New Balance 1080v12
 
30 sierpnia 2015 Redakcja Bieganie.pl Sport

Biegacze dawno nie zaprezentowali się tak dobrze


Z prezesem PZLA Jerzym Skuchą o występie reprezentantów Polski podczas mistrzostw świata w Pekinie w hotelu reprezentacji Polski rozmawia Tomasz Więcławski.
Nasi faworyci nie zawiedli. W trzech konkurencjach zdobyliśmy siedem medali, a Adam Kszczot dorzucił krążek w biegach. Jest pan zadowolony?
To bardzo udane mistrzostwa. Cały zespół – pięćdziesiąt osób – jechał na fali. Dobrze, że początek był udany, a wiele osób trafiło do finałów, chociaż nie zdobyło medali. Trzynastu zawodników zajęło miejsce w pierwszej ósemce. To potencjalni finaliści olimpijscy. A to świadczyłoby o potędze polskiej lekkoatletyki.
Największe zaskoczenie tych mistrzostw w naszej kadrze na plus?
Trudno wybrać. Twierdziłem, że mamy trzech tyczkarzy i w finale jeden będzie miał swój dzień. Okazało się, że miało go dwóch. Paweł i Piotrek bardzo dzielnie walczyli o zwycięstwo.
Piotrek Małachowski powiedział, że jeździł już na wiele imprez, ale tak dobrej atmosfery w kadrze nie pamięta.
Bardzo fajnie, że to powiedział, bo to prawda. Tworzą ją trenerzy, psycholog i sami zawodnicy. A my jesteśmy od tego, żeby tę atmosferę podtrzymywać.
Dobrze, że w kadrze są doświadczeni mistrzowie Tomasz Majewski czy Piotrek Małachowski, którzy są wzorem dla młodych.
Jestem niezwykle szczęśliwy, że nasza młodzież – osiemnasto-, dziewiętnasto- i dwudziestolatkowie – przyjeżdża na takie imprezy i startuje bez kompleksów. Jeszcze nie sięgają po medale, ale widzą, co się dzieje i czują na własnej skórze, co to znaczy, jak Polak zdobywa medal Nasi fantastyczni medaliści wielu imprez budują klimat i wspierają swoich młodszych kolegów. To niezwykła wartość. 
Paweł Wojciechowski, wcale nie stary wyjadacz, także bierze na siebie odpowiedzialność. Po medalu głośno deklarował, że wspiera innych i wierzy w historyczny sukces.
Bardzo mi się Paweł podobał w Pekinie. Jego zachowanie przed konkursem już zwiastowało, że jest pewny siebie, wie po co startuje i jakie ma cele. Bardzo dojrzale wypowiadał się o swojej karierze. U Pawła wcześniej nie zawsze tak było. Teraz mówi, że wszelkie perturbacje ma za sobą i będzie walczył o medale.
Kto najbardziej zawiódł? Co jest dla pana zaskoczeniem in minus w występie naszej reprezentacji?
Nie chcę nikogo skrzywdzić wygłaszając opinię na gorąco. Na pewno więcej spodziewałem się po naszych młociarkach. Oczywiście wyłączając mistrzynię Anitę Włodarczyk. Malwina Kopron i Joanna Fiodorof zaprezentowały się poniżej oczekiwań. Liczyłem, że są w stanie wejść do pierwszej dwunastki.
Największy pech naszej reprezentacji to odpadnięcie żeńskiej sztafety 4×400 metrów już w eliminacjach?
Rozmawiałem z trenerem przed startem i byliśmy pewni, że dziewczyn są w stanie poprawić rekord Polski na tym dystansie. Starty indywidualne wypadły znakomicie. Trzy zawodniczki pobiły swoje rekordy życiowe. Zakończyło się tak, jak wszyscy widzieli. Wielką wpadką. Dyskutowaliśmy przed startem o składzie sztafety, bo Martyna Dąbrowska i Iga Baumgart były w świetnej dyspozycji. Trener wziął na siebie odpowiedzialność za wystawienie tych, a nie innych zawodniczek.
Polskie biegi dawno nie wypadły tak dobrze na MŚ, jak w Pekinie.
Zgadza się. Przywozimy stąd srebro Adama Kszczota, miejsca w finale Patryka Dobka, Joanny Jóźwik i Andżeliki Cichockiej – na różnych dystansach. Także Marcin Lewandowski otarł się o finał. Sofia Ennaoui, nasza drobniutka i młodziutka reprezentantka, pokazała, że jest naszą wielką nadzieją na sukcesy w przyszłości. Gorzej wypadły, co jest łyżką dziegciu, nasze sztafety. Chociaż panie na 4×100, po wielu perturbacjach, osiągnęły dobry rezultat. Tyle tylko, że wystarcza on na 11. miejsce na świecie w tym momencie.