Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Zamierzam biegać dalej

W wymiarze gatunkowym moje bieganie jest odwieczne i sama myśl o prześledzeniu tej historii przyprawia mnie o zawrót głowy. Gdzieś na obrzeżach mojej pamięci znajdują się ucieczki przed niedźwiedziami jaskiniowymi, różne militarne okazje biegowe - z tą najsłynniejszą spod Maratonu na czele.


Pomimo mojego nikłego dawniej zaangażowania, gdy myślę o tych dziejach pojawia się całe mnóstwo skojarzeń, aż po współczesny fenomen sportu - z którego też jednak sporo zapamiętałem. Zastanawia mnie, że właściwie w ogóle nie pamiętam istotnych i inspirujących biegów z literatury, w przeciwieństwie do filmu. Ale właściwie w sposób oczywisty jest to filmowy temat. I muszę choćby wspomnieć o niezwykle dla mnie ważnym biegu Foresta Gumpa, który ze swoją spontanicznością jest dla mnie ideałem biegacza. Korci mnie niesłychanie, aby rozwinąć te wątki - ale podejrzewam, że już zostałem posądzony o całkowite rozminięcie się z tematem.


Moja osobista historia biegowa, mimo poważnego, już półwiecznego życiorysu, jest stosunkowo krótka i obejmuje około 15 wiosen, poprzedzonych długim szeregiem właściwie zupełnie niesportowych lat. Muszę jednak wspomnieć o niezapomnianym dla mnie biegu na dystansie 1km na przepięknym, również w czasach mojej szkoły średniej, sopockim stadionie lekkoatletycznym. Był to zwykły WF, nie żadne zawody. Metę osiągnąłem z najwyższym trudem jako ostatni i piszę o tym powodowany nie ekshibicjonizmem, lecz dla wykazania jak słabym byłem materiałem na biegacza. I dzisiaj zupełnie już nie wiem czy to kompletna indolencja sportowa popchnęła mnie w stronę zainteresowań bardziej intelektualnych czy też moje wrodzone skłonności nie pozwoliły się rozwinąć sportowemu talentowi.


Myślę, że wpisuję się w dość chyba typowy gatunek już nieco podstarzałego biegacza amatora, który najpierw pracowicie doprowadza swój organizm do kompletnej ruiny, na którego nachodzi jednak chwila opamiętania i w wyniku zbawiennego natchnienia rozpoczyna nowe życie. Być może jest to szczególna wersja rozwiązania osławionego kryzysu wieku średniego - która zastępuje gonitwę za płcią odmienną bardziej konstruktywnym wysiłkiem sportowym.


Wybór biegania spośród innych dyscyplin jest dosyć oczywisty, przez urzekającą prostotę i dostępność biegu. Nie ma tutaj wielkich i w rezultacie kosztownych wymagań sprzętowych (co dla niektórych może być wadą), ani nie są potrzebne żadne, równie kosztowne obiekty sportowe. Dalej już jest trochę gorzej - nie należy mówić komuś, kto ma za sobą kilkadziesiąt lat siedzącego trybu życia, wypala codziennie kilkadziesiąt papierosów i robi wiele innych równie niezdrowych rzeczy - że bieganie to bułka z masłem. Być może należałoby kazać takiemu osobnikowi, aby trzymał się od biegu z daleka - gdyż nadmierny wysiłek szybciej go wykończy niż nikotyna. Na początku dla kogoś takiego jak ja w owej chwili przełomu nie jest lekko.


Zaczynałem od truchtu na krótkich, parunastu-minutowych dystansach i największym problemem było zmuszenie się do wysiłku kolejnego dnia. Bo też jak tu biegać gdy płuca są zatopione w smole i nie ma się potrzebnych do tego mięśni. Żeby wytrwać trzeba zaciętości poznaniaka urodzonego pod znakiem Koziorożca. Udało się i po kilku latach stałem się regularnym biegaczem z tygodniowym przebiegiem 50-60km (obok biegania moją drugą pasją stała się cyklistyka i narty biegowe).


Jakie są pożytki z biegania (oczywiście z mojej osobistej perspektywy):

- Po pierwsze okazało się, że na dłuższą metę nie da się pogodzić biegania z paleniem papierosów. Ten idiotyczny nałóg, zwłaszcza przy dłuższym stażu, kłóci się z jakimkolwiek większym wysiłkiem. Musiałem pilnować abstynencji co najmniej godzinę przed biegiem, bo w przeciwnym razie brakowało mi oddechu. Męczyłem się z tym przez jakiś czas, aż w końcu musiałem wybrać. Bieganiu zawdzięczam wolność od tego koszmarnego nałogu, po 17 latach. Inna rzecz że bieganie które wybrałem to chyba również nałóg.

- Oczywistą korzyścią jest zdobyta sprawność fizyczna, zrzucone kilogramy nadwagi (tutaj muszę dodać, że według mojego doświadczenia ważniejsze od wybieganych kilometrów jest trzymanie diety).

- Jeżeli chodzi o zdrowie to sprawa jest dyskusyjna. Lekarze z którymi miałem kontakt odnoszą się do intensywnego biegania z niechęcią. Zaś sam nie potrafię powiedzieć stanowczo co przeważa w bilansie strat i zysków, zwłaszcza, że jestem pod wrażeniem zeszłorocznej kontuzji kolana. Muszę też pomiętać o trzykrotnie połamanych żebrach (rower i narty).

- Pożytki natury duchowej są najważniejsze. Bieganie sprzyja różnym formom kontemplacji, otwierają się przykurzone kanały percepcji. Łatwo jest zarówno wyłączyć sie całkowicie z codzienności, jak i skupić na analizie wybranego zagadnienia czy szukać natchnienia dla nowego pomysłu. Można odzyskać świeżość odczuwania, która jest przywilejem młodości. Smak wysiłku jest samoistną wartością, która promieniuje na inne sfery: sen, jedzenie, stan psychiczny.


Cóż, zamierzam biegać dalej.