Boston Maraton
12 marca 2022 Aleksandra Konieczna Lifestyle

Nieodarta z marzeń. Roberta Gibb – pierwsza dama Bostonu


W 1920 roku kobiety w Stanach Zjednoczonych Ameryki doczekały się praw wyborczych. Pierwsze sufrażystki przez lata walczyły również o pełen dostęp do edukacji, pracy oraz szeroko pojętą równość. Również obecnie w świecie sportu toczą się dyskusje, czy należy zrównać męskie i kobiece dystanse m.in. w biegach narciarskich, łyżwiarstwie lub lekkoatletyce. Jedną z pań, która udowodniła, że również i dla kobiet niemożliwe nie istnieje była Roberta Gibb, która w Bostonie po prostu wyskoczyła na trasę maratonu z krzaków.

Bohaterka tej niezwykłej historii urodziła się w 1942 roku w Winchester. To właśnie tam się wychowała i to tam ukształtowała swoją niebagatelną osobowość. Oczywiście – od dziecka, jak to zwykle w przypadku takich opowieści bywa, biegała. Już jako czterolatka, co opisuje portal runningpast.com, spędzała czas ganiając po lasach. Wtedy nie czuła żadnych ograniczeń. Nie wiedziała też, że w Maratonie Bostońskim, który pokochała od chwili, gdy pierwszy raz go zobaczyła, kobiety nie mogły brać udziału. W przyszłości wielokrotnie jednak pokazywała, że dla niej słowo „nie” znaczy jedynie tyle, że musi jeszcze bardziej dążyć do realizacji swojego celu.

Historię Gibb przedstawia w dedykowanej jej książce Laurie Calkhoven. Dzieciństwo Roberty zostaje ukazane jako sielska opowieść. Dziewczynka, o czym sama mówi, miała zacząć biegać niemalże chwilę po tych, gdy nauczyła się chodzić. Po okolicy szwendała się w towarzystwie psów – własnego oraz tych należących do sąsiadów. Sport od dziecka był obecny w jej życiu. W szkole grała w siatkówkę, hokeja oraz koszykówkę. Już w tym czasie nie otrzymała szansy startów w biegach przełajowych. Te w latach, gdy pobierała edukację, dedykowane miały być jedynie chłopcom. Po zakończeniu szkoły dziewczyna trafiła na uniwersytet. Uczyła się także w szkole artystycznej – jej zainteresowania wykraczały bowiem daleko poza sport. Marzyła o tym, by móc zrobić coś wielkiego.

Pierwsza miłość

To właśnie podczas nauki w School of the Boston Museum of Fine Arts Roberta pokochała również biegi na dłuższych dystansach. Do spróbowania w nich swoich sił namówił ją jej chłopak, który należał do jednego z klubów biegowych. Choć na początku miało być jej trudno, to Roberta szybko odkryła, że to właśnie jest jej pasja. W 1964 roku po raz pierwszy usłyszała również, że w Bostonie organizowany jest maraton. Pierwsze informacje o tym legendarnym wyścigu miała pozyskać z rozmowy znajomych, którą przypadkiem usłyszała.

Początkowo miała niedowierzać, że ludzie są w stanie przebiec tak długi dystans. Mogła więc zrobić tylko jedno – pojechać i na własne oczy przekonać się, jak wygląda rywalizacja podczas najstarszego maratonu w historii. Gdy dotarła na miejsce zobaczyła ludzi, którzy oddają się swojej pasji – bieganiu. Nie dostrzegła nawet, że na trasie wyścigu nie ma kobiet. Do głowy nie przyszła jej myśl, że jest to wydarzenie, w którym udział mogą brać jedynie mężczyźni.

Trening bez planu

Już kolejnego dnia po zobaczeniu maratonu Gibb miała rozpocząć przygotowania do swojego startu w Bostonie. Wyzwanie, którego się podjęła było szalone. Jak wspomina na łamach swojej autobiografii nie miała szkoleniowca, planu treningowego, a nawet profesjonalnego obuwia. W realizacji marzenia wspierał dziewczynę jej chłopak – każdego dnia motocyklem zawoził ją coraz dalej od domu, a ona wracała biegnąc. Zaczęła od jednej mili, by stopniowo zwiększać pokonywany dystans.

Podczas treningów kobieta odbyła również niezwykłą podróż w towarzystwie swojego psa. Zdecydowała się przebyć dystans z Massachusetts do Kalifornii. Po drodze biegała po górach, dolinach oraz pływała w oceanie. Podczas podróży każdego dnia ciężko trenowała. Realizowała swoje marzenia, a po latach wspominała, że był to czas, gdy większość kobiet zakładała, że czeka je przyszłość u boku męża i gromadki dzieci. Ona chciała kreować swoją przyszłość na własnych warunkach. I to mimo tego, że wielokrotnie słyszała, że postępuje niewłaściwie. O licznych ograniczeniach, które napotykała i przełamywała Gibb mówiła w dedykowanym jej podcaście, który można wysłuchać na stronie: citiusmag.com/podcast/more-than-running-roberta-gibb-boston-marathon/.

Krok po kroku

Podczas podróży Gibb przekraczała kolejne granice. Spała pod gołym niebem w obozie, który sama rozbijała. Stawała się także coraz silniejsza. Jak sama wyliczyła, była w stanie przebiec (i to na wymagającej, górskiej trasie) nawet 40 mil. Jej podróż była nie tylko sportową, ale także duchową przygodą. Żyjąc bez ludzi, a jedynie w otoczeniu psa poznawała świat coraz lepiej. Od zawsze chciała być blisko natury. Podróż pozwoliła jej poczuć z nią niezwykłą bliskość oraz zobaczyć miejsca, które stały się inspiracją w jej pracach artystycznych. W tych często wyraża swoje uwielbienie dla dzikiej przyrody. Gdy wróciła do rzeczywistości, to w 1966 roku wysłała list do dyrektora jedynego maratonu, o którym kiedykolwiek słyszała – tego rozgrywanego w Bostonie. Odpowiedź była krótka i smutna. Decydent pisał, że Roberta nie może wystartować w wyścigu, bo jest on dedykowany jedynie mężczyznom, a kobieta i tak nie byłaby w stanie pokonać 26 mil.

Słyszalny krok

Gdy w 2021 roku zdecydowano się odsłonić rzeźbę prezentują Robertę na trasie maratonu w Bostonie, to obecny podczas uroczystości senator Bruce Tarr wypowiedział znamienne słowa, że to, czego dokonała w 1966 roku Gibb było „krokiem słyszanym na całym świecie, którego echo nadal rozbrzmiewa”. Sportowcy obecni na ceremonii dodawali, że czasem zrobienie czegoś niezgodnego z prawem przynosi dobre efekty. Wspominano także, że Gibb niejako nieświadomie odmieniła kobiecą lekkoatletykę. I tak rzeczywiście się stało. Odmowny list, który kobieta otrzymała, spowodował, że nie tylko nie zrezygnowała ze swoich planów, ale czuła, że może realnie wpłynąć na to, jak myślą inni ludzie.

Dlatego też zrobiła coś szalonego – tuż przed rozegraniem maratonu pojechała do domu rodziców. Miała pokłócić się z ojcem, który plany córki uważał za irracjonalne. Podobno wyszedł nawet z domu, nie chcąc dłużej słuchać o jej udziale w maratonie. Ona się jednak nie poddała. Zjadła więc obfity obiad i przy wsparciu matki, która choć niepewna planów swojej córki zdecydowała się ją wesprzeć, zaczęła przygotowania do najważniejszego biegu w swoim życiu. Założyła bermudy brata, które wsunęła na kostium kąpielowy. Nałożyła także bluzę z kapturem, która miała choć na chwilę zapewnić jej anonimowość. Bała się, że gdy tylko urzędnicy zobaczą kim jest, to nie tylko zostanie wyrzucona z trasy wyścigu, ale również może czekać ją aresztowanie.

Wprost z krzaków

W dniu startu matka zawiozła Robertę do miejscowości Hopkinton, w której po latach odsłonięto pomnik biegaczki. To tam Roberta rozpoczęła swoją rozgrzewkę, by następnie ukryć się w krzakach niedaleko miejsca startu maratonu wyścigu. Gdy starter oddał strzał, to kobieta wyskoczyła na trasę biegu. Początkowo bała się każdego spojrzenia. Choć chciała ukryć swoją tożsamość, to biegnący obok mężczyźni dość łatwo zorientowali się, że jest kobietą. I o dziwo szybko dali jej do zrozumienia, że jest w ich gronie mile widziana i nie pozwolą usunąć jej z trasy wyścigu. Dlatego też, przy owacji tłumu, zrzuciła z głowy kaptur i kontynuowała bieg.

Zamiast okrzyków pogardy i wrogich spojrzeń Roberta otrzymywała od obserwującej wyścig publiczności wsparcie. Szybko o tym, że na trasie wyścigu jest kobieta dowiedziały się również media, które zaczęły relacjonować każdy jej krok. Przy trasie gromadziły się kobiety, jedna z nich miała nawet płakać i krzyczeć „Ave Maria”. Gibb czuła więc, że biegnie nie tylko po to, by spełnić swoje marzenia, ale żeby realnie wpłynąć na rzeczywistość. Na plecach czuła ciężar odpowiedzialności – wiedziała, że jeśli polegnie, to będzie to mocny argument za tym, by nadal rywalizować mogli jedynie mężczyźni.

Gibb, mimo problemów i ogromnego cierpienia ukończyła wyścig w czasie 3:21. Kolejnego dnia była już na okładkach wielu gazet. Stała się żywą legendą. O swoim odczuciach z dnia wyścigu po latach mówiła: „W tym momencie pomyślałam, że świat już nigdy nie będzie taki sam. Otworzyłam bramy więzienia i wypuściłam kobiety”. Rok oraz dwa lata później – w 1967 i 1968 roku Roberta znów stanęła na starcie maratonu w Bostonie. Tym razem, choć biegła bez numerka startowego (nie było takich dla kobiet), nie musiała już się ukrywać. W 1968 roku wraz z nią na trasie było już pięć zawodniczek. Ostatecznie – w 1972 roku kobiety oficjalnie dopuszczono do rywalizacji.

Step by step

Pokazanie światu, że również kobiety są w stanie rywalizować na trasach maratońskich było tylko jednym z niezwykłych posunięć Gibb, którą media często określają mianem „kobiety renesansu”. Walczyła również o możliwość pracy z chorymi, chciała działać w obszarze zdrowia – odmówiono jej jednak miejsca w szkole medycznej. Znów jednak postawiła na swoim i mimo braku dużego doświadczenia znalazła pracę w wymarzonej branży. Podobno szefa przekonało właśnie to, że wcześniej nielegalnie ukończyła bostoński maraton. Jeden z dziennikarzy opisujących historię Roberty Gibb stwierdził, że jest to kobieta, która przez całe życie biegła. Można uznać, że Amerykanka wręcz pędziła. Dziś to osoba znana nie tylko z debiutu na maratońskiej trasie, ale także badaczka chorób neurodegeneracyjnych, prawniczka, autorka książek i artystka. Jej prace zobaczyć oraz zakupić można na autorskiej stronie: www.bobbigibbart.net.

Ostatni maraton zawodniczka przebiegła w 2001 roku. W Bostonie na trasie rywalizowała po 35 latach od swojego debiutu. Zarówno jej sportową karierę, jak i wszystkie losy podsumować można słowami, które we wstępie do książki o tej niezwykłej personie umieściła Calkhoven – „Nikt nie dał szansy Bobbi Gibb, by pokazała co potrafi, więc ona sama stworzyła sobie do tego okazję”.

Fot. Keith J Finks / shutterstock

Aleksandra Konieczna
Aleksandra Konieczna

Pasjonatka sportu, którą bardziej niż listy wyników i cyferki interesują ludzkie historie. Szuka odpowiedzi na pytanie: „jak do tego doszło?”. Zwolenniczka długich dziennikarskich form i opowiadania barwnych historii. W szczególności zajmuje się sportami zimowymi, żużlem oraz lekkoatletyką