bragie krzysztof felieton
30 kwietnia 2020 Krzysztof Brągiel Sport

spisek biegaczy bez formy


Nie sposób policzyć ludzi, którzy stracili na epidemii. Na szarym końcu w kolejce do odmrożenia czekają na przykład niepewni swego fryzjerzy. Magicy grzebienia i nożyczek, próbują sobie radzić ze złym losem schodząc do podziemia. Ileż to już nielegalnie przystrzyżonych grzywek spadło w ostatnim czasie na zimne kafelki prywatnych łazienek?

Ale są grupy, którym koronawirus przyniósł niemały zysk. Na pierwszym miejscu wypadałoby wymienić producentów papieru toaletowego, którzy przyjęli na siebie pierwszą falę dolarów. Dobrze pamiętamy, jak przed dwoma miesiącami z niewiadomych powodów rolki obtoczone celulozą znikały ze sklepowych półek z szybkością Usaina Bolta. Dziś papierowi baroni z pewnością spijają śmietankę, robiąc sobie ze studolarówek jednorazowe maseczki.

Lista osób, którym zaraza sprzyja, jest jednak o wiele dłuższa. Swoje godziny szczytu przeżywają – hejterzy, internetowe trolle i forumowi eksperci. Wszak wzorcowy obywatel to aktualnie osoba izolująca się od innych, nie wychodząca z domu, komunikująca się ze światem głównie za pomocą internetu. Jeszcze nigdy warunki do uprawiania działalności hejtersko-trollująco-eksperckiej nie były tak sprzyjające. Warto przy tej okazji dokonać małego rozróżnienia tych trzech postaw, bo choć działają na jednym polu, różnią się niuansami.

Hejter przede wszystkim chce komuś dogryźć. Zupełnie bezinteresownie. Tak, żeby drugiej stronie „aż w pięty poszło”. Hejter czerpie niezwykłą, wręcz ekstatyczną przyjemność z tego, że anonimowo kogoś zwymyśla. Przyjemność potęguje przekonanie, że obrażona osoba do końca dnia chodzi smutna, zła i zdenerwowana. Hejterzy posługują się prostymi i dosadnymi komunikatami np. „ty łośku”, „skąd się biorą na świecie takie łośki?!”, „takiego łośka to ja dawno nie spotkałem”, „miałem się nie odzywać ale co z ciebie za łosiek, to aż szkoda gadać”.

Forumowi eksperci również lubią, gdy innym „aż w pięty idzie”. Różnią się jednak tym, że do inwektyw dodają argumenty, linkują do źródeł i generalnie sprawiają wrażenie fachowców w danej dziedzinie. Np. „weź sobie lepiej łośku zobacz na ten wykres”, „widzisz liczby w tej tabelce? Teraz rozumiesz jaki z ciebie łosiek czy mam ci to wytłumaczyć jeszcze prościej?”, „łośku spójrz, jak to zrobili Czesi, a potem dyskutuj”.

Natomiast dla trolli dopieczenie komuś jest celem drugorzędnym. Każdy internetowy troll chce sobie po prostu pogadać od rzeczy. Normalnie w czasach przedinternetowych, opowiadał kocopoły rodzinie i najbliższym znajomym, dziś dzięki zdobyczom techniki zyskał liczniejszą publiczność. Typowa nic nie wnosząca do dyskusji wypowiedź trolla internetowego może brzmieć tak: „Czołem waszmościom! Rzućcie w wolnej chwili okiem na tę tabelkę! Prawda, że daje do myślenia? A teraz poczujcie bluesa, co by się stało, gdyby tak dorzucić jeszcze jedną kolumnę i wypełnić ją rysunkiem korpulentnej gołej baby?! Czy nie uważacie, że uzyskalibyśmy wówczas wspaniałą cyfrową wariację na temat twórczości Rubensa? Znam się trochę na tych sprawach, bo przechodziłem kiedyś obok ASP, a że okno było uchylone, to dosięgnął mnie zapach prawdziwej sztuki.”

Na epidemii zyskują też biegacze. Tak, nie przesłyszeliście się – biegacze. Ale ci szczególni, którzy nie trafili z formą. Odwołane biegi, które miały nas przeczołgać i pokazać, jak bardzo dyspozycja rozmija się z marzeniami i snami o potędze to prawdziwe błogosławieństwo. Znowu trzeba byłoby odpowiadać na zaczepne stwierdzenia naszych żon i kochanek, że „tyle trenowałeś, nie miałeś dla mnie czasu i taki z tego skutek, że teraz na zawodach biegniesz, jak Janusz Laskowski na planie teledysku do Świat nie wierzy łzom albo inna Beata z Albatrosa?!”. Nie ma zawodów, więc nie ma rozczarowań i rodzinnych kłótni o wyższość biegania nad codziennymi obowiązkami.

Wyznawcy teorii spiskowych twierdzą, że COVID-19 jest grubo ciosaną mistyfikacją. Pojawia się jednak logiczne pytanie –  komu ten spisek miałby służyć, skoro wszystkie największe mocarstwa świata tracą wskutek gospodarczej zapaści?

Jak to komu? Hejterom, internetowym trollom, forumowym ekspertom i hersztom bandy – biegaczom, którzy nie trafili z formą.

____________________
Krzysztof Brągiel – biegacz, tynkarz, akrobata. Specjalizacja: suchy montaż i czerstwe żarty. Ulubiony film: „Pętla”. Ulubiony aktor: Marian Kociniak. Ulubiony trening: świński trucht. W przyszłości planuje napisać książkę o wszystkim. Jeśliby się nie udało, całkiem możliwe, że narysuje stopą komiks. Bycie niepoważnym pozwala mu przetrwać. Kazał wszystkich pozdrowić i życzyć miłego dnia.

Krzysztof Brągiel
Krzysztof Brągiel

Biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.