New Balance 1080v12
 
13 lipca 2008 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

Gdzie są atleci z tamtych lat?


774_1.jpg
Przedrukowujemy tekst, który ukazał sie w 2007 roku na blogu Michała Rutkowskiego i Pawła Wujca, dwóch dziennikarzy piszących o sporcie a który jest dobrym wprowadzeniem do dyskusji o teraźniejszości i przyszłości lekkiejatletyki.Piątek, 14 września 2007

W ostatni weekend Asafa Powell pobił rekord świata.

Pobił rekord świata w najważniejszej, najbardziej prestiżowej konkurencji lekkoatletycznej – w biegu na 100 m. 9.74. 9 sekund 74 setne. Uczynił to wyraźnie zwalniając na ostatnich metrach.

Powell pobił rekord o 3 setne. W biegu na 100 m to przepaść. Pobiegł znacznie szybciej niż za swoich najlepszych czasów najbardziej nakoksowany Ben Johnson (9,79). Widać, że ma jeszcze rezerwy – może zejdzie poniżej 9,7?

Ale całe to wydarzenie natchnęło nas do przykrej myśli – lekkoatletyka już nie jest królową sportu. Rekord świata na 100 m przeszedł właściwie bez echa – gdzieś na trzecim – czwartym miejscu w kronikach sportowych. Nikt nie pisze rozemocjonowanych tekstów, nikt nie popełnia sążnistych analiz, nikt nie mówi o przełamywaniu kolejnych barier, nikt nie zastanawia się gdzie kończy się granica możliwości człowieka. Nawet komentujacy, którzy zazwyczaj upominają się, żebyśmy o czyms napisali (ostatnio m.in. o kontuzji Grega Odena i medalu Leszka Blanika), nie zauważyli, że na naszym blogu nie było o wyczynie Powella nawet drobnej wzmianki.

A przecież doskonale pamiętamy, jak bardzo wszystkich jarała rywalizacja tych trzech panów.

777_2.jpg

Ben Johnson, Carl Lewis i Linford Christie to byli prawdziwi bohaterowie naszej młodości. Lewis powtarzający osiągnięcie Jesse Owensa. Johnson – najpierw bijący rekord za rekordem, potem kończący w niesławie. Wreszcie Christie, który też zakończył karierę aferą dopingową. Bite rekordy, zdobywane i odbierane medale, skandale dopingowe, kontrowersje.

Dzisiaj pewnie nawet nie wszyscy kibice wiedzą, kto to taki Asafa Powell a przecież to najszybszy człowiek ever. Nie wszyscy wiedzą kto to taki Tyson Gay – złoty medalista z MŚ w Osace. My sami zresztą też już nie pamiętamy nazwiska trzeciego medalisty setki z Osaki. Jeśli chodzi o kobiety – to w ogóle nie mamy pojęcia kto zdobył medale na setkę. Ale słyszeliśmy, że Merlene Ottey wciąż biega. Ile ona ma lat? Chyba z 45?

Z młodości wszyscy pamiętamy pojedynek Carla Lewisa z Mike’m Powellem. A kto zna dzisiaj nazwiska najlepszych skoczków w dal? Pamiętamy wyczyny Javiera Sotomayora a przede wszystkim Siergieja Bubki. A dziś nie umiemy wymienić żadnego tyczkarza ani skoczka wzwyż.

Doskonale pamiętamy Jarmilę Kratochvilową, Maritę Koch, Heike Drechsler. Dzisiaj nie umiemy chyba wymienić żadnej biegającej kobiety poza Anną Jesień i Lidią Chojecką. Nawet nie pamiętamy nazwisk dwóch facetów, którzy przybiegli przed Markiem Plawgo ale niebywałej serii Edwina Mosesa nigdy nie zapomnimy.

Nasz sentyment do lekkiej atletyki i zainteresowanie nią zakończyły się chyba na przełomie wieków – w czasach Mosesa Kiptanui, Wilsona Kipketera, Marii Mutoli, Haile Gebreselasie, Marion Jones i Marie Jose Perec. Nawet nie wiemy czy oni jeszcze biegają. No i Michaela Johnsona.

Jeremy Wariner już takich emocji w nas niestety nie budzi, choć przecież też jest wybitny i goni rekord Johnsona na 400 m.

Bo lekkoatletyka w ogóle przestała w nas (ale chyba nie tylko w nas) budzić takie emocje jak kiedyś. Lekkoatletyka przestała już być królową sportu. Tylko z czego to wynika.

Po pierwsze chyba z rozciągnięcia się piłki nożnej. Kiedyś futbol był tylko w środy a czasem w weekendy. Dzisiaj światowe ligi grają od piątku do niedzieli a czasem i do poniedziałku. We wtorki i środy jest Liga Mistrzów. W czwartki – Puchar UEFA. Co tydzień oglądamy zmagania na szczycie – to Real kontra Barcelona, to Manchester vs. Chelsea, to Milan vs. Juventus – zresztą wszyscy wymienieni spotykają się ze sobą w Lidze Mistrzów. Eliminacje do ME i MŚ też się rozciągnęły i trwają miesiącami bo w grupie jest po 6-7 drużyn. Czyli trzeba rozegrać (jak Polacy) 12 meczów. Przed Mundialem w Hiszpanii w 1982 byliśmy w grupie trzydrużynowej (z NRD i z Maltą). Przed 1974 – też (z Anglią i Walią).

Piłka nożna fajniejsza – i wyparła lekkoatletykę. Ale nie tylko ona. Siatkarze mają Ligę Światową. Koszykarze – swoje transmisje NBA. Mamy tych swoich ulubionych dyscyplin sportowych w TV i w internecie ile chcemy i lekkoatletyka okazuje się być po prostu (może poza biegami) nudna – bo jak tu się jarać konkurencjami technicznymi (rzuty, skoki), w których efekt widać dopiero na koniec. Jak tu się jarać prawie półgodzinnym biegiem na 10 km? Ba – przecież trudno się ekscytować biegiem na setkę, który trwa niespełna 10 sekund.

Jest też doping. Prawie każdy z wielkich bohaterów przeszłości miał na swoim koncie udowodnioną bądź nieudowodnioną aferę dopingową. Może nie aż na taką skalę jak w kolarstwie – ale mnóstwo bohaterów naszych czasów kończyło karierę w niesławie bądź wśród podejrzeń. Uzyskane przy pomocy koksu rekordy pozostają dziś niedościgłe – nikt pewnie nie zbliży się do czasów Kratochvilovej, Marity Koch czy Flo Jo.

Efekt jest taki, że nawet się trochę pojaraliśmy trzema medalami Polaków i wrzaskami Szaranowicza ale zaraz pewnie o nich zapomnimy. Szkoda. Bo kiedyś lekkoatletyka naprawdę była przynajmniej dla jednego z nas jednym z ukochanych sportów. Znałem na pamięć wszystkich rekordzistów świat, potrafiłem wymienić wszystkie rekordy świata, wszystkich medalistów najważniejszych mistrzostw. I te czasy już nie wrócą.