Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

Renato Canova dla mensracing.com

Renato Canova dla mensracing.com

A3_300.jpgWywiad przeprowadzał w 2004 roku w Iten (Kenia) dla mensracing.com - Scott Douglas, współautor kilku książek o bieganiu, były zawodnik z życiówką na 10km - 30:48.

Renato Canova – trener tej klasy zawodników co rekordzista świata na 3000m z przeszkodami Saif Saaeed Shaheen (kiedyś Stephen Cheroneo, zanim zmienił obywatelstwo z Kenijskiego na Katarskie) czy Rodgers Rop, zwycięzca maratonów w Bostonie i Nowym Yorku.

Canova jest także (a w każdym razie był w 2004 roku, teraz sprawy być może się skomplikowały) oficjalnym trenerem drużyny Katarskiej, która składa się z byłych obywateli Burundi, Kenii i innych wschodnioafrykańskich krajów.


Kilka uwag do tłumaczenia. Uznaliśmy, że wywiad jest bardzo ciekawy i w całości zasługuje na przetłumaczenie, jednak Renato Canova jest Włochem, którego angielski nie jest bardzo dobry, posługuje się nim często bez zachowania zasad gramatyki. Dlatego czasami niektóre słowa, czy zdania mogą daleko odbiegać od klasycznej polszczyzny, ale chcieliśmy utrzymać klimat oryginalnego tekstu i nie ingerować w intencje zarówno Renato, jak i Douglasa, mimo, że niektóre głoszone tam tezy mogą brzmieć wobec siebie sprzecznie. Interpretacje pozostawiamy czytelnikom.


Scott Douglas: W USA jest wiele zainteresowania tą całą „Katarską sprawą”. Jak się zostaje trenerem narodowej drużyny Kataru? Pan jest z Włoch, jak wiec się to stało?

Renato Canova:
Już przedtem byłem trenerem Stephena Cheroneo a przedtem jego brata (Mistrza Świata na 3 tys z przesz.) Chritophera Kosmei, wiec można powiedzieć, że to była rodzinna sprawa. Kiedy Cherono wygrał w 2003 Mistrzostwo Świata w Katarze nikt nie wiedział kto jest jego trenerem. Cherono przedstawił mnie ichniej federacji mówiąc: „To jest mój trener”. I oficjele z Kataru od razu chcieli żebym został trenerem całej reprezentacji. Teraz trenuję pewnie około 30 Kenijczyków z absolutnie topowego poziomu.

Kiedy zostawałem trenerem w Katarze powiedziano mi, że nie mogę nadal trenować reprezentantów innych krajów. Wiec powiedziałem im, że każdy kraj może mi powiedzieć co mogę robić, ale nie co muszę robić. Taki był mój warunek – jeśli mnie chcą muszą się zgodzić na to, że trenuję także innych.

Problem leży w relacjach osobistych jakie mam z zawodnikami – to nie jest tak jak w piłce nożnej, gdzie trenerzy zmieniają się co chwila. Byłem związany z zawodnikami z Kenii, Ugandy i nie mogłem tego zerwać tylko z powodu Kataru.

Były jeszcze jakieś oficjalne negocjacje pomiędzy Katarem a Kenią w kwestii jeszcze innych zawodników.

To było dziwne. Wiele razy pytaliśmy się w Kenijskiej federacji o nazwiska zawodników o których oni nie słyszeli. Bo w Kenii nie ma jednej, generalnej listy zawodników przypisanych do jakiegoś klubu. W Kenii – jesteś wolny – jesteś tu, szybko biegasz i nikt o Tobie nie wie. Pytałem się o tych zawodników żeby zmienić ich obywatelstwo. Podawałem Federacji ich nazwiska. Nigdy o nich nie słyszeli. Ale Prezes Katarskiej federacji jest członkiem IAAF i załatwili to jakoś na najwyższym poziomie. W każdym razie mieliśmy sporo biurokracji.

Ale zawodnicy i tak trenują w Kenii. W Katarze – trenowanie do długich dystansów jest niemożliwe. Kraj jest mały, 600 tys. mieszkańców, na poziomie morza. Przez pięć miesięcy w roku pogoda jest dokładnie odwrotna do tej jakiej potrzebujemy. Trenowaliśmy tam zawodników przez cztery miesiące – było 48, 50 stopni Celsjusza, 95% wilgotności, byli absolutnie bez formy. Wiec rozwiązaniem była Kenia. W zimie szukamy jakiegoś stałego obozu, potem mamy Mistrzostwa Świata w przełajach potem może znowu tutaj kwiecień, maj. Potem jedziemy do St. Moritz na długi czas.

Duża różnica pomiędzy Federacją Katarską i Afrykańską jest taka, że w Katarze mając pieniądze mogą wspierać każdy projekt treningowy. Wiec stacjonujemy powiedzmy przez dwa miesiące w St. Moritz a Katarska federacja płaci za wszystko. Kiedy trenuję Kenijczyków (obywateli Kenii) musimy wtedy szukać jakiś prywatnych rozwiązań i każdy pokrywa część wydatków.

Co jest więc dla mnie ważne to to, że mamy pełne finansowe wsparcie, co jest bardzo trudne do zorganizowania w przypadku biegaczy afrykańskich.

W aktualnej sytuacji widzę, że jeśli zawodnicy spędzają ze mną dużo czasu mogą znacznie się poprawić sportowo. Ci sami Afrykanie, którzy trenowali ze mną wcześniej w normalnym systemie, z normalnym programem to tak naprawdę nie są ci sami ludzie. Na przykład przypadek Nicolasa Kemboi z zeszłego roku (który przebiegł 10 km w 26:30 poprawiając rekord życiowy o ponad półtorej minuty). Już byłem jego trenerem przez trzy lata. Ale zawsze było to samo: 13:26,
czy 28 z hakiem, spędzając czasem tydzień tutaj, tydzień we Włoszech. Kiedy w zeszłym roku byliśmy razem przez 55 dni, prawie dwa miesiące w Szwajcarii, odkryłem, że go nie znałem. Byłem przekonany, że on jest bardzo, bardzo wolny i miałem pomysł żeby go przestawić na maraton. Po półtora miesięcznych przygotowaniach, podbiegach i wielu innych treningach był w stanie pobiec 200 m w 22,7 s. Wiec odkryłem że on jednak jest szybki, prawda? Ale jednak 50 dni przed (przed dniem kiedy pobiegł 26:30) zrobiłem test, pięciu zawodników ścigało się na 5 km, on zrobił 13:42, na ostatnim okrążeniu był piaty. Wiec pytam się go potem: „Nicolas, przecież Ty jesteś szybszy, dlaczego jesteś ostatni na ostatnim okrążeniu?” – on odpowiada „Nie, ja jestem szybszy tylko kiedy mogę być z przodu”. Ja na to: „Nie, jeśli jesteś szybki to jesteś szybki”. Problem był w zmianie jego nastawienia do wyścigu, żeby zrozumiał co musi zrobić.

Problem trenowania Afrykańczyków leży w edukacji. Nie wystarczy dać im program. Musisz bardzo dużo mówić. Mentalnie oni mają bardzo wiele barier, barier wywodzących się z ich kultury, ich podejścia. W Kenii nikt na przykład nie stosuje krótkich przerw wypoczynkowych ponieważ w związku z dużą wysokością jest to trudne.

Zazwyczaj w Kenii nigdy nie było wielu mocnych biegaczy na 1500m. Byli na 800 i na długich dystansach ale nie 1500. Jeśli spojrzymy 20 lat wstecz na Wielką Brytanię kiedy biegali Sebastian Coe, Steve Cram najlepsi Kenijczycy byli zawsze 2-3 sekundy za nimi, a byli przecież jednocześnie najlepsi na 5, 10 km i na 3 tys. z przeszkodami w szczególności. Wiec to był wynik błędu, nie błędu, trudno nawet jest właściwie mówić o błędzie. Myślę, że zawodnik, jeśli jest w stanie biec szybko nie może robić wiele błędów, więc musisz wiedzieć co on robi na treningu. Chłopak pobiegł, powiedzmy 13:00 na 5000 metrów, czyli nieźle, jego trening nie mógł być zły. Ale ja widzę, że z jego talentem mógłby on biegać 12:45. Więc rozmawiamy o treningu, mówię mu, że nie chcę wiele zmieniać, ale być może przyda się dodać coś, czego do tej pory nie robił. Jeśli na przykład myślę o Siergieju Lebiedzie wiem co on normalnie robi na treningach bo wiem, że wyrósł z rosyjskiej szkoły. Więc żeby się poprawić musi robić coś co robią Afrykanie, coś czego normalnie nie robi. I Afrykanie muszą robić coś czego normalnie nie robią.

W każdym razie – Kenijczycy mają coś czego Europejczycy ani Amerykanie aktualnie nie stosują w ich podstawowym treningu, najważniejszej rzeczy dla średniego dystansu (Kiedy Canova mówi o średnim dystansie ma na myśli 5, 10, 15 km - przyp. tłum.). Długi bieg. Nie długi, długi. Może ze 20-40 minut bardzo, bardzo szybkie. Bardzo szybkie. Więc każdy w tym kraju ma poziom progu wyżej niż w Europie. Dlaczego Europejczycy są nieźli w maratonie ale już nie na 5,10 km? Mamy Stefano Baldiniego i innych ale…bo w maratonie najważniejszy jest system treningowy, a na 5 – 10 km nie jest on tak ważny jak „moc silnika”. Więc Europejczycy i myślę Amerykanie nie są w stanie poprawiać się pracując na dużych intensywnościach. Amerykanie stosują mnóstwo interwałów i wiele powolnych, długich biegów. Ale nie wiem ilu stosuje średnie dystanse (20-40 minut) biegane bardzo szybko? Nie wiem tego.

Nie można połączyć tych dwóch spraw. Możesz stawać się szybszym, bardziej odpornym ale odporność to nie wytrzymałość. Wiec aby biegać szybciej 5 – 10 km musisz biegać szybciej na treningach, długie biegi. Możesz przebiec 50x 400m z krótkim odpoczynkiem, ale nie jesteś przez to lepszy na 10km. Możesz biec przez 3 godziny i nie jesteś dobry w maratonie.

Tutaj, kiedy zaczynamy z tymi młodymi chłopakami, ale nie tylko młodymi, oni mają właśnie takie nastawienie, a my jesteśmy w stanie poprawić ich ciało, ich fizjologię. Wiec jeśli już biegasz szybko przez 40 minut może kiedyś zostaniesz dobrym biegaczem w półmaratonie. A za dwa lata lub trzy przejdziesz na maraton.

Ale aktualnie, myślę że sytuacja w maratonie bardzo się uwsteczniła. Wg mnie nie jest trudno, aby wielu z tych chłopaków biegało maraton poniżej 2:04, ale oni nie mają odpowiedniego treningu. Poza tym nie jesteś w stanie ich ciągle kontrolować. Możemy kontrolować co się dzieje na bieżni. Ale w terenie – jest bardzo trudno. Klasyczna historia w Kenii jest taka: jest sobie zawodnik który biega w jakimś obozie, nikt go nie zna, większość czasu jest słaby ale czasem niezły. Lider tego obozu naciska na managera: Hej, mam zawodnika który biega ze mną bardzo szybko, możesz mu załatwić jakiś start? Wiec przyjeżdża do Europy na maraton, nikt nie płaci za jego bilet ale manager może mieć jakieś ustalenia z organizatorem: „OK, jeśli on pobiegnie poniżej 2:13 płacimy za jego bilet, jeśli poniżej 2:12 tyle i tyle”. Wiec ten zawodnik, zupełnie nieznany jest w stanie pobiec 2:09:30 i wygrać. Myślisz więc, jeśli biega 2:09 to ma pojęcie o treningu.

I co dalej? Ten zawodnik wygrywa powiedzmy 20 – 25 tys USD, które w wielu przypadkach organizator płaci sześć miesięcy po starcie. Przyjeżdża do Kenii dwa dni po biegu, myśląc: „Co mam zrobić z 20 tys. USD? Jaki otworzyć interes?” Normalny biznes tutaj to zbudować dom. Trzydzieści domów! Świetny interes! Więc chce zbudować dom, ale nie jest budowniczym, zatrudnia ekipę. Każdego dnia przyjeżdża na budowę, zapomina absolutnie o treningu na powiedzmy dwa miesiące. Potem znowu zaczyna – biegać, nie trenować – to dwie różne sprawy. Potem na początku września manager mu mówi: Mógłbym Ci załatwić maraton na 8-go października, 5 tys USD za to tylko, że się pokażesz, jesteś chętny” „No jasne, jestem chętny i gotowy”. Ale manager mówi: ”Jeśli pobiegniesz poniżej 2:13 dostajesz 50% mniej”. Ten jedzie, nie przygotowany, pobiegnie może 2:17. Więc bez nagrody, wraca do domu tylko z 2,5 tys USD, źle dla niego, źle dla managera, może manager już nie będzie chciał z nim pracować?

Myślisz, że on wie dlaczego był w stanie pobiec 2:09? Europejczyk, Amerykanin, jeśli pobiegł szybciej wie co zrobił na treningach, jeśli 8 minut wolniej wie że coś jest nie w porządku. Tutaj, nie. Dlaczego? Bo przedtem kiedy nie byłeś najlepszy, byłeś w obozie, po prostu podążałeś za kolegami z obozu. Potem idziesz do managera i mówisz:

„Pobiegłem dobrze, jadę do domu, zorganizuję obóz u siebie w domu i będę miał 4, 5, 8 biegaczy ode mnie z wioski”. Ale przedtem on był jednym z wielu w obozie, teraz jest numerem jeden. I co się dzieje? Bez żadnej kontroli nad trasami, bo oni ciągle zmieniają trasy nigdy nie wiesz czy jesteś szybszy. Ja mogę rozpisać dowolny plan, program. Ale program to analizowanie odczuć, obciążeń treningowych, powiedz mi wiec jak się czujesz. Oni powiedzą: „Czuje się dobrze”. Ale co to znaczy? Czujesz się dobrze biegnąć 3:30 czy może 3:10. Dobrze jest czuć się dobrze, ale musisz wiedzieć czy czujesz się dobrze biegnąć szybko czy wolno?

Poza tym, trenowanie Kenijczyków na asfalcie jest praktycznie niemożliwe. Oni nie chcą tego rozwiązania. Ale gdzie jest maraton? Na asfalcie. Więc w końcu jest kompromis – raz na 10 dni idą na asfalt ale chociaż ten jeden raz już daje nam jakąś możliwość kontroli sytuacji, rozwinięcia jakiegoś tempa. Jak robię 5 razy po 5km w tempie maratońskim z jednominutową przerwą i mam dobrze pomierzone trasy to daje się jakoś opanować.

Więc trenowanie Afrykańczyków to zupełnie inna praca niż Europejczyka. Nigdy nie trenowałem Amerykanina, ale to pewnie tak jak trenowanie Europejczyka.


Scott:
Chciałem się Ciebie zapytać co myślisz o genetycznych różnicach. Kiedy tak chodzisz po Iten łatwo
jest zaobserwować po generalnej konstrukcji ich ciała jak bardzo różni się ona od tych, które widzisz w Europie czy Stanach. Więc jeśli mógłbyś skomentować te ogólne wrażenia oraz i jakie mogą one mieć znaczenie.

Renato:
Ja nie uważam, że są duże różnice. Ale nie wiem, no, nie myślę. Była grupa naukowców która przyjechała tu w 1995 roku, spędzili tutaj chyba z półtora miesiąca, testując wielu tubylców, młodych ludzi, porównując ich do Skandynawów, biopsje mięśni, nie ma wielu różnic. One przychodzą później.

Ja myślę, że najważniejsze różnice nie mają związku z genetyką. Jakieś różnice wynikają może z dużej wysokości na której żyją ale... jak badam Kenijczyków po trzech miesiącach przebywania na poziomie morza ich wyniki krwi są takie same jak Europejczyków. Hemoglobina idzie do góry. Bo normalnie tutaj jest obniżona, poziom hemoglobiny tutaj mają bardzo obniżony. Mocni biegacze z hemoglobiną na poziomie 10,5 ale ich czerwone ciałka krwi są bardzo duże. I hematokryt jest pewnie poniżej 42. Pamiętam jak Christopher Kosgei wygrywając w Sewilli miał wynik 39 coś. Ale kiedy przez trzy miesiące przebywają w Europie ich poziomy są takie jak Europejczyków, ale te parametry krwi to nie genetyka, to ma związek z życiem tutaj.

Europejczycy kiedy tu przyjeżdżają mają podobne parametry ale nie pamiętam Europejczyka, który spędziłby tutaj bardzo długi czas. Ale Baldini każdego roku jedzie w góry po 3, 4 razy, po wielu latach prędkość adaptacji jest inna, myślę, że on ma teraz podobne parametry krwi do Afrykanów. Więc to nie genetyka ale raczej styl życia.


Scott:
Więc jeśli chodzisz po Iten to nie uderza Cię inna budowa ciała tych ludzi w porównaniu do budowy ciała choćby Włochów?

Renato
: Nie, nie myślę.

Douglas
: Więc jeśli Amerykanie i Europejczycy nie biegają tak jak Afrykanie to przez zły trening? Jaki więc trening robią Afrykanie którego Amerykanie i Europejczycy nie robią, a który powinni robić żeby móc konkurować?

Renato.
Pierwsza sprawa jest taka, że jest naprawdę duży problem w rekrutowaniu młodych biegaczy. Bo jest jedna sprawa, której się nie przeskoczy – musisz nauczyć ciało wytrzymałości. To podstawowy problem, jest zupełnie inaczej jeśli biegasz, nie trenujesz ale biegasz kiedy jesteś młody, kiedy jesteś dzieckiem. Kiedyś dzieci biegały – Amerykanie, Europejczycy. Antibo (Salvatore Antibo, srebrny medal w 1988 roku na 10 km na Olimpiadzie), Panetta (Francesco Panetta mistrz świata z 1987 roku na 3 tys z przeszkodami). Biegali około 15 km dziennie w domu na południu Włoch. Teraz – nikt nie biega.

Potrzeba około 10-ciu lat, aby zbudować Twoje ciało. Więc jeśli jesteś Amerykaninem czy Europejczykiem to kiedy masz pasję do biegania? Pasja zaczyna się kiedy masz 15, 16 lat – więc taki biegacz musi zbudować bazę w okresie swojego życia 15 -25 lat. I problem leży w tym, ze nikt nie ma cierpliwości żeby to robić bo po 2-3 latach takiego biegania oni już chcą robić specjalistyczny trening, ale nie ma możliwości osiągnąć dobrych rezultatów bo nie została wystarczająco dobrze zbudowana baza. To tak jakbyśmy chcieli zacząć budowę domu od trzeciego piętra. To nie możliwe. To problem bardzo trudny do rozwiązania.

Zawodnicy chcą rywalizować i każdy wie że jesteś lepszy jeśli biegasz szybciej. Ale, aby biegać szybciej nie niszcząc siebie jednocześnie, interwały na przykład to jest jak wisienka na ciastku – to nie jest ciastko, to wisienka na ciastku. Ale jeśli nie masz ciastka gdzie położysz wisienkę? To jest problem. Teraz powoli Amerykanie i Europejczycy zaczynają rozróżniać ciastko od wisienki.

Rada, najpierw muszą mieć odpowiednią mentalność. Możesz ciągle poprawiać się w zakresie tlenowym przez 10, 12 lat. Mówimy o odporności tlenowej, o generalnej odporności. Potem możesz udać się w konkretnym kierunku. Jeśli biegniesz 10 km bardzo szybko Twoja odporność tlenowa to nie jest już odporność – to wytrzymałość. Odporność to niska intensywność. Wytrzymałość to wysoka, specyficzna intensywność. Ale aby tam dotrzeć – musisz przygotować na to swoje ciało.

Na przykład dla ludzi jak Cherono to jest pierwszy rok, kiedy próbują eksperymentować z dwoma treningami rano, w odstępie dwóch – dwóch i pół godzin – jak gdyby był to wydzielony z dnia blok. Całe popołudnie i wieczór odpoczynek. Np. tydzień temu o 5:30 rano poszliśmy na trening o 22,4 km ze średnią 3:18. Po dwóch i pół godzinach – podbiegi. 10x 400 m bardzo szybko. Następny dzień bardzo luźny. Więc – eksperymentujemy, zobaczymy, dokąd nas to doprowadzi.

Ewolucja specyficznej wytrzymałości to połączyć bardzo intensywny trening z większym wypoczynkiem później. Wiec im więcej typów treningów jesteśmy w stanie zrobić za jednym razem tym bardziej specyficzną wytrzymałość budujemy. Pierwszy raz ten typ treningu zaobserwowałem u Saida Auity, więc nie wymyślam tu czegoś nowego. Kiedyś we Włoszech widziałem jak robił pięć dni pod rząd serie interwałów 1200m kończonych bardzo szybkimi 150-cio metrowymi odcinkami z 50-cio metrowym truchtem i sześć minut przerwy pomiędzy setami. To zresztą był trening Alberto Juantoreny z 1976 roku.

Zazwyczaj nikt nie jest w stanie wymyślić czegoś nowego. Wielcy naukowcy nie są zazwyczaj w stanie pomóc czołowym zawodnikom. Nowe rzeczy przychodzą od jakiegoś trenera, który nic nie wie o treningu ale jest zwariowany, albo od zwariowanego zawodnika który nawet dobrze siebie nie zna ale jest zmotywowany i robi coś dziwnego, tak jak 23 kilometrowy podbieg z Fluospar (Canova odnosi się do treningu jaki robił kiedyś często Moses Tanui, zwycięzca w Bostonie 1996 roku). Jeśli masz wyniki – to jest jakaś ewentualność, nie system ale ewentualność.

Musisz radzić sobie na różne sposoby z różnymi zawodnikami. Na przykład, mając 30-tu zawodników tutaj jeśli idziemy na stadion mam pewnie około 10 – 15 różnych programów i nie wszyscy biegają razem. To zresztą kolejna różnica pomiędzy nami a grupami Kenijczyków, bo w Kenii liczy się tylko trening jeśli żyjesz w obozie. Co to za trening poza obozem? To żaden trening. Trening poza obozem to może być trening ogólny ale nigdy specyficzny. Mając biegaczy maratońskich w obozie masz jednego który biegnie maraton w marcu, drugi w maju a biegają razem i jeden jest w formie drugi nie. Jest tutaj wiele do zrobienia aby nauczyć ludzi trenować.

Myślę, że Europejczycy mieli kiedyś nastawienie na niezbyt długie biegi, raczej na interwały z krótkimi przerwami na odpoczynek. Anglicy się w tym specjalizowali. Ale różnica polega na tym, że kiedyś mogli to robić bo ich ciała były już na to przygotowane. Jeśli spojrzysz na karierę Sebastiana Coe, to jego ojciec Peter, mówi teraz, że on nie wierzy w skuteczność długich biegów. To nie jest prawda, bo jego syn całe swoje życie biegał długie biegi. Jeśli spojrzysz na karierę tych ludzi to wielkość biegaczy średniodystansowych wywodzi się tak naprawdę z długich biegów. Na przykład Andre Bucher (Mistrz Świata na 800m z 2003 roku) był w Szwajcarii najlepszym juniorem na 10km, 5km, w biegach przełajowych, potem stał się specjalistą na 1500 i 800. Steve Cram wygrał Mistrzostwo Europy na 3 tys. m a potem przeszedł na mile i 1500 choć był wolny ale mógł pobiec 1:42 na 800m. Dlaczego? Bo nie budujesz szybkości, ale wytrzymałość szybkościową jeśli masz bardzo, bardzo duża bazę tlenową, tlenowy background którego teraz Ci ludzie nie maja. Tu leży problem.

Kolejna ważna sprawa: Jaki jest program? Piszę na przykład trzy miesięczny program. Na końcu jest cel główny. I kiedy przyjeżdżam na końcu jeśli porównam to co napisałem z tym co naprawdę zrobił zawodnik znajduję ponad 50% różnic. Bo jeśli piszę pogram na 100 dni przed zawodami to po dziesięciu dniach nie jestem w dniu dziesiątym ze 100 ale zerowym z 90-ciu. Wiec każdego dnia musimy sprawdzać, jakie efekty przynosi trening i jesteś zawsze na etapie początkowym. Nie wiemy za każdym razem co się stanie, jest po prostu wiele elementów, które są poza kontrolą. Na przykład wczoraj, Stephen (Cherono) miał mały problem i teraz przez dwa dni musimy coś zmienić. Kiedy trener jest na miejscu to co innego bo może kontrolować każdą zmianę, dobrą lub złą.


Douglas:
Chciałbym wrócić do tego o czym wspomniałeś, do braku sukcesów w maratonach które przypisujesz temu, że nie robimy tych 30-40 minutowych szybkich biegów.

Renato:
Mówisz o Amerykanach?

Douglas:
Tak. I jaki powinien być poziom intensywności? I czy nie robi się tego pod koniec długich biegów? Kiedy to się robi?

Renato:
Wiem, że w Stanach mieliście 20 lat temu prawie 200 biegaczy biegających poniżej 2:20. A dwa lata temu mieliście 20 czy coś w okolicach. Więc pierwszy problem jestem przekonany leży w mentalności. To samo w Brytyjczykami. Oni też mieli kiedyś świetnych biegaczy: Ian Thompson, przedtem Ron Hill. W zeszłym roku najszybszym maratończykiem była u nich kobieta. Więc jest tu coś nie w porządku, prawda? Widzisz ewolucję biegania która zachodzi we wszystkich krajach zachodnich? Wielu ludzi biega ale nigdy młodzi i jeśli biegają to raczej dla zdrowia. Na przykład we Włoszech liczebność w biegach masters rośnie o kilka procent co roku. Może za 10 lat będziemy mieli 80% biegaczy powyżej czterdziestki.

Douglas:
Podobnie w Stanach.

Renato:
Ale nie ma szansy myśleć o nich jako o zawodnikach. Myślę, że system przygotowań do maratonu wiele lat temu nie był w porządku. W maratonie filozofia jest prosta – cel końcowy. Jeśli chcę aby zawodnik biegał szybko, po pierwsze muszę określić co znaczy szybko dla niego. 2:10? 2:08 a może 2:06? Określam tempo maratonu – może 3:10, 3:08, 3:00. Muszę redukować zużycie paliwa dla tych prędkości. To bardzo proste. Jak można wytrenować ten typ odporności? Nie biegając 3 lub 4 godziny w tempie 4:00. Bo w tym przypadku spalasz tylko kwasy tłuszczowe. Nie kiedy biegasz 40 - 50 minut bardzo szybko bo wtedy zużywasz glikogen a my musimy zredukować zużycie węglowodanów dla tych samych prędkości aby mogły starczyć na dłużej. To jest główny cel.

Wiec na przykład, jeśli biorę zawodnika żeby biegał 4x 5km po 15:00 z odpoczynkiem 1km w tempie 3:30 co jest lepsze dla maratonu, to nie to aby pobiegł te odcinki po 14:45 ale aby był w stanie pobiec 4x po 15 minut z krótszymi przerwami lub dodatkowo piąty odcinek w tym tempie. Musimy dłużej utrzymać tę prędkość. Szczególność maratonu polega na wydłużeniu. Zbyt wielu ludzi uważa, że mogą pobiec maraton szybciej biegając szybciej krótsze dystanse. To duży błąd. Jeśli biegasz 20x 400m zużywasz glikogen a nie to co powinieneś.

Wiec jestem tu. Mam kubek pełen cukru drugi kubek pełen tłuszczu i po środku trzeci, pusty kubek, który jest moim zbiornikiem, moim bakiem. Muszę zbudować mix biorąc z tego i z tego. I co się stanie? Jeśli jestem zawodnikiem wywodzącym się z 5000m jestem bardzo szybki, jestem jak bolid
Formuły 1 – nie muszę się przejmować zużyciem paliwa. W tym przypadku moje podejście jest proste – aby biegać szybciej musisz zwiększyć moc. W Formule 1 na przykład możesz wykorzystać jeden bak na jedno okrążenie, po to żeby wywalczyć poll position – tutaj trzeba podejść inaczej. Nie obchodzi Cię wykorzystanie paliwa. Wchodzisz w wysokie zakresy mleczanu i nadal ciśniesz silnik który lepiej przystosowuje się wtedy do zużycia węglowodanów, glikogenu. Więc jeśli biegniesz powoli – dla tego zawodnika powiedzmy z poziomu 13 min/5 km powoli to jest 3:10, 3:12 – zużywasz jednak zbyt dużo cukrów. Biegniesz wiec trochę wolniej, może 3:20 – zużywasz tylko tłuszcze ponieważ nie jesteś w stanie wykreować odpowiedniego mixu. To jest problem.

Więc jeśli biegasz bardzo, bardzo długo ale nigdy szybko to robisz trening ogólny. Długie powolne biegi mogą przynieść efekt tylko dla startów na krótkich dystansach, nigdy długich. Kiedy Panetta chciał zacząć biegać maraton zaczął biegać długie biegi ale wolne. Więc zrobił na treningu maraton w średnim tempie 3:32. To jest dobrze dla kobiety, ale on chciał walczyć na poziomie 2:10. Pamiętam, że miał managera który się nazywał Gianni Demadona. Napisałem mu list a na kopercie napisałem żeby otworzył go dopiero po wyścigu. Napisałem, że na 30 kilometrze Panetta zwolni. Myliłem się. Zwolnił na 27. Co się stało? Do tamtej pory jego rekord na 5km to było 13:15 zrobione pięć lat wcześniej.
A tego roku pobiegł w Zurichu 13:06 bo miał dużo więcej bazy tlenowej dla wysokich intensywności. Ale nie pracował, aby odpowiednio przestawić się na system maratoński.

Baldini w wieku 33 lat w tym roku po raz pierwszy biegał po trzy godziny. Pamiętam historie z Rodgersem Rop w Amsterdamie w październiku, na 35, 36, 37 km wyglądał świeżo. Patrząc na niego myślałem, „Dlaczego nie próbuje się oderwać?” Nagle Robert Cheboror biegnąc jak słoń, odrywa się i robi 2:06:23 a Rodgers prawie 2:14. W końcu pytam się go: Rodgers wytłumacz mi, jak to możliwe?”. Okazało się że skracał długie biegi. Pisałem 2:30 a on robił 2 godziny. Pytam się „Dlaczego?”. On na to: „Bo kiedy się przygotowywałem do Bostonu czy Nowego Yorku nigdy nie biegałem dłużej niż 2 godziny”. „OK.”., mówię, „przed Bostonem jak długi był twój najdłuższy bieg?” 1:10. Wiec tłumaczę znowu jeśli trenujesz dwa razy 1:45, dwa razy 2 godziny a przedtem biegałeś tylko 1:20 to ten trening jest dla Ciebie bodźcem. Ale jeśli jesteś maratończykiem od trzech lat i kontynuujesz z tym samym systemem
to nie jest dla Ciebie wystarczający bodziec, nie jesteś gotowy. Więc problem w tym, z jesteś przygotowany na 35 km, masz paliwa na 35 km, bo był zrobiony błąd w przygotowaniach.

Możesz się poprawiać przez wiele lat jeśli masz motywację, ale musisz zrozumieć co Cię stymuluje, co będzie dobrym bodźcem. I jeśli kontynuujesz ciągle ten sam typ treningu – koniec ze stymulacją. Więc jednym z wielu błędów popełnianych przez ludzi w Ameryce jest, to że jeśli wykonujesz jakiś trening i ten trening przyniósł Ci dobre rezultaty to ty go kontynuujesz. Nie, to jest czas na zmiany, nie na kontynuację. Bo jeśli kontynuujesz nie stymulujesz już swojego ciała. Ogólne zasady mogą pozostać te same ale musisz coś zmienić – objętość lub intensywność, więcej modulacji, coś innego bo potrzebujemy bodźców.

Czasem także mentalnie, z zawodnikami jak Stephen Cherono. Problem jak utrzymać jego poprawę długo, przez powiedzmy 10 lat. On jest nadal bardzo młody. Nie możesz ciągle startować na tym samym dystansie. Ok., nie mógł pojechać na Olimpiadę więc przez cztery lata ma cel. Ale naprawdę dla Mistrza Świata, Rekordzisty Świata, po wygraniu wszystkiego myślę, że on mógłby kontynuować wygrywanie wszystkiego co jest do wygrania na 3 tys z przeszkodami przez 4 – 5 lat to nie jest dla niego problem. Więc co może być bodźcem? Bodziec to musi być coś innego. Więc jeśli jestem Stephenem to patrzę na 5 tys m, patrzę w tym roku na przełaje, nie moja dyscyplina, ale muszę robić coś innego. Chcę stawić czoło Kenenisie jak wtedy kiedy zrobiłem to z El Guerroujem w Ostrawie. (Cherono wygrał z El Guerroujem robiąc życiówkę 12:48).

Opowiem historię, bo ona jest potrzebna do zrozumienia różnicy w mentalności absolutnie topowego, topowego, topowego zawodnika a dobrego mistrza, który nie ma tej mentalności. Był najlepszy na świecie na przeszkodach – był drugi w 2002 ale po wykluczeniu Brahima Boulamiego był numerem jeden. Więc w Ostrawie organizator chciał go mieć na przeszkodach i Stephen mógł tam uzyskać niezłe pieniądze za samo pojawienie się. W marcu byliśmy tutaj, rozmawialiśmy o treningu. Powiedziałem mu: „Stephen, potrzebuję monitorować poprawę twojej specyficznej wytrzymałości. W tym roku bez Boulamiego możesz nie być w stanie poprawić się na przeszkodach Jesteś pewnym numerem jeden na świecie. Wiec żeby zrozumieć w jakiej jesteś formie chcę żebyś pobiegł 5 tys m”. Stephen: „-OK, pobiegnę 5 tys m ale nie chce normalnych 5 km ale z Bekele, Haile lub El Guerroujem. Dla Hailego lipiec jest za późno, Bekele nie wiem gdzie biega. El Guerrouj wiemy, że będzie w Ostrawie więc w Ostrawie chcę pobiec 5 tys m”.

Porozmawiał wiec z Ricky Simmsem, managerem a Ricky pyta się mnie: „Dlaczego 5 tys m a nie przeszkody? Na 5 tys żadnych pieniędzy, nie dostanie nic za sam start i będę musiał bić się o to, żeby mógł tam wystartować na 5 tys”. Przyjechaliśmy do Ostravy i znowu rozmowa z Rickym na temat powodów startu nie na przeszkodach, Stephen nie był wtedy jeszcze Katarczykiem. Stephen mówi: ”Ricky, mogę dostać ładną opłatę za start ale nie chce. Chcę El Guerrouja.”

Jeśli masz taką mentalność chcesz zmierzyć się z najlepszymi. Niczym nie ryzykował, wkraczał na nie swoje pole ale zrobił to, aby znaleźć bodziec. W przyszłości może, za dwa, trzy lata pobiegnie 10 km. W najważniejszych zawodach startujesz oczywiście w swojej konkurencji, ale po drodze musisz zawsze szukać jakiejś stymulacji na zawodach i w treningu.

Ponieważ jeśli zawsze robisz to samo, jest typowo ludzkie, że zawsze chcesz robić porównania. Idziesz na przykład na 10x 1km a w poprzednim roku robiłeś pięć treningów w tygodniu i biegasz na treningu 10x 1km po 3:10 z przerwami 1:30 i na 10km z tego treningu robisz 32:00. W następnym roku możesz trenować osiem razy w tygodniu, więcej długich biegów ale na treningu nadal robisz 10 razy 3:10, niby nic się nie zmienia ale na końcu biegniesz 31:00, co się więc zmieniło?

Generalna sytuacja Twojego treningu, nie twój specyficzny trening. Wiecie, że udzielam się czasem na forum Letsrun.com. Bez przerwy ktoś się mnie pyta o kilometraż – ile kilometrów, ile kilometrów? Ale to nie jest najważniejsza sprawa ile kilometrów w tygodniu. Jeśli biegasz 160 km tygodniowo
a potem 175 ta różnica nic nie znaczy bo biegasz te dodatkowe 15 km dokładnie tak samo. Mentalność tych ludzi poszukuje tylko jednego parametru – kilometrów, jeśli jesteś maratończykiem. Z drugiej strony – intensywność: „Robię 10 razy 400m sekundę szybciej czy jakoś tak..” – nikt nie patrzy a na trening z globalnej perspektywy.

Nie jest dobrze monitorować swój trening używając do tego ciągle tego samego treningu. Bo bardzo często nie będziesz w stanie zrozumieć, czy jesteś w dobrej formie czy nie. „W zeszłym roku byłem w formie i mogłem przebiec blablabla, w tym roku to samo, dwie sekundy różnicy”. Ryzyko jest takie, że jeśli myślisz, że naprawdę się poprawiasz, to może nie być naturalne. Bo próbujesz się ciągle poprawiać ale robisz to na treningu, na takim samym treningu żeby być pewnym, że jesteś lepszy niż w zeszłym roku. To duży błąd, duży błąd.

Na przykład, dla maratończyków zawsze używamy ten sam test, test mleczanu na zawsze tych samych prędkościach w każdym sezonie w każdym roku. Robimy 6x 2000 m z Baldinim i robimy to po: 6:20, 6:15, 6:10, 6:05, 6:00, 5:55. W trakcie sezonu możesz obniżyć swój poziom zakwaszenia. To oznacza, że przy tej samej prędkości używasz mniej glikogenu, więc znaczy to, że dłużej wytrzymasz lub że możesz mieć mocny finisz jeśli masz więcej glikogenu w baku. W tym roku, na ostatnim tempie 5:54 Stefano miał zakwaszenia 1.8 mmol. My – ja i trener Baldiniego Luciano Gigliotti, który był także trenerem Gelindo Bordina (mistrz Olimpijski z 1988 roku) – byliśmy w takiej sytuacji że gdyby biegł w Berlinie z Tergatem to pobiegłby minutę szybciej. Znaliśmy
Ateny bardzo dobrze dlatego że wygraliśmy Puchar Świata w Atenach w '95; trasa jest zawsze ta sama. Wiemy, czego tam potrzebujemy. Ok, na finiszu trochę zwolnił ale wciąż, biegł 5:30 ostatnie 2000m. Więc rozumiecie, Vanderlei de Lima, szkoda mi go, ale nic by się nie zmieniło (nawet jeśli De Lima nie byłby zaatakowany przez widza) — pierwszy Baldini, potem Keflezighi, może De Lima byłby 40 sekund lepszy, ale rezultaty takie same.

Byliśmy pewni, że Stefano był gotowy od przeprowadzenia tego ostatniego testu. Po zakończeniu ostatniego odcinka zrobiliśmy szybkie 1200m. Na testach, używamy akustycznego zająca; W komputerze, dla każdej prędkości jest dźwięk. Jest dźwięk co każde 25m, tak więc na torze kładziemy jeden sygnalizator co 25m i biegniesz z równą szybkością. Jeżeli coś zmieniasz rezultat testu nie jest jasny. Na przykład, jeżeli biegniesz 6:20, ale pierwsze okrążenia robisz w 1:08, za szybko, zwolnij, i potem jeżeli znowu dla ostatniego okrążenia przyspieszasz, to podczas ostatniego okrążenia masz poziom mleczanu wyższy niż przy 1:14 na okrążenie, więc masz fałszywy wynik. Przed Atenami, na ten ostatni odcinek 1200m Stefano pobiegł w 3:13, mając cos około 11.7 mmol, więc on wciąż miał wielka ilość glikogenu w paliwie i byliśmy pewni że jest gotowy.


Douglas:
Widziałem w Twoich Planach użycie bardzo krótkich podbiegów. Możesz wyjaśnić co za tym się kryje?

Renato:
: Tak. Etiopczycy robili zazwyczaj bardzo krótkie podbiegi. Nie tylko podbiegi – Gebrselassie dwa razy w tygodniu robił 60 metrowe sprinty na stadionie w kolcach, tak budował swoją szybkość, to jedna z różnic pomiędzy Kenijczykami i Etiopczykami, bo Kenijczycy nigdy nie stosują prędkości. Dla nich, prędkość to 200 metrów, nigdy maksymalnie. Ich sposób biegania polega na byciu zrelaksowanym, więc maksymalna prędkość to nie dla nich.

Mamy dużą poprawę w tym temacie. Trudno jest wytłumaczyć maratończykowi żeby wychodził robić bardzo krótkie sprinty lub podbiegi. Wielu z nich robi odcinki 800 metrowe ale sprint to co innego. Musisz zacząć głodny (lub ze złością, nie wiem czy Renato nie to miał na myśli ale jako że mówi jak mówi to tak zrozumiał go Scott, przyp. tłum), jak sprinter, w eksplozywny sposób, nie bacząc na przerwy odpoczynkowe. Bo w efekcie on chce rekrutować dodatkowe włókna, zmusić do pracy większość włókien mięśniowych każdego mięśnia. A jedyny sposób to maksymalna intensywność. Nasz silnik nie pracuje jak sinik samochodu. Jeśli mam silnik samochodu który wchodząc na 5 tys obrotów jedzie 200 km/h ale chce nim jechać 100 km/h na 2000 obrotów to sposób pracy jest taki sam. W naszym silniku sytuacja jest inna. Przypuśćmy, że mam mięsień składający się ze 100 włókien. Jeśli biegnę na 5km używam tylko 20% moich włókien, jeśli trochę szybciej może 50, może 60 ale jeśli nigdy nie biegam z maksymalną prędkością mam duży procent włókien, może 40% które w ogóle nie są aktywowane. Więc kiedy potrzebuję użyć te włókna jestem na finiszu lub wykorzystałem już potencjał tamtych włókien. Potrzebuję ich na ostatnie 5km, ostatnie 2, muszę coś dostać. Te szybkie włókna nie są dobre dla maratonu ale jest w nich coś co mogę użyć. Jedyny sposób aby je aktywować jest poprzez krótkie sprinty.

Tłumacząc maratończykowi, że jeśli dwa razy w tygodniu wyjdzie na krótkie sprinty jest dobre dla poprawy ale nie ma znaczenia dla wytrzymałości i odporności.


Douglas:
To jest tak jak z tymi 60-cio metrowymi podbiegami?

Renato:
Dziesięć do 15 sekund bez oglądania się na odpoczynek. Ale także odpowiednie nachylenie. Na przykład nachylenie takie jak to jest dobre (Canova wskazuje na bardzo strome wzgórze za nami). Nie tylko 2 - 3 %. 2 - 3 % mogą być dobre dla 800 metrowca, żeby budował swoją specyficzna siłę.

Ja normalnie nie używam żadnych obciążników z moimi zawodnikami. Czasem wykorzystujemy nachylenie 15%, może ze 30 metrów, to zajmuje Ci 19 sekund. To jest tak jak z półprzysiadami. Ale używasz bardziej dynamicznego obciążenia ponieważ biegniesz a obciążeniem jest waga Twojego ciała która jest swoista, własna.

Pracując na podbiegach jest wiele wariantów. Pamiętam raz na Letsrun podałem przykład: podbiegów 400 metrowych. Zaraz pytanie: ”Mam tylko 300 metrowy i co mam robić?” Użyj wyobraźni. Chcę Ci powiedzieć coś co wydarzyło się 30 lat temu. Bud Winter był trenerem Tommiego Smitha. Ja także byłem młodym trenerem w 1974 roku i mieliśmy spotkanie z Budem. Trener powiedział nam, że Smith robi siłę na podbiegu o długości 87 jardów. Byliśmy zaciekawieni. Dlaczego 87? Może 80 metrów ? To mu zajmuje pewnie z 10, 11 sekund. Ok, ale dlaczego takie? Dwie godziny dyskusji. Potem zapytaliśmy się trenera: „Jaki jest tego powód? Dlaczego 87? On odpowiedział: „Bo od 88 zaczyna się zbieg.

Tak więc wielokrotnie chcemy być zbyt naukowi we wszystkim. Wy używacie co macie. Ten chłopak miał podbieg o długości 87 jardów. Percy Cerutty używał wydm, że on miał akurat wydmy. Kiedy piszemy o systemie który dał coś sportowcowi i próbują iść ta samą drogą ludzie bez fantazji mówię nie.

Jeżeli jestem w lesie i potrzebuję użyć jakieś obciążenie i znajduję drzewo o wadze 20, 25, 30 kg, ścinam je i używam, ale to nie znaczy że to najlepsza droga do naśladowania. Myślę, że musimy lepiej adaptować się do warunków w tych przypadkach. Myślę, że elastyczność to jedna z ważniejszych cech trenera.

A moje wrażenia są takie, że zazwyczaj amerykańscy trenerzy nie są elastyczni. Jest jak we Włoszech – to jest system, blablabla. Jeśli masz grupę może jeden musi odpocząć dzisiaj, inny jutro. Musisz wiedzieć jakie są potrzeby każdego biegacza w każdym momencie. Macie dobrych zawodników i myślę, że wielu z nich ma dobre bodźce. Ale nie zawsze trenowanie mocniej to trenowanie lepiej. To ważne. Musisz bardzo dbać o odpowiedni odpoczynek bo jeśli pracujesz ciężko przez jakiś okres musisz odpocząć aby po okresie superkompensacji zacząć z wyższego poziomu. To jest sekret treningu. Zdarza się, że czasem tylko dwa dni ciężkiej pracy jeśli już jesteś zmęczony mogą Cię wykończyć i przez dwa miesiące nie będziesz w stanie robić co powinieneś. To jest pewnie to co dzieje się z waszymi zawodnikami bo na Olimpiadzie żaden nie był dobry. Podchodząc do Olimpiady z tym nastawieniem ciągłego poprawiania się, agresywności na treningu, trenowania, trenowania bez odpoczynku byliście kompletnie wykończeni. To był problem odpowiedniego balansu.


Douglas:
Mówiłeś o tym jak Baldini gotów był pobiec 2:04. Kogo widzisz jako ludzi którzy mogą być dużymi talentami w nadchodzących kilku latach, innych niż choćby oczywisty faworyt Kenenisa Bekele.

Renato:
Nie chce mówić o El Guerrouju bo każdy zna go z ostatniego roku (2 złote medale olimpijskie ). Ale teraz na średnich dystansach jest dwóch biegaczy którzy są absolutnie inni od wszystkich: Bekele i Cherono. Młodzi. Myślę, że mogą dominować przez długie lata bo są młodzi i zmotywowani. To bardzo ważne. Bekele w tydzień po wygraniu co było do wygrania już trenuje. Stephen tak samo. Dałem mu dwa tygodnie odpoczynku a on na to: „Dlaczego muszę odpoczywać? Dzień bez treningu i wariuję” Jest więc bardzo duża motywacja.

Poza nimi, jest wielu, wielu młodych biegaczy którzy mogą absolutnie odmienić jakiś dystans. Na przykład na 10km panuje absolutna bezczynność. Mówiłem Ci już, w ciągu 60 dni Nicholas Kemboi był w stanie biegać 26:30 z 28:19. Nie myślę, że w 55 dni możesz wejść na sam szczyt. To niemożliwe. Ale jeśli będzie miał dobry sezon może pobiec 26:10. Bekele może pobiec 26:00. Wiec prawdziwy poziom odniesienia może być inny. Tak naprawdę na 10 km tylko w Brukseli jest prawdziwa konkurencja. Wiec rzeczywisty wynik, w porównaniu do 5 km nadal jest jeszcze do osiągnięcia, można pobiec szybciej.


Etiopczycy mają teraz profesjonalną mentalność. Oczywiście Bekele ale nie tylko. Po dwóch tygodniach koncentracja jest już na treningu. Dla Kenijczyków, często koncentracja jest na biznesie.


Mówiąc o talentach, bardzo, bardzo stawiam na Augustine Choge (dwukrotny mistrz świata juniorów). Choge może być tym, który będzie miał cel, dlaczego nie, wynik bardzo blisko 12:30. Kolejny wielki talent ale nieprofesjonalny w swej mentalności to Cornelius Chirchir. Cornelius to kolejny zawodnik który mógłby złamać rekord świata na 1500 m. Kolejny Kenijski talent to Gregory Konchelach na 800m. Może pobić rekord świata w ciągu roku. Dajcie Konchelacha z mentalnością Wilfrieda Bungeia i macie pewne 1:40.


Jeśli chodzi o maraton, myślę, że z nowym systemem… ludzie nadal młodzi, Kenijczycy w szczególności przychodzący z krótkich dystansów, ale nie będący długo na krótkich dystansach więc nadal pełni energii. Bo jeśli zaczynasz biegać maraton w wieku 32, 33 lat bo nie jesteś już w stanie biegać szybko na bieżni możliwe jest pobiegnięcie dobrego maratonu ale nie najlepszego maratonu. To nie jest to co możesz zrobić bo jesteś stary ale coś co możesz zrobić bo jesteś silny. Wiec teraz ludzie którzy są młodzi i pełni energii… jeśli tylko mógłbyś kontrolować Kenijczyków. Myślę, że pięciu, ośmiu ludzi może pobiec maraton poniżej
2:04. Felix Limo w Rotterdamie był niesamowity. Bo w Rotterdamie naprawdę niemożliwe było biec, bieg pod wiatr może osiem lub dziewięć metrów na sekundę. Jeśli by miał te same warunki co Tergat w Berlinie mógł był pobiec minutę lepiej niż Tergat.

Liczę na niektórych z moich zawodników jeśli chodzi o rekord świata w półmaratonie. W tym roku. Mam dwóch lub trzech którzy mogą to zrobić. Na przykład Nicolas Kemboi naprawdę może pobiec poniżej 59:00 bo z 27:20 (dlaczego 27:20? – powinno być chyba 26:30, chyba, ze ostatnio przed wywiadem pobiegł 27:20 – od tłumacza) jeśli jesteś przygotowany możesz pobiec poniżej 59:00. Przeniesienie się do maratonu jeśli nie jesteś jeszcze mocny jest łatwe. Jeśli już jesteś bardzo szybki na krótkich dystansach to trudne. Bo kiedy stajesz się biegaczem maratońskim musisz być nim w pełnym wymiarze. Paul Kosmei będzie tu w styczniu, aby stać się maratończykiem. Ale on mówi: Pobiegnę maraton, potem 10km, potem maraton, potem 10km. Nie. Evans Rutto pokazał tą sytuację bardzo dobrze – jeśli przechodzisz na maraton – to nie ma odwrotu..
.