New Balance 1080v12
 
6 września 2016 Redakcja Bieganie.pl Sport

Rzeźnik, 7 Dolin, Lavaredo… z cukrzycą w plecaku. Poznajcie Pawła Tulika


Nie chce Ci się wyjść na trening? On biegał maratony, był okazem zdrowia i nagle zachorował na cukrzycę. Nie poddał się i teraz zalicza najcięższe ultra w wydaniu górskim. Jak się do tego zabrać? Czy to bezpieczne? Zapraszamy do lektury wywiadu z biegaczem amatorem, Pawłem Tulikiem.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem?

Paweł Tulik: Zawsze byłem aktywnym człowiekiem, jeździłem na rowerze, trochę grałem też w piłkę. Biegać zacząłem w 2010 roku wtedy nie miałem jeszcze cukrzycy. Sąsiad z brzuszkiem biegał sobie 4-6 km i powiedział, któregoś dnia, że mogę z nim spróbować przebiec 2. Myślę „nie dam rady”? Przebiegłem z nim 4 km, potem biegaliśmy coraz więcej. Wciągnąłem się i zacząłem biegać sam. Startowałem na 10 km, w półmaratonach i maratonach.

I nagle, niespodziewanie pojawiła się cukrzyca?

Choroba przyszła sama, trzy lata później. Trzy miesiące po skończeniu 40 lat dowiedział się, że mam cukrzyce typu pierwszego. Częściej dotyka to osoby w bardzo młodym wieku, ale reguły nie ma. Po prostu nagle wysiada trzustka, insulina nie jest produkowana. Zaczęło się od półmaratonu w Warszawie w 2013 roku. Nigdy nie łapały mnie skurcze, a tutaj nagle od połowy dystansu praktycznie szedłem. Czułem się fatalnie, a to była po prostu kwasica ketonowa. Strasznie dużo piłem, po kilku dniach zacząłem mieć problemy ze wzrokiem i trafiłem do szpitala. Objawy typowe dla cukrzycy.

100 0960

Zmieniłeś swoje życie o 180 stopni?

Lekarze zawsze mówią, że teraz trzeba zmienić odżywianie, ścisła dieta itd. A nie ma czegoś takiego jak dieta cukrzycowa, tak po prostu powinniśmy się odżywiać. Jeść zdrowe rzeczy, unikać nadmiernej ilości cukrów prostych, jeść w mniejszych ilościach, zbilansowane posiłki. Czy to nie brzmi jak dieta sportowca, biegacza, zdrowego człowieka? Przecież to jest odpowiednie dla każdego z nas. Nie jem smażonych rzeczy, ale w sumie nie powinno ich się jeść. Więcej warzyw, więcej gotowanego, mniej tłustego i przetworzonego jedzenia, ale przecież to, co mówię, to dieta świadomego biegacza. Z drugiej strony, kiedy zaczyna mijać trochę czasu, człowiek zapomina. Uważa, że ta choroba nie jest taka ciężka, a ona zabija po cichu, ona nie boli, ale nie można o niej zapomnieć. 

Jak to wpłynęło na Twoje bieganie?

Są mistrzowie olimpijscy, którzy mają cukrzycę, zatem można uprawiać z tym sport, a nawet sami lekarze to zalecają, aby być aktywnym. Przed dłuższymi treningami zaczynałem sprawdzać, jaki obecnie mam poziom cukru, jeśli za niski to znak, że trzeba coś zjeść, jeśli zbyt wysoki to wiadomo, że spali się to podczas treningu. Jednak bywają chwile, kiedy zbyt duża dawka żeli i innych słodkości sprawi, że nie da się tego spalić i potrzeba jest insulina, dlatego po treningu również warto sprawdź poziom cukru i zobaczyć ile organizm ten energii wydatkował. 

Masz brata bliźniaka Piotra, z którym zaliczyłeś bardzo dużo wspólnych biegów, między innymi Rzeźnika, czy wspomniane wyżej Lavaredo. Pomaga Ci w kryzysowych momentach?

Brat zaczął biegać 2 lata później. Udało mi się go wciągnąć i dzięki temu teraz mam, z kim biegać. Jest to osoba, która wie, że jestem chory i zawsze mnie obserwuje. Potrafi rozróżnić, kiedy jestem zmęczony, a kiedy czas na coś słodkiego itp. Kiedy biegam po okolicy to zawsze mam ze sobą telefon, pieniądze i coś słodkiego, ale kiedy czeka mnie długie wybieganie w Kampinoskim Parku Narodowym to wybieramy się razem. Jeżeli jadę z kimś innym to mówię, że jeśli zacznę gadać jakieś głupoty, zacznie plątać mi się język i będę sprawiał wrażenie osoby pijanej to znaczy, że spadły mi cukry. Nie jednokrotnie bywało, że brat kazał mi sprawdzać cukry, kiedy ja zarzekałem się, że czuję się świetnie, bo nie myślałem trzeźwo. Zawsze okazywało się, że miał rację. Wartości rzędu 35-45 to dla zwykłego człowieka oznacza już omdlenie, ja się jeszcze trzymam, ale granica jest zawsze cienka i natychmiast trzeba coś zjeść.

Piotr i Pawe 1

A jak na twoje bieganie zapatrują się lekarze?

Na początku pozwolili biegać do 5 km, potem przebiegłem 10 i 15 i znów poszedłem na kontrolę i lekarz powiedział, że można i więcej, bo są sportowcy na olimpijskim poziomie. Muszę tylko się kontrolować i nie zapominać o tym. Wtedy akurat zbliżał się debiut mojego brata w maratonie w Krakowie. Wystartowałem z nim, ale żeby nie przedobrzyć przebiegłem połowę dystansu i wszystko było w porządku. Na jesieni byłem zapisany na maraton w Berlinie i tam chciałem spróbować już pełnego dystansu
.
Życiówkę masz cukrzycową?

Tak. Właśnie w Berlinie udało mi się pobiec 3:21. Byłem wtedy bardzo chudy i to chyba mi pomogło. Jednak z biegiem czasu chciałem spróbować czegoś więcej. Chciałem przebiec ultra w górach a to było już pójście w nieznane, bo do tej pory nie udało mi się znaleźć lekarza, który by się tak ekstremalnymi wysiłkami zajmował. Co będzie się działo jak będę w ruchu przez 10 i więcej godzin? Jak powinienem się zachowywać? Do końca jeszcze tych wszystkich odpowiedzi nie znalazłem, bo cały sęk polega na tym, aby znaleźć równowagę żywieniową i idealnie to wszystko zbilansować.

Mimo tego pojawił się Rzeźnik, Bieg 7 Dolin i… Lavaredo Ultra Trail! Były problemy? Czy na takich biegach biegasz z insuliną oraz osprzętem do pomiaru cukru?

Do tej pory sprawdzałem poziom cukru na maratonach i niemal zawsze wszystko było idealnie. Poziom cukru nigdy nie był zbyt wysoki, zatem nie potrzebowałem insuliny, ewentualnie trzeba było zjeść coś słodkiego, bo cukier był zbyt niski. Dlatego na biegu Rzeźnika i Biegu 7 Dolin biegłem tylko z czytnikiem, aby pilnować, żeby cukier nie był za niski, bo zawsze go spalałem podczas wysiłku. Na Lavaredo pierwszy raz było inaczej. Miałem poważne problemy.

Poczułeś się zbyt pewnie?

Niestety tak. Niby mam cukrzycę, ale jej nie mam, bo na biegach wszystko gra nigdy nie muszę brać insuliny. Tym razem wydarzyło się inaczej, na szczęście był ze mną mój brat, który zawsze jest głosem rozsądku i wie, kiedy powiedzieć stop, bo sam z siebie to bym się na pomiar cukru, chyba nie zatrzymał. To przecież zajmuję trochę czasu a przecież „wszystko ok” i „czuję się świetnie”. Start był późnym wieczorem, więc nie brałem nocnej insuliny tak jak w Polsce na ultra, bo nie kładłem się spać. Wcześniej zjadłem jakiś makaron w domyśle wiedząc, że za chwilę go spalę. Było inaczej niż na naszych biegach, bo zaczęło się od korka! Nie dało się biec, mnóstwo ludzi, wąski szlak i mnóstwo chodzenia a czasem nawet stania. Spowodowało to, że moje zmęczenie i zapotrzebowanie kaloryczne było mniejsze niż zwykle i zamiast spalać cukier, ten narastał. Na trasie podjadałem, bo przecież to ultra i następnego dnia rano czułem się fatalnie. Nie wiedziałem, co się dzieję. Słabłem w oczach. Tym razem wziąłem ze sobą insulinę, bo jednak to bieg za granicą i pierwszy raz mieliśmy zarwać łącznie 2 noce. Po zbadaniu… wyszedłem poza skalę. Na początku wynik w ogóle się nie pojawił. Wziąłem insulinę i po kolejnym pomiarze wartość wynosiła powyżej 400! Po wyżej wartości 250 nie powinno się w ogóle ruszać, na dobrą sprawę lekarz powinien zdjąć mnie z trasy. Spacerowaliśmy i sprawdzałem cukier co godzinę, aż spadł do 150 i nagle siły wróciły. Poczułem się jak nowo narodzony, ale chwilę wcześniej było naprawdę bardzo niebezpiecznie. Przez większość czasu nie myślałem w ogóle o jakieś rywalizacji o upływającym czasie tylko walczyłem o ustabilizowanie tej huśtawki, bo organizm został bardzo rozregulowany.

Pawe
Co można zrobić, aby uniknąć tak niebezpiecznych sytuacji?

Teraz zaczynają wchodzić na rynek sensory, które przylepia się do skóry, nie bada się wówczas cukru z krwi popranej z palca. To kosztowna rzecz. Sensor starcza na 14 dni i kosztuje 60 euro. Czytnik kosztuje 250 złotych. Rozważam zakup sensorów, abym mógł ich używać wyłącznie na długie biegi, co zdecydowanie ułatwiłoby kontrolę poziomu cukru. Jest to odporne na wilgoć, pot, opady deszczu i podaje wynik z 15-minutowym opóźnieniem, tzn., że gdy przyłożysz czytnik zobaczysz wartość, która była w Twoim organizmie kwadrans temu. Wielu biegaczy i triathlonistów z zagranicy już to sprawdzało i recenzje są bardzo pozytywne. W Polsce jeszcze tego nie ma, ale bez problemu można to sprowadzić np. z Wielkiej Brytanii.

Mimo chwil grozy Lavaredo wspominasz chyba miło zwłaszcza od strony wizualnej biegu? Masz jakieś kolejne marzenie? UTMB?

Udało się ukończyć i bardzo się z tego cieszę, ale jest to jakaś nauka, że jestem jednak chory i to nie są przelewki spędzić w górach kilkadziesiąt godzin. Trzeba po prostu się kontrolować, warto biec z drugą osobą i wszystko jest w życiu do zrobienia. Absolutnie się nie zraziłem i bieg był po prostu wspaniały. Majestatyczne widoki, cała okolica żyła tymi zawodami, czuło się niezwykłą atmosferę sportowego święta. Co do UTMB to uważam, że jest tyle innych niesamowitych biegów górskich w Europie, że jak nie wystartuję w UTMB to świat się nie zawali. Coraz więcej wymogów, obostrzeń oraz losowań trochę mnie do tego biegu zniechęciło. Mogę pobiec w Niemczech, Austrii, jest przecież jeszcze Bieg 7 Szczytów u nas w kraju, rozmawialiśmy o Bucegi w Rumunii, to też jest bardzo ciekawa propozycja. Nie mam wymarzonego biegu. Gdybym go miał i ukończył to miałbym przestać biegać? Nie na tym rzecz polega, trzeba się tym ciągle bawić.

A co powiedziałbyś biegaczom, którzy zachorowali na cukrzycę?

Najpierw przychodzi chwila załamania, ale potem taki kopniak. Mam ze wszystkim kończyć? Mam się poddać? Nic nie robić? Można z tym żyć i spełniać swoje marzenia, tylko nigdy nie można zapominać o tej chorobie. Kontrola, kontrola i jeszcze raz kontrola. Kto chce chodzić po górach to będzie, kto chce biegać to będzie biegać. Można pływać i robić dużo kilometrów na rowerze. Po prostu tak jak na początku drogi sportowej zaczynało się od pierwszych kroków, tak w tym przypadku również powinniśmy powoli zwiększać pokonywane dystanse. Mieć do tego szacunek. Wtedy można bezpiecznie uprawiać sport.