NB 1080v12
 
26 maja 2010 Redakcja Bieganie.pl Sport

Fernando Mamede – „Rekordy bez medali”


mamede8

Co wspólnego mają ze sobą osiemnastokrotny rekordzista świata z lat sześćdziesiątych Ron Clarke i współczesna, fenomenalna rekordzistka świata w maratonie Paula Radcliffe? Śledząc przebieg ich sportowych biografii razi wręcz, niezwykle ubogi dorobek medalowy z najważniejszych, międzynarodowych imprez.

Wyniki Clarke’a budzą do dziś ogromny szacunek, a biorąc pod uwagę fakt iż zostały uzyskane na bieżniach żużlowych ich wartość urasta do rangi niebotycznych wyczynów. 13:16,6 na 5000m i 27:39,4 na 10000m mówią same za siebie. Ron nie potrafił jednak przełożyć tych wyników na olimpijskie trofea. Jego bronią było mocne tempo, w taktycznych rozgrywkach medalowych zupełnie sobie nie radził. Na pięć olimpijskich startów udało mu się zdobyć zaledwie jeden brązowy medal. Stanowi on zapewne namiastkę tego, o czym marzył Clarke. Jest najskromniejszym z krążków, ale jest… Zapewne to samo chciałaby powiedzieć Radcliffe.

Uczestniczyła w Igrzyskach Olimpijskich czterokrotnie (‘96, ‘00, ‘04, ‘08), mijając metę na czwartej, piątej, dwudziestej trzeciej pozycji i dwukrotnie nie kończąc rywalizacji w Atenach. Zapewne dwa medale Mistrzostw Świata nie są w stanie osłodzić olimpijskich porażek. Sportowy świat zapamiętał jednak Ronalda Clarke’a ze względu na wielokrotną, fantastyczną serię gigantycznych przesunięć ludzkich możliwości w inny wymiar. Na dzień dzisiejszy kobiecy, maratoński rekord świata jest najbardziej wartościowym rezultatem pośród lekkoatletycznych, szczytowych osiągnięć płci pięknej. Ten fakt oraz kilkuletnie, niepodzielne rządy w „wielkoszlemowych” maratonach zbudowały zapewne Pauli Radcliffe spiżowy pomnik w pamięci kibiców.

Wśród fenomenów lekkiej atletyki istnieją jednak takie nazwiska, o których świat bardzo dawno zapomniał, a współcześni kibice nie mają nawet pojęcia, że ktoś taki w ogóle istniał. Na liście „Dwudziestu sześciu Wspaniałych” zanotowanych rekordzistów świata na 10000m (licząc rekordzistów przed powstaniem IAAF Georgea, Schrubba, Bouina i wyłączając tym samym pierwszego oficjalnego Kolhemainena) istnieją nazwiska, których sam dźwięk wywołuje poruszenie. Nurmi, Zatopek, Viren, Gebrselassie, Tergat. Nie trzeba być zagorzałym fanem Królowej Sportu żeby orientować się gdzie umiejscowić wyżej wymienione legendy. W tym samym szeregu znajdujemy również Mäki’ego, Kimobwę czy Mamede…

Ten ostatni ma wiele wspólnego z Clarkiem i Radcliffe, jego biografia idealnie nadaje się na jeden z rozdziałów powieści „Rekordy bez medali”.

MAMEDE1Fernando Mamede  z Portugalii rozpoczynał karierę sportową jako sprinter. Predyspozycje wytrzymałościowe skłoniły jednak szkoleniowców do stopniowego „wydłużania” zawodnika. Jeszcze, jako junior, Fernando dostąpił zaszczytu reprezentowania swojego kraju na Mistrzostwach Europy w tejże właśnie kategorii wiekowej.   Uzyskał pewną kwalifikację, bijąc po drodze rekord Portugalii seniorów na 800m – 1:49,7. Wynik ten dawał realne szanse na znalezienie się w strefie medalowej podczas ME. Przygoda z europejskim czempionatem skończyła się wyłącznie na eliminacjach. Mamede nie zdołał ich przebrnąć osiągając 1:56,3s.

Już wtedy zaczął ujawniać się problem, który położył się cieniem na całą karierę zawodnika. Fernando spalał się psychicznie w obliczu walki o najwyższe tytuły. Nie zrażając się, trenował dalej nie stroniąc od dystansów sprinterskich. Rok później ustanowił ostatecznie swój rekord życiowy pokonując 400 m w 48,2 sek. Ustanowił też rekordy Portugalii na obydwu klasycznych średnich dystansach – 1:48,4 i 3:46,9. Ten pierwszy wynik osiągnął Mamede w eliminacjach helsińskich Mistrzostw Europy. Nie dał on niestety miejsca w półfinale. Również na 1,5km biegacz nie przebrnął pierwszej rundy mijając metę na ostatniej pozycji z wynikiem 3:49,3. Mając 21 lat dostąpił pierwszy raz zaszczytu bycia olimpijczykiem. Portugalski związek LA nie był w tym przypadku szczególnie rygorystyczny i Mamede bez problemu zakwalifikował się do Monachium na dwóch dystansach – 800 i 1500m. Wystąpił również w sztafecie 4x400m gdzie wraz z pozostałymi jej członkami zajęli 7 miejsce w eliminacjach z czasem 3:10,00. Indywidualnie zakończył występy również na pierwszej rundzie biegając jednak na poziomie swoich ówczesnych maksymalnych możliwości 1:48,6 i 3:45,1 odpowiednio na 800 i 1500m. Rok później sięgnął po raz pierwszy po tytuł Mistrza Portugalii Seniorów na swoim koronnym wówczas dystansie 800m. Czas 1:51,0 wystarczył do zdobycia złotego medalu.

Fernando był typem „pracusia”, dobre wyniki nie przychodziły mu łatwo. Ciężki trening nie odpłacał piorunującymi efektami na zawodach. Wyniki 3:39,8 oraz 1:47,45 na 1500 i 800m, uzyskane w wieku 23 lat wystarczyły jednak aby zakwalifikować się pewnie do reprezentacji na Mistrzostwa Europy. Portugalczyk jechał do Rzymu z cichymi nadziejami na wejście do finału. Presja wielkiej imprezy i nieporadność taktyczna spowodowały, iż Mamede oglądał półfinały biegów średnich z trybun. Uzyskał 1:48,5s na 800 i 3:47,14 na 1500m. Kolejny sezon okazał się straconym ze względu na pierwszą poważną kontuzję. Mamede nie załamywał się trenując znacznie intensywniej po powrocie do zdrowia. Zwiększył objętość przebieganych kilometrów, w perspektywie stopniowego wydłużania dystansu. Powolna progresja na średnich dystansach nie pozostawiała mu żadnych złudzeń.

Rok olimpijski zaczął debiutem na przełajowych Mistrzostwach Świata. Zajął odległą 80-tą pozycję jednak był to ważny krok w kierunku przeobrażenia w długodystansowca. 12-kilometrowa trasa crossu stanowiła przecież nie lada wyzwanie dla wtedy jeszcze średniaka. W sezonie letnim zadaniem nr.1 było zdobycie olimpijskiego paszportu. Mamede bez problemu zakwalifikował się do Montrealu występując znów na dwóch dystansach – 800 i 1500m. Na krótszym z nich wypadł mizernie odpadając w drugim przedbiegu z czasem 1:49,58. Błysnął natomiast 6 dni później w eliminacjach najlepszych „milerów” świata przybiegając za plecami wielkich – Ovetta i Wessinghage. Ustanowił wówczas swój rekord życiowy osiągając metę w 3:37,98.

mamede6
Uroczystości w Alvalade po zwycięstwie na 5000 i 10 000 m

Półfinał okazał się jednak misją nie do przebrnięcia. Portugalczyk wyraźnie owładnięty tremą ukończył rywalizację z wynikiem 3:42,59 na ostatnim miejscu. Jeszcze w tym samym sezonie zaliczył przeciętny debiut na 5000m pokonując dystans w 13:49,6. Rok 1977 rozpoczął znów startami w crossach. W rywalizacji najlepszych przełajowców globu poczynił znaczny krok do przodu zajmując 30-tą pozycję. Na bieżni progres nie był imponujący, jednak Mamede coraz bardziej oswajał się z długim bieganiem. Na 5km poprawił się o 11 sekund w stosunku do poprzedniego sezonu. Postanowił pójść dalej i spróbował swoich sił na dystansie dwukrotnie dłuższym. Zdobył w debiucie tytuł Mistrza Portugalii z czasem 29:10,6.

W kolejnym roku realizował trening pod kątem startu w Mistrzostwach Europy. Skupił się wyraźnie na „piątce” gdzie 4-ego lipca nareszcie osiągnął znakomity rezultat 13:17,81 stawiający go w gronie zdecydowanych faworytów na Starym Kontynencie.

Dwa miesiące później w Pradze Fernando Mamede po raz pierwszy znalazł się w finale międzynarodowej imprezy. Niestety zupełnie nie poradził sobie z tym ciężarem przybiegając na ostatnim 15-tym miejscu dokładnie 30 sekund za strefą medalową. W roku przedolimpijskim został Mistrzem Portugalii w biegach przełajowych, a następnie zajął 41 miejsce na Mistrzostwach Świata właśnie w crossie.

W sezonie letnim znacznie poprawił swój rekord życiowy na 10000m ustanawiając go na 28:16,4. „Piątkę” biegał nieco wolniej, lecz nadal był to poziom przyzwoity 13:26,0. Z krajowego czempionatu wywiózł dwa złota na dwóch zupełnie różnych dystansach 1500 i 10000m. Wielkie nadzieje wiązał Mamede z kolejnym startem olimpijskim. Prognozy były wyśmienite, 9 marca 1980 roku Portugalczyk dobiegł na 16-tej pozycji podczas Mistrzostw Świata w przełajach. Mistrzostwo Portugalii na 10km ozdobił wynikiem, który zbliżył go na niespełna 5 sekund do bariery 28 minut.

Fernando miał jeszcze dylemat, jaki dystans wybrać w perspektywie moskiewskiej batalii. Portugalski Komitet Olimpijski dał się jednak częściowo porwać fali olimpijskiego bojkotu. Nie zabronił zawodnikom startu w igrzyskach jednak zalecał zbojkotowanie ich. Nie wiadomo czy wobec chętnych do startu w Moskwie przewidziano jakieś restrykcje, jednak skład olimpijskiej reprezentacji Portugalii był symboliczny. Wraz z innymi państwami zachodnimi wystąpiła Portugalia pod barwami flagi olimpijskiej rezygnując ze swoich narodowych. W stolicy Rosji nie pojawiły się w rezultacie takie znakomitości jak Lopes i właśnie Mamede – perły portugalskich biegów długich.

Na 10 dni przed igrzyskami Fernando wystartował w Paryżu na 10000m. Uzyskał fenomenalny czas 27:37,88. Wynik ten wystarczyłby do zdobycia olimpijskiego złota… Trzeba zaznaczyć, że wówczas sposób walki o medale był inny niż obecnie. Zawodnicy „nie czaili się” na ostatnie, finiszowe metry. Mocne tempo, które w Moskwie narzucił Yifter zaprocentowało dobrymi rezultatami. Można, zatem pokusić się o przypuszczenie, że Mamede mógł zdobyć medal o ile na drodze do sukcesu nie zapadłby znów szlaban o nazwie psychika. Wynik Portugalczyka był w podsumowaniu sezonu 3-cim na świecie. Przed nim znalazł się Virgin z USA 27:29 i Kenijczyk Rono 27:31. Zarówno USA jak i Kenia znalazły się w grupie państw, które zostały w domu. W Moskwie nie było, zatem trzech najszybszych długodystansowców tamtego sezonu…

mamede3
3. miejsce – Mistrzostwa Świata Cross – Madryt

Mamede będąc już dojrzałym, 30-letnim zawodnikiem pozostawał nadal bez sukcesów. Po raz pierwszy w karierze sięgnął po medal z zawodów międzynarodowych podczas crossowych Mistrzostw Świata ’81 roku. Po zaciętej walce minął metę, jako 3-ci tracąc do zwycięzcy Craiga Virgina 4 sek. Na stadionie Fernando udowadniał swoją cały czas rosnącą klasę. 30 maja w Lizbonie otarł się o rekord świata Henry’ego Rono na 25 okrążeń. Oto jak wspomina ten bieg:

Mogłem pobić wówczas rekord Henry’ego Rono. Za wolno jednak zacząłem, już po pierwszym kilometrze straciłem 7,5s. Przyspieszyłem, 4 kilometry przebiegłem w 10:56,0, a więc nadrobiłem nad harmonogramem biegu Rono aż 8,6s. Na półmetku bilans był dla mnie dodatni o 6s. Znów się jednak coś zacięło około 8km i ledwo starczyło na rekord Europy 27:27,7 o 3,1s lepiej od Anglika Brendana Fostera.

Portugalczyk rozpoczął tym samym pogoń za rekordem świata. Stanął po raz kolejny przed szansą na medal tym razem Mistrzostw Europy. Nie udało mu się obronić miejsca na podium podczas przełajowych Mistrzostw Świata, dotarł do mety na 13 miejscu tracąc do brązowego medalu 27 sekund. Z początkiem czerwca „ruszył” o 3 sekundy rekord życiowy na 5km – 13:14,7. W tym samym miesiącu stracił swój rekord Europy na 10km na rzecz swojego rodaka Carlosa Lopesa jednak już 13 dni później z powrotem go odebrał ocierając się minimalnie o rekord świata. Tym razem do szczęścia zabrakło tylko 0,45s. Mając w metryce wynik 27:22,95 stał się żelaznym faworytem na ateńskie Mistrzostwa Europy. W stolicy Grecji niestety się nie pojawił, kontuzja pokrzyżowała mu plany startowe do końca roku. Po spędzeniu czasu w holenderskich i belgijskich klinikach powrócił zdrowy i jeszcze bardziej głodny sukcesu:

Nie ma, co ukrywać. Chciałem odegrać się w Helsinkach na Mistrzostwach Świata. Zrobiłem wszystko, co trzeba. Trenowałem w Meksyku, Kenii i Australii. Biegałem po piasku, górach i błocie. Gdy na wiosnę 1983 roku ustanowiłem rekord życiowy na 5000m 13:08,54 byłem spokojny. Znów przyszła wielka forma…

mamede2

„Dychę” pobiegł Mamede jak zwykle rewelacyjnie, znów blisko rekordu świata Rono – 27:25,13. Nie zaniedbywał szybkości, startował na krótszych dystansach sięgając po kolejny tytuł mistrza Portugalii na 1500m. Na dystansie dwukrotnie dłuższym ustanowił życiówkę 7:43,94. Do Helsinek jechał będąc w wielkiej formie. Zwyciężył bardzo pewnie w pierwszym, szybszym biegu eliminacyjnym w czasie 27:45,54. Dwa dni później 9-ego sierpnia 18 najlepszych zawodników stanęło na starcie biegu finałowego. Czekające emocje, nadzieje, rozbudzone apetyty runęły na ziemię wraz z Fernando już na pierwszym wirażu! Mamede wywrócił się, został zdeptany i pokaleczony przez pozostałych rywali. Wstał i kontynuował bieg, jednakże wzmagający się nieznośny ból pozwolił tylko na zajęcie dalekiej 14-tej pozycji z czasem 28:18,39. Kolejna porażka… Mimo tego walczył dalej:

Każdy chce wygrywać, ustanawiać rekordy. Jestem sportowcem dnia dzisiejszego, biegam nie dla zdrowia i przyjemności, lecz po to, by być najlepszym. Nie ukrywam, że ma to też określone znaczenie dla statusu życiowego. Będę, więc próbował, wciąż próbował, bo jest to sens moich najlepszych lat życia.

mamede4
Mamede świętuje zwycięstwo z córką

W roku Igrzysk Olimpijskich w Los Angeles przyszedł wielki dzień dla 33-letniego wówczas biegacza. 4 Lipca w Sztokholmie, na miesiąc przed igrzyskami Mamede miał bieg życia. Do trzeciego kilometra stawkę rozprowadzał, pacemaker którym był Jose Alvez. Po „trójce” w 8:16 zmieniali się na prowadzeniu Amerykanin Eystone i rodak Fernando – Carlos Lopes. Po połowie dystansu tempo było 5s za wolne w perspektywie próby bicia rekordu świata. Na prowadzenie wyszedł Ed Nenow, jednak zdołał utrzymać tempo przez kilometr. Mamede cały czas „wiózł się” za rywalami. Po 7km został tylko on i Lopes, który wykonywał kawał dobrej roboty nie będąc przecież „zającem”. W ten sposób dobiegli do 9km, na 900m przed metą Fernando ruszył bardzo mocno, pokonując ostatnie 800m w 2:00,0 a finałowe okrążenie w 57,5s. Wchodząc na ostatnią prostą wiedział już, że rekord jest pewny. 27:13,81 – na takich cyfrach zatrzymał się zegar. Nowy rekord świata poprawiony o 8,69s! Drugi na mecie Lopes uzyskał również wynik lepszy od poprzedniego rekordu – 27:17,48. Trzeci na mecie Nenow 27:40, czwarty Włoch De Madonna 28:03. Oto historia „produkcji” rekordu świata:

1000m – Alvez 2:49,40
2000m – Alvez 5:34,45 (2:45,05)
3000m – Alvez 8:16,41 (2:41,96)
4000m – Eystone 11:00,47 (2:44,06)
5000m – Lopes 13:45,40 (2:44,93)
6000m – Lopes 16:30,08 (2:44,68)
7000m – Nenow 19:16,62 (2:46,56)
8000m – Lopes 21:58,26 (2:41,64)
9000m – Lopes 24:41,09 (2:42,83)
10000m – Mamede 27:13,81 (2:32,72)

Mamede swoim wyczynem nastraszył przed igrzyskami nie tylko rywali. Nastraszył przede wszystkim siebie. Presja, jaka spadła w tym momencie na niego była olbrzymia. Niestety wciąż nie umiał poradzić sobie z tym problemem.  W Los Angeles wygrał jeden z trzech biegów eliminacyjnych 28:21,87. Jeden z portugalskich dziennikarzy bardzo krótko opisał finałowy występ swojego rodaka:

Po kilku okrążeniach rekordzista świata zszedł z bieżni. Nie był chory, nie doznał urazu podczas biegu, po prostu zrobił to ze strachu.

W tych słowach niestety nie ma cienia przesady. Problem, z którym borykał się Portugalczyk był już szeroko komentowany, stał się wręcz przyczyną kpin ze strony dziennikarzy. Trzy starty w Igrzyskach Olimpijskich, trzy w Mistrzostwach Europy, jeden w Mistrzostwach Świata, każdy z nich zakończony porażką. Fernando kontynuował jednak nadal karierę.

W 1985 roku startując na swoim terenie zajął 11-ste miejsce na crossowych Mistrzostwach Świata w Lizbonie. Do podium stracił 21 sekund. Po 4 latach nieprzerwanych zwycięstw w prestiżowych mitingach na 10000m w końcu został pokonany. Na mitingu w Sztokholmie, rok po swoim rekordowym biegu zajął 3-cie miejsce z czasem 27:41,09. Zaczął częściej brać udział w biegach ulicznych kończąc „dychę” w Londynie w 28:11 co jest do dziś rekordem Portugalii „na ulicy”. Ostatni dobry występ na stadionie w biegu na 10000m zanotował rok później w Barcelonie. W samotnym biegu od startu do mety osiągnął czas 27:47,84 dublując wszystkich pozostałych uczestników. W Europie był to wynik bardzo wysoko notowany, w okolicach piątej pozycji podsumowania sezonu. Mamede nie wziął jednak udziału w Mistrzostwach Europy odbywających się wówczas w Stuttgarcie. Ostatnie 3 lata kariery Portugalczyka polegały właściwie na pomocy drużynie podczas Mistrzostw Świata w przełajach. Zajmował już odległe pozycje, jednak w Portugalii regularnie wchodził do głównego składu na tą imprezę. W 1987 roku podjął jedyną maratońską próbę w karierze. Na debiut wybrał sobie elitarny maraton w Fukuoce, jednak po 21km zszedł z trasy. Karierę sportową zakończył definitywnie w 1990 roku mając 39 lat.

mamede5
London – Wall Street – 10 km – 1 miejsce – w połowie lat 80.

Z perspektywy czasu można śmiało powiedzieć, że Fernando Mamede był zawodnikiem niespełnionym. O kim należy jednak pamiętać? O człowieku, który dokonał kolejnego przesunięcia granicy ludzkich możliwości i przez kilka lat prezentował wyrównany, wysoki poziom, czy o jakimś przypadkowym mistrzu olimpijskim? Kto dziś pamięta, kim był Milion Wolde? Ten właśnie dość przypadkowy mistrz olimpijski z Sydney po 10 latach staje się przeźroczysty, bo kto zapamięta bieg bez historii gdzie zawodnicy uzyskują czasy na poziomie lat 50-tych ubiegłego wieku. Od kilku lat biegi długie na imprezach mistrzowskich mają ten sam nudny scenariusz, przez 90% dystansu panuje totalny marazm i nawet najbardziej wyszukany finisz nie jest w stanie zrekompensować widzowi zawodu, jakim jest końcowy rezultat. Przykre, że człowiek, który urządzał widowiska trzymające w napięciu przez 27 minut odchodzi w zapomnienie tylko, dlatego, że ma zerową statystykę medalową.

Fernando Eugenio Pacheco Mamede (ur.01.11.1951)

                1500m            5000m          10000m
1971         3:46,9             ——–           ———
1972         3:42,8             ——–           ———
1974         3:39,8             ——–           ———
1976         3:37,98          13:49,6           ———
1977         3:42,2            13:38,7           29:10,6
1978         3:40,8            13:17,8           ———
1979         3:39,3            13:26,0           28:16,4
1980         3:41,6            13:20,0           27:37,88
1981         3:42,8            13:19,2           27:27,7
1982          ——-            13:14,6           27:22,95
1983         3:39,6            13:08,54         27:25,13
1984         ——–            ———-         27:13,31
1985         ——–            ———-         27:41,09
1986         ——–            ———-         27:47,84

Inne rekordy życiowe:
400m – 48,2 – 1971
800m – 1:47,45 – 1974
3000m – 7:43,94 – 1983
10mil – 45:14 – 1986

Źródło zdjęć: www.centenariosporting.com

FORUM DYSKUSYJNE

Redakcja Bieganie.pl