Dariusz Nożyński – rozmowa z mistrzem Polski na 100 kilometrów
1 września 2021 Krzysztof Brągiel Sport

Dariusz Nożyński – rozmowa z mistrzem Polski na 100 kilometrów


Setkę robi w 6 i pół godziny. Na nudę poleca Rycha Peję, a na spadek energii przesłodzoną herbatę. 3:45/km przez pierwsze 60 kilometrów to dla niego tempo komfortowe. W ostatni weekend z wynikiem 6:30:26 został w Pabianicach mistrzem Polski na 100 kilometrów. Następnego dnia normalnie poszedł do roboty, a pod koniec września planuje maraton. Pobiegłby w górskim ultra, ale słabo radzi sobie z podbiegami. O kim mowa? Rozmawiamy z Dariuszem Nożyńskim, który w ramach treningu lubi przebiec półmaraton po 3:30/km.


Średnie tempo 3:54/km na dystansie 100 km robi wrażenie. Jak rozłożyłeś siły?

Poszczególnych kilometrów tak bardzo nie kontrolowałem. Bardziej patrzyłem na międzyczasy po pętlach. Do 60 kilometra kręciłem się w okolicach 5:55 na każde okrążenie (pętle w Parku Wolności miały 1536 metrów – red.). Czyli wychodziło pewnie w okolicach 3:46-3:47 na kilometr. Potem standardowo było trochę wolniej, ale najważniejsze, że obyło się bez postojów.

Końcówka już powyżej 4:00 na kilometr?

Mówiąc o końcówce w ultra mam na myśli ostatnią godzinę. Wtedy już nie patrzy się specjalnie na lapy, ale walczy o życie. Teraz dopiero sobie sprawdziłem, że faktycznie wpadały pod koniec kilometry po 4:15-4:20.

Co najbardziej siada w biegu na setkę? Odwodnienie, zniszczenie mięśni?

Ważyłem się w hotelu zaraz po biegu. Ubyło mnie raptem 4 kilogramy. Starałem się dużo pić podczas biegu. Natomiast byłem cały zasolony, niestety utrata minerałów jest u mnie ponadprzeciętna. Siadały też mięśnie, ale można to rozumieć dwojako. Siadały, ze zmęczenia, bo nie były przygotowane albo to brak minerałów sprawił, że zaczęły łapać skurcze? Ustalenie tego jest wyzwaniem. Na pewno mięśni nie miałem jakoś specjalnie zahartowanych pod taki wysiłek. Treningi robiłem bardziej na czuja. Raczej pod kątem dystansu „maraton +” a nie 100 kilometrów. Dlatego podejrzewam, że mięśniowo jest u mnie jeszcze rezerwa.

Wygrałeś bieg z przewagą godziny i 20 minut. Gdybyś miał z kim biec przez cały dystans ramię w ramię, to miałoby jakieś znaczenie pod kątem wyniku?

Nie chcę wyjść na zarozumiałego, ale w ogóle się nie nastawiałem, że będzie jakakolwiek rywalizacja. Natomiast w Pabianicach jest o tyle dobrze, że masz krótkie pętle. W jednym momencie biegną setkowicze i 48 godzinni, więc co chwilę kogoś dublowałem. Teoretycznie nikt mnie nie naciskał, ale w ultra to się nie liczy. Biegniesz swoje. Towarzystwo miałem, nie był to bieg w szczerym polu, więc pod tym względem było znakomicie. Punkty nawadniania mijałem 65 razy. Do tego muza na słuchawkach. Co chwilę coś się działo.

Całe 6 godzin biegłeś z muzyką?

5 godzin, później bateria się rozładowała i najgorszą, ostatnią godzinę musiałem już lecieć w ciszy. Jedyne co było słychać to dyszenie.

Co masz ciekawego na playliście?

Generalnie rap i Peję, ale też trochę innych przebitek. Nie może być w kółko muzyki, która tylko nakręca. Ułożyłem sobie playlistę pod kątem narastających emocji, żeby na początku się nie spalić.

Ile zjadasz podczas tak długiego wysiłku?

Nic nie jem, wszystko robię na piciu. Od startu mam zazwyczaj uczucie pełności w żołądku, więc nic i tak by mi się nie przyjęło. Miałem przygotowane 2 i pół litra węglowodanów w płynie, wypiłem też trzy setki przesłodzonej, ciepłej herbaty. Dobra rzecz na końcówkę, kiedy żołądek jest już zmęczony zimnymi napojami. Piłem też kolorowe izotoniki ze sklepu plus minerały w kapsułkach Saltsticka, czyli potas i sód. To jest moje całe żywienie na trasie.

Długo biegłeś na rekord Polski. 6:23:34 Jarosława Janickiego to chyba jeden z najbardziej wyśrubowanych polskich wyników w ultra.

Motywuje mnie ten rekord, ale nie taki był cel na ten rok. Chciałem sprawdzić jak długo jestem w stanie biec optymalnym dla mnie tempem, czyli około 3:45 na kilometr. Poza tym, zależało mi na tym, żeby to był płynny bieg, bez zatrzymywania się. Do tej pory zdarzało mi się w biegach 6 godzinnych, że po 50 kilometrach musiałem sobie postać i się porozciągać. Tym razem udało się ukończyć bez takich numerów.

Ponad 6 godzin biegu na półtora kilometrowych pętlach… Nie nudziło Ci się?

Wszystko jest kwestią poukładania sobie w głowie. Trudno to wytłumaczyć. Po prostu biegniesz kilometr po kilometrze.

Z drugiej strony dla Ciebie pętla 1,5 km to luksus, w porównaniu z ultra na bieżni. U Pawła Żuka w 6 Godzinach Pełnej Mocy kręciłeś 400 metrowe kółka…

Wychodzi ponad 200 okrążeń. Nie tylko ja, ale też Dominika Stelmach mieliśmy problemy z mięśniami skośnymi brzucha, od tego ciągłego kręcenia w lewo na wirażach.

Nie można było po 3 godzinach zmienić kierunek?

Dokładnie taki pomysł miał Paweł. Większość z nas była jednak przeciwna. To się łatwo mówi, ale w praktyce zrobiłoby się zamieszanie. Weź to później dokładnie zmierz. Przecież każdy po 3 godzinach biegu znajdowałby się w innej części bieżni, jak to wszystko poukładać? Woleliśmy nie kombinować, tylko biec przed siebie.

Jak się czujesz dzień po takiej setce jak w Pabianicach? Jak po maratonie czy gorzej?

Nie no, po maratonie to rano wstaję i zero zmęczenia. Oczywiście teraz, bo kiedyś po maratonie potrafiłem być skasowany tydzień. Po setce coś tam w nogach czuję. Telemarka bym dzisiaj nie zrobił (rozmowa odbyła się w poniedziałek 30 sierpnia – red.). Ale normalnie poszedłem do pracy, nie kuleję, nie widać po mnie, żebym dzień wcześniej przebiegł 100 kilometrów. Myślę, że jutro wejdzie już jakaś lekka dyszka.

Dużo trzeba biegać tygodniowo/miesięcznie, żeby przygotować się pod setkę?

To, co mówisz jest trochę stereotypowe, że kilometraż powinno się mierzyć tygodniami czy miesiącami. To jest sztuczne, bo dlaczego akurat mierzyć objętość w tygodniach? Jakbyś popatrzył na moje przebiegi w tej formule, to byś się roześmiał. Biegałem może 115-120 tygodniowo. Ale to jest trening, które lubię sobie dzielić na bloki. Jednego dnia potrafię przebiec ultra np. 45 km po 3:40, a na drugi dzień półmaraton po 3:30. I to mi daje fajny bodziec dla organizmu, ponad 60 kilometrów w dwa dni. To nie jest więc tak, że kolekcjonuję kilometry, żeby wyszło 200 w tygodniu. Nie chcę zamęczać organizmu, klepiąc kilometry dzień po dniu. Nastawiam się na strzały.

Co robisz poza takim dwudniowym strzałem?

Dyszki easy i łącznie uzbiera się 110-120 kilometrów w tygodniu, ale trochę w inny sposób, niż pewnie robi większość osób.

W Pabianicach miałeś karbonowe Nike. Jak sprawdzają się w ultra?

Te, które założyłem są trochę twardsze, niż poprzedni model. Zrobiły mi się tylko dwa lekkie odciski. Ogólnie dają radę. Są lekkie, z drugiej strony mają dobrą amortyzację, co przy 70 tysiącach kroków, które trzeba zrobić w takim biegu, jest szczególnie ważne. Wybór butów na ultra na pewno nie jest oczywisty. Przy prędkościach, które są bardziej zbliżone do easy runów, oddawanie energii nie ma większego znaczenia. Najważniejsze, żeby but był wygodny i przetestowany.

Zdaje się, że świat ultra Cię ostatnio pochłonął. A co z biegami górskimi, nie ciągnie wilka do ultra trailu?

Byłem bliski w tym roku, żeby pobiec w Lądku-Zdroju na sześćdziesiątkę. Ale po pierwsze, zapowiadali słabą pogodę i miałem w międzyczasie jakieś wesele, więc stwierdziłem, że na siłę to nie ma sensu. A po drugie, z podbiegami jestem na bakier. Chciałem się spróbować bardziej z ciekawości, niż z ambicjami na wynik. Na żywca, bez testowania trasy i obiegania się wcześniej w górach. Kiedyś spróbuję, co mi szkodzi? Tylko, że tam trzeba daleko jechać… (śmiech).

Porozmawiajmy na koniec o planach. Coś biegasz jeszcze w tym roku?

Jestem zapisany na Maraton Warszawski, który już za kilka tygodni. Rok temu zrobiłem tak samo, że po ultra pobiegłem maraton. Wtedy była życiówka. Chyba jakaś superkompensacja zadziałała po setce. Na koniec sezonu może jeszcze jakaś szybsza dyszka i tyle.

A co w przyszłym sezonie? Szykują się jakieś większe wyzwania?

W przyszłym roku prawdopodobnie będę miał „Wings for life” w maju, potem bieg 6-godzinny u Pawła Żuka, Ultra Park Weekend i znowu Maraton Warszawski. U mnie kalendarz jest prosty.

Krzysztof Brągiel

Biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.