Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij
Jak wiecie, w Warszawie zmarł ostatnio biegacz. Leży mi na sercu zdrowie biegaczy, bo w końcu promuję bieganie jako wg mnie najzdrowszy sport, więc śmierć w wyniku biegania jest zaprzeczeniem sensu tego co robię.

Zawsze chcę lepiej zrozumieć co mogło się wydarzyć w każdym konkretnym przypadku, żeby lepiej zapobiegać takim historiom w przyszłości. Musimy się jako środowisko uczyć i przekazywać ważne dla nas informacje. Dlatego kiedy przeczytałem następujący wpis zapaliła mi się czerwona lampka:

"Paweł zmarł po zasłabnięciu na trasie Orlen Warsaw Marathon. Nie czuł się najlepiej, dlatego miał przebiec "tylko" 25 kilometrów... Potem miał wrócić na metę metrem i kibicować mi, jak łamię 2,40..."
- tak napisała Dominika Stelmach na swoim profilu na FB.



Zapytałem się Dominiki co dokładnie mówił, jakiego rodzaju sygnały dawało mu jego ciało. Dominika odpowiedziała, że przy niej mówił tylko, że gorzej się czuje, ale że były inne osoby bliżej niego i żebym zapytał się ich. Wymieniła nazwisko jak rozumiem trenera Pawła. Zadałem trenerowi to samo pytanie, jak się czuł Paweł, co mówił? Odpowiedź trenera była: "Trochę szacunku".

Tego typu odpowiedź trochę mnie wkurzyła. Bo ja się nie pytałem po to, żeby dać newsa (choć w efekcie właśnie on powstał) ale po to, żeby zrozumieć co się z tym człowiekiem działo, żeby ewentualnie porozmawiać z kardiologiem, czy można było tego uniknąć. Dlatego teraz zadaję oficjalne pytania do trenera:
- co mówił Paweł przed biegiem?
- czy to co mówił mogło wskazywać na jakieś problemy z sercem a w każdym razie na konieczność wizyty u lekarza?
- dlaczego pomimo złego samopoczucia się miał pobiec 25 kilometrów?

Pytanie generalne. Czy trener to jest osoba, która powinna się za zawodnika czuć współodpowiedzialna? Ktoś powie: trener to nie lekarz, biegamy na własną odpowiedzialność.

Ja powiem: trener to nie lekarz ale część odpowiedzialności spoczywa na trenerze. Są ludzie, którzy są bardzo wrażliwi na punkcie własnego organizmu i o nich trener się bać nie musi, bo oni mają hamulce włączone wcześniej, przed hamulcami trenera. Ale są ludzie, których hamulce są dalej. I za takich ludzi trener musi brać odpowiedzialność, albo zrezygnować z ich trenowania.

Nie wiem jak było w przypadku Pawła. Czy słysząc, że zawodnik źle się czuje, czy trener go hamował? Czy nie daj Boże namawiał:  "Dasz radę, przebiegnij chociaż 25 km" ?

Może ktoś zna odpowiedź na te pytania? Bo próbując jednak uszczegółowić pytania u trenera, usłyszałem: "Żegnam".