New Balance 1080v12
 
21 sierpnia 2012 Redakcja Bieganie.pl Sport

Piotr Łobodziński zwycięzcą w biegu na… mamuta


Jeżeli wydaje się wam, że organizatorzy imprez biegowych wyczerpali już wszystkie pomysły na ciekawe zawody, to zdecydowanie musicie zapoznać się z relacją z Red Bull 400 rozgrywanych na… skoczni narciarskiej w Kulm. Oto ona.

07 1

W sobotę w austriackiej miejscowości Bad Mitterndorf odbyła się druga już edycja ekstremalnego biegu pod górę organizowanego przez znanego producenta napojów energetycznych „dodających skrzydeł”. Sturm auf den Kulm, czyli wyścig od podstawy mamuciej skoczni narciarskiej o punkcie konstrukcyjnym K-185 do belki startowej, a nawet ciut wyżej. Formuła zawodów dla mężczyzn z 5 seriami eliminacyjnymi po trawiastym zeskoku do mety usytuowanej na buli skoczni. Do finału kwalifikował się bezpośrednio zwycięzca każdego przedbiegu oraz 45 z najlepszymi czasami. Finał to już wyścig na sam szczyt z maksymalnym nachyleniem 72%. Wystartowało 250 zawodników (tyle wynosił limit) 11 narodowości oraz zaledwie 21 kobiet, które rywalizowały od razu w finale. Odbyły się również biegi sztafetowe 4×100 m mężczyzn i kobiet oraz oddzielna kategoria dla strażaków.

08

Organizatorzy nie mogli zamówić lepszej pogody, bezchmurne niebo, idealna słoneczna pogoda, a w tle przepiękna górska sceneria. Zawody i cała otoczka na najwyższym poziomie. Muzyka, opalone hostessy, drogie samochody, telewizja,  mnóstwo jedzenia, piwo do woli oraz red bull’e. Może kibiców mogłoby być trochę więcej, ale Bad Mitterndorf  czy Tauplitz (najbliższe miejscowości) to nie Zakopane, tylko spokojne, niemal uśpione górskie wioski, którym daleko od krupówkowego zgiełku.

Zawody „opędził” zawodnik z Polski, czołowy zawodnik Pucharu Świata w biegach po schodach, Piotr Łobodziński z czasem 5:16, wyprzedzając  o 3 sekundy Słoweńca Miklosa Matjaz’a oraz trzeciego na mecie Andreasa Trockner’a z Austrii (czas 5:27). Do rekordu trasy ustanowionego przed rokiem przez Turka Ahmeda Arslana, wielokrotnego mistrza Europy w biegach górskich, zabrakło sporo, bo 11 sekund.

 01 1 02 1  03 1  04 1 

W zawodach wzięło udział jeszcze czterech Polaków, którzy uplasowali się na następujących pozycjach: Piotr Szmyt (7 m-ce, czas 5:45), Bartosz Świątkowski (11 m-ce, czas 5:57), Jarek Włodarski (1 4m-ce w finale B, czas 7:30) i Piotr Luba, który nie przebrnął eliminacji. 

Oto wypowiedź zwycięzcy zawodów Red Bull 400 – Piotra Łobodzińskiego: Eliminacje pobiegłem na dużym luzie. Chciałem być w pierwszej piątce/szóstce, aby bezstresowo awansować z czasem do finału. Jak zwykle się nie udało pobiec tak wolno. Wygrałem swoją serię i wywalczyłem pewny awans do finału. Ostatecznie okazało się, że uzyskałem 7 czas kwalifikacji (3:04), ale mogłem pobiec nawet pół minuty wolniej, a i tak starczyłoby na finał. 2,5 godzinną przerwę pomiędzy biegami spożytkowałem na kąpiel w jacuzzi, lekki posiłek i leżenie plackiem w cieniu. Start do biegu finałowego lekko się opóźnił, ze względu na biegi sztafetowe, kobiece, finał B i bieg Lucky Losers. Wystartowałem spokojnie, trzymając się na 3-4 pozycji i mając ogląd na całą stawkę, gdyż biegłem (w zasadzie to nikt nie biegł)…, pełzałem na czworaka skrajnie po prawej stronie zeskoku, gdzie było więcej cienia. Na progu byłem już na 2 pozycji, a za chwilę już pierwszy, ale trzech zawodników było tuż za mną m.in. 2 i 3 miejsca z 2011r. W połowie betonowego najazdu na prowadzenie wyszedł Matthias Mayr (drugi rok temu) i „biegł” jakieś 2 metry przede mną, ale po drugiej stronie rozbiegu, wspinając się rękoma po niskiej poręczy, bez której wdrapanie się na szczyt byłoby w ogóle problematyczne. Na około 20 metrów przed metą zaczął zwalniać, strasznie osłabł, w zasadzie to go ostro odcięło i w konsekwencji ukończył na 17 miejscu tracąc do mnie na tych 20 metrach całą minutę. Ja uradowany tym faktem, że jestem ponownie pierwszy, przyspieszyłem, przynajmniej tak mi się wydawało, na filmie tego nie widać i ukończyłem zawody jako pierwszy przed Słoweńcem i kolejnym Austriakiem. 

Żeby nie było, to nie było łatwe zwycięstwo. Jedne z najcięższych zawodów w życiu. Ból mięśni czworogłowych na końcówce to jakby ktoś mi igły w uda wbijał. Za metą nie ma mowy o utrzymaniu się na nogach, kwas mlekowy rozlewa się po całym organizmie, a z nim wszechogarniający ból, którego już parokrotnie doznałem, ale nigdy w takiej intensywności. Leżałem około 10 minut na przygotowanych materacach i wegetowałem razem z innymi zawodnikami, zaliczając tzw. zgon. Mnie przynajmniej karetka nie musiała zwozić, czego nie można powiedzieć o Matthiasie – ładnie się chłopak wyjechał, tylko 20 metrów za wcześnie. Szkoda, że nie zmierzyłem sobie poziomu kwasu we krwi, bo można było to uczynić, pewnie byłby ładny wynik. Muszę stwierdzić, że bieganie po schodach, które do tej pory uważałem za jedna z cięższych dyscyplin, wymięka w porównaniu z podbiegiem pod mamuta. Ale nie ma co marudzić i za miesiąc trzeba jechać do Planicy na kolejną edycję Red Bull 400.

05 1

09   10 11 

Zwieńczeniem udanych zawodów był Mazurek Dąbrowskiego na podium pierwszy raz grany dla mnie, aż mi nogi lekko zaczęły drżeć. Następnie rozpoczęło się świętowanie sukcesu w jacuzzi z górami w tle oraz 5 litrową szklanką austriackiego piwa.

Strona z wynikami.