karsten warholm
31 grudnia 2021 Krzysztof Brągiel Sport

Bieżnia na świecie – najważniejsze wydarzenia 2021 roku


Sezon 2021 miał więcej bieżniowych superbohaterów, niż całe uniwersum Marvela. Karsten Warholm, Sifan Hassan, Jakob Ingebrigtsen, Athing Mu i nie jesteśmy nawet w połowie światowych gwiazd, które w ostatnich 12 miesiącach robiły furorę na lekkoatletycznych arenach. Spróbujmy jednak przypomnieć sobie wszystkich biegowych kozaków, którzy w ostatnim roku zdzierali bieżnię z największym rozmachem.

Płotkarski nokaut

29 lat czekano na człowieka, który poprawi 46.78 Kevina Younga na 400 m przez płotki. Dokonał tego norweski dominator, płotkarski człowiek demolka, Karsten Warholm. 1 lipca podczas zawodów Diamentowej Ligi w Oslo, przeciął kreskę w 46.70. To była tylko przygrywka. Prawdziwe show Norweg dał podczas IO w Tokio. Złoty medal okrasił epickim 45.94. Drugi na mecie, Rai Benjamin, był najbardziej rozczarowanym człowiekiem świata.

– Gdyby ktoś powiedział mi przed igrzyskami, że pobiegnę 46.17 i nie da mi to zwycięstwa, dostałby w zęby – komentował na gorąco Amerykanin.

Trzeba oddać Warholmowi, że jak nikt inny, przysłużył się osobom, które uważają buty karbonowe za doping technologiczny. 45.94 na 400 metrów, mając przeciwko sobie dziesięć rzędów płotków, okazało się wynikiem, który coraz trudniej można było tłumaczyć wyłącznie znakomitą formą sportową.

– Należałoby chyba wprowadzić osobne klasyfikacje: dla rekordów świata sprzed karbonu i rekordów w erze nowoczesnych butów – komentował Marek Plawgo dla TVP Sport.

W przypadku damskich 400 m ppł również mieliśmy do czynienia z eksplozją wyników. Wszystko za sprawą Sydney McLaughlin, która w Tokio podostrzyła własny rekord świata do poziomu 51.46. Znakomicie zaprezentowała się też Femke Bol, podkręcając rekord Europy do 52.03.

Królowa jest tylko jedna

Kiedy Sifan Hassan ogłosiła, że w Tokio chce wystartować na 1500 m, 5000 m i 10 000 m, wiele osób pukało się w głowę. Z każdym dniem igrzysk wątpiących w Holenderkę, zaczęło jednak ubywać. Finał biegu na 1500 metrów co prawda lekko bruździ biegaczce w CV, jednak zwycięstwa na piątkę i dychę każą traktować Hassan, jako jeden z największych fizjologicznych fenomenów ostatnich lat.

Wymęczona, przeorana ogromną liczbą eliminacji i półfinałów, stanęła w finale 10 000 metrów naprzeciwko rekordzistce świata, Letesenbet Gidey. Wysoka Etiopka próbowała zniszczyć rywalkę na dystansie. Podkręcała tempo, fenomenalnym, długim krokiem pożerając kolejne metry. Hassan pozostała jednak niewzruszona do samego końca. A wtedy zrobiła to, co lubi najbardziej. Odkręciła manetkę i spryskała pozostawione w tyle rywalki potem ze swoich łydek.

sifan hassan
fot. Celso Pupo / shutterstock

Gdyby to Gidey była górą, pewnie właśnie o niej pisalibyśmy dzisiaj, jako królowej bieżniowych biegów długich 2021. Jednak rekordzistka świata (z fenomenalnym 29:01.03) w Tokio przegrała nie tylko złoto, ale też srebro ze świetną Kalkidan Gezahegne z Bahrajnu.

Mówiąc o dystansach rozciągniętych między 1500 a 5000 metrów, nie można nie wspomnieć jeszcze o trzech bohaterkach. Pierwsza, to Laura Muir, druga Faith Kipyegon, trzecia Gudaf Tsegay. Muir w olimpijskim finale półtoraka wysmażyła doskonały rekord Wielkiej Brytanii 3:54.50. Kipyegon zmajstrowała z kolei rekord IO 3:53.11. Zima należała do Tsegay, która na halowego półtoraka potrafiła ustrzelić rekord świata 3:53.09.

Ingebrigtsen jest już kompletny?

Zanim Jakob Ingebrigtsen został w Tokio mistrzem olimpijskim na 1500 metrów, musiał przyjąć kilka sportowych bęcków. W roku 2019 dostał łupnia podczas MŚ w Dosze, kiedy przegrał medal z Marcinem Lewandowskim. W marcu tego samego roku, podczas HME w Glasgow, również odebrał bolesną lekcję do Starego Lisa, przegrywając złoto na halowego półtoraka. Ale w sezonie 2021 nie było mocnego na Norwega.

inge3
fot. Marta Gorczynska

W olimpijskim finale przetrzymał mistrza świata, Cheruiyota i na ostatniej setce odjechał rywalom jak Ferrari starodawnym furmankom. Złoto okrasił znakomitym rekordem Europy 3:28.32. Ingebrigtsen błyszczał też podczas HME w Toruniu, gdzie ograł rywali na 1500 m i dzień później na trójkę. Biega wszystko i wszędzie. Nie boi się przełajów, ani ulicznej dychy. Jak trzeba, to w sprinterskim stylu pociśnie ostatnią dwusetkę na półtoraka. A na dodatek, w sezonie 2021 udowodnił, że umie sobie radzić w biegach taktycznych. Biegowa maszyna ma dopiero 21 lat.

Damska setka i męska setka, to dwie różne setki

Odkąd z rywalizacji wycofał się Usain Bolt, wciąż czekamy na nowego króla stumetrówki. W sezonie 2021 nikt nie namaścił się na nowego pana i władcę. Amerykanie byli w Tokio tłem. Mistrz świata, Christian Coleman, igrzyska mógł sobie obejrzeć w telewizji. Przez problemy z AIU przebywa aktualnie na dwuletniej dyskwalifikacji.

Najlepszym sprinterem planety, zaskakująco, okazał się Włoch, Marcell Jacobs. W olimpijskim finale wykręcił znakomity rekord Europy 9.80. Czy jednak w reprezentancie Italii mamy upatrywać nowego Bolta? Jacobs już 4 lutego ma się pojawić podczas halowego mitingu ISTAF w Berlinie. Zobaczymy, czy forma mistrza olimpijskiego nie wyparowała.

Kobiece 100 metrów w poprzednim sezonie „cierpiało” natomiast na klęskę urodzaju. Tokijska bieżnia płonęła głównie pod stopami fenomenalnych Jamajek. Swoje „trzy grosze” dołożyły też Szwajcarki. Del Ponte i Kambundji uzyskały w finale olimpijskim wyniki poniżej 11 sekund.

Tegoroczną sceną rozpostartą na finiszowej prostej zawładnęła Elaine Thompson-Herah. W finale IO „Fast Elaine” zgasiła „Pocket Rocket”, jak określa się inną znakomitą Jamajkę, Shelly-Ann Fraser-Pryce. 10.61 to nowy rekord olimpijski. Na tym Thompson-Herah nie poprzestała. Trzy tygodnie po igrzyskach zameldowała się w Eugene, gdzie ustanowiła drugi wynik ALL-TIME (10.54). Szybciej biegała jedynie słynna Flo-Jo.

Rocznik 2002 podbił 800 metrów

O takie olimpijskie finały, jak damskie 800 metrów, nic nie robiliśmy. Amerykańska rewelacja, Athing Mu nie lubi się w tańcu cyndolić. Frontrunnerka z krwi i kości w Tokio szybko obejmowała prowadzenie i gnębiła rywalki na dystansie. W finale do złotego medalu dorzuciła rekord kraju – 1:55.21.

athing mu
fot. Paweł Skraba

Drugą rewelacją roku, jeśli chodzi o 800 m, była Brytyjka Keely Hodgkinson. W Tokio sięgnęła po srebro z rekordem Wielkiej Brytanii (1:55.88). Podobnie jak Mu, zdobywając olimpijski krążek, miała zaledwie 19 lat.

Keely Hodgkinson
fot. Paweł Skraba

Męskie 800 metrów w sezonie letnim 2021 nie porwało. Nijel Amos pojechał do Tokio, jako lider światowych list (1:42.91). Zupełnie przepadł jednak w finałowej rywalizacji, która padła łupem Kenijczyków i Patryka Dobka. Brakowało mistrza świata Braziera, który zaliczył bombę na amerykańskich trialsach i o igrzyskach mógł sobie co najwyżej poczytać na bieganie.pl.

Ciekawiej było w sezonie halowym, kiedy to Elliot Giles huknął w Toruniu rewelacyjne 1:43.63. Szybciej, w światowej historii zawodów rozgrywanych pod dachem, śmigał tylko Wilson Kipketer (1:42.67). Brytyjczyk jawił się zimą jako główny pretendent do medalu olimpijskiego. W Tokio nie przebrnął jednak przez półfinał.

WR nie było, ale Cheptegei nadal daje radę

Rok 2020 rozpieścił nas, jeśli chodzi o bieżniowe rekordy świata (WR) na 5000 i 10 000 metrów. Wszystko za sprawą Ugandyjczyka Joshuy Cheptegeiego, który wymazał z rekordowych tabel wyniki Kenenisy Bekelego. W sezonie 2021 już tak szybko nie biegano. Podwójny rekordzista świata wpadł w delikatny dołek. Jego forma w Tokio, wobec problemów zdrowotnych, pozostawała wielką niewiadomą.

Olimpijski finał 10 000 metrów pokazał, że faktycznie z formą Cheptegeiego coś nie gra. Po taktycznym, pełnym przetasowań wyścigu, więcej siły na końcówce zachował Selemon Barega. Na 5000 metrów Cheptegei odkuł się jednak za niepowodzenie na dłuższym dystansie. Do złotego medalu „wystarczyło” 12:58.15.

Wracając do kultowej, olimpijskiej dychy. Czy mieliśmy w tym roku do czynienia ze zmierzchem gigantów? Po dubletach Gebrselassiego (Atlanta, Sydney), Bekelego (Ateny, Pekin) i Mo Faraha (Londyn, Rio) trudno uwierzyć, że Barega, będzie kimś na podobieństwo dawnych mistrzów. Mo Farah, chciał dobudować swojej legendzie kolejne piętro i zostać biegaczem, który skompletuje trzy złote krążki na kolejnych igrzyskach. Jednak nie zdołał nawet zakwalifikować się do Tokio.

Namibijki, które z WA zakpiły

W ostatnim roku dużo mówiło się też na temat fenomenalnych Namibijek: Christine Mbomy i Beatrice Masilingi. Niedługo przed igrzyskami olimpijskimi, World Athletics zbanowało sprinterki na ich koronnym dystansie 400 metrów. Wszystko przez podwyższony poziom testosteronu. Przepisy, na których straciła też Caster Semenya, zakazują startowania na dystansach między 400 a milą zawodniczkom dotkniętym DSD (Differences of Sexual Development).

Namibijki ekspresowo przetransformowały się więc na 200 metrów. Skutek był taki, że Mboma finiszowała w Tokio ze srebrem, a Masilingi, ukończyła olimpijski finał na 6 miejscu. Nic dziwnego, że krytycy aktualnych regulacji coraz głośniej mówią o fikcji panujących zasad.

Z furtki, jaką jest startowanie na innych dystansach niż 400 m – mila, skorzystała też w tym roku Francine Niyonsaba. Burundyjka z zabronionej osiemsetki wytransferowała się na w pełni legalne 5000 m. Skutek? Wygrała tegoroczną Diamentową Ligę, pokonując w finale m.in. Hellen Obiri.

Jaki będzie sezon 2022? Na pewno intensywny. Na zawodników czekają halowe i stadionowe mistrzostwa świata, oraz mistrzostwa Europy w Monachium. Ponadto, 13 mitingów Diamentowej Ligii, które spuentuje dwudniowy finał w Zurychu. Szans na bicie rekordów nie zabraknie. Podobnie jak okazji, żeby dołożyć do domowej gabloty nowe medale.

Czytaj również

Krzysztof Brągiel
Krzysztof Brągiel

Biega od 1999 roku i nadal niczego nie wygrał. Absolwent II LO im. Mikołaja Kopernika w Kędzierzynie-Koźlu. Mieszka na Warmii. Najbardziej lubi startować na 800 metrów i leżeć na mecie.