Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Trening do kalos kagathos – rozmowa z Pią Skrzyszowską i Jarosławem Skrzyszowskim

W krajowych tabelach młodziczek i juniorek młodszych jej nazwisko było w czołówce zarówno sprintów, jak i skoków. Biła stare i nowe rekordy Polski. Mówiono o niej jako o następczyni Ireny Szewińskiej, naturalnie porównuje się ją do Ewy Swobody. W zeszłym roku zdobyła srebro Mistrzostw Europy U20 w Borås na 100 m przez płotki. Jest córką olimpijki Jolanty Bartczak i Jarosława Skrzyszowskiego. Zresztą trenuje aktualnie w duecie właśnie z tatą. Czy taki układ jest dobry na dłuższą metę? Jaki będzie następny sezon wszechstronnej zawodniczki? Czym jest talent w sporcie i czemu 18-letnia dziś Pia miałaby być kalos kagathos?

Akademia Wychowania Fizycznego w Warszawie, normalny dzień tygodnia, godzina 12:30. Po cichu zakradam się na niedawno odremontowaną halę lekkoatletyczną w poszukiwaniu młodego talentu, o którym świat coś już wie, ale dopiero w pełni usłyszy... Na razie w tabelach krajowych oficjalne rekordy życiowe wyglądają następująco: 60 m: 7.34, 100 m: 11.60, 200 m: 23.95, skok w dal: 6.08, skok wzwyż: 1,53, 100 m ppł 13.35, 7-bój: 4571. Ostatnia życiówka: skok w dal z miejsca na treningu: 2.79.


Pia Skrzyszowska, młoda nadzieja olimpijska, która jak już wejdzie na światowe salony, to niejeden komentator będzie łamał sobie język, by wymówić jej nazwisko… Jak się masz?

(Śmiech) Prawda! Słyszałam już dużo wersji swojego nazwiska i często nie wiedziałam, że chodzi o mnie, więc na starcie prezentowałam się z lekkim opóźnieniem. Ogólnie wszystko idzie zgodnie z planem, przede mną obóz w Spale. Szykuję formę pod halę, którą zaczynam dopiero w lutym.

Jakiś konkretny plan na bieganie pod dachem?

Celuję głównie w Halowe Mistrzostwa Polski Seniorów. Dlatego wolę później zacząć starty, które najprawdopodobniej. choć to jeszcze nie do końca pewne, rozpocznę od zawodów w Luksemburgu na 60 metrów.

Hala pod znakiem seniorskich mistrzostw, a sezon letni 2020? Mistrzostwa Świata Juniorów, czy może coś więcej?

Jeszcze trochę daleko do tego czasu, ale jeśli chodzi o MŚ Juniorów, to na pewno chciałabym być w finale. Może powalczyć o coś więcej, ale to zależy od mojego biegania. Mam nadzieję, że będzie szybsze niż w zeszłym sezonie i będę biegać poniżej 13 sekund… Są też Mistrzostwa Europy Seniorów. Uważam, że minimum będzie do zrobienia, więc po MŚ, celuję w seniorskie imprezy.

Szybsze niż w zeszłym sezonie? A przecież tamto i tak było piekielnie szybkie! Choć pewnie okraszone sporą dawką presji… (Pia na Mistrzostwach Europy Juniorów była faworytką, ostatecznie wywalczyła srebro - przyp. red.) Jak się czułaś w Borås wychodząc z niebieskim numerkiem liderki list na start?

Presji chyba jako takiej nie czułam. Celem było zdobyć medal. Więcej było raczej stresu wcześniej... Rozmawiałam z przyjaciółką, z mamą, które mnie musiały uspokajać i motywować jednocześnie.

Gdy stanęłaś na tym finałowym trzecim torze, cały stres uciekł gdzieś na bok?

Taki stres schodzi już na rozgrzewce. Jak się zaczyna truchtać, powtarzać pewne rutynowe czynności. Później, wychodząc na start, robiąc bloki i dobiegi - jesteś jak gdyby odłączony, a gdy starter każe stanąć w blokach, wtedy już nie myślisz o niczym innym. Wiesz, co masz zrobić. A czy do tak ważnych, dużych startów, przygotowujesz się nie tylko fizycznie? To znaczy, czy jako młoda zawodniczka przywiązujesz dużą rolę do treningów mentalnych?

Kilka razy byłam u psychologa sportowego. Jasne, takie przygotowanie ma duże znaczenie. Chociaż, szczerze mówiąc, teraz też ze względu na szkołę, ciężko jest mi na to zwyczajnie znaleźć czas…

No właśnie, oprócz tego, że celujesz w sportowe szczyty, to jesteś też maturzystką! Ciężko to pogodzić młodemu, ambitnemu sportowcowi?

Wiadomo, że jak się wyjeżdża co miesiąc na obóz dziesięciodniowy, to gdy się wróci, to nie dość, że treningi dalej trwają, to trzeba jeszcze nadrobić wszystkie szkolne rzeczy i do tego być na bieżąco. A przy okazji jeszcze dochodzi nauka do samej matury, często też na obozach, więc bywa ciężko. Ale wydaje mi się, że mimo wszystko umiem to połączyć.

A jaki stosunek ma szkoła i nauczyciele do Twojej „zabawy sportowej"? Czy traktują to na poważnie? Wiesz, jak bywa…

Ja mam to szczęście, że nauczyciele raczej mi kibicują i trzymają kciuki za mnie. Mam nawet jednego nauczyciela, który nieustannie mnie pyta, czy do Tokio też pojadę…

A pojedziesz?

(Śmiech) Zrobię wszystko, co w mojej mocy.

Pia, skoro już mówimy o wizji osiemnastoletniej płotkarki na Igrzyskach, skąd Ty się w ogóle wzięłaś w tej lekkoatletyce?

Tak naprawdę dzięki rodzicom.  Moja mama była skoczkinią w dal (Jolanta Bartczak była brązową medalistką HME z 1988 roku, olimpijką z IO w Seulu - przyp. red.). Zachęcała mnie, żebym spróbowała. Więc tak przychodziłam na zajęcia 2-3 razy w tygodniu i bawiłam się tym. Za młodziczki już częściej chodziłam na treningi, a od Mistrzostw Polski Młodzików pomyślałam, że może jednak warto iść w tę stronę, że coś jest w tej lekkoatletyce.

Skakałaś w dal jak mama czy pokochałaś płotki od pierwszego wejrzenia?

Generalnie zaczęłam głównie od skoku, choć tak naprawdę to była mieszanka wszystkiego – trochę sprintu, trochę nawet skoku wzwyż, wieloboju. Potem się to zawężyło tylko do piaskownicy i płotków, aż w końcu zostałam przy płotkach.

Skąd taki wybór? Większy talent masz faktycznie do płotków czy więcej masz z nich frajdy?

Na pewno mam większe możliwości na płotkach… I chyba się bardziej nadaję. No i wiesz, w sumie wolę się poobijać na płotkach, niż wysypywać piasek z butów (śmiech). Mama była motorem napędowym, a tata został Twoim trenerem. Sportowe rodzinne historie?

No tak, mój tata w przeszłości też był trenerem, jeszcze dwadzieścia lat temu się tym zajmował. Teraz wrócił do mnie, postanowił, że będzie mnie trenował na płotkach. Choć mama wciąż w domu po cichu namawia mnie na skok w dal… Ale cieszy się z moich wyników na płotkach, więc na razie chyba jej to wystarcza.

To jak się trenuje z tatą trenerem?

Super, naprawdę. Trening się lepiej układa, jesteśmy przez to też bardzo blisko. Nie mamy takich sztywnych relacji trener – zawodnik, przez co łatwiej jest rozmawiać o pewnych rzeczach i zwracać na nie uwagę, mogę mu po prostu wszystko powiedzieć.

No dobra, ale jak to tak szczerze jest – na treningu trener – tata, prywatnie tata – trener. Nie działa to na Ciebie źle jako zawodnika?

Nie, umiemy to bardzo dobrze oddzielać. Czasami tylko analizujemy filmiki. przykładowo ze startu, ale to też głównie tylko na treningu. Mamy dobrze podzielone dwie role, więc nie ma z tym najmniejszego problemu.

Wygląda na to, że wszystko jest perfekcyjnie ułożone i pozostaje tylko ściskać kciuki za dalszą karierę! Widzisz siebie w roli seniora?

Jak tylko zdrowie mi pozwoli, to będę walczyć. O te najwyższe sportowe cele.

To ostatnie pytanie – gdybyś miała powiedzieć coś sobie za 4 lata, przed kolejnymi igrzyskami, to co by to było?

Chciałabym powiedzieć: „Jedziesz po pierwszy, ale nie ostatni medal olimpijski”.


W drugiej części treningu rozmawiam z ojcem – trenerem: Jarosławem Skrzyszowskim.

Tata – trener, to niezwykle odpowiedzialna rola. Jak to jest, gdy trenuje się córkę?

Szczerze? Myślałem, że będzie gorzej. Że Pia będzie narzekać, marudzić, bo w końcu jak jestem jej tatą, to teoretycznie może sobie na więcej pozwolić. Tak nie jest. Jako sportowiec ma odpowiednie podejście. Jest bardzo konsekwentna i jeśli ma do zrobienia trening, to robi go na 100% i jako trener, ale też tata, bardzo się z tego cieszę. Kiedyś na obozie w Spale była taka sytuacja, że w prawej nodze pojawił się skurcz. Ja się tego obawiałem, chciałem, żeby tym razem odpuściła, na co ona zareagowała: „Jesteś trenerem? To wymyśl coś na drugą nogę” i faktycznie robiliśmy trening na lewą nogę. Swego czasu trener Nowak opowiadał pewną anegdotę o Irenie Szewińskiej, a mianowicie, że podczas pewnej podróży, musieli przez bardzo długi czas czekać na lot, a Irena miała do zrobienia trening – więc robiła go w łazience na lotnisku. Pia zapewne zrobiłaby tak samo.

Myśli Pan że to właśnie ta praca jest kluczem do sukcesu?

Absolutnie nie w sprincie. Sprintem rządzą nieco inne prawa w porównaniu do długich dystansów. Pracą nigdy nie nadrobi się talentu – choćby nie wiem, jak ciężko zawodnik trenował, a trener poświęcał mu mnóstwo swojego czasu. U nas ogromnym plusem w treningu jest to, że jesteśmy 1 na 1. Mogę obserwować każdy ruch, patrzeć na szczegóły, poprawiać i korygować, podczas gdy w dużych grupach jest to nierealne. W tym momencie na AWF jesteśmy praktycznie sami, ale na co dzień są tutaj duże grupy. A przecież nie da się poświęcić całej uwagi wszystkim, przez co staje się to niemiarodajne. Moim zdaniem, trzeba szlifować perełki, poświęcać im więcej czasu, by mogły rozwijać ten swój talent.

Talent, czyli co?

W moim odczuciu talent to nie jest to, jak dobrze zawodnik się prezentuje na dany moment, ale jak reaguje na trening. Jeśli trening jest dobrze dobrany i organizm zawodnika reaguje w odpowiedni, progresywny sposób, to wtedy mówimy o talencie. Pia reaguje na ten trening, który wykonujemy, co daje spore nadzieje na przyszłość.

Skoro mowa o przyszłości, to co byłoby dla Pana największym spełnieniem jako ojca i trenera?

Jest taka myśl z greckiego: kalos kagathos, co oznacza piękno i dobro jako podstawy wychowania przez sport. Piękno odnosiło się do fizyczności, dobro do wartości człowieka. Wiadomo, w sporcie liczą się wyniki i medale, ale jeśli za tym nie idzie też mądrość, to zbyt dużo z tego nie ma. I chyba właśnie z tego byłbym najbardziej dumny  - gdyby moja córka i zawodniczka była zarówno piękna fizycznie jak i mądra oraz dobra.