Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

paragraf na blogera

paragraf na blogera

„Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie” – miał mawiać jeden ze stalinowskich prokuratorów. Trudno znaleźć człowieka, na którego znajdzie się więcej paragrafów niż na blogera.

Na początek ekshibicjonizm i atencjonizm... To oczywiste. Bloger pisze dlatego, że uważa, iż ma coś ciekawego do powiedzenia. Sądzi, że cały świat czeka z zapartym tchem na jego opinię na każdy temat. W kwaterze głównej Nike dyrektorzy ds. PR-u obgryzają nerwowo paznokcie w oczekiwaniu na wyrok blogera: czy nie potraktowali źle Allyson Fenix? Czy nie kryli Salazara? Miliony amatorów czekają na motywujące hasło zilustrowane selfiaczkiem z treningu, bo bez tego nie zwloką się kanapy!

Tymczasem prawda jest taka, że blogera słucha tak naprawdę tylko jego ciocia i kumpel z liceum. Świat czerpie wiedzę i formułuje opinie w oparciu o poważne artykuły z mediów branżowych, a nie wypociny samozwańczych influencerów. Co więcej, biegowy świat rzyga kolejną opowieścią, jak to cię bolało podczas ultra, ale się nie poddałeś, przetrwałeś i jesteś zwycięzcą. W wynikach nie widać cię na szczycie tabeli, trzeba skrolować pdf-a do piątej strony.

„Chciałbym wam dzisiaj opowiedzieć o nowym modelu buta firmy Adidas. Przebiegłem w nim już kilkaset kilometrów i mam wiele uwag…” Zaraz, zaraz. Bloger testuje sprzęt? Coś tu śmierdzi, ale żeby się dowiedzieć, co właściwie, należy zadać pytanie pomocnicze: KUPIŁEŚ czy DOSTAŁEŚ?

Jeśli kupiłeś, to twój test jest niewiarygodny. Wydałeś pieniądze i będziesz racjonalizował zakup. Jeśli twój blog w ogóle zarabia, to są to pewnie marne grosze, więc nie stać cię na wyrzucenie kilku stów w błoto i – co gorsza – przyznanie się do tego publicznie. Będziesz więc tłumaczyć niedorzeczne technologie i bronić wydatku. Na pewno liczysz na to, że jeśli opublikujesz pozytywną recenzję, następnym razem dostaniesz produkt za darmo. Wszyscy to wiedzą.

Jeśli dostałeś, to twój test też jest niewiarygodny, to jasne jak słońce. Nikt ci nie da sprzętu, żebyś go zjechał, a jeśli mimo to wystawisz krytyczną ocenę, to drugiej paczki nie dostaniesz. Musisz więc pisać pochlebnie o najgorszym chłamie.

Jak więc test jest wiarygodny? To oczywiste:  przeprowadzony przez prawdziwego użytkownika. Co tam mruczysz pod nosem? Że naprawdę przebiegłeś w tych butach kilkaset kilometrów na treningach i zawodach i że są fajne? Szkoda, że nie jesteś wiarygodny i nie możesz o tym opowiedzieć, jak prawdziwi użytkownicy! Co tam znowu mamroczesz? Pytasz, czy oni dostali czy kupili?

Trzeba uważać, bo podstępni blogerzy mają swoje sposoby na zamydlenie oczu. Warto poznać blogerskie sztuczki i być przygotowanym do walki.

„Piszę dla siebie, to taki mój pamiętnik, osobiste zapiski”. Doprawdy? Dawniej jak ktoś pisał pamiętnik, to zamykał go na kłódeczkę i chował w szafie pod stertą starych ubrań, żeby nikt nie znalazł – ty klikasz duży przycisk z napisem „opublikuj, żeby cały świat - nawet zupełnie obcy ludzie, którzy mogą okazać się maniakalnymi mordercami - to zobaczył, a serwis w którym publikujesz automatycznie zachował kopię na wieki wieków”. To rzeczywiście bardzo osobiste działanie.

„Tworzę i publikuję na blogu, bo chcę pracować na własny rachunek i budować osobistą markę”. Markę? Co ty jesteś, Mercedes Benz czy Calvin Klein? Przyznaj, że cię wylali z drugiego roku dziennikarstwa za spanie na wykładach, a branżowy portal nie chce publikować twoich felietonów, chociaż chcesz je dawać za darmo, bo narcystyczny naczelny (to doprawdy irytujący zbieg okoliczności, że jest twoim imiennikiem), który nawet swojego kota nazwał Pulitzerem blokuje miejsce na głównej stronie.

„Jeśli nie masz ochoty, możesz nie wchodzić na moją stronę”. Ach, tak? Taki jesteś? Toż to mowa nienawiści! Nie będziesz mi mówił, co mam robić, podły blogerze!

A tak w ogóle… Może like za like’a? Ja udostępnię ciebie, a ty mnie?

 

____________________________________

Kuba Krause – nie ma talentu i nie lubi trenować, a więc zajmuje się wszystkim, co jest związane z bieganiem, a nie jest bieganiem. Bezwzględny moderator forum bieganie.pl, który nie zawaha się zbanować każdego, kto zbliży się do niego w liczbie postów. Tester sprzętu biegowego i słodyczy. Od kiedy przeszedł UTMB w limicie wciąż szuka nowego ultra-wyzwania, ale póki co nie znalazł i ma nadzieję, że jeszcze długo nie znajdzie. Od 5 lat łamie trójkę w maratonie, choć przeszkadza mu w tym fakt, że na żaden się jeszcze nie zapisał. Lubi dobre piwo, a piwo lubi jego.

Fot. Krzysztof Karpiński