NB 1080v12
 
7 lutego 2011 Redakcja Bieganie.pl Sport

Rozmowa z Karoliną Jarzyńską


2388 1


Warszawa: 8:30, Yokohama 17:30

Adam Klein: Karolina powiedz nam jak długo się do tego startu przygotowywałaś i gdzie?
Karolina Jarzyńska: Ten start wyszedł nam tak naprawdę „po drodze”, jestem w trakcie przygotowań do maratonu, który za dwa tygodnie będę biegała w Yokohamie. Byłam w Colorado od 6 tygodni i tam trenowałam.  Zjechałam do Marugame dosłownie w ostatniej chwili.

AK: Co znaczy w ostatniej chwili, mieliście jakieś opóźnienia?
KJ: Tak, w USA był sztorm arktyczny, niesamowity śnieg, wszystkie lotniska sparaliżowane, lecieliśmy do Japonii przez trzy dni, do hotelu dotarłam o 23:30 czasu lokalnego a start był następnego dnia rano.

AK: W mediach zagranicznych mało można znaleźć informacji o Twoim starcie.
KJ: No tak, o mnie nie było ani słowa bo organizatorzy koncentrowali się na tym, że miała biec Abeylegesse, postawili na jedną gwiazdę a poza tym było tam mnóstwo bardzo mocnych Japonek. Ja z moją życiówką nie prezentowałam się tam jakoś szczególnie mocno, więc nie mieli powodów, żeby mnie jakoś szczególnie zapraszać, kiedy kilka Japonek lub Rosjanka miały życiówki znacznie lepsze, poniżej 1:10 lub nieco powyżej.

AK: Opowiedz trochę jak ten bieg wyglądał z Twojej strony.
Zaczęłam odważnie – zresztą ostatnio sobie powtarzałam, żeby nie kalkulować. Pierwszą piątkę pobiegłam w 16:30, na 10k miałam 33:06. Na 15 km wiedziałam, że jest dobrze, kiedy zobaczyłem, że mam wynik poniżej 50 minut a czułam się wtedy bardzo dobrze.  Zresztą na tym punkcie stał trener i zagrzewał do walki. Wymijałam już wtedy duże rzesze Japonek, tą ostatnią wyminęłam nawet nie wiem kiedy, bo trudno było ją odróżnić od niewysokich Japończyków a biegło ich tam naprawdę mnóstwo. Wiatr momentami trochę przeszkadzał ale od 15 kilometra , wstąpiły we mnie nowe siły i naprawdę biegło mi się świetnie, z wyniku byłam oczywiście bardzo zadowolona, choć radość była krótka i szybko opadła, bo musieliśmy podchodzić do sytuacji racjonalnie.
.
AK: Dlaczego, o co chodzi?
KJ: Ten półmaraton to tylko przystanek do celu głównego – czyli maratonu w Yokohamie. Jeszcze w drodze, gdzie spędziłam 17 godzin w pozycji siedzącej zaczęłam odczuwać jakiś problem ze ścięgnem Achillesa. Po biegu ból był dosyć mocny, wdał się jakiś stan zapalny i stąd stres, czy zdążymy wyleczyć to do maratonu. Mamy na to dwa tygodnie. Dzisiaj lekko truchtałam i niestety czuję ból. Myślę, że wiele czynników się na to złożyło, mocna praca treningowa, stres, podróż, brak wypoczynku, start.

AK: Co macie zamiar robić przez te dwa tygodnie? Znajdziecie jakiegoś specjalistę, fizjoterapeutę sportowego?
Na szczęście w tych ostatnich dwóch tygodniach i tak nie planowaliśmy już żadnych mocnych akcentów, można powiedzieć, że bodźce kosmetyczne, utrzymanie objętości a w ostatnim tygodniu już tylko lekkie rozbiegania. Mamy już przećwiczone, że dla mnie półmaraton na dwa tygodnie przed maratonem sprawdza się dobrze, choć niektórzy mówią, że to za mało. Specjalnie przelecieliśmy tutaj wcześniej żeby się zaaklimatyzować a tu taki problem ze zdrowiem. Jesteśmy teraz w Yokohamie, nie jest nam tutaj łatwo znaleźć specjalistę od medycyny sportowej. Na szczęście obiecał nam pomóc dyrektor maratonu, ma się u nas jutro w hotelu zjawić i kogoś nam polecić. Też był na półmaratonie i bardzo był zadowolony z mojego występu.

AK: Mieliście jakieś założenia wynikowe przed półmaratonem i czy teraz macie jakieś założenia przed maratonem, zakładając, że ze zdrowiem będzie w porządku?
KJ: Przed biegiem nie mieliśmy żadnych założeń, ot, po prostu półmaraton z roboty do maratonu, trener też był zaskoczony, że tak dobrze poszło. To pokazuje, że są jednak we mnie spore możliwości. Bardzo bym chciała pokazać w Yokohamie na co mnie stać, zwłaszcza po nieudanej Barcelonie, którą bardzo przeżyłam i nie mogłam wrócić do równowagi. Ale ten problem z Achillesem teraz mnie bardzo stresuje. Co do założeń na maraton to nie rozmawialiśmy jeszcze o tym. Jeszcze tyle dni zostało, nie rozmawiamy o tym na tyle dni wcześniej, choć trener stara się mnie ustawić, nastroić. Te maratony, które ukończyłam nigdy nie były maratonami, w których ustaliliśmy konkretny wynik, moja idea jest taka, że muszę zaryzykować, nie kalkuluję. Choć w maratonie nadal mam jeszcze niepewność wynikającą z długiego dystansu i małego maratońskiego doświadczenia.

AK: Życzymy przede wszystkim zdrowia, ale tak czy inaczej wielkie gratulacje dla Ciebie i trenera. I powodzenia za dwa tygodnie.

FORUM DYSKUSYJNE

Redakcja Bieganie.pl