21 sierpnia 2015 Redakcja Bieganie.pl Sport

Marcin Lewandowski: Mistrzostwa świata są jak wojna


O apetycie na medal, wyrównanej stawce na 800 metrów, rywalizacji z Adamem Kszczotem, obozie w Zakopanem, aklimatyzacji w Japonii oraz mistrzostwach świata jako wojnie rozmawia z Marcinem Lewandowskim, polską szansą na medal w Pekinie Tomasz Więcławski.
Ptasie Gniazdo w Pekinie słynie z szybkiej bieżni. To doskonała wiadomość dla biegaczy lubiących szybkie tempo.
Zdecydowanie. Mam nadzieję, że to spowoduje, że kolejne serie będą bardzo mocne. Ja lubię takie bieganie, bo wtedy jest mniej przypadkowości. Ten sezon pokazuje, że może z tym być różnie. Gdy Rudisha był w świetnej formie, to on zawsze ciągnął całą stawkę bardzo mocno od początku. Przy biegach rozgrywanych pod samą „końcówkę” wszystko może się zdarzyć. Wtedy trzeba poza formą trochę szczęścia, mam nadzieję, że tym razem będzie ono przy mnie. 
A może sam zdecydujesz się na podyktowanie mocnego tempa?
Nie wykluczam tego. W półfinale wynik 1:44:30 da na 100 procent awans do finału. Nie ważne czy z czasem czy z miejsca. A samemu można wykręcić taki rezultat.
Jak wyglądały przygotowania do imprezy sezonu?
Chwilę przed startem w Szczecinie wróciłem ze zgrupowania w Zakopanem. Wcześniej byłem trzy tygodnie we francuskich Pirenejach. Łącznie przez sześć tygodni bardzo ciężko pracowaliśmy. W górach odwaliliśmy kawał niezwykle ciężkiej, ale potrzebnej roboty. W Japonii podczas obozu aklimatyzacyjnego starałem się łapać świeżość. Kilka dni spędzonych w tym klimacie pozwoliło przywyknąć do warunków atmosferycznych. Pogoda była zmienna, ale trzeba umieć startować w każdych warunkach. Czuję siłę w nogach, a to  najważniejsze.
Stawiasz sobie konkretny cel w stolicy Chin?
Chcę dać z siebie wszystko. Marzę o medalu. Byłem już trzykrotnie finalistą MŚ i dwa razy zająłem czwarte miejsce. Może do trzech razy sztuka? Miejsce na podium jest na wyciągnięcie ręki. Chciałbym wrócić do Polski z medalem na szyi. 
Jak się czujesz dzień przed startem po przeprowadzce z Japonii do Chin?
Bardzo dobrze. Jestem naładowany energią. Już jutro ruszamy na wojnę. Brakuje tylko, żeby dali nam pistolety, a moglibyśmy pozabijać naszych rywali. Oczywiście żartuję, ale walka w każdym biegu będzie na całego. Każdy zrobi wszystko żeby wygrać. Taka jest charakterystyka mistrzostw świata. Ale mi to odpowiada. Jestem przygotowany do biegania turniejowego.
Podglądaliście siebie nawzajem w Japonii? Z Polski startuje was trójka na 800 metrów. Kto jest w najlepsze dyspozycji?
To nie ma znaczenia. Każdy patrzy na siebie. Wiadomo, że razem z Adamem należymy od kilku lat do ścisłej światowej czołówki. On też ma taką zdolność, że najlepiej prezentuje się na najważniejszych imprezach. Artur Kuciapski przyjechał tutaj zdobywać doświadczenie, tak jak ja kilka lat temu. Nie oznacza to jednak, że nie będzie chciał zajść jak najdalej.
Walka na twoim dystansie zapowiada się pasjonująco. O trzy pozycje medalowe może się bić nawet kilkunastu zawodników.
Nie ma wyróżniającego się zawodnika. Może Amos jest troszeczkę z przodu stawki, ale nie jest to zawodnik, z którym nie da się walczyć. Później jest dwunastu ludzi z wynikami około 1:43.
W finale planujesz złamać granicę 1:43?
Marzy mi się taki scenariusz. Jest to do zrobienia. Jestem bardzo dobrze przygotowany. Najtrudniej będzie awansować do finału. Potem już można śmiało walczyć o pudło bez kompleksów. Na pewno wypruję się, ile fabryka dała. Na co to starczy?  Nie chcę wróżyć.