10 września 2011 Redakcja Bieganie.pl Sport

Specjalnie dla Bieganie.pl – Adam Kszczot i Stanisław Jaszczak


Adam Kszczot po wspaniałym biegu w Rieti poprawił o sekundę rekord życiowy, ocierając się o rekord Polski. 1:43.30 plasuje go jako czwartego najszybszego zawodnika na świecie w tm roku. Rozmawiamy z najszybszym w tym roku Europejczykiem na dystansie 800 m i jego trenerem Stanisławem Jaszczakiem.

Wielkie gratulacje naprawdę fantastyczny wynik, świetna życiówka. Powiedz tylko w skrócie, czy Ty dzisiaj przed
tym biegiem czułeś, że to jest ten dzień?

kszczot jaszczak 14330 200Adam Kszczot: To nie jest tak, że
to się czuje. Aczkolwiek planowałem, że od początku zacznę mocno, nawet
jeżeli nie znalazłbym aż trzech chętnych do biegnięcia za Rudishą. Zaraz
po 200 m to ja bym objął tę pozycję i na pewno walczył o jak najlepszą
lokatę, bo tylko to mnie interesowało. No i udało się bardzo dobry wynik
pobiec, blisko rekordu Polski. Przed sezonem zapowiadałem, że będę się
przygotowywał do biegania na takim właśnie poziomie. Te słowa nie
okazały się czcze i kilka dni przed wyjazdem tutaj, zdaje się jeden
dzień przed wyjazdem, również mówiłem w Dzienniku Łódzkim, że wynik
1:43.30 będzie mnie zadowalał.

Czy widziałeś na ostatniej prostej na jaki idziesz wynik? Przecież 0.08 s to z pół metra – metr?

Nie
widziałem ile miałem na 600 m po drodze. Bardziej skupiony byłem na
tym, żeby te ostatnie 200 m dobrze rozegrać. Nie udało się niestety tak
jakbym chciał, ze względu na to, że jeden z prowadzących  – Bram Som
schodząc z bieżni, skończył bieg na drugim torze. Tam się
zatrzymywał, więc uniemożliwił przed 600 m zajęcie dogodniejszej pozycji
do ataku na 200 m do mety. Teraz można tylko polemizować. Wynik jeden z
topowych na świecie. Także wielka radość.

Czy po Mistrzostwach Świata robiliście jeszcze jakieś mocne akcenty?

Nie,
nie. Całkiem zluzowaliśmy, po mistrzostwach wykonaliśmy tylko jeden trening w
kolcach, ale naprawdę delikatny. Wolnych treningów w kolcach
praktycznie nigdy nie robimy, a to związane jest ze zmęczeniem, z
przejazdami. Nie było sensu biegać szybciej. Już teraz to i tak nic nie
pomoże. Forma jest dokładnie ta sama, jaką prezentowałem na
Mistrzostwach Świata, tyle że na mistrzostwach  zabrakło trochę
mądrego biegania i to wszystko.

Jeszcze raz wielkie gratulacje, także dla Pana trenera. Jak patrzy się na formę Adama to można powiedzieć, że przez cały czas, przez cały sezon utrzymywaliście ją na wysokim poziomie. Wydawałoby się że, wielu trenerów powie, że tak nie można. Że trzeba zapunktować w pewnym momencie, odpuścić, potem znowu zapunktować.

jaszczak_200.jpgStanisław Jaszczak: Powiem tak. Forma była dobra w Paryżu. Potem była dobra na przełomie maja i czerwca. Na Enea Cup 1:44.30 poleciał. Natomiast później nastąpił problem ze zdrowiem. Adama po mitingu w Krakowie 12 czerwca, zaczęło boleć gardło, przeziębił się. No i był problem. Np. na DME w Sztokholmie już biegał podziębiony, brał zastrzyki od lekarzy żeby móc spokojnie startować. Nawet patrząc na Ostrawę, gdzie wygrał. To taktyką żeśmy wygrali, bo tam Adam jeszcze nie był w najwyższej formie. Miał ten kryzys, ale to wynikało ze zdrowia, a nie z formy fizycznej. Wyleciało mu kilka treningów, był taki tydzień, że zrobił tylko trzy treningi.

Jednak wy, mimo wszystko cały czas byliście w stanie biegać w bardzo wysokiej formie.

Nie wszyscy uważają, że osiągnięcie nawet dwóch szczytów formy w roku jest możliwe. Gdy poinformowałem, że będziemy stratować w trzech imprezach tj. Halowych Mistrzostwach Europy, Młodzieżowych Mistrzostwach Europy i Mistrzostwach Świata to niektórzy byli naprawdę zdziwieni. Wydaje się, że się nam jednak udało bo i tu wygrał i tu, a na Mistrzostwach Świata była duża szansa na medal. To, że medalu nie było nie wina formy, a  taktyki. Wyszło jak wyszło, już nie chcę do tego wracać. W każdym razie jest możliwe utrzymywanie takiej formy. Trzeba racjonalnie rozkładać akcenty, tygodnie, mikrocykle itd. Można to zrobić. Jestem w stanie  założyć się z każdym trenerem na świecie, że dwa mocne szczyty np. na halę i na sezon można spokojnie zrobić i można zdobyć medal tu i tu. Przy dobrej dyspozycji nawet dwa razy wygrać. My w tym roku zrobiliśmy trzy szczyty, czyli coś co rzadko kto robi. Uważam, że zrobiliśmy coś wielkiego.

Co treningowo robiliście po MŚ ?

Stanisław Jaszczak: Adam dwa razy truchtał w Daegu, potem dwa razy w Polsce. W poniedziałek robił krótką siłę na 20 metrowych odcinakach,  taki trening na pobudzenie.  We wtorek zrobił 6 km BC2 po 3:50-40. No i w środę ostatni trening, taka mini szybkość. To było 2x(5×100 m) w granicach 12 s na przerwach 1:40-30 i 5 minut między seriami. I to było wszystko. Nie był to więc sam odpoczynek. Zadecydowałem, że musi zrobić jeden trening tlenowy, ponieważ ostatni taki robił na pięć dni przed MŚ. 10 dni wyleciało z treningu tlenowego, a nie można go tak zaniedbywać, bo z samej szybkości 800 m biegać nie można. Po treningu Adam powiedział: „Trenerze, jest dobrze.” Zresztą jak badaliśmy zakwaszenie, to jak kończył biegać drugi zakres  wyszło 1,8 mmola. Dla mnie z tego też wynikało, że jest dobrze.  A te setki też luźno biegał i czuł się dobrze.

Mówi Pan o tym treningu 2x( 5×100 m)?

Stanisław Jaszczak: Tak. Normalnie robimy 2x(6×100 m) z przerwą 6 minut między seriami i 1:45 między powtórzeniami, ale biegamy trochę szybciej 11.5-11 s. Teraz trzy dni były do startu, więc zrobiliśmy je po 12 s, a nawet trochę wolniej, do 12.40 nawet. Po tym treningu tlenowym musiał mieć taki komfort, czuć, że mu się dobrze to biega. W środę wszystko wskazywało, że będzie bardzo dobrze.

W czerwcu pobiegł 1:44.30 w Bydgoszczy. Minęły 3 miesiące, a Adam urwał sekundę z swojego rekordu. Widać, że ta praca przez ten okres była dobrze ułożona.

Patrząc na to jak w tym momencie się Adam rozpędził to można przyjąć, że w tym sezonie jest jeszcze w stanie pobiec mocniej?

Stanisław Jaszczak: Nie, już raczej nie. Startuje jeszcze w piątek w Brukseli, ale tam już nie będzie biegu na 1:43. Później to już nie ma za bardzo startów. W Warszawie jeszcze będzie stratował na Mitingu im. Skolimowskiej. W Brukseli nie ma szans na robienie wyniku. To jest finał Diamentowej Ligi i tam nie będzie prowadzenia biegu, będzie walka o miejsca. Wiadomo , chodzi o pieniądze dla zawodników. W Rieti był atak na rekord świata, Rudishy zabrakło 0.30 s. Już takiego prowadzenia w tym roku nie znajdziemy. Myślę, że ten wynik, który Adam nabiegał już zostanie na przyszły rok. Teraz musimy się skupić na przyszłym sezonie, żeby biegać poniżej 1:43 i taki mamy cel.

Tego Panom życzę i jeszcze raz wielkie gratulacje.

Z piątej pozycji i rekordu sezonu (1:44.53) nie był zadowolony Marcin Lewandowski, który na swojej oficjalnej stronie tak skomentował bieg:

IMG_2084.JPG                                                                
Uzyskany najlepszy wynik w sezonie powinien cieszyć, ale nie jestem z siebie zadowolony. Takie biegi jak dzisiaj zdarzają się rzadko, i na pewno była ogromna szansa na pobicie rekordu życiowego. Niestety od samego początku nie mogłem złapać swojego rytmu. Bardzo chciałem dołączyć do uciekającej grupy, ale czułem jakbym stał w miejscu. Być może jakiś wpływ na trochę gorszą dyspozycję miały wczorajsze przygody w podróży. Dotarłem do hotelu o pierwszej w nocy po kilkugodzinnym czekaniu na lotnisku i późniejszym staniu w korkach, ale nie ma co się tłumaczyć. To wyraźnie nie był mój dzień, a rywale byli po prostu lepsi. Tydzień temu, na docelowej imprezie, to ja z nimi wygrałem (oprócz niedoścignionego Davida Rudishy). Dzisiaj oni mi się udanie zrewanżowali. Taki jest sport i nie zawsze wszystko wychodzi tak jak sobie zakładamy. Chciałbym serdecznie pogratulować Adamowi uzyskanego rezultatu. Jestem pod ogromnym wrażeniem tego co dzisiaj zrobił. Teraz nie pozostaje mi nic innego jak zebrać się w garść i walczyć dalej w kolejnych biegach. Przede mną jeszcze kilka startów. Wierzę, że stać mnie na mocne bieganie w okolicach życiówki, bo dobra forma z mistrzostw świata nadal jest.

FORUM DYSKUSYJNE

Możliwość komentowania została wyłączona.