7 września 2015 Redakcja Bieganie.pl Sport

„Poczułam się byle kim” – rozmowa z Agnieszką Gortel-Maciuk


Bieganie.pl: Jak oceniasz ostatnie 2 lata i to, że jesteś zdyskwalifikowana za doping?

Agniesza Gortel-Maciuk: Przede wszystkim ta historia mnie bardzo dotknęła i nie potrafię wrócić do normalnego życia. Dlatego odcinam się od niej jak tylko mogę. Starałam się dotąd, aby prawie każdy w moim otoczeniu znał tę historię, czyli -żeby jej nie ukrywać. Ale po 20 miesiącach mam naprawdę uraz -chcę ten temat przespać i się odseparować. Ludzie swoje wiedzą, oceniają mnie jak chcą i nie zależy mi na tłumaczeniu się przed nimi. Nie postępowałam nieuczciwie i naprawdę -wystarczy mi już rozgrzebywania szczegółów i płaczu. Walka o honor zabrała mi 13 ciężkich miesięcy. Przegrałam. To już zostanie tak na zawsze. Zawsze będę "tą złapaną na dopingu", mimo, że wcale nie zostałam przyłapana –bo zgłaszałam i dokumentowałam stosowane leki przed kontrolami antydopingowymi, i wcale nie na dopingu –bo lek nie miał właściwości poprawiających wydolność, co poświadczył niezależny profesor endokrynolog sportowy. Straciłam zdrowie, kawał życia i stałam się zupełnie innym człowiekiem, niż byłam dotąd. Mam dużo żalu. Tego nie zmieniłyby już żadne pieniądze, dlatego pozywanie do sądu Pani doktor nie wchodzi nawet w grę. Musiałabym poświęcić kolejne miesiące i pieniądze, których nie mam. A dyskwalifikacji już nic nie wymaże. Jeśli chodzi o PZLA, nie rozumiem wielu sytuacji. ‘’

Czy zgadzasz się z tym co się stało?
Nie pogodziłam się z tym, bo nie powinno dojść do takiej sytuacji. Własnymi siłami pracowałam nad swoimi celami, nie szkodząc nikomu i nie stosując nieuczciwych rozwiązań. Nie celowałam w rekordy świata. Natura dała mi jakiś-tam przydział predyspozycji, który wystarczał na osiąganie moich własnych celów. Przez 14 lat przechodziłam z wyniku 3:37 na 2:30 w maratonie. Wiem, że nie byłam w stanie nigdy zrobić wyniku 2:26, ale 2:29 –wierzę, że tak. Nie pogodziłam się z tą sytuacją. Mam sporo żalu. Moje podejście do sportu się nie zmieniło, bo nigdy nie byłam zależna od niego, a wnosił dużo dobrego w życie. Sport jako zadanie czysto fizyczne jest nadal tym samym. Reszta opcji mnie nigdy nie dotyczyła i nie interesowała.

Jak oceniasz działania PZLA w sytuacji, kiedy ich zawodnik jest oskarżony o doping?
Poczułam się byle kim.

Czy PZLA tłumaczyło wyniki badań antydopingowych z Mistrzostw Polski i zaznaczenie w nich przyjmowanych przez Ciebie leków?
Nie tłumaczyło chyba. Usłyszałam tylko kiedyś, nie wiem od kogo, że nikt nie ma obowiązku informować mnie o tym, że dany lek jest zabroniony. Chodzi o to, że zgłaszałam nazwę i dawkę, wiadomo było, jakie leczenie stosuję. Ale to ja powinnam była wiedzieć o istnieniu specjalnej infolinii. NIE MIAŁAM O NIEJ POJĘCIA! Nigdy nie dostałam żadnego pisma, maila, czy słownej informacji na ten temat.

Twoje życie po skończeniu sportu musiało diametralnie się zmienić. Czym się teraz zajmujesz?
Uczę się. Ukończyłam szkolenia instruktora sportu i czekam na kolejne etapy trenerskie.

Czy czegoś Ciebie to nauczyło?Nie pchać się z wolnej stopy?
Na razie mam za dużo gorącego żalu, żeby obiektywnie ocenić, co z tego wyniosłam.

Jak sport zmienia Twoje Zycie i czy nadal kochasz biegać?
Lubię biegać nie mniej niż „dawniej”. Nie uszkodzono mnie fizycznie, tylko psychicznie. Pokonuję absurdalne poczucie skrępowania biegania w miejscu publicznym. Nie zrobiłam i nie robię niczego złego, więc czemu mam się ukrywać?! Ale ciężko jest nie myśleć, że każdy obcy, kto mnie widzi –pewnie automatycznie mnie potępia. Bo nie zna tła. W tej chwili już prawie mam to gdzieś.

Powodzenia

***

Agnieszka, jak sama powiedziała przegrała. Zaczynając od szans na sukcesy sportowe, przechodząc przez czas, nerwy, spokój, honor. Inna jest sytuacja, kiedy bierzemy doping i nas złapią. Mówi się trudno, ryzyk fizyk, należało się, ale jak ocenić osobę, która nie ukrywa tego faktu i podczas jednego badania jest ok, a drugie nakłada dyskwalifikacje?

Moim zdaniem przegrał także system, bo ukazał ile jest w nim luk i jak przez to działa. Komisja Wyróżnień, Dyscypliny i Zwalczania Dopingu podała nam, że powodem braku bezpośredniej interwencji były problemy laboratoryjne. Wynik, choć podejrzany musiał być poddany dodatkowej analizie RMS. Problemy techniczne spowodowały, że ta procedura musiała być przesunięta w czasie i zlecona innemu zespołowi. Czas na zbadanie próbek to 10 lat (przepisy antydopingowe WADA). Takie działania nie pozostawiają żadnych złudzeń, bo wyniki muszą być rzetelne i niezaprzeczalne. Z tym, że na wypełnianym wniosku zawodniczka od razu podała jaka substancja niedozwolona jest przez nią brana. Badanie próbki powinno tylko dać niezaprzeczalny dowód dopingowi i zablokować ją już w maju 2013.

Podobnie lekarze, którzy podjęli się leczenia i nie wzięli faktu zawodniczej kariery pod uwagę. Rozumiem, że nie każdy ma sportową specjalizację, ale podejmując się leczenia kogokolwiek trzeba brać na siebie tego konsekwencje. Co więcej, ogólnie wiadomo, że ciało sportowca inaczej przedstawia wyniki badań, ma inne potrzeby, a w sporcie istnieje coś takiego jak doping. Podstawowe procedury antydopingowe powinny być znane lekarzom. Jeżeli nie istniał by środek zamienny, który nie był by dopingiem, to również lekarz powinien podawać informować o TUE (wyłączeniu w celach terapeutycznych).  Nie każdy sportowiec, a w szczególności amator jest świadomy i uwrażliwiony na wszystkie zasady panujące w sporcie. Ta wiedza nie jest powszechna. Podobną sytuację miała Danuta Piskorowska, z tymże w jej przypadku zmianie uległa lista antydopingowa, a cały proceder trwał o wiele krócej.

Sprawa Agnieszki jest definitywnie zamknięta. Jest zawodniczką z dopingową przeszłością i to się nigdy nie zmieni. Każdy ma prawo do własnej oceny merytorycznej i moralnej tej sprawy, ale to ona sama ostatecznie musi zmierzyć się w wyrokiem i zaniedbaniami, jakie miały miejsce, również z jej winy.

Obawiam się tylko, że nadal sporo jest wśród nas zawodników, jak i amatorów nie świadomych obowiązku np. zdolności lekarskich, ubezpieczeń, wyłączenia terapeutycznego leków, procedur dopingowych, działania instytucji tym się zajmujących.
Rzadko ktoś z nas posiada lekarza sportowego, który dba o systematyczne badania morfologiczne, EKG serca czy próby wysiłkowe. Kiedy ostatni raz spotkaliśmy się tak naprawdę ze szkoleniem antydopingowym? Może warto nagłaśniać ten temat i uwrażliwiać nas na ten problem, by historia Agnieszki, nie stała się kiedyś nasza własną.

Przeczytaj: Zbrodnia i Kara – historia Agnieszki Gortel