9 października 2014 Redakcja Bieganie.pl Sport

Startujesz w maratonie? Nie popełnij tych błędów!


Wszyscy maratończycy, także ci doświadczeni, są narażeni na popełnienie przedstartowych błędów, które mogą zaprzepaścić szansę na satysfakcjonujący wynik na mecie. Jakie dokładnie "przewinienia" mamy na myśli? I co zrobić, aby podczas najważniejszego od miesięcy startu być w życiowej formie? Odpowiadamy!

1.jpg

Z ratunkiem i swoimi radami nadbiega doświadczony maratończyk Bartosz Olszewski (warszawskibiegacz.pl). Oto, co radzi:

Zmiany w diecie

Nie wariujcie na punkcie odżywiania w ostatnim tygodniu. Nie porywajcie się na specjalne diety w ostatnich dniach. Zasada jest prosta, jeżeli czegoś nie testowaliście, to teraz nie jest czas i pora. Spokojnie jedźcie to co standardowo. Jedzenie, po którym dobrze wam się biega i nie macie problemów żołądkowych. Ostatnie 3 dni to już pora skupić się na węglowodanach. Ale bez obsesji! Tak jak mówiłem, to wszystko powinno być sprawdzone. Jeżeli nie jest, jedźcie to co do tej pory jedliście.

Zmiany w ciuchach

Dzień do zawodów, targi EXPO i zaczyna się. Nowa kompresja, spodenki, super koszulka. Ta sama zasada, to powinno być sprawdzone! Jeżeli nie wiecie jak Wasza noga zachowuje się w kompresji to odpuśćcie. Jeżeli już założycie nowe spodenki i koszulkę, to wysmarujcie się wazeliną wszędzie, gdzie mogę Was obetrzeć. Jak nie chcecie po maratonie chodzić jak kowboje to pachwiny + sutki + pachy obowiązkowo!

Nowe buty?!

Muszę rozwijać ten temat? Nie i już! Kupowanie butów na ostatnią chwilę jest tak nieodpowiedzialne, że nawet nie chce mi się takich rzeczy komentować. Jak można zaryzykować, że kilka miesięcy przygotowań pójdzie na marne, bo dzień przed startem kupiliśmy sobie super, hiper buciki? A w połowie biegu odpadają nam paznokcie… Szczerze, nawet nie ma czego współczuć.

2.jpg

Odpuszczenie treningu

Jedni się testują, inni słyszą, że w ostatnim tygodniu to biega się 50% mniej. I jak zawsze, to dotyczy zawodowców. Jeżeli ktoś biega 160 km to rzeczywiście robi połowę tego łącznie ze startem. Ale jak biegacie 3 razy w tygodniu to przecież nie zrobicie jednego treningu. Prawdopodobnie na starcie będziecie ospali, bez sił i ociężali. 3 treningi w tygodniu startu powinniście mieć zaliczone. Lekkie, nie za długi, ale warto chociażby potruchtać.

Brak jasnego celu

Zawsze uważałem, że cel to podstawa, bez tego nie ma biegania, nie ma sukcesów. Nie jest dla mnie celem „chcę dobiec do mety”. Jest za to „chcę dobiec nie zatrzymując się”, „chcę dobiec poniżej 5 godzin”, „chce dobiec z grupą znajomych”, „chcę biec od startu do mety równo”. Nie muszę to być cele „chcę wygrać”, ale jak postawimy sobie chociaż jakiś prosty cel, to mamy większą motywację. Inaczej przy pierwszych oznakach kryzysu pękamy i odpuszczamy bieg. W końcu limit jest taki, że nawet dojdziemy. Ale na maratonie naprawdę warto powalczyć, satysfakcja na mecie nieporównywalnie większa!

Brak snu

Można powiedzieć – brak regeneracji. Ale największym problemem jest brak snu. Ostatnie dni przed startem musicie się wysypiać. Pamiętajcie, ostatnia noc nie jest najważniejsza. Jeżeli cały tydzień będziecie dobrze spali a ostatniego dnia ze względu na stres nie prześpicie za dobrze, to nic się nie stanie. 7 – 8 godzin snu dziennie w ostatnim tygodniu przed zawodami to podstawa sukcesu na biegu.

Za mało węglowodanów

Nie wiem dlaczego, ale ludzie boją się węglowodanów. Mają bzika na punkcie zdrowego żywienia i nawet dzień przed startem najchętniej uzupełniali by zapasy glikogenu za pomocą warzyw. Podobna zasada jak wcześniej, jeżeli macie to sprawdzone to ok., na siłę nie ma co zmieniać. Ale musicie mieć świadomość, że na pewno nie osiągniecie szczytu swoich możliwości na takim paliwie. Będziecie jak diesel, oszczędny, mało palący. Ale jednak na zawody lepiej mieć w baku 100 oktanową benzynę.

4.jpg

Stres

Sam w sobie nie jest niczym złym. Stresują się wszyscy. Usain Bolt też się stresuje, i to bardzo. Grunt to przerodzić ten stres w coś pozytywnego. Nakręcajcie się na start, motywujcie. Jeżeli zaczniecie wmawiać sobie, że czeka was ściana, że będzie bolało, że się nie uda, to na pewno tak będzie. Wizualizujcie sukces, nakręcajcie się na dobry bieg, róbcie wszystko, żeby stres was nie paraliżował.

Urojone kontuzje

Wszyscy w ostatnim tygodniu mają kontuzję. Nie wiadomo skąd, nie wiadomo z jakiego powodu, każdego coś boli. Nie szukajcie usprawiedliwień przed zawodami bo nic z tego nie będzie. Chyba chcecie na mecie tłumaczyć wszystkim jakim cudem tak dobrze pobiegliście, a nie natychmiast wygłaszać mowę, co się stało, co bolało, co przeszkodziło w sukcesie. Nie myślcie o kontuzjach, nie myślcie co złego może się stać podczas biegu. Stańcie na starcie i ruszajcie po swoje.

Zgadzacie się z Bartoszem? A może do tej listy dopisalibyście jeszcze inne newralgiczne kwestie? Czekamy na komentarze!

***


Autorem
tekstu jest Bartosz Olszewski, maratończyk, zwycięzca kilku maratonów, m.in. w
Lozannie i Swiss City Marathon. Legitymuje się rekordem życiowym
2:26. Zapraszamy na jego blog – 
WarszawskiBiegacz.pl