NB 1080v12
 
7 lutego 2015 Redakcja Bieganie.pl Sport

Andrzej Radzikowski – od Sparty do medalu Mistrzostw Świata?


Ultramaratończyk LKS Olymp Błonie – Andrzej Radzikowski po zajęciu trzeciego miejsca podczas zeszłorocznego, niezwykle prestiżowego wyścigu z Aten do Sparty (246,8km), teraz szykuje się do kwietniowych Mistrzostw Świata i Mistrzostw Europy w biegu 24-godzinnym, które odbędą się w Turynie. Z Włoch chciałby wrócić z medalem. Jak się przygotowuje? Czy jego życie się zmieniło po pierwszym dużym sukcesie? 

55.jpg
Andrzej Radzikowski podczas zeszłorocznego Spartathlonu

Bieganie.pl: Od Twojego spektakularnego sukcesu na Spartathlonie minęło już prawie pół roku. Czy Twoje życie się zmieniło?

Radzikowski: Muszę przyznać, że zmieniło się dość sporo, zaraz po powrocie zainteresowanie moją osobą znacznie wzrosło. Stałem się nieco bardziej rozpoznawalny i medialny. Wiele osób pytało jak trenowałem, jak przygotowywałem się do tak długiego dystansu. Nie ukrywam, że taki stan rzeczy zobowiązuje i mobilizuje do dalszej pracy.

Zaczęło się od naszej redakcji, a później przez cały miesiąc upłynął ci pod znakiem regeneracji po wyścigu i jeżdżenia po różnych redakcjach…

Na początku było to dla mnie bardzo miłe i przyjemne, bowiem nigdy wcześniej nie miałem z czymś takim do czynienia.  Jednak miesiąc czasu to dość długo i zacząłem mieć już tego dosyć, chciałem wrócić do normalnego treningu, odpocząć psychicznie. Wspominać ten okres będę oczywiście bardzo miło.

Chciałoby się rzec „coś za coś”. Zainteresowanie mediów generuje zainteresowanie sponsorów, których nigdy nie miałeś. Do ultra trzeba sporo dokładać, zwłaszcza, gdy mówimy o wielkich imprezach. Podróże i wyjazdy przecież kosztują. Czy teraz możesz liczyć na dodatkowe wsparcie?

Bieganie w moim wykonaniu to już jest kosztowna zabawa. To nie tylko buty, koszulka i spodenki. Dochodzą odżywki, wyjazdy na zawody zagraniczne i te w Polsce.  Aby solidnie się przygotować potrzeba dużo czasu, ale również pieniędzy. Wcześniej trudno było mi pozyskiwać środki, pomagały trochę samorządy lokalne. Teraz wreszcie udało mi się pozyskać sponsorów są nimi NCR Polska oraz Brubeck, firma wspierająca mnie pod względem technicznym. Nie muszę także chodzić za tymi wszystkimi sprawami, nawiązałem współpracę z agencją MUVment Marketing. Zależało mi na tym, aby stworzyć team. Myślę, że w dłużej perspektywie przyniesie to bardzo dobre efekty i jeszcze wszystkich mile zaskoczę.

DSCN0279.jpg
Andrzej Radzikowski podczas treningu sprawności ogólnej, które odbywa regularnie u… autora wywiadu

Przed Tobą ostatnie dwa miesiące ciężkiej pracy i mistrzostwa świata w biegu 24-godzinnym w Turynie (11-12 kwietnia). Jak Ci się trenuje, czy wszystkie przebiega zgodnie z planem?

Będzie to pierwszy start na dystansie ultra i już tak poważny. MŚ i ME na jednej imprezie, które od teraz będą się odbywać, co dwa lata. Można powiedzieć, że w przygotowaniach dobiegłem do linii startu w Turynie. Teraz będę już sobie w głowie planować taktykę, będę o tym biegu intensywnie myśleć jak to wszystko rozegrać. Myślę, że będzie dobrze, na razie wszystko na to wskazuje.

Do tej pory Twój trening polegał na nabijaniu bardzo dużej liczby kilometrów, liczby, której chyba nikt nie pozna. Puszcza Kampinoska to Twoje królestwo, można Cię tam spotkać krążącego po szlakach, ścieżkach i górkach. Od tego sezonu przygotowawczego zacząłeś jednak dużo skipować, wykonujesz także wiele ćwiczeń siłowych. Czy odczuwasz różnicę przy tego typu „błahostkach”? Warto poświęcać na to czas?

To nie są błahostki. Przekonałem się, że to naprawdę ważny element treningu. Wykonujemy zestawy ćwiczeń wspólnie z trenerem i grupą w naszym klubie, i naprawdę czuję różnicę. Czuję, że wzmocniłem brzuch, że mam mocniejszy grzbiet, mocniej stoję na nogach.  Teraz wiem, jakie błędy popełniłem podczas biegu do Sparty. Mięśnie grzbietu, a zwłaszcza nóg, były zbyt słabe. Myślę, że czas poświęcany na trening w sali przyniesie efekty i już na kwietniowych zawodach będę mógł pobiec dalej, zwiększyć ten 24-godzinny kilometraż. A jeżeli chodzi o puszczę? Jest ogromna i daje ogromne możliwości, trzeba tylko chcieć korzystać…

Ostatnio nawet spotkałeś w Kampinosie naszego czołowego „górala” Marcina Świerca. Jak Ci się biegało?

Bardzo mocny człowiek. Miłe spotkanie w Palmirach i bardzo efektywna przebieżka. Biegało się szybko i przyjemnie, dla mnie to coś innego, pewne urozmaicenie. Wymieniliśmy się z Marcinem naszymi doświadczeniami i spostrzeżeniami, pogadaliśmy także o naszych planach na sezon. Trening był bardzo udany i owocny.

Większość treningów biegowych wykonujesz w lesie, jednak ogromny kilometraż sprawia, że nie da się uniknąć przeciążeń i uczucia zmęczonych nóg. Jak sobie radzisz z odnową biologiczną?

Staram się zawsze w niedzielę korzystać z basenu, ale też korzystam z usług masażysty i to też w dużym stopniu powoduje, że mięśnie są rozluźnione. To też pomaga w treningu. Jak widać tych elementów całej układanki jest naprawdę dużo. Żeby być dobrym biegaczem ultra trzeba wszystkiego zażywać kompleksowo, nie można odpuścić jakiegoś elementu. Człowiek nie może sobie pozwolić na skróty. Każdy ruch i każda czynność musi być wykonana w 100 procentach.

Startowałeś w tym roku w swoim pierwszym górskim biegu Wilcze Gronie w Rajczy. Bardzo krótki dystans 15 kilometrów jak dla Ciebie, ale chyba dobre przetarcie i urozmaicenie. Jakie jeszcze starty kontrolne planujesz przed MŚ?

Zdecydowanie tak. Góralem nie jestem, ale na płaskich odcinkach doganiałem najlepszych, oczywiście dystans dla mnie trochę za krótki, ale czułem, że moc jest i o to mi chodziło. Nie będę startował zbyt wiele. Myślę o półmaratonach w Wiązowej i w Warszawie czysto treningowo i to wszystko. Przede mną ostatni okres ciężkiej pracy, a końcówka to już tylko szybkość i treningi w sali.

DSCN0285.jpg
Andrzej Radzikowski podczas treningu sprawności ogólnej, które odbywa regularnie u… autora wywiadu

Po Spartathlonie startowałeś właściwe tylko w dwu maratonie w Bydgoszczy, Twoi zagraniczni koledzy nie próżnowali. W grudniu na Tajwanie Japończyk Yoshikazu Hara przebiegł w 24 godziny niebotyczne 285 kilometrów na bieżni. Zwycięzca Spartathlonu Ivan Cudin i drugi Florian Reus zdołali „nabiegać” więcej niż 250 km. Czy to był dobry ruch, Ty postawiłeś na trening?

Mistrzostwa Świata rządzą się swoimi prawami i tam naprawdę wiele rzeczy może się wydarzyć. W ultra nie można wszystkiego dokładnie przewidzieć, ale to, co zrobił Japończyk… Wyczyn jest naprawdę imponujący i godny podziwu. Myślę, że mocni będą także Francuzi, którzy startowali w Barcelonie również zimą.

Pytanie czy zdążą się zregenerować? Doskonale wiesz ile wysiłku to kosztuje i ile trwa przysłowiowe „lizanie ran”.

Ja trenowałem i odpoczywałem. Każdy ma swoją taktykę. Myślę, że skoro oni są zgłoszeni do mistrzostw świata – to wiedzą, co robią. W Japonii bieganie ultra to już tradycja, mają największą ekipę, są dobrze przygotowani, mają zorganizowany serwis. Będą groźni, ale my Polacy też będziemy walczyć.

***

Redakcja BIEGANIE.PL będzie w ekipie serwisowej Andrzeja podczas MŚ w Turynie. Będziemy oczywiście także relacjonować to wydarzenie, oby z podobnym finałem jak na Spartathlonie. Trzymajcie kciuki!

Redakcja Bieganie
Redakcja Bieganie.pl