New Balance 1080v12
 
24 maja 2009 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

Etiopia. Ale Czat !


Adam Klein: Martyna Wojciechowska napisała książkę „Etiopia Ale Czat”.
Nie przeczytałem jej jeszcze całej, ale z mojego dotychczasowego z nią kontaktu
przypomina mi ona jedną z ulubionych książek mojego dzieciństwa autorstwa Mariana
Brandysa pt: „Z Panem Biegankiem po Abisynii”. (Abisynia, to dawniejsza nazwa
Etiopii, z czasów Cesarza Haile Selassie). Chodzi mi o samą narrację, sposób opisywania różnych historii, poczucie humoru. Książka jest napisana ciekawie a do tego
zawiera sporo ważnych encyklopedycznych informacji oraz mnóstwo bardzo dobrych
zdjęć. Tak naprawdę to zdjęcia zajmują chyba więcej powierzchni książki niż sam
tekst, ale nie narzekajmy, w końcu National Geographic, który wydał książę to
wydawnictwo głównie fotograficzne.

Etiopia to jak wiemy kraj skąd wywodzą się najwięksi giganci
biegów długich. Kiedyś Bikila Abebe i Mamo Wolde a dziś Haile Gegbrselassie i
Kenenisa Bekele. Dlatego ilekroć słyszę, że ktoś wraca z Etiopii jestem dosyć
zelektryzowany tym, że usłyszę mnóstwo fascynujących historii dotyczących biegania –
systemu treningowego w Etiopii, opisu miejsc itd. Tym bardziej, jeśli są to
biegacze. Tymczasem dwie osoby, z którymi rozmawiałem (Pit i Andrzej Pałgan –
pozdrawiam obydwu 🙂 )
przekazały mi sporo ciekawych informacji o przyrodzie Etiopii, architekturze,
plemionach, językach, ale nic o bieganiu. Dlatego kiedy wziąłem do ręki książkę
Martyny Wojciechowskiej i zobaczyłem, że jest tam cały rozdział poświęcony bieganiu
– kupiłem ją bez wahania.

Nie żałuję, choć oczywiście Martyna Wojciechowska nie jest
badaczem treningu długodystansowego i jej uwagi są dosyć pobieżne i laickie,
ale może także przez to naprawdę ciekawe, takie spojrzenie na bieganie z innego
punktu widzenia niż te nasze ciągłe dyskusje o monitorowaniu intensywności, środkach
treningowych itd.

Jakiś czas po powrocie z Etiopii Martyna Wojciechowska miała
wypadek samochodowy, w którym zginał jej operator a ona po złamaniu kręgosłupa musiała
być poddana rehabilitacji. Książkę zaczyna od tłumaczenia, dlaczego po dojściu
do siebie wybrała Etiopię, jako temat pierwszej książki.


"..Żadne miejsce na kuli ziemskiej nie zrobiło na mnie
takiego wrażenia. Zjawiskowe krajobrazy, niezwykła architektura, barwny wygląd, obyczaje nie do końca ucywilizowanych plemion i różnice kulturowe między nami
a nimi, które często prowadziły do zabawnych a czasem irytujących sytuacji. I
to te konfrontacje są esencję tej książki. „

O niezwykłości miejsca opowiadali mi też wspominani Pit i
Andrzej, wierzę im wszystkim i myślę, że pojadę tam kiedyś zbadać jak to w końcu
jest z tymi Etiopskimi biegaczami.

Jednak może to nie być takie proste. Chciałbym zacytować tu wycięte
fragmenty książki Martyny z rozdziału dotyczącego biegania, zrozumiecie, co mam
na myśli:

„ Już podczas pierwszego przejazdu przez Adis Abebę moją
uwagę przykuwa pewien dziwaczny widok – o piątej rano, (bo zwykle o tej godzinie
zaczynamy pracę), na Meskel Square w samym centrum stolicy, widzę Tabuny
biegających ludzi. Dzielę się tym spostrzeżeniem z resztą ekipy.


– Słuchajcie, to świetny temat. Musimy tu wrócić. – Wszyscy
przytakują. Postanawiamy, że w czasie kolejnego przymusowego pobytu w stolicy
pojedziemy tam, żeby dowiedzieć się czegoś więcej o tym treningu.

…………..

Większość przyszłych maratończyków trenuje z ogromnym
zacięciem, często bez butów albo z braku pieniędzy na adidasy – w gumowych
klapkach. Zamiast strojów sportowych mają dziwaczne ortaliony, nonirony,
poliestry. Natychmiast przypominają się wypowiedzi polskich sportowców, którzy
na pytanie, dlaczego nasza reprezentacja osiąga takie słabe wyniki żalą się na
kiepskie obiekty sportowe i słaby sprzęt do biegania czy gry w piłkę.


Tutejsi sportowcy po prostu TRENUJĄ. Biegają jak opętani.
Niektórzy są zrzeszeni w jakichś klubach i ich trening ma znamiona czegoś na
wpół profesjonalnego. Ale cała reszta, choć daje z siebie absolutnie wszystko
odnoszę wrażenie, że nie do końca ma pojęcie, co i jak robić – i dlatego
zapamiętale bez wytchnienia biega przez kilka godzin. A potem jak gdyby nigdy
nic idzie do pracy czy szkoły. Nigdy nie widziała w jednym miejscu tylu ludzi w
jednym miejscu, którzy z własnej i nieprzymuszonej woli biegają w tę i powrotem.


……………….

W pewnym momencie podchodzi do nas mężczyzna w dresie z napisane
„Etiopia” na plecach i czarną teczką pod pachą.

– Kto wam tu pozwolił kręcić? – pyta.

Nie zwracam na niego uwagi, przecież mamy „government
permission”.

On jednak niezrażony zaczyna brzęczeć. Chodzi za mną jak
cień.

– Nie macie zgody ministerstwa sportu – mówi stanowczym
głosem.

…………………


Prowadzę coraz ciekawsze rozmowy:

– Biegasz tutaj codziennie?

– Tak, biegam

– Myślisz o jakiejś poważnej karierze sportowej?

– Nie, raczej nie.

– Chciałbyś wystąpić na olimpiadzie? – drażę.

– Nie mam szans, ale i tak biegam.
Czy to nie jest ładna odpowiedź?

………………….
Tymczasem Pan działacz sięga do swojej czarnej teczki,
wyciąga ostentacyjnie komórkę, gdzieś dzwoni.

…………………..


Z wozów wysypuje się piętnastu policjantów i zgarniają nas
razem ze sprzętem.

Wytaczam moje logiczne, europejskie argumenty

– Proszę Pana, jesteśmy w wolnym kraju, tak?

– Tak

– Jesteśmy w miejscu publicznym, ogólnodostępnym, nie
weszliśmy na teren prywatny, nie weszliśmy na teren rządowy, nie jest to miejsce
strategiczne, tak?

– Tak

– To są zwyczajni ludzie, którzy sobie biegają. Filmujemy
biegających ludzi. Robimy program, który ma promować wasz kraj na świecie. O co
więc Panu chodzi?

Okazuje się, że filmując biegających tutaj ludzi, tu w tym
miejscu i o tej godzinie, chcemy – uwaga!!! –skopiować trening etiopskich
biegaczy i osiągnąć sukces na najbliższej olimpiadzie.

I wygrać w maratonie."

…………………………..

martyna_ks1.jpg

Oto zdjęcie fragmentu książki pokazujące dzieci biegające (większość boso) po tarasowo ułożonych polach (próbowałem się skontaktować z wydawnictwem, żeby dali mi oryginał ale to jest jakiś moloch i po kilku próbach kontaktu odpuściłem, mam nadzieję, że mi wybaczą, w końcu promujemy ich książkę).

Cena książki 35 zł, polecam.