6 września 2009 Redakcja Bieganie.pl Sport

Ultra Urlop


Ultra Urlop
Autor: Arek Koźmin

Nie jest ze mną dobrze, skoro już urlop planuję pod dyktando startów biegowych… Ale to było do przewidzenia, bieganie wciągnęło mnie jak bagno, na maxa, i nie ma zamiaru puścić. Tak sie jakoś „dziwnie” złożyło, że urlop rozpocząłem od biegu na Słowacji, a zakończyłem go biegiem we Francji… W międzyczasie był mocny tydzień na via ferratach w Dolomitach, a następnie kilka dni totalnego lenistwa nad Adriatykiem, oczywiście w ramach regeneracji przed UTMB.

cz.1. Słowackie bieganie
bieg: Tatra Ultra Magistrala Run
dystans: 60km
przewyższenie: +2200m
start: 15.08.2009, godz. 9:30
miejsce: Słowacja, Wysokie Tatry, Popradskie Pleso
plakat_umtb1.jpg
Plakat biegu

Biegi górskie na Słowacji, a biegi w Polsce, to dwa inne światy. ZUPEŁNIE INNE. Od jakiegoś czasu przeglądam słowackie portale biegowe, czytam o organizowanych tam biegach, przeglądam galerie zdjęć, szczególnie interesując się biegami górskimi oraz ultra. Od początku byłem w lekkim szoku, porównując ich bieganie z naszym. Postanowiłem się przekonać o tym na własnej skórze. Znalazłem świetną okazję – 15 sierpnia, bieg Tatra Ultra Magistrala Run, 60km i 2200m przewyższenia, start i meta w Popradzkim Plesie.

SZOK! SZOK! JESZCZE RAZ SZOK!

Dlaczego? Kto w Polsce zorganizuje bieg, bardzo trudny bieg, ultra, w trudnym terenie, z dobrze zaopatrzonymi punktami odżywczymi, z pasta party oraz solidnym obiadem po biegu dla… 30 osób??!! Tak, dla TRZYDZIESTU OSÓB! Odpowiem – NIKT!!

Polskie biegi zaczyna zżerać komercja, chodzi tylko o marketing, promocję czegoś-tam, biegacz stał się klientem, któremu wciska się każdy gniot. Niestety. Liczy się tylko ilość, nie jakość. Ważne jest to czy padnie rekord frekwencji, czy w Stolycy będą większe tłumy niż we Wrocku. Nieważne jest czy starczy dla ostatnich wody, koszulek lub medali, oraz czy trasa jest dobrze przemyślana. Dopiero teraz zaczynam rozumieć moich starszych biegających kolegów, którzy często powtarzają „…ech… kiedyś to były fajne biegi…”.

fotka_utmb_1.jpg
Na starcie wszyscy zawodnicy mieszczą się pod bramą startową 

Biuro zawodów, a zarazem start i meta, to hotel/schronisko Popradskie Pleso, położony 1500 mnpm. Widok zapiera dech w piersiach – bajeczne tatrzańskie jezioro, otoczone Tatrzańskimi szczytami. Startowało nas trzech Polaków – ja oraz Adam „Yarzomb” i Tomek „Kóla”. Na miejscu byliśmy już w piątek wieczorem, bo start był o 9:30 w sobotę. Jako, że nie można pod samo Popradskie Pleso podjechać autem, zostawiliśmy je na parkingu w Strbskim Plesie, skąd organizatorzy dowozili zawodników na miejsce wielkim PickUp-em. Wrzuciliśmy rzeczy do pokoju i udaliśmy się na pasta party. No i się zaczeło… Każdy wie, jak wygląda pasta-party. Plastikowa miska, porcyjka makaronu z jakimś cienkim sosikiem. Natomiast tam pasta-party wyglądało tak: dwa rodzaje świeżo ugotowanego makaronu (spagetti i rurki), dwa rodzaje sosu (bologne i serowy), dwa rodzaje sera (żółty i parmezan) – to wszystko w dowolnej ilości, na dużym talerzu… Mało? To jeszcze na dokładkę makaron na zimno z warzywami i szynką… Do tego woda mineralna, sok oraz zimne piwo i … wino! Do wyboru czerwone i białe! Wszystko to w osobnej salce, z napisem VIP (od razu sie człowiek inaczej czuje), podawane przez bardzo miłego kucharza. Jedna porcja to za mało? Nie ma problemu, proszę drugą! W końcu jutro mamy bardzo ciężki bieg, więc glikogen musi być doładowany na maxa. DZIWNE, PRAWDA??!!

Następnie w salce konferencyjnej o 20:00 odbył sie briefing, czyli po naszemu odprawa techniczna. Została dokładnie omówiona trasa, wyjaśniono wszystkie wątpliwości zgłaszane przez biegaczy, oraz powtórzono raz jeszcze by wszystko utrwalić. Wszystkie informacje na rzutniku, włącznie z mapką biegu na Google Earth. Następnie został przedstawiony film z poprzedniej edycji cyklu, biegu Fatra Ultra Run, 50km, też po Tatrach. Poinformowano nas, że z tego biegu też będzie film, z którym organizatorzy wybierają się do Chamonix, by pokazać go organizatorom UTMB i przekonać ich by dodali TUM jako bieg kwalifikacyjny. Wg mnie mają to jak w banku. I tu kolejna różnica, w porównaniu do naszych biegów – czy któryś z naszych organizatorów w ogóle wie o istnieniu takiego biegu jak UTMB? Jednego z najtrudniejszych jednoetapowych biegów świata? Raczej nie, bo wszystkie trzy polskie biegi, które są punktowane do UTMB, zostały dodane przez starania samych biegaczy. Wiem to na pewno, ponieważ dwa z nich dodałem osobiście, jeden dodał wcześniej Piotrek Kłosowicz. Co więcej, jeden z biegów już ktoś próbował dodać rok wcześniej, jednak z powodu braku reakcji ze strony polskiego organizatora (potrzebne jest oficjalne potwierdzenie dotyczące trasy, długości, przewyższeń, itp.) – nie został. Dopiero rok temu, kiedy ja ponowiłem starania, ktoś w końcu raczył odpowiedzieć organizatorom UTMB, bo bieg został dodany na listę.

Po briefingu, ok. 22-giej, jeżeli komuś było mało, można było kontynuować pasta-party, posiedzieć, pogadać przy piwku czy winku. No to już przesada… Przecierałem oczy ze zdumienia.

fotka_utmb_2.jpg
Polska ekipa przed startem

Bieg. Od razu z grubej rury, żeby nikt nie zapomniał, że to bieg po Tatrach – pierwsze 2,5km pokonujemy w ok. 30min, a to za sprawą przewyższenia ok.500m na tym odcinku. Dalej było juz jak u Hitchcocka – „najpierw trzęsienie Ziemi, a potem napięcie wzrasta”. Trasa biegu prowadziła wąskimi ścieżkami po głazach i kamorach, zbieg-podbieg, góra-dół, wszystko w okolicach 2000mnpm, a dookoła cudne widoki, szumiące górskie potoki – jak to w Tatrach. Trasa biegu bardzo wymagająca, nie pozwalała nawet na chwile dekoncentracji, cały czas skupienie i patrzenie pod nogi, w poszukiwaniu najbezpieczniejszego miejsca na następny krok. Tomek zaliczył nawet dwie wywrotki, na szczęście niegroźne, z kolei inny uczestnik rozwalił sobie głowę przy upadku. Pierwszy punkt kontrolny w schronisku Śląski Dom, już z daleka słychać doping, okrzyki, dzwonki. Jest też bufet – banany, woda, soki i… piwo! Oczywiście tylko bezalkoholowe (0,5%), ale zawsze to piwo! Dalej znowu piękna i trudna trasa, cały czas w okolicach 2000 mnpm. Po drodze są już turyści, wszyscy ustępują nam miejsca, usuwają się na boki. W kilku najbardziej niebezpiecznych miejscach stoją nawet słowaccy ratownicy tatrzańscy i jak tylko widzą z daleka biegacza, natychmiast usuwają turystów z mostków czy wąskich przelotów, wskazując nam dalszą trasę. Kolejny PK to Skalnate Pleso, pod Łomnicą. Przepiękne miejsce. Tu znowu bufet, tym razem czekolada, batony, woda i… znowu piwo! Czemu ja się tak dziwię, przecież piwo to świetny izotonik, wszyscy to wiedzą.

fotka_utmb_3.jpg
Autor na trasie

Dalej trasa biegnie lasem, dając tak cenny cień. Zmęczenie daje się już we znaki, bo to 30km. A najgorsze dopiero przed nami, bo teraz zaczyna się szaleńczy zbieg w dół nartostradą. Niby nogi i mięśnie mówią dość, ale jednak grawitacja robi swoje, prędkość rośnie, zaczyna się robić niebezpiecznie, szczególnie dla kolan, ale cóż… biegnie się dalej. Nareszcie, po kilku kilometrach, koniec tego szaleńczego zbiegu, nogi sa maksymalnie obolałe, a tu jak na złość jeszcze gorszy odcinek, bo kilkanaście kilometrów asfaltem, z Tatrzańskiej Łomnicy do Strbskiego Plesa. Ten odcinek uważam za jedyny słaby punkt tego biegu, jednak organizatorzy tłumaczyli się, że nie dało się inaczej poprowadzić tego odcinka biegu. Faktycznie, w okolicy nie było żadnego szlaku. W połowie tego odcinka, w Starym Smokowcu, kolejny PK i świetnie zaopatrzony bufet. Na szczęście w kilku miejscach trasa biegu uciekała z asfaltu na trawiaste ścieżki, dając choć na chwilę niewielką ulgę stopom. Ostatni PK, na 55km, jest w Strbskim Plesie, a tam tłumy jak na Floriańskiej, trzeba biec slalomem pomiędzy wózkami i spacerowiczami. Teraz już tylko ostatnie 5km, jednak na deser znowu ostry podbieg, ok. 400m przewyższenia, czerwonym szlakiem. Tutaj, mimo ogromnego zmęczenia, wykrzesałem ostatnie siły i cały ten odcinek pokonałem biegiem, sam się sobie dziwiąc, skąd mam jeszcze tyle sił. Jednak zapach Mety zawsze powoduje u mnie takie objawy.

fotka_utmb_5.jpg
Fragment trasy – jak widać, łatwo nie było.

Wbiegam na metę, mocno wyczerpany, ale jak zawsze zadowolony. Czas 8:45 daje mi 12 miejsce. U nas byłby to niezły rezultat, bo za mną była by jeszcze pewnie z setka biegaczy. Przede mną przybiegli razem Adam i Tomek. Tu mam 12 miejsce na … 17 zawodników, którzy ukończyli. SIEDEMNASTU. Dobre, nie? Wystartowało coś koło 25, jednak kilku sie wycofało, a kilku zostało zdyskwalifikowanych, chyba za skracanie trasy. Prysznic, świeże ciuchy i czas na obiad obiecany zawodnikom. Znowu szok! Nie miska z żurkiem i chlebem czy jakiś gulasz z kilkoma kawałkami mięsa. OBIAD. Dwa dania, pierwsze to rosół, a drugie to wielka porcja ryżu, z dużą porcja mięsa i warzyw, w talerzach, nie jednorazówkach. Trzeba czekać kilka minut, bo robią na bieżąco. Oczywiście czekamy przy stoliku, bo kelnerka nam przyniesie. Czekamy więc popijając piwko lub winko, jak kto woli. Za chwilę podano obiad. Jeszcze pogadanka z innymi uczestnikami oraz organizatorami tego wspaniałego biegu. Pytali o wrażenia, co było dobre, co złe, mówili co zmienią za rok, żeby było jeszcze lepiej…

fotka_utmb_4.jpg
Adam i Tomek na ostatnich kilometrach

To tyle. Wspaniały Bieg. Perfekcyjna organizacja. Widać, że organizatorzy to pasjonaci biegania, a na dodatek myśleli nie o sobie, a przede wszystkim o biegaczach. Nie było z niczym problemu, wszystko sie dało załatwić. I to wszystko za 15 euro, czyli ok. 60zł. Bieg po którym nie chce się wracać do domu, chce sie tam zostać jak najdłużej. Przyznam szczerze, że z reguły szybko wracam po biegach do domu. Przytłaczają mnie te tłumy, ta bezimienność. Oczywiście spotykam wielu znajomych, fajnych ludzi, jednak większość z nich też się gdzieś spieszy. Tu było inaczej, nie chciało się wracać.

Jeśli ktoś mi nie wierzy, to może się wybrać na bieg Biela Stopa Run (51km), kolejny z cyklu Trail Run Cup Slovakia, który jest 18 września – ja na pewno tam będę. Polecam też stronę www.trailrun.sk.

Ultra Urlop cz.II


arek_kozmin_200.jpgArek „Beskidzki Ultras” Koźmin – z natury leniwy… ale jeśli już się musi ruszyć, to łazi, ewentualnie biega, po górach 🙂