New Balance 1080v12
 
30 kwietnia 2013 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

Nie tylko chipy


W reakcji na powtarzające się biegi ze złą kolejnością końcową, oparte tylko na chipach, sędzia PZLA z II licencją – Michał Dębowski – pokusił się o mały apel do organizatorów i uczestników masowych biegów ulicznych i przełajowych.
Archeologia czasowa
Rozwój biegów masowych sprowokował rewolucję w pomiarze czasu. Jeszcze kilka lat temu większość imprez w kraju odbywała się przy pomocy stopera i sędziów notujących numery na mecie. Była to metoda powodująca wiele pomyłek szczególnie u niedoświadczonej ekipy sędziowskiej. Aby je wyeliminować zaczęto fotografować lub nagrywać linie mety. To oczywiście weryfikowało zapis sędziowski, ale powodowało długotrwałe oczekiwanie na wynik.

Kolejną metodą było wykorzystywanie systemy kodów kreskowych. Skanowanie kolejnych osób stojących w końcowym „leju” zapewniało pewność klasyfikacji końcowej (oczywiście jeżeli nikt nie wyszedł z kolejki przed skanowaniem).

Atak chipa
Obecnie większość imprez odbywa się już z wykorzystaniem technologii RFID (chip). Popularność tej metody rośnie, a koszty jej tanieją. Firmy proponują usługi pomiarowe w cenie już od pięciuset złotych. Oczywiście na jakość usługi składa się wiele czynników: ilość punktów pomiarowych, miejsce umieszczenia chipa, wielkość imprezy. 

Głównymi plusami chipa są oczywiście: bardzo szybkie wyniki końcowe, indywidualność pomiaru, możliwość podania wyników odcinkowych.
Na końcu także człowiek
Jednak oparcie wyników biegu jedynie na pomiarze chipowym niesie za sobą ryzyko zakłamania kolejności. 
Pierwszym problemem jest finisz dwóch lub więcej zawodników jednocześnie. Według przepisów lekkoatletycznych o zajętym miejscu decyduje tułów zawodnika (korpus bez głowy, szyi, rąk i nóg) – Art. 164 p 2. Chip umieszczony w numerze startowym nie daje gwarancji zachowania tego przepisu. Idea ta jest zupełnie zakrzywiona przy chipach mocowanych do buta. W sytuacji równoczesnego pokonania mety o kolejności bezwzględnie musi decydować człowiek. 
Drugim problemem jest przypadkowa lub celowa zamiana numerów kobiecych. To sędzia zapisując kolejne przebiegające kobiety jest w stanie wyeliminować z klasyfikacji końcowej mężczyzn z chipem przyporządkowanym na liście startowej kobiecie. Niestety takie wypadki zdarzają się coraz częściej. Śmiem twierdzić, że niektóre pary działają celowo wymieniając się numerami przed startem. Mężczyźni korzystają z masowości imprezy i kończąc w czołówce, zyskują nagrody dla swoich Pań, podszywając się pod nie.
Trzecim problemem jest brak asekuracji czasowej. Jeżeli podczas zawodów jedynym pomiarem czasu jest chip, to jeżeli zawiedzie, nikt z kończących nie będzie miał wyniku. Zawsze używajmy pomiaru ręcznego i porównujmy jego wskazanie z wynikiem automatycznym.
Reasumując zwracam się do Was biegacze z apelem o obserwowanie organizacji imprez, w których uczestniczycie. Jeżeli na mecie jest tylko mata pomiarowa i nie ma tam sędziego, rzetelność waszego wyniku jest niepewna. Już jeden człowiek na mecie wspierający ustalanie kolejności zapewnia większą wiarygodność wyników. Niezdecydowanym polecam zapoznanie się z przepisami PZLA, a w szczególności z całym artykułem 165 p 24.
Michał Dębowski – sędzia PZLA z II licencją biegową. Sędzia główny Łódź Maraton Dbam o Zdrowie. Sędzia mety Orlen Warsaw Marathon.