New Balance 1080v12
 
10 sierpnia 2012 Redakcja Bieganie.pl Sport

Usain Bolt, czyli o legendzie i miłości


boltlegend 1


Usain Bolt biega, robi zdjęcia, prezentuje show i odbiera piąty złoty medal olimpijski. W czwartek w Londynie udowodnił po raz kolejny, że jest wielki i jak sam później skomentował – nareszcie stał się legendą. A w sobotę stanie przed kolejną szansą na złoto – tym razem w jamajskiej sztafecie 4×100 m.

Na bieżni swoją pracę wykonał w 19, 32. Tyle wystarczyło, by wygrać rywalizację na 200 m. Na Stadionie Olimpijskim spędził jednak znacznie dłużej. Na rozmowy z dziennikarzami poświęcił ponad dwie godziny…

Mówił otwarcie o wszystkim. Nie unikał odpowiedzi i szczerze opowiadał o miłości, zabawie, pasjach, pracy jako lekkoatlety, o sukcesach i porażkach, ale i o marzeniach.

Okazało się, że z mikrofonem w ręku czuje się tak jak w kolcach na bieżni. Jest swobodny, pewny siebie i błyskotliwy. Potrafi być dowcipny i przebiegły, ale również poważny i refleksyjny.

„Teraz jestem żyjącą legendą. Jestem najlepszy” – skomentował od razu po wejściu do sali konferencyjnej. Pytania padały różne, ale najwięcej uwagi Bolt skupił na włoskiej dziennikarce, która chciała wiedzieć, jak wygląda jego kobieta marzeń.

„Mhmmmm…” – dało się słyszeć. Przełknął ślinę, zamknął oczy i… się zastanawiał. „Modelka? Piosenkarka? Aktorka? Nie… dla mnie takie sprawy są bez znaczenia. Najważniejsze jest, żebym się w niej zakochał” – podkreślił i szybko zaapelował: „wróćmy do sportu”.

O czwartkowym finale mógł mówić bez przerwy. Przyznał, że siódmy tor bardzo mu się podobał, a wirażu jeszcze nigdy w życiu tak szybko nie pokonał.

Ta rywalizacja przejdzie do historii nie tylko ze względu na Bolta, który po raz drugi z rzędu stanął w tej konkurencji na najwyższym stopniu podium. To był również najszybszy finał na 200 m w historii igrzysk.

Jamajczyk pisał jednak swoją opowieść. Udało mu się to, co zakładał przez ostatnie cztery lata. Triumfował na 100 i 200 m. Po raz drugi z rzędu. I to na 12 dni przed swoimi 26. urodzinami.

„Po to tutaj przyjechałem. Teraz jestem legendą i nareszcie mogę spać spokojnie” – podkreślił.

112 lat – tyle trwało, aż jeden sprinter w dwóch kolejnych igrzyskach wygrywał rywalizację na 100 i 200 m. Bo właśnie od 1900 roku oba dystanse są w olimpijskim programie. Tej sztuki nie dokonał nawet legendarny Carl Lewis.

„Bez Usiana Bolta lekkoatletyka by utonęła. Musimy być mu wdzięczni za przyciąganie ludzi na stadion” skomentował dwukrotny mistrz olimpijski w dziesięcioboju Daley Thompson.

Na podium 200 m kibice widzieli tylko Jamajczyków. To, że na drugim miejscu znalazł się Yohan Blake (19,44), nie powinno dziwić, ale zaskoczeniem może być trzecia lokata Warrena Weira (19,84).

Najbardziej zawiedziony był Blake, który razem z Boltem trenuje w jednej grupie. Nic dziwnego, że miał większe nadzieje, skoro w roku olimpijskim zdołał rekordzistę świata na 100 i 200 m pokonać na obu dystansach.

„Jak zobaczyłem jak on wystrzelił z bloków startowych, nie miałem już złudzeń. Wiedziałem, że nie mam szans i że znowu będzie dzień Usaina” – przyznał.

Złoto, srebro i brąz na 200 m dla jednego kraju. Taki wyczyn mają na swoim koncie jedynie Amerykanie. Tym razem pierwszy z reprezentantów USA Wallace Spearmon musiał zadowolić się czwartym miejscem (19,90).

„Chłopcy z Jamajki pochodzą chyba z innej planety. Tutaj mogę tylko pogratulować” – powiedział.

W sobotę te „nieziemskie istoty” postarają się o kolejny kosmiczny wynik. Tym razem na 4×100 m. Rekord świata, który należy do nich 37,04 i został ustanowiony przed rokiem w mistrzostwach świata w Daegu jest na pewno w ich zasięgu.

The show must go on… 

boltlegend 2