anastasia
3 marca 2022 Kuba Pawlak Sport

Anastasia Bryzgina: Wszyscy żyliśmy tu w pokoju, marzyliśmy, kochaliśmy…


Według ukraińskich źródeł rosyjscy najeźdźcy zabili już ponad 2000 cywilów. Ich głównym celem zdają się być duże miasta, które aktualnie dzielnie odpierają się oblężeniom. Jak obecnie wygląda życie w największym z nich – Kijowie, opowiedziała nam Anastasia Bryzgina – ukraińska mistrzyni Europy U20 w biegu na 400m z 2017 roku.

Anastasia Bryzgina ma 24 lata. Jest utalentowaną sprinterką specjalizującą się w biegu na 400m. Zwyciężała na mistrzostwach Europy U20 zarówno indywidualnie jak i w sztafecie. W 2016 roku rywalizowała między innymi w Bydgoszczy podczas mistrzostw świata U20, gdzie wraz z koleżankami ze sztafety zajęła piąte miejsce. Obecnie przebywa w Kijowie, skąd udało się jej odpowiedzieć na kilka naszych pytań. Z powodu panujących tam warunków rozmowy nie udało się jednak dokończyć. Oto co powiedziała:

Jak zapamiętałaś pierwsze chwile wojny?

Od jej pierwszego dnia przebywam w Kijowie. Wraz z moim chłopakiem wróciliśmy tu z miasta Sumy, gdzie w środę (23.02) miały odbyć się Mistrzostwa Ukrainy w Lekkiej Atletyce.

24. lutego w środku nocy usłyszeliśmy wybuch. Spakowanie rzeczy zajęło nam 10 minut i w pośpiechu uciekliśmy do mojej siostry, która mieszka w samym centrum miasta.

Czy pamiętasz jaka była twoja pierwsza myśl gdy usłyszałaś ten wybuch?

Doskonale ją pamiętam! To była ciemna noc i moją pierwszą myślą było „Dobry Boże! Mam nadzieję, że to nie wojna”. Później sprawdziliśmy wiadomości, zobaczyliśmy orędzie Putina i było dla nas jasne, że stało się najgorsze.

Czy popierasz wykluczenie sportowców z Rosji i Białorusi? A może jesteś za oddzieleniem sportu od wojny?

Od 2015 roku wspieraliśmy rosyjskich sportowców, gdy oni byli objęci zakazami związanymi z dopingiem. Robiliśmy tak, gdyż znamy wielu tamtejszych sportowców, którzy naprawdę wierzą w czysty sport. Wspieraliśmy też białoruskich sportowców, kiedy ich rząd wsadzał ich do więzień. Ale kiedy nasze życie, nasze dzieci, nasza przyszłość są zagrożone, nikt z nich nie odwzajemnił tego wsparcia.

Myślę, że to bardzo słuszna i sprawiedliwa decyzja. Ja też chcę rywalizować ,wygrywać ,walczyć z rywalami na bieżni, zamiast chować się w schronach, do czego aktualnie jesteśmy zmuszeni. Śpimy ok 2-3h na dobę. Mój chłopak przyłączył się do sił obrony terytorialnej, która pomaga naszym żołnierzom, zamiast biegać po bieżni lub po prostu być przy mnie w tym trudnym czasie.

Czy masz kontakt z innymi sportowcami z Ukrainy i z pozostałych zakątków świata? Wspieracie się jako środowisko?

Dostaję duże wsparcie z całego świata. Fotografowie sportowi, trenerzy, sportowcy, organizatorzy zawodów, oni wszyscy niesamowicie nas wspierają. Oferują nam możliwość treningu u siebie, przekazują darowizny dla żołnierzy naszej armii oraz dla wielu osób, które zostały bez dachu nad głową.

Ludzie z całego świata wychodzą na ulice i manifestują wsparcie dla naszego kraju i naszego prezydenta.

Czy w obliczu tragedii, gdy życie zamienia się w koszmar, sportowcowi może być w jakimś sensie łatwiej?

Gwarantuję, że w tych warunkach wszyscy zapominamy o przeszłości, a w tym o doświadczeniach wyniesionych ze sportowych aren. Ja nawet nie jestem w stanie jeść. Nie mam na nic siły. W te sześć dni schudłam sześć kilogramów. Nasi mężczyźni, którzy mieli startować w tym sezonie w zawodach sportowych są teraz w armii. Chociaż może faktycznie tylko charakter wyniesiony ze sportu pomaga mi to wszystko przetrwać.

Wokół czego teraz skupia się twoja uwaga? Myślisz o tym co się wydarzy? Planujesz cokolwiek?

Skupiam się tylko na końcu tego terroru. Nie jestem pewna niczego, w tym tego czy moja kariera będzie kontynuowana. Będziemy potrzebowali dużo czasu, aby odbudować nasze normalne życie,

Co chciałabyś powiedzieć wszystkim tym, którzy podobnie jak ja, od kilku dni z niedowierzaniem przyglądają się relacjom z Ukrainy?

Chcę powiedzieć, że to nie jest tylko zła wiadomość z waszych telewizorów! Tak właśnie wygląda teraz nasze prawdziwe życie. Putin zabija naszych krewnych, naszych obywateli i nasze dzieci.

W naszym kraju była wolność, i rosyjska „pomoc” nie była nam do niczego potrzebna. Wszyscy żyliśmy tu w pokoju, marzyliśmy, kochaliśmy, pracowaliśmy, uczyliśmy się, mieliśmy plany na przyszłość, świętowaliśmy, spotykaliśmy się z przyjaciółmi. Teraz tylko walczymy o przeżycie…

Ci, którzy wciąż nie wierzą, że Rosja jest agresorem, niech przyjadą do naszych miast i zobaczą wszystkie skutki „rosyjskiego pokoju”, który rzekomo mają tu wprowadzić.

Możliwość komentowania została wyłączona.