new balance 880
 
22 sierpnia 2015 Redakcja Bieganie.pl Sport

Przyjechałem tutaj walczyć o medal


O biegu eliminacyjnym, obozie aklimatyzacyjnym w Japonii, rywalach, konkurentach na krajowym podwórku i taktyce turniejowej, z Adamem Kszczotem, nadzieją na medal podczas MŚ w Pekinie, w stolicy Chin rozmawia Tomasz Więcławski.
Panie Adamie, na pana dystansie (800 metrów – przyp. red.) jest wielu zawodników, którzy mają szanse na medale podczas MŚ w Pekinie. Może nawet kilkunastu.
Niekoniecznie kilkunastu. Ale bieg na 800 metrów przynosi zazwyczaj wiele emocji. Często faworyci odpadają już w rundach eliminacyjnych, bo popełniają błędy taktyczne. Zobaczymy, jak będzie tym razem.
Sądzi pan, że ktoś zdecyduje się na poprowadzenie biegów eliminacyjnych i półfinałowych czy o wszystkim zadecyduje taktyka i końcówki?
Są zwolennicy jednego i drugiego rozwiązania. W biegach na 800 metrów startują dwa typy zawodników – sprinterzy i wytrzymałościowcy. Zobaczymy, jak to się ułoży tutaj.
W tym sezonie zbliżył się pan do rekordu życiowego. Stać pana na jego poprawienie i zejście poniżej 1:43?

Myślę, że na pewno.
Obóz aklimatyzacyjny w Japonii był dobrym pomysłem? Poza zmianą czasu i klimatu pozwolił chyba także zintegrować grupę?
To sport indywidualny i mało ma wspólnego z integracją. Chodziło przede wszystkim o inną strefę czasową. Proces przystosowania się do niej trwa kilka dni. Już jesteśmy gotowi na bieganie w Azji i możemy walczyć.
Stawia pan sobie konkretny cel przed tymi mistrzostwami świata?
Tak. Chcę walczyć o medal.
Myśli pan kimś konkretnie, jako o głównym rywalu? Amos, Rudisha? Kto będzie najmocniejszy?
Oprócz stałej stawki, która jest mocna na wszystkich mitingach, nie można lekceważyć jakiegokolwiek rywala. To jest 800 metrów i na bieżni wszystko może się zdarzyć. 
Ma pan swoje rytuały przed startem? Coś, co przynosi panu szczęście.
Trenowałem przez tyle miesięcy, tyle lat, żeby na tej imprezie dobrze wypaść. Tutaj żadne rytuały nie pomogą. Trzeba pokazać to, co ma się najlepsze.
Mamy 3 zawodników na 800 metrów. To jedna z najsilniej obsadzonych konkurencji biegowym w naszym kraju. Wzajemna rywalizacja was napędza?
To zdrowa rywalizacja, która dodaje sił, a nie je odejmuje.
W swoim biegu eliminacyjnym w Pekinie wygrałeś. Pierwszy krok do finału zrobiony.
Teoretycznie taktycznie dobrze to wyglądało, ale przez dużą część dystansu byłem zamknięty i bałem się, że mnie obiegną zawodnicy z tyłu i wtedy nie będę miał już nic do powiedzenia. Zaatakowałem po trzecim torze na ostatnim łuku i starczyło mi sił, żeby wygrać. Było trochę przepychanek i musiałem sygnalizować rywalom na ramieniu, że nie mogą sobie bezkarnie zabiegać mi drogi. Na szczęście wszystko dobrze się ułożyło. Będę teraz walczył w półfinale.