21 sierpnia 2015 Redakcja Bieganie.pl Sport

Poparzony lodem – Marcin Świerc, pierwszy wywiad po wypadku


Mimo fatalnego upadku przed miesiącem zdołał ukończyć 4 zawody z cyklu Pucharu Świata, w którym zajmuje drugą lokatę w klasyfikacji generalnej. Jak tego dokonał? Jak to jest poparzyć się lodem i zjeżdżać po stoku z prędkością ponad 70 km/h? Gdzie kończy się bieganie a zaczyna sport ekstremalny? Rozmawiamy z najlepszym polskim góralem – Marcinem Świercem.

Mistrzostwa Europy we francuskich Alpach, biegniesz w pierwszej dziesiątce i nagle… lecisz w dół patrząc śmierci w oczy. Co się dokładnie stało?

To był pierwszy szczyt, z którego mieliśmy zbiec – wysokość 3650 m n.p.m. Mieliśmy przejść po lodowcu, po szczelinach, drabinkach, a w nogach było to ciężkie podejście. Dla uzmysłowienia powiem, że musieliśmy założyć obowiązkowe nakładki na buty, takie mini raki ułatwiające poruszanie się po śniegu i lodzie. Niestety to nic nie dało, kiedy zbiegaliśmy po stromym zboczu poślizgnąłem się i zjechałem po stoku. Miałem cała zdartą koszulkę, także rękawki, lajkry, właściwie to były wypalone dziury od tarcia, od tej prędkości. Widział to Marcin Karaś, który wówczas jeszcze podchodził pod stok, bowiem tą samą trasą się później zbiegało. Myślał, że jestem nieprzytomny, bo nie wydawałem żadnych dźwięków, ale byłem przytomny i cierpiałem w środku.

Odczepił Ci się rak, czy to było istne lodowisko?

To był żywy lód, dopiero po 20 zawodnikach jeszcze raz przejechał ratrak, zmiękczył to i następni mieli już lepiej. Nawet najlepsze opony zimowe nie zabezpieczają przed lodem, musielibyśmy mieć chyba kolce lekkoatletyczne z długimi wkrętami. Te nakładki nie zadziałały.

Ile zostało do mety po tym upadku? Nie miałeś myśli, aby zejść z trasy?

To był 18. kilometr, został jeszcze dystans maratonu. Na każdym punkcie kontrolnym chcieli mnie ściągnąć z trasy, bo wyglądało to dosyć tragicznie. Jechałem na tzw. planka, starałem się chronić twarz, a niemal całą resztę ciała miałem od tego lodu poparzoną. Czy chciałem zejść? Celem było ukończenie, aby zostać sklasyfikowanym w Pucharze Świata. Dobrze, że Marcin pomógł mi się pozbierać. Jakoś dało się biec, choć wiadomo zajmowałem dobre miejsce, a potem tylko mijali mnie kolejni rywale. Postanowiłem zacisnąć zęby i jakoś do tej mety dotrwać.

powiekszenie

Doszedłeś do siebie bardzo szybko, choć rany na zdjęciach wyglądały paskudnie. Jak się czułeś po biegu?

Powrót do Polski i pierwsze wizyty u lekarzy to była makabra. Generalnie doszedłem do siebie po 8 dniach, zatem niezwykle szybko, ale zmiany opatrunków trwały po 2 godziny. Lekarz powiedział mi, że lepiej już było coś złamać i zejść z trasy. To bolałoby chwilę, a tak miałem do czynienia z dużymi oparzeniami. Ale nic dziwnego, zjeżdżałem z prędkością ponad 70 km/h, tyle pokazał mi zegarek. Niestety inni też w tym miejscu upadali i też zjeżdżali w dół, zatem nie byłem jedyny.
Skyrunning zmierza w kierunku ekstremalnym?
Było bardzo niebezpiecznie i uważam, że to już są zawody bardzo ekstremalne. To szukanie takiego „WOW”. Ostatnio startowałem w Tromso w Norwegii i tam również było bardzo podobnie. To była taka nasza Orla Perć, ale bez łańcuchów. Mieliśmy tylko rozwiniętą taką żółtą nić, aby wiedzieć, którędy przebiega trasa. Wszystko wilgotne, mokre a trasa wyglądała tak, że siedziało się okrakiem i z dwóch strony była przepaść. Trzeba było iść na czworaka. To już bardziej wspinaczka niż bieganie wysokogórskie, trochę mi się to nie podoba, bo trenuję, po to, aby biegać.
Wcześniej myślałeś, że to już koniec sezonu i, że w Norwegii nie pobiegniesz, a skończyło się tak, że byłeś w czołowej 15-tce i po 4. startach jesteś drugi w Pucharze Świata. Jak to możliwe?
Faktycznie, myślałem, że to koniec, jednak moja pani doktor poskładała mnie szybko do kupy i to tylko dzięki cierpliwości jej oraz pielęgniarki mogłem startować. Cel został osiągnięty. Jeszcze nikomu z Polaków nie udało się ukończyć cyklu Pucharu Świata, na razie jestem drugi, ale teraz już raczej w klasyfikacji będę spadać. Miałem do wyboru 4 z 6 startów. Teraz są jeszcze zawody w USA oraz w Pirenejach, ale już nas na to nie stać. Miałem ustalone ze sponsorami, że wybieram 4 starty. Do klasyfikacji liczą się one, ale jeżeli ktoś poprawi swoje miejsca, to liczą się mu najlepiej punktowane zawody, ja nie mam już możliwości na poprawkę. Tym niemniej jestem zadowolony.

swierc rany 001

Czy ten wypadek Cię wzmocnił, czy raczej masz gdzieś w pamięci taką psychologiczną blokadę przed zbieganiem?

Do ostatnich zawodów podszedłem bardzo ostrożnie, po ludzku trochę się bałem. Z jednej strony, gdzieś to mnie wzmocniło, że mimo wypadku mogłem dalej napierać do przodu, jednak trasa była tak niebezpieczna, że o kolejny upadek nie było trudno. Takie Tatry po stromych gołoborzach bez szlaku, po prostu trzeba było uważać na każdym kroku. Ważniejszym celem było niezrobienie sobie krzywdy niż walka o jak najlepszy czas. Walczyłem jak mogłem, jednak znów było tam mało biegania. Ludzie w Polsce sobie nie wyobrażają jak trudne mogą być trasy. Grań Tatr czy Rzeźnik to jest przy tym pikuś, tutaj na dystansie maratonu było 4500 metrów przewyższenia, proszę sobie wyobrazić, jakie to są stromizny. Ta blokada przed zbieganiem gdzieś tam jeszcze będzie, ale z czasem ona będzie zanikać, trzeba trenować dalej i z każdym biegiem będzie lepiej. Teraz zabieram się za ciężkie treningi w górach, będę się przygotowywać do startu w Krynicy Zdrój, gdzie zakończę sezon. Starty zagraniczne już na ten sezon zakończyłem.
Czy myślałeś o tym, aby w przyszłości spróbować czegoś nieco innego w ultra? Mam na myśli np. biegi 12 i 24-godzinne lub Spartathlon. W końcu też mamy tutaj sukcesy naszych ultrasów Pawła Szynala (261 km i wicemistrzostwo świata) oraz Andrzeja Radzikowskiego (3. miejsce w Sparcie).
Miałem okazję trenować z Andrzejem, wymieniliśmy się doświadczeniami i nie mówię nie. Zależy to jednak od wielu czynników, bo dla mnie numerem jeden są góry. Myślałem nawet o Wings For Life, bo podoba mi się formuła tego biegu i dla szybszych zawodników też to jest dystans ultra. Nie zaprzeczam, choć musiałbym się przygotować, bo jestem na takim etapie, że bieganie na zaliczenie mnie nie interesuje, gdybym miał startować to chciałbym być wysoko.

W Wielkim Szlemie ultra są biegi o charakterystyce górskiej np. Western States. Tam widzisz siebie bardziej?

Charakterystyka tej trasy jest dla mnie idealna, bo jest szybka, jest biegowa. Tam praktycznie jest ciągle w dół, są hopki, ale profil cały czas zmierza w dół. Jeżeli jest dużo biegania to ja się tam widzę, bowiem zbieganie to jest to, w czym czuję się najlepiej. Mało, kto jest mnie wstanie wtedy dogonić, dużo tam zyskuję. Wiadomo dochodzi jeszcze dystans 160 kilometrów, jednak do tego jestem wstanie się odpowiednio przygotować, gdybym wiedział, że to jest moja impreza docelowa. Trudno jest się tam dostać z uwagi na loterię, ale myślę, że to jest kwestia roku lub dwóch lat. Najpierw chcę zakończyć ten sezon, podsumować go z moimi sponsorami, a potem będziemy szukać kolejnych wyzwań za granicą. Jeżeli budżet na to pozwoli, to wówczas chciałbym tam wystartować. W Polsce takich wyzwań już praktycznie nie ma, startuję tylko w mistrzostwach kraju, gdzie bronię tytułu, tam zjeżdża cała czołówka. Poza tym chciałbym rywalizować za granicą.
Redakcja Bieganie.pl