30 czerwca 2013 Redakcja Bieganie.pl Sport

„Nie wierzyłam, że to jest mój czas!” – wywiad z Karoliną Jarzyńską


W tym sezonie Karolina Jarzyńska, zawodniczka trenująca pod okiem Zbigniewa Nadolskiego, zachwyca życiową formą. Gdziekolwiek startuje, przywozi ze sobą rekord życiowy, albo rekord kraju, tak jak ostatnio – rekord Polski na 10000 m. Tylko u nas rozmowa z Karoliną niedawno po zdobyciu kolejnego trofeum.

karolina_3.jpg
Karolina Jarzyńska (fot. Aleksandra Szmigiel-Wiśniewska)

Karolino, ogromne gratulacje! Jakie emocje towarzyszą Ci po pobicie rekordu Polski?

Emocje ze mnie jakoś szybko opadają… Po przekroczeniu mety spojrzałam na zegar, ale nie byłam pewna, wręcz nie wierzyłam, że to jest mój czas. Po reakcji trenera domyślałam się jedynie, że to naprawdę mój wynik. Teraz przed nami ważne decyzje, bo musimy zdecydować, czy przygotowujemy się do Mistrzostw Świata, a tym samym zmieniamy totalnie plany, które wcześniej mieliśmy.
Czyli ten rekordowy bieg skomplikował Ci życie?

No nie do końca (śmiech). Zrobiłam rekord Polski, pobiłam rekord życiowy, wykonałam minimum na MŚ. Nie można chcieć więcej. No, ale rzeczywiście z punktu logistycznego tak. Miałam kończyć powoli sezon i odpocząć, a w momencie gdy będziemy musieli zaplanować start w MŚ, trzeba będzie wywrócić cały wcześniejszy plan do góry nogami. Trzeba zastanowić się jak utrzymać formę. W tym momencie raczej z planów wypada start w Mistrzostwach Polski, bo w tym czasie powinniśmy trenować do MŚ. Choć z tego co wiem, w regulaminie PZLA start w MP jest obowiązkowy… 
A co w tym przypadku mówi serce? A co rozum? 

Rozsądek mówi, abyśmy zakończyli sezon i bym mogła odpocząć. Jednakże dyspozycja jest tak dobra, że nie można pozwolić sobie na odpuszczenie Mistrzostw Świata. To najważniejsza impreza lekkoatletyczna w tym roku, w której mogę wziąć udział. Biegłam na Igrzyskach Olimpijskich, fajnie byłoby też wziąć udział w MŚ, drugiej co do ważności imprezy. Sport tak naprawdę to są tylko chwile i te chwile trzeba właśnie wykorzystywać. Aktualnie ciężar odpowiedzialności za tę decyzję spada na barki trenera. Z jego decyzją na pewno się zgodzę.

jarzynska___126___820x1280_.jpg

Trener Zbigniew Nadolski przeżywa Twoje biegi i cieszy się z Twoich sukcesów bardziej od Ciebie?

Myślę, że trenerowi udzielają się bardzo duże emocje. Po biegu powiedział mi, że na 3 km do końca nie był w stanie dłużej wytrzymać oglądania mojego biegu, bo wiedział, że biegnę na rekord Polski. To były aż 3 kilometry do mety, chciał żeby to się już skończyło! Po biegu wiadomo, czuł wielką radość. Na co dzień jest realistą, twardo stąpającym po ziemi. Po sukcesach szybko wyznaczamy sobie nowe cele.
Czy w trakcie biegu w ogóle myślałaś o rekordzie Polski?

Jestem taką zawodniczką, która nigdy nie kalkuluje podczas biegu, oczywiście z trybun słyszałam międzyczasy – choć nie wszystkie. Widziałam tempo, kontrolowałam pierwsze 5000 m, ale przez myśl nie przeszło mi kalkulowanie, co stanie się na kolejnych kilometrach. Bieg niestety nie był idealny. Pierwsza grupa, na czele z Dibabą, poszła bardzo mocno, musiałam odpuścić sobie to tempo po pierwszym kilometrze. Zostałam sama. W sumie 20 okrążeń biegłam samotnie. To było bardzo trudne. Czasem tempo było rwane i mogłam schować się za plecami jakiejś zawodniczki i trochę „odpocząć”. Choć uczucie i wynik na mecie były świetne, to bieg nie należał do idealnych.

Kibice w Polsce mogli cieszyć się z Twojego zwycięstwa za Oceanem…

Start w Portland na 5000 m był dość spontaniczny. Organizator nie zapewniał ani noclegu i opłacenia kosztów przelotu, więc sami na szybko wszystko zorganizowaliśmy. Stwierdziliśmy, że mimo że pokryjemy koszty z własnej kieszeni – warto próbować. Zapowiadali, że bieg ma być mocny. Niestety było za wolno od początku. Na samym końcu miałam naprawdę ogromne rezerwy. Ze zwycięstwa też nie cieszyłam się długo, szybko wróciliśmy do treningu w Kolorado.

zdj__cie_4.JPG

Karolina na zawodach w Portland, gdzie z dużą przewagą zwyciężyła na 5000 m 

Jak opiszesz zmęczenie po swoim rekordowym biegu?

To jest bardzo fajne odczucie, po którym wszystko wydaje się maratończykowi bardzo łatwe. Trening do maratonu jest długi, objętościowy i monotonny, dlatego bieganie np. 10000 m jest naprawdę przyjemne i krótkie. Jestem zawodniczką, której bardziej odpowiadają te krótsze dystanse niż maraton. Jeśli chodzi o zmęczenie to na pewno jest mięśniowe, bo biegałam w końcu 10000 m na bieżni w kolcach. Uczucie zbitych łydek będzie mi jeszcze pewnie trochę towarzyszyć. 

Czego mogą Ci życzyć teraz kibice?

Życzyć można mi jak zawsze zdrowia. Nie mam jakichś skrytych pragnień. Jeśli nic mi nie doskwiera, jestem pewna w 100%, że wszystko idzie zgodnie z planem.
Redakcja Bieganie.pl