13 lipca 2007 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

Czy biegać da się wszędzie?


A126_524.jpg

Czasami słyszę, gdy ktoś mówi, że
u niego nie da się biegać. Że ludzie zaczepiają albo że ktoś czuje się
niezręcznie biegając w sportowych ciuchach, albo, że będą go traktowali jak
wariata itp, itd. Zawsze traktuję to trochę jak wymówkę. Myślę, że mu po prostu
nie chce. Ale – przyznam że ostatnio miałem
okazję trochę zweryfikować moje stanowisko.

Wołomin w którym mieszkam
ostatnio leży na Mazowszu. W Wołominie trochę ludzi biega i tu bieganie nikogo
zbytnio nie dziwi. Ale wokół są małe wioski.

Któregoś dnia wybrałem się na
eksploracje okolic. Postanowiłem biec godzinę przed siebie i powrotem. Jak
postanowiłem tak zrobiłem. Wieczór był bardzo ciepły, po upalnym dniu. Po około
50-ciu minutach biegu dotarłem do wsi Zabraniec. Przyznam, ze o jego istnieniu
nie miałem przedtem pojęcia, tak jak mieszkańcy Zabrańca nie mieli pojęcia o
istnieniu moim.

Oczom moim ukazała się niska
zabudowa, rozwalający się przystanek autobusowy ale trochę też nowszych domów. I poczułem ten specyficzny
klimat. Trochę ludzi stało przy swoich
płotach i przyglądali mi się z… no właśnie, trudno określić z jakim
uczuciem. Miałem wrażenie – że z zaciekawieniem ale i trochę z dystansem – no
bo po co taki człowiek biega – jak sie chce zmęczyć to niech idzie popracować
na pole, jak biega to widać leń i nie ma co robić.

W pewnym momencie zbliżyłem się
do grupki młodych mężczyzn, trochę podpitych. Oni na mój widok zareagowali
ewidentnie nieprzyjemnie – choć przyznam, że pewnie był to wynik zaskoczenia i
próba zaimponowania przebywającym z nimi niewiastom.

"- Spier…laj stąd"

"Nogi Ci zaraz połamię"

i takie tak miłe sympatyczne
pozdrowienia.

Pobiegłem kawałek za Zabraniec –
zegarek wskazał godzinę – i musiałem wracać – tą sama drogą. Zastanawiałem się jak zareagują
teraz. No więc – najpierw spotkałem
jakichś młodych 11-12 letnich chłopaczków. Gdy mnie zobaczyli – to biegiem
ruszyli mi na spotkanie.

" Ile Pan już przebiegł?
"

" No, z Wołomina i teraz
wracam"

"Ja Cię!!!"

Potem zobaczyłem tamtą grupkę. Ale wyraźnie byłem już ich
znajomym bo ten najbardziej agresywny akurat stał z boku drogi oblewając
drzewo.

"Poczekaj, pobiegnę z
Tobą" – zawołał.

"Powoli biegnę, dogonisz
mnie" – odpowiedziałem.

Nie gonił. Rozumiem więc trochę lepiej
wątpliwości mieszkańców wielu Zabrańców w Polsce chcących biegać. Ale z drugiej strony – czy musimy się tak
przejmować? Ludzie w takich miejscach nie mają wielu rozrywek. Sport może być
alternatywą. Potrzebny jest tylko jakiś lokalny zapaleniec który będzie w
stanie do nich dotrzeć. Bo nawet z tym agresywnym kolesiem pewnie można by się
było dogadać, nie mówiąc już o dzieciakach dla których musiałem być uosobieniem
absolutnego supermeństwa.

Mamy na pewno różne poziomy
"grubości skóry". Niektórzy oleją zaczepki i będą robić swoje a
niektórzy się zestresują i zniechęcą. Więc może tym zapaleńcem który
ruszy do biegu Twój Zabraniec będziesz Ty? Mimo, że wiem, że czasami może
być nieprzyjemnie – to nie można się poddawać i trzeba robić swoje.