca rekord Polski na 5000 metrów będzie obchodził swoje 44 urodziny. 13:17.69, które w roku 1976 uzyskał Bronisław Malinowski, wciąż okazuje się być nie do pobicia. Wynik często wykorzystywany jest we wszelakich dyskusjach, jako najbardziej dobitny dowód na słabość rodzimych biegów długich. W swoim fikcyjnym dziennikarskim śledztwie spróbowałem znaleźć odpowiedź na pytanie – co zrobić, żeby wreszcie wymazać podstarzałe 13:17.69 i zastąpić je wynikiem na miarę XXI wieku?

W pierwszej kolejności dotarłem do fikcyjnego biegacza z lat 70-tych, którego zapytałem, gdzie leży przyczyna, że wynik „Bronka” wciąż jest nie do ruszenia.

– Panie, bo kiedyś to się trenowało a nie siedziało na tych łoki tokach (tik tokach – tłum. red.), fajsbokach (facebookach – tłum. red) i innych fajansach (insta story – tłum. red.). Panie, jak ja widzę teraz tych naszych sportowców, to ręce opadają. Najpierw pół godziny ze szmartfonem, potem coś potruchta, potem znowu te… jak to się mówi… klawe kadry?
– Słit focie.
– No właśnie. I skąd ma być forma po takim trenowaniu? Myśmy rąbali, aż wióry leciały. I co oni teraz jedzą, panie? Wszyscy wielcy światowcy tylko te makarony wciągają. Makaroniarze sami teraz. Panie, za naszych czasów się jadło ziemniaki w pięciu postaciach i potem z tego była konkretna robota na treningu. Na kartoflach się biega, a nie jakieś makarony. Siła z ziemniaka, panie! I teraz też wszyscy jacyś kontuzyjni, co chwila tylko by się kazali masować. Słabe konstrukcje, panie. Zero sprawności, ciągle coś boli. Jak się więcej czasu spędza na masażach niż na podbiegach, to panie, kto ma te rekordy poprawiać? Ja panu coś powiem. Gdybym do swojego trenera na obozie przyszedł i powiedział, że mnie coś ciągnie pod kolanem, to myśli pan, że co by mi odpowiedział?
– Że trzeba zrobić przerwę?
– Cha cha cha! Panie, najpierw bym gumowym młotkiem przez łeb zarobił, a potem jeszcze by mi dodatkowy trening na płotkach przysolił. Inni na stołówce by już dawno ziemniaki wtryniali, a ja bym się na stadionie z nogą zakroczną szarpał
.

Oto co na to samo pytanie odpowiedział fikcyjny, współczesny, czołowy polski maratończyk:

– Dlaczego nikt nie może pobić rekordu Malinowskiego? To chyba bardziej pytanie do PZLA, niż do mnie. Cały system jest zły. Od 10 lat wszystkie zgrupowania finansuję z własnej kieszeni. Nic od związku nie dostaję, ani odżywek, ani sprzętu, wszystko muszę załatwić sam. To jest twoim zdaniem dobry system? Tak się powinno dbać o czołowych maratończyków? PZLA systemowo niszczy polskie biegi długie i to jest fakt, a nie opinia. Najpierw wywalili dychę z programu mistrzostw Polski, a ostatnio piątkę. Zaraz jeszcze się dobiorą do przeszkód, bo stwierdzą, że za długo to trwa i im niszczy napięty program. Jak zorganizują przełaje, to robi się z tego kpina, nikt nie chce startować w ich zawodach. Dzwoń do PZLA i się spytaj – dlaczego aż tak im przeszkadzają biegi długie? Ciekawe, co powiedzą. Dopóki tam rządzą leśne dziadki, to nie widzę szans, żeby te 13:17 ktoś rozmienił.

Zadzwoniłem. Udało mi się porozmawiać z fikcyjnym działaczem z departamentu odpowiedzialnego za szkolenie młodzieży i dzieci.

– Szanowny panie redaktorze, zarzuty, że celowo chcemy utopić biegi długie są niepoważne. Kto tak twierdzi? Dlaczego chcielibyśmy to zrobić? My potrzebujemy medali, my się panie redaktorze grzejemy w ich blasku – oczywiście proszę tego nie cytować. To z medali nas potem rozliczają – ministerstwo, sponsorzy, kibice. Dlaczego mielibyśmy nie chcieć medali długodystansowców? Złoto mistrzostw świata to złoto mistrzostw świata i dla nas nie jest ważne, czy je zdobędzie młociarz czy maratończyk. Tylko czy ktokolwiek rokuje na jakieś medale? Oni lubią się skarżyć, że system jest zły i płakać na złych działaczy. Jak to nas nazywają? Parkowe stryjki?
– Leśne dziadki.
– Panie redaktorze ja mam 42 lata i mieszkam na Ursynowie. Las widzę na pocztówkach od szwagra z Białowieży. Jak im nasz system nie odpowiada, to niech wskażą na jakiś idealny. Wie pan redaktor kto to jest Byambajav Tseveenravdan? Nie? Już wyjaśniam, reprezentant Mongolii, który w lutym pobiegł 2:09 w maratonie. Ktoś z naszych ostatnio tyle poleciał?
– No nie, ale chodzi o to, żeby inwestować w biegaczy, zanim nabiegają wynik, zamiast  oczekiwać wyniku, a dopiero później wspierać. Taki wydaje mi się być przekaz od naszych długasów.
– A mogę prosić o powtórzenie z jakiej pan jest redakcji?
– Bieganie.pl.

W tym momencie urwało się nam połączenie. Dla pełnego obrazu sytuacji postanowiłem jeszcze zapytać kogoś spoza naszego polskiego piekiełka. Udało mi się skontaktować z kenijskim biegaczem, który w swojej chacie nieopodal Eldoret gościł kiedyś jakiegoś Mietka ze Zwolenia, dzięki czemu dowiedział się nieco na temat naszego kraju. Oto e-mail, jaki przyszedł do naszej redakcji z Afryki, dosłownie na godzinę przed publikacją (pisownia oryginalna).

 Hello my friend! I think in Poland you have a big mentally problem. You are too nervous but I know why. Because you have ZUS. It’s a big problem when You make a money and half of this must pay for ZUS. In running it is very important to be happy. You know, what I say? Like this song – relax take it easy. When you are not happy, you run slowly. I was talking a lot with my guest „something Mietek” and I know about yours problem in Poland. It make me sad but I hope you broke Bronislaws record as soon as possible. And one think for the end – not kartofel, eat ugali.

Podsumowując, każda strona sporu o stan polskich biegów długich ma swoje racje i trudno oczekiwać, żeby w najbliższym czasie udało się osiągnąć porozumienie. Być może najbliżej prawdy jest nasz fikcyjny kenijski przyjaciel i wszystkiemu winne są przymusowe ubezpieczenia społeczne? Może rzeczywiście cytując Bolca z „Chłopaki nie płaczą” – naszym chłopcom brakuje luzu i żeby wskoczyć na wyższy poziom, muszą poczuć te kocie ruchy? 

____________________
Krzysztof Brągiel – biegacz, tynkarz, akrobata. Specjalizacja: suchy montaż i czerstwe żarty. Ulubiony film: „Pętla”. Ulubiony aktor: Marian Kociniak. Ulubiony trening: świński trucht. W przyszłości planuje napisać książkę o wszystkim. Jeśliby się nie udało, całkiem możliwe, że narysuje stopą komiks. Bycie niepoważnym pozwala mu przetrwać. Kazał wszystkich pozdrowić i życzyć miłego dnia.

Krzysztof Brągiel
Krzysztof Brągiel

Biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.