13 października 2009 Redakcja Bieganie.pl Zdrowie

Aqua-jogging – dla amatorów i profesjonalistów


Po raz pierwszy usłyszałam o tym parę lat temu, a dokładnie w 2003 roku. Paweł Czapiewski leczył kontuzję stopy i zamiast na tartanie, biegał w wodzie. Wydawało mi się to świetnym rozwiązaniem problemu. Trenował i nie obciążał bolącej nogi. Jak pokazał sezon, były też efekty. Wtedy jednak nie zwróciłam na tę metodę zbytniej uwagi.

wodnebieganie_3.jpg

Na początku tego roku rozmawiałam z 20-letnią Sonią Grabowską. Młodą tyczkarką warszawskiego Orła, która na studia postanowiła wyjechać na Uniwersytet Stanowy Utah w Logan. Po znakomitym początku sezonu, poprawieniu rekordu życiowego (4,21), doznała przeciążeniowego pęknięcia kości piszczelowej. Znając polskie metody leczenia, (nie ujmując nic lekarzom, mamy też paru znakomitych specjalistów), pewnie wylądowałaby w gipsie i o kolejnych startach mogłaby zapomnieć. Nie w USA. Gdy powiedziała mi, że normalnie trenuje, myślałam, że to żart. Okazało się, że nie… Ćwiczyła w wodzie. Biegała, biegała i jeszcze raz biegała… Dwa miesiące później mogła już znowu rywalizować…

Wtedy przypomniałam sobie o Pawle Czapiewskim i znowu się tym zainteresowałam. Nie wiedziałam jak ugryźć temat. Podpowiedział mi przypadkowo znaleziony artykuł o pewnej amerykańskiej koszykarce, która zaszła w ciążę, ale nie chciała zbyt dużo tracić na treningu. W końcu eureka! Jest i nazwa – aqua-jogging!

Postanowiłam poszperać. W Polsce ciężko cokolwiek na ten temat znaleźć. Telefony do kolejnych klubów fitnessu w całym kraju, okazały się niewypałem. Nikt o czymś takim nie słyszał. Powoli zaczęłam tracić nadzieję, ale jak się okazało, trzeba było poszukać troszkę dalej. Za zachodnią granicą, w Niemczech, ta forma ruchu zyskuje już coraz więcej sympatyków. Stosują ją nie tylko sportowcy do treningu zastępczego, ale także amatorzy biegania, dla których w lato jest za ciepło, by ruszać się na dworze, a zimą za zimno 😉 Korzystają z tego też kobiety w ciąży, dla których tworzone są specjalne programy.

Myślę, że to tylko kwestia czasu, kiedy zaadoptujemy zachodnie trendy… I słusznie!! Jest już jesień. Coraz szybciej robi się ciemno, coraz częściej pada deszcz, coraz rzadziej znajdujemy chęci do treningu i dopada nas powoli powakacyjna depresja. Może warto więc motywacji poszukać pod wodą?

aqua_jogger_classic1.jpgKto szuka nie błądzi. Aqua-jogging ma i swoje pokrewne nazwy jak aqua-running, czy po prostu water-exercises. Będąc w Niemczech weszłam do pierwszego lepszego kompleksu sportowego z basenem. Miła instruktorka o imieniu Maxime tylko uśmiechnęła się na moją prośbę, by wytłumaczyć mi, o co w tym chodzi. Ku mojemu zdziwieniu odeszła, by wrócić za moment ….ze specjalnym pasem. Wręczyła mi go i powiedziała: „Trzeba samemu spróbować, wtedy zrozumiesz“. Tym razem ja się uśmiechnęłam. Tak łatwo mnie do wody nie zagoni – pomyślałam i stwierdziłam, że najpierw musi mnie do tego przekonać. Przekonała… Po godzinie dałam się namówić, a teraz spróbuję i Was zachęcić do wizyty na basenie… To jest nie tylko dobre dla zdrowia, ale przede wszystkim sprawia wiele radości.

A oto kilka powodów, dla których warto spróbować:

1) Gdy znajdujemy się pod wodą naczynia krwionośne są pod silniejszym naporem. Skutki? Do serca dopływa więcej krwi i z każdym uderzeniem jest jej coraz więcej w obiegu. Zalety? Serce musi mniej pracować, by odpowiednio dotlenić organizm. Tętno spada i bez dużego wysiłku wzmacniamy system krwionośny. W przeciwieństwie do pływania, gdzie próbujemy przeciwstawić się oporowi wody, przy aqua-joggingu aktywnie wykorzystujemy ten wysiłek do wzmocnienia mięśni.

2) Podobnie jak przy normalnym pływaniu, mamy też tu wrażenie, że nasze ciało jest bardzo lekkie. Jest to więc idealna forma ruchu dla osób, które cierpią na nadwagę.

3) Lekarze zalecają aqua-jogging również pacjentom mającym wadę postawy, problemy z mięśniami, tkanką łączną i zmiany reumatyczne.

4) Aqua-jogging to prawdziwy kiler kalorii. Podczas półgodzinnego treningu spalamy 400 kcal. Dlaczego? Opór wody jest 14 razy większy niż powietrza, zużywamy więc znacznie więcej energii przy nawet najmniejszym ruchu.

5) Woda pomaga w termoregulacji organizmu, przez to nawet przy bardzo intensywnym wysiłku nie pocimy się.

6) Znacznie zwiększamy obciążenie mięśni, bez dodatkowych obciążeń na stawy oraz bez narażania się na kontuzje.

7) Świetny sposób na pozostanie w treningu podczas leczenia kontuzji.

8) Obciążane są wszystkie partie mięśniowe, także te w górnej części ciała.

Podobna technika

Biegać każdy umie. W aqua-joggingu też nie trzeba mieć żadnych specjalnych umiejętności. Technika jest bardzo podobna do tej, którą stosujemy na lądzie. Również w wodzie ważnym elementem jest praca rąk, o której nie należy zapomnieć. Nie wolno zacząć nimi pływać, ich ruch musi pozostać podobny do tego, który stosowany jest na powietrzu, by nie nabrać złych nawyków.

aqua_jogging_4.jpg

Kiedy chcemy zacząć biec musimy nieznacznie pochylić się do przodu. Im wyżej będziemy podnosić kolana, tym będzie nam trudniej, a nasz bieg będzie przypominał raczej skipy. Ważne jest by uważać na to, by za bardzo się nie odchylać. Wtedy bowiem ćwiczenie odbiega znacznie od techniki biegania na lądzie.

Kroki powinny być dosyć krótkie. Dobrze by było, by głowa, klatka piersiowa i biodra tworzyły linię prostą.

Zasada jest jedna – im głębsza woda, tym trudniej. Zacząć można od głębokości sięgającej klatki piersiowej. Jak już przyzwyczaimy organizm do tego rodzaju wysiłku, możemy spróbować przenieść się na basen, którego dna nie będziemy mogli złapać stopami. Wówczas potrzebna będzie jednak kamizelka lub specjalne szelki, które pomogą nam utrzymać się na powierzchni.

Jakie można treningi przeprowadzać?

Tak jak na lądzie intensywność i szybkość biegu może być przez nas sterowana. Maratończyk może przeprowadzać dwugodzinne treningi, średniodystansowiec może zastosować interwały, a sprinter może robić zajęcia szybkościowe. W każdym jednak przypadku nie należy zapomnieć o trzy – pięciominutowej rozgrzewce w wodzie.

Nie można także porównywać  pokonywanych dystansów z tymi na lądzie, ponieważ w wodzie poruszamy się znacznie wolniej. Intensywność treningu można zmierzyć poprzez ruch rąk.

Na koniec jeszcze parę słów zachęty od Pawła Czapiewskiego. „Na pewno jest to bardzo dobra forma treningu, nie tylko zastępczego. Polecam ją wszystkim. Jest to z pewnością dobre oderwanie się od codziennej rutyny. Imitacja ruchu biegowego jest bardzo duża, więc o skuteczności nie trzeba przekonywać. Nie można oczywiście tego stosować zbyt długo, ale na dwutygodniowe lub miesięczne przerywniki, by podtrzymać wydolność jest to znakomita forma ruchu. Nawet raz w tygodniu jako trening dodatkowy sprawdziłoby się to świetnie” – ocenił w rozmowie z portalem bieganie.pl.

Redakcja Bieganie.pl