New Balance 1080v12
 
25 marca 2015 Redakcja Bieganie.pl Sport

Tydzień po Zimowym Ultramaratonie Karkonoskim im. Tomka Kowalskiego – rozmawiamy z organizatorami


Tydzień po ZUK-u, czyli Zimowym Ultramaratonie Karkonoskim usiedliśmy z organizatorkami Agą Korpal i Anią Kautz, żeby porozmawiać o drugiej edycji pierwszego zimowego ultramaratonu w Polsce.


2.jpg
fot. Piotr Dymus

 

 

Aga, ja biegłem (raczej wlokłem się…) z tyłu stawki. Czy możesz opowiedzieć, jak przebiegała rywalizacja czołówki na trasie?


Wygrał Piotrek Paszyński, znajomy mój i Tomka jeszcze z czasów startów w rajdach przygodowych. Piotrek przybiegł z czasem 5:24 – to mocny zawodnik, trener kadry narodowej w biegach na orientację. Drugi był Daniel Chojnacki, organizator  Karkonoskiego Festiwalu Biegowego i Chojnik Maratonu. Trzecim zawodnikiem był Dariusz Firlej. Wśród kobiet wygrała Malwina Jachowicz, druga była Alicja Paszczak, trzecia Kasia Wachowska. 


A jak to wyglądało? Czy zwycięzca biegł pewny zwycięstwa, czy chłopaki cięli się do końca?


Rywalizacja pomiędzy dwoma pierwszymi zawodnikami (Piotrkiem i Danielem) była szczególnie ciekawa. Obaj mieli nadajniki GPS i było pięknie widać na żywo, jak idą łeb w łeb. Do ostatnich kilometrów nie było wiadomo, który z nich wygra!

Znowu trafiliście z pogodą – na początku marca w górach może być bardzo różnie… Ania, macie jakieś urządzenia do kontroli pogody? Na deptaku w Karpaczu, gdzie była zlokalizowana meta, w dniu biegu był piknik w pięknym słońcu, a dzisiaj – biało!


Pogoda 7 marca co prawda bardzo dopisała i zawodnicy mieli piękne słońce, leciutki wiaterek – idealnie do takiego biegania. Ale warunki na trasie były w tym roku trudniejsze niż podczas pierwszej edycji, zawodnicy mocno to podkreślali. Czas zwycięzcy był o 50 minut gorszy niż rok temu. Było też kilku zawodników, którzy otarli się o limity na trasie i na mecie. Sama trasa była też nieco dłuższa niż w przed rokiem.

FILM Z ZAWODÓW:

No tak, było sporo śniegu, szczególnie na pierwszych etapach. Czy pomysł z odwróceniem przebiegu trasy był również wymierzony w uczestników, żeby nieźle ich przeczołgać z Jakuszyc na Halę Szrenicką? Moim zdaniem to świetny koncept. Aga?

Cieszę się, że wypalił pomysł z odwróceniem trasy. Mieszkańcy i turyści z Karpacza bardzo ciepło przyjęli zawodników, mocno im kibicowali. Myślę, że to ważne dla zawodników i czuli jeszcze większą radość z ostatnich 300 metrów przed metą.

Powiem ci szczerze, że tę radość budowali wolontariusze gęsto rozmieszczeni na końcówce trasy. W ogóle wszędzie było ich pełno…

W obsłudze biegu pomaga nam prawie 90 osób. To bardzo duża liczba, ale przy takiej logistyce i kilkudniowej organizacji to absolutna konieczność. Na szczęście nasi wolontariusze to świetni ludzie, którzy żadnej pracy się nie boją i robią, co mogą, żeby tylko wszystko wyszło dobrze, a każdy zawodnik czuł się jak wśród znajomych. Ciężko pracują cały weekend, za co jesteśmy im ogromnie wdzięczne! W ogromnej większości są to przyjaciele, rodzina i znajomi Tomka Kowalskiego, którego memoriałem jest nasz bieg, Chcemy go w ten sposób powspominać, oddać innym trochę jego energii i pobyć razem, tak samo, jak wtedy, kiedy tu był.

1.jpg
fot. Piotr Dymus

Zwróciłem uwagę, że w biegu startowało kilka psów – to chyba nowy trend?

 

Tak, biegły u nas trzy psy, Pieskomandos, Negra  i Łysek – strasznie fajne czworonogi, przyjacielskie, z ogromną ilością energii. Widać było, że też bardzo cieszą się z tego startu, energia rozpierała je na mecie! Obiecaliśmy już, że w przyszłym roku zafundujemy im kiełbaski na punktach odżywczych. Choć doszły mnie słuchy, że jedzą wszystko nawet słynną pomidorową z Domu Śląskiego! Chciałabym jeszcze dodać, że świetne jest to, z jakim entuzjazmem przyjeżdżają do Karpacza sami zawodnicy. Widać w nich masę życzliwości, płynie bardzo dużo ciepłych słów, uśmiechu. To jest najlepsza zapłata i satysfakcja dla nas. To niesamowite, ile w ten jeden weekend może się wydarzyć, z iloma ludźmi można się spotkać, porozmawiać, spędzić razem dobrze czas – po prostu.