Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

dokądkolwiek biegniesz, bądź wdzięczny

dokądkolwiek biegniesz, bądź wdzięczny

Nie jest dobrze długo biec w tym szalenie inspirującym otoczeniu, jakim są Tatry. Każde kolejne piętro roślinne, w które wbiegam wiosną, tryska różnorodnością zarówno krajobrazu, jak i myśli oraz uczuć. Taki był mój niedzielny, spokojny long run na grani. Tempa nie mogłam wybierać, bo moja aktualna dyspozycja (czyt. słabość) pozwala jedynie na walkę o utrzymanie quasibiegowego kroku.

W tle tego człapania plejada górskich biegaczy startujących w ten sam weekend we wspaniałej triadzie biegowej, ożywiająca wspomnienie mojego zwycięstwa w Biegu Sokoła jeszcze zaledwie dwa lata temu. Ja dzisiaj versus ja dwa lata temu z całym ogromem wewnętrznych poruszeń, jakie takie zestawianie generuje; W jakim bieganiu jestem bliżej siebie, w jakim dalej? W jaki sposób potrzebuję być w biegowym świecie? Czy potrafię akceptować to, jak jest teraz bez oceny, porównań, bo wybieram teraz świadomie coś innego niż treningową rzeźnię, jaką żyłam przez ostatnie osiemnaście lat?

Świat stoi wokół nas jak pejzaż górski. Jesteśmy nim obdarowani przez ten niedługi czas bycia tu na ziemi. Tak wiele do naszego odbioru owego świata wnosimy my sami i nasze nastawienie. Tak wiele jest sposobów naszego bycia w świecie, zwłaszcza w tym sportowym… Z konieczności dokonując uproszczenia, naszkicuję dziś dwa z owych sposobów bycia. Nazwijmy je roboczo typami biegowej tożsamości.

Typ 1. Jesteś osobą, która ma się ze sobą i swoimi osobistymi osiągnięciami zasadniczo dobrze. Stanowczo stąpasz po ziemi, klatkę piersiową trzymasz wyprostowaną i jesteś skuteczny na wielu życiowych polach. Biegasz, by poszerzyć sfery swojej skuteczności i sprawczości o jeszcze jeden - ten sportowy- wymiar. Biegasz nie tyle po to, by siebie polubić, ale by dać wyraz swojemu wielkościowemu, realizującemu się głównie w działaniu JA. Po cichu chodzi w Twoim bieganiu też i o to, by pokazać sobie i światu, że możesz więcej, bardziej i dłużej. Last but not least, biegasz dla przyjemności, jaką niesie dotykanie granic własnych możliwości, a więc trochę dla pięknej sztuki cierpienia. Po zawodach (bez względu na ich wynik) na Instagramie zwykle albo milczysz, albo dzielisz się konstatacją, że każda porażka może nas czegoś nauczyć i uczynić jeszcze silniejszymi w przyszłości. Większość wpisów kwitujesz hasztagami #mozeszwszystko, #nevergiveup, #nopainnogain.

Typ 2. Jesteś osobą, która raczej cierpliwie czeka na swoją kolej i nie zdarza się jej przechodzić przez ulicę na pomarańczowym świetle. Jesteś człowiekiem umiarkowanie aktywnym, skłonnym bardziej podziwiać wyczyny i sukcesy innych, niż samemu po nie sięgać. Biegasz, bo to pomaga Ci uwierzyć w siebie, w swoją sprawczość i ukrytą przed Tobą samym siłę. Biegasz, by przekonać siebie i swoje otoczenie, że potrafisz się zmobilizować do wyjścia z domu na trening i już sam ten fakt jest twoim osobistym sukcesem. Bieganie pozwala Ci lubić siebie samego ciut bardziej, z czasem nawet i bardzo. Cieszysz się każdą oponką zrzuconą z brzucha, każdym momentem przełamania własnego lenistwa, zamianą wieszania prania (bądź oglądania kolejnego sezonu serialu) na truchtanie w pobliskim parku. Napawasz się uczestnictwem w każdych zawodach i możliwością bycia częścią grupy społecznej zwanej biegaczami. Po zawodach (bez względu na ich wynik) na Instagramie dzielisz się euforią z każdego przebiegniętego kilometra i świętujesz go popijając browara w pobliżu mety. Twoje ulubione hasztagi to #yesIcan, #happyme, #dziekuje.

Mam w pamięci wiele spektakularnych miejsc, w których biegałam i które oglądałam przez zamgloną szybę niezadowolenia: bo za ciężkie nogi, bo za wysokie tętno, bo beznadziejna moja słabość. Pamiętam wiele wspaniałych pejzaży, za które dziękowałam zupełnie nie zważając na własną dyspozycję sportową. Pamiętam i takie treningi w górach, kiedy kończąc interwał na szczycie, nie rozglądając się wokół, chciałam krzyczeć z wdzięczności za dobrze wykonaną pracę i siłę, jaką zostałam obdarowana.

Bez względu na to, czy jestem typem 1 czy 2, czy może bywam i jednym i drugim – moje bieganie ma stanowić źródło głęboko doświadczanej harmonii, spokoju, wdzięczności. Piszę to świadoma zarazem, jak wiele mi do takiego doświadczenia brakuje. Obserwując biegowy krajobraz w swojej prywatnej historii oraz u wielu biegaczy, których spotykam na obozach w Tatrach, pytam: Czy to, co robię, czyni mnie głęboko szczęśliwym? Jak rozeznać, czego najbardziej potrzebuję i co z siebie realizuję, robiąc to, co uważam za wartościowe, czyli np. biegając? Czy potrafię żyć wdzięcznością za to, że w ogóle mogę działać, wyznaczać sobie cele i że jest mi to dane za darmo, nie w efekcie moich zasług (sic!)? Czy potrafię zauważyć i docenić ten wcale nieoczywisty fakt, że MOGĘ przebierać nogami?

Mistrz Ekhart napisał, że „Jeżeli wdzięczność jest jedyną modlitwą, jaką odmawiasz w ciągu swojego życia – to będzie w zupełności wystarczające”.


 

____________________
M.Derezińska-Osiecka -  zakopianka, wyczynowa i utytułowana zawodniczka w skialpinizmie, biegaczka górska z zamiłowania, asfaltowa z wychowania, filozofka i psychoterapeuta z wykształcenia, przewodniczka tatrzańska i organizatorka obozów Tatra Running. Na co dzień mama trójki dzieci, która wciąż z ekscytacją spogląda w swoją sportową przyszłość.