philips
 
2 marca 2007 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

Bajka


W Rytmie Biegania 1 – powered by Happy Scribe

Witam serdecznie W Rytmie Biegania. Słuchacie bieganie.pl, napędza nas eobuwie.pl, ze mną w studiu:

Maciej Kurzajewski.

oraz wspaniały, jedyny, niepowtarzalny gość, który tak naprawdę oprócz tego, że na co dzień słuchany w stacjach radiowych, ale też doczłapał się, można powiedzieć tak biegowo twardego elektoratu dzięki wydanej płycie dedykowanej tylko i wyłącznie dla biegaczy. Człowiek, który w maratonie pobiegł 2.48. Przeambitny.

To nie jest fikcyjna postać, z którą się dzisiaj spotykamy. Taki człowiek istnieje. Jacek Mejer, Mezo.

Witam Was serdecznie, tyle wspaniałych słów. Mój ulubiony sportowiec, mój ulubiony dziennikarz i Ja. Znakomite trio. Mam nadzieję, że to będzie rewelacyjna rozmowa.

Zobaczysz pod dyrekcją Adama Kszczota. To jest czysta przyjemność.

A o czym dziś będziemy rozmawiać? Będziemy rozmawiać o pasji do biegania, o tym, jak ciężko jest biegać, kiedy twoja pasja staje się zbyt profesjonalna. I na koniec podzieli się z nami. Czym?

Receptą treningową. Tak jest.

Także najważniejsze treningi i recepty… Zapraszamy do wysłuchania!

Bieganie.pl – słuchaj W Rytmie Biegania!

Partnerem cyklu W Rytmie Biegania jest eobuwie.pl

Czy Ty podśpiewujesz sobie biegając?

Zdarza mi się, jak nie biegnę za szybko, to mam przestrzeń w mózgu, żeby ją jeszcze jakoś zaangażować do innych czynności niż bieganie. Także jak są życiówki, to niestety nawet jak dziecko chce mi przybić piątkę na drugiej stronie, krawężnika, tam gdzieś na trasie to prostu brutalnie nie widzę i lecę do przodu. A teraz lecę sobie na luzie, to zatrzymuję się, robię sobie zdjęcia. Są różne biegi, różne cele. Adam na 800 metrów nie ma prawa się nawet spojrzeć w bok…

A trzeba przyznać, że obaj macie lepsze życiówki ode mnie w maratonie. Czas pokaże, jak mój debiut będzie wyglądał, ale mam nadzieję zaczerpnąć od was obu tej piekielnie pięknej dyscypliny, wiedzy, doświadczenia i trzeba tutaj oddać wam jedną, jedną naprawdę ważną rzecz, że doświadczeniem bijecie myślę, że jakieś 75 proc. środowiska biegowego w Polsce. Słowem wstępu. Przy każdym dobrym biegu, w każdym procesie dochodzenia do wyników mamy rozgrzewkę. I tu bym chciał zaproponować krótką rozgrzewkę. Raptem kilka pytań quizu. Do Ciebie, Jacku.

Zaczynają się trudne pytania.

Pytania będą proste. Zaczniemy od pytań zamkniętych i dwa pytania otwarte. Na koniec także bardzo proszę, zaczynamy. Pytanie numer 1. Gdybyś miał wybrać, możesz zostać rekordzistą świata w maratonie czy na 100 metrów?

100 metrów.

100 metrów? Polski Usain Bolt.

buty new tech takie jak karbonowe czy może tradycyjne?

New Tech!

Nowoczesny chłopak!

Bieganie latem czy zimą?

Zimą…

Muzyka do biegania czy dźwięki przyrody?

Trudne. Jedno i drugie jest fajne. Dzwięki przyrody.

blisko natury dobrze.

To tak jak ja. Teraz pytanie otwarte: biegam, bo… ?

Nie lubię stać w miejscu.

Hahahahahaha. Człowiek, który patrzy tylko w przyszłość nigdy się nie cofa. Jacek Mejer.

Kiedy myślę o bieganiu to…

Skacze mi adrenalina.

I to jest niezmienne?

Tak, tak, tak. Poza tym jest to dla mnie taka legalna używka. To jest fenomen biegania. Myślę, że ci, którzy nie spróbowali tego, po prostu nie poczuli tego w organiźmie. Zastępuje to używki w dużej mierze.

W ogóle na całym ciele teraz gęsia skórka wyskoczyła muszę Ci powiedzieć.

I takie słowa padają z ust rapera… mhm..

Ale do tego trzeba dojrzeć.

Trzeba dojrzeć i na temat dojrzewania. Ty zatoczyłeś pewne koło w swojej przygodzie biegowej, która jest fantastyczna. Zaczęła się w wieku 19 lat, kiedy powiedziałeś OK, po przygodzie z piłką nożną. Czemu nie przebiec maratonu? Ten maraton okupiłeś pewną dozą cierpienia i musiałeś – ale chciałbym, żebyś o tym opowiedział, tak że nie będę zdradzał wszystkich szczegółów – ale od wielkiej fascynacji i sportu, który ciężko nazwać amatorskim, bo był full profesjonalny i jak oglądam oczywiście tę piękną płytę z dedykacją dla mnie specjalnie i z cytatem przypomnę tak, to widzę też zdjęcia z Sankt Moritz i mało kto się wybiera w tak egzotyczne miejsce jak Sankt Moritz, żeby trenować, żeby się przygotowywać, żeby walczyć o życiówkę, żeby każdą kolejną barierę gdzieś położyć. Płyta zresztą nazywa się życiówka. Jakbyś powiedział o tych początkach fascynacji, o tej przerwie 12 letniej. To jest dla mnie szalenie fascynujące i szalenie motywujące.

OK, pierwszy maraton to zupełnie bez pokory do biegania do maratonu. Nigdy nie przebiegłem dłużej niż 10 kilometrów i stanąłem na starcie maratonu.

Czyli wstałeś od stołu i pobiegłeś?

Wstałem od stołu i pobiegłem, ale z przekonaniem grałem siedem lat w piłkę nożną, więc czym ten maraton możemy zaskoczyć? Co trening biegaliśmy. Mam 20 lat. Co mnie może zaskoczyć?

Dołożę kolejne 10, 10, 10 i jeszcze 10 kilometrów i później dwa kilometry i jestem na mecie.

I do 20 kilometra właśnie takie to myślenie było. Potem zaczęły się schody. Pamiętam, że tak mnie przymurowało, że po prostu było mi ciężko podnieść nogę w takim kroku biegowym. Na szczęście tego dnia padał deszcz i było mokro, więc mogłem takim ślizgowym, wręcz narciarskim krokiem przebiec ostatnie 10 kilometrów. I w ten sposób znalazłem się na mecie z czasem 3:54. To myślę, że na półmetku to leciałem na 3:30 może nawet, tak na końcu się troszkę rozsypałem, ale i tak i tak byłem bardzo zadowolony z tego wyniku i z debiutu w maratonie, aczkolwiek wiadomo, że przez następny tydzień gdzieś tam po poręczach się musiałem wspinać na uczelni pamiętam.

Ale co przychodzi do głowy 19 latkowi, że wpada na pomysł, żeby przebiec maraton?

Wiesz co, już wtedy jednak magia tego dystansu działała w przestrzeni. Ja zawsze byłem wtedy na takim etapie, że nie mam wydanej mojej płyty, tej oficjalnej, bo.

Przypomnijmy, że to był rok..?.

2002.

To wtedy nie było takiej dzikiej popularności, biegania, jaka jest teraz.

Na starcie Maratonu Poznańskiego, bo tysiąc osób to była druga edycja poznańskiego maratonu, także inne czasy, inne czasy. I tak jak już wspomniałem. Dlaczego ta przerwa potem?

Dwanaście lat!

W sumie kurcze, żeby nie skłamać 9 lat, bo to był drugi i potem jeszcze..

I tak robi wrażenie. Tak, tak, długa regeneracja.

W 2011 roku przebiegłem drugi maraton i potem od 2014 lat była ta faza takiej pogoni za życiówkami.

Ale żeby tego tak nie demonizować, to miałeś bardzo dobre powody do tego, żeby taką przerwę od sportu zrobić, bo byłeś wysoce zaangażowany w swoje życie muzyczne.

No tak, wtedy od 23 (roku życia – red.) Była absolutna eksplozja właśnie tego życia muzycznego, które się kreowało już wcześniej, ale wydałem płytę, studiowałem jeszcze dwa lata, dałem radę na studiach, potem już też zrobiłem przerwę, wydałem płytę, no i zaczął się. Zaczął się taki chyba pięcioletni okres, gdzie naprawdę nie miałem jednego dnia, żeby pobiegać. Ja nadal coś tam robiłem sportowo z chłopakami się umawiałem na piłkę i tak dalej. Ale to nie był najlepszy okres, jeśli chodzi o sport, ale działy się inne rzeczy.

A prawdą jest, że po tym pierwszym maratonie doszedłeś do wniosku, że bieganie maratonów jest dla starych ludzi?

Tak, tak miałem. Na tym starcie wszedłem do szatni. Tam wszyscy się tym bengajem smarowali i wydawali się tacy starzy i tacy zaangażowani. Za bardzo podnieceni tym bieganiem. I miałem perspektywę. Wrócę po 30 rż. Może do tego sportu.

Jak się zestarzejesz ? <śmiech>

Jak Będę stary. Pamiętam wtedy, jak mam 20 lat, dostawałem pytanie, czy w ogóle jak będę miał 30 lat, wyobrażam sobie, że będę nawet rapował?. No to mi się wydawało. No nie wiem, bo wtedy będę bardzo stary. Pomyślale o tym wtedy nie. A teraz mam 40. Za niewiele czasu, za chwilę. Nadal czuję się bardzo dobrze i młodo. Ta perspektywa się zmienia. Moi rodzice ode mnie starsi 30 lat też twierdzą, że są młodzi. To jest piękne.

I powiedz mi, jakiej ty byś sobie rady udzielił sobie z przeszłości temu młodemu 19 latkowi, chłopakowi, który gdzieś tam przepycha się w to życie? Raz, że zawodowe, dwa biegowe. Jakbyś spotkał siebie i usłyszał o tym pomyśle, a pobiegnę maraton.

Quebonafide śpiewa: jakbyś wysłał faks do siebie, młodego siebie?

Myślę, że miesiąc chociaż bym potrenował, jednak taki zrobiłbym z 2-3 długie wybiegania. Troszkę rozsądniej. Nie wiem po co tak cierpieć po tym maratonie. Ale każdy ma trochę inną historię. Na pewno nie radziłbym zaczynać od maratonu ludziom, którzy wstali z kanapy i nie mają jakiegoś takiego backgroundu. Gdzieś tam nie ruszali się wcześniej, bo mogą wtedy sobie realnie zaszkodzić zdrowotnie, ale w różny sposób można się zderzyć z maratonem. Nie mówmy tylko, że maraton to jest samo bieganie, bo niektórzy nie zrobili nigdy maratonu, a też coś biegali w życiu, prawda Adam?

hahahahahahaha! <śmiech>

Ja miałem bardzo nudną trasę zawsze na zawodach i kręciłem się w koło.

My zawsze to porównujemy: jak chory gołąb, a więc to jest kompletnie inna sytuacja.

Mam pytanie jeśli mogę w tym temacie do Macieja. Czy Ty 800 metrów masz zaliczone na stadionie?

Ja mam zaliczony dlatego, że byłem podczas kilku mistrzowskich imprez mistrzostw świata i mistrzostw Europy w lekkiej atletyce i tam konkurencja przygotowana dla dziennikarzy to zazwyczaj jest bieg na 800 metrów. Jak pierwszy raz biegłem, to myślałem, że umrę. Później próbowałem się do tego jakoś teoretycznie i fizycznie też przygotować i nie jestem w stanie. Dlatego za każdym razem, kiedy spotykam Adama, zwracam się do niego słowami: Profesorze, to jest jeden z najtrudniejszych dystansów biegowych. Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. I dobrze, że tylko na tych imprezach raz na kilka lat mam szansę i okoliczność do tego, żeby biegać 800 metrów. Przedziwna historia.

Przykro mi, że takie bolesne wspomnienia <śmiech>

Nie, nie one są bardzo radosne, bo za każdym razem docierałem jednak do mety, ale później złapanie oddechu i ten kaszel, który zostaje z tobą po tej hiper wentylacji, to jest rzeczywiście coś wyjątkowego. Wolę biegać maratony.

Jacek ma za sobą 400 metrów, tę przygodę stadionową.

Bo to jest szybki gość

I to jest ten dysonans. Jak to jest cierpieć po maratonie, jak to jest cierpieć po bieżni? bo to jest szalenie interesujące.

Wiesz co? No właśnie. Jeśli chodzi o bieżnię, to też się z nią zderzyłem. Zaliczyłem te wszystkie biegi stadionowe, bo byłem po prostu ciekawy, czym to się różni od biegania długodystansowego. To znaczy w momencie, kiedy miałem jeszcze tą formę z maratonów i mówię: teraz zaliczę wszystkie dystanse 5km, 3km, mila, 1 500m, 800m.

Portfolio będzie rozbudowane!

Nawet pojechałem na mistrzostwa Polski Masters, czyli plus 35l do Torunia, żeby pobiec setkę. Założyłem kolce, stanąłem z takimi chłopakami, którzy widać, że albo biegali wcześniej, albo mają taką naprawdę zajawkę do sprinterskich dystansów, więc bardziej dopakowani i tak dalej. Patrzą tak na mnie: Mezo Czy ty naprawdę musisz być wszędzie w tym bieganiu? Nawet sprinty chcesz zabrać?

Ale bieganie w kolcach Ci się spodobało?

Tak, tak. Kolce zwiększają dynamikę. Ogólnie powiem Ci szczerze, że gdyby była większa baza takich mityngów amatorskich, lekkoatletycznych. Fajnie, że to się rozwija.

Może to jest pomysł?

Mamy jedną Milę (1 Mila)

Na pewno to jest fajny pomysł, tylko właśnie trzeba ludzi przekonać do tego, bo przecietny Kowalski…

Jedna Mila – znakomicie ta impreza Tomka Smokowskiego przekonuje.

Bardzo fajnie, oni też to rozwijają, są biegi dziecięce, jest też piątka. Amatorzy, taki przeciętny Kowalski lubi sobie pobiegać, żeby to trochę trwało. A w momencie, kiedy stajesz na starcie, robisz 400 metrów, nie masz oddechu, przez trzy dni masz kaszel

I wiesz, nie możesz jeszcze tego dobrze ofotografować, to myślę, że to jest problem. Dlatego trzeba to jakoś jakoś tam sprytnie ograć.

Czyli to kwestia Instagramu rozumiem, tak ? <śmiech>

Albo jakoś fajnie też zrobić formę rywalizacji, żeby: tu się spotykamy w tym tygodniu, w tym mieście, w tym mieście, w tym mieście, na pewno to ma przyszłość, na pewno warto spróbować. To jest zupełnie inna adrenalina. Szczerze i najlepiej mi wyszedł bieg na bieżni na 400m, bo 800m nie rozumiem do końca i jakby nie czuję tego, jak należy rozłożyć siły.

I jak siebie poukładać.

To pierwsze okrążenie no, trzeba jednak szukać tego luzu jeszcze nie. Nie możesz tam się za bardzo spiąć, bo jak się zepniesz, to na drugim okrążeniu Ciebie nie ma, a na 400. Możesz właściwie cały czas lecieć prawie na maksa. Nie tylko na końcu. Jeszcze pamiętam, jak zapytałem jak biec na 800 metrów taktykę, to powiedziałeś coś, co pewnie wielokrotnie ludziom radziłeś: pierwsze okrążenie na maksa, a potem przyspieszasz <śmiech>

Skromnie tak.

Prosta recepta!

Ale to jest trochę taki nasz popisowy numer. Chciałoby się powiedzieć, bo prawda jest taka na 800 metrów, że wszystkie najlepsze biegi to są dokładnie takie same jak w maratonie. Czyli Tobie ci się wydaje, że jest szybko, ale nie na tyle szybko, żeby cię to miało w tym momencie tu i teraz zabić. Ale to biegając życiówkę albo te wszystkie wyniki, które były bliskie życiówki prawie przez każdą sekundę biegu, myślałem, że jest bardzo szybko. To było kosztowne i to ta rada jeden do jednego się sprawdza. Natomiast odtworzenie jak na 400 metrów full fabryka ile dała. Jest to przesadą, ale wiem, że skorzystałeś z tej rady i taki jeden bieg na 800 metrów masz zaliczone. Ale mocno odpocząłeś.

Fabryka to jest dobre sformułowanie i dobra myśl w twoim przypadku, bo ty chciałeś naprawdę dać z siebie absolutnego maksa. Bo jeśli myśli się o tym, żeby złamać barierę 2 godzin i 30 minut w maratonie, to zupełnie spokojnie można o Tobie Jacku powiedzieć, że jesteś najszybszym amatorem wśród zawodowców i najszybszym zawodowcem wśród amatorów.

A przypomnę 2:48:32 rok później 2:48:44

Na półmaraton 1:17:50

Dzień premiery płyty swoją drogą i godzinę po tym biegu miałem koncert w Poznaniu.

Bo tak to jest właśnie taki taki ekstra, ekstra super dzień w moim życiu.

Extra super dzień. A co na to biegacze amatorzy by powiedzieli? A ja strzeliłem półmaraton na życiówkę, później jeszcze pracowałem na scenie, malowałem energią, dzieliłem się swoimi emocjami w akcie twórczym.

Co było trudne i powiedziałbym nawet głupie.

Teraz wiemy, że za słabo pobiegłeś. Skoro miałeś siłę na ten koncert <śmiech>

Właściwie nie.

Musiałem korzystać z pomocy Jack Daniels’a i nie, to nie tego od biegania.

Hahahahahahaha! Jacek i Daniele, moi przyjaciele.

Tak, ale widzisz. Jesteś po trzydziestce. Zaczynasz przygodę z maratonami i po tej długiej przerwie pojawiła się tam myśl, która powróciła jak bumerang. W wieku 19 lat może jeszcze tym bengajem się po smaruje po trzydziestce i przyszedł ten sądny dzień. Jak się rozpoczął etap, w którym stałeś się profesjonalistą biegania? 2:48:32. Tu już nie ma żartów. A cel 2:30.

Tak jest. Od razu możemy tutaj balona przekuć, że ten cel niestety, nie udało się go osiągnąć. Zatrzymałem się na 2:48.

Jacek, przepraszam Cie ale samo myślenie o tym, że chce złamać 2:30 już jest czymś imponującym, bo to dla wielu jest brawura.

To było tak. Ja lubię mieć taki określony cel i akurat na tym pierwszym etapie, kiedy złapałem tego bakcyla w pogoni za życiówkami. To był jakiś ten moment, że chciałem złamać trzy godziny w maratonie, bo to jest też taki cel już ambitny.

Tu też magiczna granica.

I wydawał mi się na tamten moment zupełnie wystarczający.

To już oddziela chłopców od mężczyzn.

I wtedy zaczął się taki trening regularny i zacząłem biegać coś więcej niż po prostu wyjście na 10 kilometrową przebieżkę. Pamiętam, jak dziś jak się jarałem że mam pierwszy trening gdzie robię np. 10 takich przebieżek 100 metrowych i poczułem, że jest jakiś cel w tym treningu. Za chwilę jakieś interwały zacząłem robić. Czerpałem z tego dużą radość, ale właśnie z tej różnorodności treningowej. Na początku zresztą ten progres jest bardzo duży. Ja oczywiście miałem, miałem świadomość, że to za chwilę będzie zwalniać, ale na początku te życiówki tak się napędzają. Każdy to pewnie z nas odczuł ktoś, kto gonił je. I to był tak samo napędzający się mechanizm. Trwało to mniej więcej pół roku i na Orlen Maraton w Warszawie złamałem te trzy godziny na styk. Naprawdę bardzo cierpiałem. Na styk. Udało mi się te trzy godziny złamać i wtedy, jak byłem na mecie, to sobie pomyślałem: no kurde, zrobiłeś swoje. Wracaj do koncertów. Moi znajomi mówią: już nic nie musisz udowadniać.

Po co Ci te maratony Jacek <śmiech>

No a potem ten chochlik, ambicja w głowie. Tak sobie pomyślałem wtedy miałem te 33 lata i mówie kurde, ci maratończycy w sumie najlepsze wyniki robią tak właśnie 36l, a potem już nie ma bata, już będzie gorzej.

Czyli mam jeszcze 3 lata?

Mówię To jest ostatni dzwonek, żeby zrobić tego maksa. Zaglądałem na blogi Warszawskiego Biegacza. Patrzę taki chłopak jak ja: pracuje, biega amatorsko, ma 2:30 to mówie: 2:30. Sprawdzam, w ile on to zrobił: w dwa lata, Dwa lata? Rzuciłem w wywiadzie i poszło <śmiech>

Jak wszystkie klocki się ułożyły…

I naprawdę święcie wierzyłem przez te dwa lata, że te 2:30 zrobię

Ogłosiłeś to światu więc pojawiłą się presja siłą rzeczy..

Pojawiła się presja. Ale ta presja naprawdę działa na mnie dobrze. To było duże wyzwanie, ale dzięki temu miałem taki napęd, że nieważne, co będę mówi, co się wydarzy. Ja muszę powiedzieć sobie: dwa lata zrobiłem, co mogłem. Powiedziałem sprawdzam. Jeśli będę wiedział, że się zderzyłem ze ścianą, to trudno.

To jest jedna ze skuteczniejszych strategii. Ogłoszenie wszem i wobec światu, bliskim znajomym, szerszemu gronu swojego celu, bo wtedy nasza podświadomość chętniej z nami współpracuje. A jeśli mówimy o podświadomości, to oprócz okropnie okrutnie silnej psychiki. Zastanawia mnie jeden fakt, bo rozpocząłeś swoją przygodę. Stwierdziłeś OK, dobra, biegnę dla 2:30 – ogłaszam. Na którym etapie pojawił się trener? Bo mówisz tu o przebieżkach? Czy to może były takie spontaniczne twoje przebieżki na początku tej przygody, czy od razu z trenerem?

Tu pojawił się trener. To znaczy ja z trenerem, z którym pracowałem przez 3 lata, wykonałem może dwa treningi, tak gdzie on obecny był na tych treningach. To było spisywanie treningów. Mój trener – pozdrawiam Marcina Górek z Warszawy. Po prostu mi wysyłał na maila, co ja mam robić, komentowaliśmy to.

Tak się dzieje w przypadku większości biegaczy.

Stał się moim kolegą, dzisiaj przyjacielem wręcz, z którym mam kontakt do dzisiaj. Namawia mnie, żebym wracał do porządnego biegania…

Trenerzy tak mają!

Ściemniasz tam znowu coś na tych biegach. A zamiast tutaj pocisnąć jeszcze wszystko przed tobą mastersa, możesz robić rekordy, tam mnie zachęca…

Zaraz nowa kategoria biegowa…

Tak, tak, tak…

Więc z trenerem? Jak najbardziej, ale to myślę, że to nie jest nic takiego, na co nie może sobie pozwolić ktokolwiek, kto ma jakieś ambicje, bo to jest. To nie są duże koszty.

Jest to dzis bardzo dostępne.

Monitorowanie twoich postępów, jak ten trening się odbywa, jest jeden do jednego. Natomiast wiemy i to nie jest żadną tajemnicą, że w przypadku biegania regularność jest czymś zupełnie podstawowym, tylko regularność to jest jedno, a dołożenie do tego solidności tego, co ty miałeś, czyli nie odpuszczanie absolutnie żadnego treningu. I nawet jak żona prosi: a może Jacku, byś pobiegał ze mną, to mówisz: nie nie kochanie, ty biegasz za wolno.

Niestety tak było. Teraz wszystko odpokutowuje właśnie, ale wtedy faktycznie nawet na trening z żoną nie wychodziłem, bo albo właśnie miałem jakieś tam swoje cele. Faktycznie było też tak, że potrafiłem wrócić gdzieś z drugiego końca Polski. Z koncertu o godzinie 12 miałem w planie trening, to go robiłem. Oczywiście miałem też, wiedziałem też, że trzeba czasem odpuścić i wiedziałem, co chyba jest szczególnie ważne dla kogoś, kto ma taką ambicje naturalną, że to trzeba rozłożyć na proces właśnie na lata… Według mnie i tak zrobiłem za mały okres, jeśli celowałem w te 2:30, powinienem chociaż te pięć lat wytrzymać. Nie wytrzymałem, bo po prostu jestem trochę nadpobudliwy i pewnie miałem jakieś tam inne powody, ale trzeba to rozłożyć i umieć sobie powiedzieć, że: w pierwszym roku biegania wystarczy trzy razy w tygodniu będziesz miał z czego dołożyć za rok! Jak od razu wypstrykasz się i zrobisz 5 treningów w tygodniu czy tam sześć…

Ale sam wiesz, że to jest najtrudniejsze opanować samego siebie, dlatego, że tak nakręca na to bieganie. To mu zaczyna sprawiać przyjemność. Z treningu na trening kończysz tę zabawę i myślisz o tym, żeby znowu pobiec. To jest najbardziej fascynujące też dla mnie, amatora, że no tak, doświadcza się takiego narkotykowego haju.

No właśnie, ten wystrzał endorfin, czyli euforia biegacza, to się pięknie nazywa. Ale też i ja nie spotkałem osobiście w życiu, a poprawcie mnie, jeżeli jakakolwiek uciecha tego życia wam dostarczyła tego samego.

Przepraszam, to moglibyśmy dyskutować na ten temat.

Ale tej takiej jasności umysłu, nieograniczonej radości ten haj jest. Ja przepraszam, ale uzależniający okrutnie.

Pewnie, że tak.

I dziś po krótkiej przerwie od biegania zaczyna mi tego brakować.

Zgodzę się, ale powiedziałbym do pewnego etapu. Jak w pewnym momencie, jak gonisz za życiówkami i to się staje taką twoją obsesją, fetyszem. Ja straciłem trochę radość z takiego biegania.

Bo wtedy nie masz czasu na tę radość z biegania właśnie.

Odpada, odpada. Tak, nawet muzyka mnie wkurzała, jak zacząłem trenować takie akcenty, bo cały mózg musi po prostu i cały organizm musi się tak skupić na zadaniu trudnym zadaniu, że trochę… Więc ostrzeżenie jest takie, gdzieś tam miałem, taki wpis na swoim blogu. „Ambitny biegacz, wieczny frustrat”. Kiedy robiłem najlepsze wyniki, byłem z nich najbardziej niezadowolony. To jest absurd, ale tak było.

I strasznie liczyłem, że właśnie tak odpowiesz na to pytanie, bo jest pewna granica bardzo cienka, kiedy kończy się przyjemność z biegania, a zaczyna się pogoń za królikiem. I ja mam takie wrażenie, że ludzi można ogólnie w życiu podzielić na dwie kategorie. Ci, którzy cieszą się podróżą, drogą, która jest piękna, przyjemna.

I również bieganiem, to możemy zaliczyć do tego.

Tak też jest druga grupa, która się tylko cieszy z dotarcia do celu. Jak łatwo przekroczyć tę granicę?

No, ja myślę, że można to sobie równoważyć na zasadzie w różnych okresach różne sobie akcenty stawiać. I ja np. teraz biegając już od dwóch lat w takim tempie rekreacyjno-filozoficznym, cieszę się tym czasami na mecie, gdzieś tam zazdroszczę, jak ktoś mi tam mówi: o mam życiówkę! I mówię: Kurdę, trzeba było też jeszcze potrenować, ale generalnie korzystam z tego właśnie, że że jest, jest na trasie większy taki nastrój konwersacji. Mogę, z ludźmi mogę być pacemarkerem, co też daje mi takie poczucie celu, pomagam komuś.

Ale Ty jako człowiek medytujący – do tej medytacji jeszcze wrócimy w kontekście kontuzji to jest dopiero ciekawa sprawa – to właściwie masz tę świadomość, że zyskuje się jasność umysłu biegając. To jest dla mnie, to było najbardziej odczuwalne na początku mojej biegowej przygody, że dotknęło mnie coś, co było dla mnie zupełnie nowe. Biegając, miałem tak czyste myśli, że kiedy pojawiał się jakiś problem i wychodziłem pobiegać, ten problem rozwiązywałem w trakcie biegu. Układałem sobie plan na cały dzień. Życie stawało się prostsze!

Tak, to jest wspaniałe, olśniewające. Miałem też ataków weny mnóstwo, zresztą płyta, „Życiówka” jest tego przykładem. Wiele cytatów, wersów z Życiówki miałem w trakcie biegu, gdzieś tam się coś się tworzyło

Opis rzeczywistości Biegacza!

Zawsze tylko wbiegałem do domu i zanim tam żonie powiedziałem coś, jak się biegło itd. Musiałem zapisać w telefonie czy gdzieś na kartce. To jest faktycznie olśniewające. To jest ten legalny haj. To, co dostarczamy sobie przez to, co się dzieje w naszym organizmie. To pobudzenie to dostarczenie dopaminy, serotoniny i wszystkich substancji dozwolonych.

I żeby tylko sobie nie zakłócić tego zbyt ambitnym podejściem do tematu.

No właśnie, bo na początku mówiliśmy o tym, że zatoczyłeś koło. Czyli przeszedłeś od w pewnym momencie można powiedzieć, takiego chwilowego, nienawidzenia chyba biegania po pierwszym maratonie i tygodniowej rekonwalescencji i powrót do siebie, absolutnie usprawiedliwiona przez życie zawodowe. Później bardzo mocny nacisk na trening. Dziś jesteś też w innym momencie, ale zanim do tego przejdziemy, ja sobie kompletnie wyobrażam, nie mieści mi się w głowie, ale nie w ogóle. Nie, nie będę tego kolorował. Jak połączyć życie sceniczne artysty, który jeździ na trasy, koncerty, półmaraton, a potem ok, pyknę sobie koncert? I mi się to w głowie nie mieści. Jak połączyć w to życie? Tym bardziej, że sam nie ukrywa tego, że nie jest dla ciebie problemem wypicie szklanek czeka Dżeka Danielsa czy tam po prostu zimnego piwka po maratonie?

Myślę, że Jacek nie ogranicza się Jacek do jednej marki <śmiech>

No powiem Ci tak… Da się to połączyć. To pozytywne należy.

Chyba oddzielić. Hahahahahaha, a tu mówimy o połączeniu…

O dziwo obecnie np. prawie w ogóle nie piję alkoholu, a najlepsze wyniki robiłem gdy piłem <śmiech>

Co tu jest nie tak?! Nie, nie <żart> ale tak sobie mówię, że pewnie te wyniki miałbym jeszcze lepsze, gdybym wtedy prowadził się lepiej i bardziej higieniczne. Z racji wieku miałem powiedzmy najlepsze wyniki w wieku trzydziestu kilku lat. Naprawdę udawało mi się to godzić, ale gdzieś, gdzieś, gdzieś oczywiście odczuwałem to fizycznie jak jak miałem takie weekendy, że miałem trzy koncerty, jakieś biegi, robiłem życiówkę i potem koncert. To już był hardkor. Naprawdę odpokutowywałem wtedy w tygodniu, ale też mam tę zaletę, że w tygodniu mogę odpocząć, np. w weekend mogę się zajechać, a w tygodniu mogę odpocząć. Nie każdy też tak ma.

Ale zdarzało się, że to bieganie było na takiej sytuacji jakąś swego rodzaju odtrutką. Nie wiem. Tam o jeden kieliszek za daleko poszedłeś poprzedniego wieczoru, a następnego dnia rano mówisz sobie to zamiast kroplówki, to ja jednak zrobię godzinę biegu?

Jeśli to było takie bieganie z nóżki na nóżkę to pewnie tak. Na większego kaca to pewnie i bieganie nie pomoże. Trzeba odleżeć..

Adam chciał się włączyć w tę dyskusję?

No nie wiem, nie wiem, co powiedzieć.

Śmiało!

Może anegdotą…

Ale abstynentem nie byłeś w trakcie kariery?

Nie, nie byłem abstynentem. Lampka wina, piwko jak najbardziej. Przez wysuszenie chce się powiedzieć organizmu jakby bieganiem zawodowym. Alkohol to jest totalne oczywiście spustoszenie.

Planowałem eksperymentalnie. Wypiję sobie piwo przed startem. Tak, na 15 minut przed startem. Poleciałem i mnie tak przysuszyło już na drugim kilometrze…

Eksperymentalnie ja też próbowałem chociażby wina, biegnąc jakiś półmaraton w Kalifornii przez winnice, gdzie na trasie legalnie było tylko wychylić mały kieliszek wina, jakoś rzadko były punkty z wodą.

I to nie jest fajne. To nie jest fajne.

Tak, to też jest sprawdzone absolutnie. Po można się nawodnić, jeśli ktoś ma potrzebę.

Ale w środowisku biegowym moi koledzy, bardziej doświadczeni na emeryturze jasno mówią o tym, że na kaca jest najlepsze bieganie. Ja się muszę tego rozumiem trzymać, kontynuować też tą tradycję emerycką, ale…

Też mam swoje lata i potwierdzam.

Ja będę czerpał z tej Krynicy pełnymi garściami.

Ale tak teraz mi jeszcze przychodzi do głowy, żeby jeszcze troszkę w tym temacie podłubać. I nie mówię tutaj o alkoholu, tylko trasy koncertowe, starty, treningi, ale gdzie czas dla rodziny? Bo to jest naprawdę dużo. Przygotowanie się do koncertu. Weekendowy wyjazd, później trening, który gdzieś tam międzyczasie odpokutowanie tego trudnego weekendu, gdzie pada życiówka, jest półmaraton, który jest wyjątkowo – wydaje mi się, że półmaraton jest trudniejszy niż maraton, to są inne prędkości, mimo że krótszy wysiłek to naprawdę taka 20 – 21km, dokładnie z małym okładem, ale taka 20ka daje w kość.

Ja lubię bardziej półmaraton niż maraton, bo nie ma….

On mówi jako zawodowiec. Półmaraton jest Idealny! To jest najlepszy dystans, jaki można sobie wyobrazić. Po półmaratonie idziesz normalnie na obiad.

Jeszcze nie ma tego mięśniowego skatowania, które trwa dłużej niż tam… Tydzień.

Sportowego upodlenia nawet tak bym powiedział.

Oczywiście wszystko zależy od tempa i od tego, ile zostawisz zdrowia podczas tego biegu. Ale ja półmaraton robiłem, nawet czasami mówiłem na to Mezo maraton. Mezo Maratony najbardziej lubię i mój najlepszy bieg był też w Poznaniu. To był dzień premiery „Życiówki”. I właśnie gdzie aż wyplułem płuca, żeby tam zrobić życiówkę o 5 sekund. I wydałem płytę i zagrałem ten koncert. I pamiętam wtedy sobie powiedziałem, iż nigdy więcej stary. Dobrze, że ci to wyszło, bo nie wyobrażam sobie, żebym wydał płytę, życiówkę i nie zrobił życiówki, a ja o 5 sekund ją zrobiłem!

Adam pytał Cię o rodzinę i funkcjonowanie biegania i rodziny.Czy bieganie podbijało jakość twojego życia rodzinnego, czy szło niestety nie w tą samą stronę?

Żona bardzo chwaliła sobie mimo wszystko ten okres. Powiedziała, że wtedy byłem bardzo taki zorganizowany i wiedziałem, że jest trening, że jest on, i wszystko miałem poukładane. Był taki okres po tym bieganiu za życiówkami. Teraz znowu mam co robić, bo mam 2,5 letnią córeczkę.

Na razie, na razie tylko dwie zawodniczki.

I syn w drodze… Jeszcze mam 17 letnią córkę, także mam bardzo dużo zajęć rodzinnych, ale był taki moment, że miałem dużo czasu i potem, po tym zorganizowaniu zaplanowanych wszystkich treningach w tygodniu mi się pojawiła taka duża luka. I wtedy wtedy nie czułem się za dobrze. A tak naprawdę wiesz, co ja podziwiam – myślę fajnie, że mówisz mi, że jak ty to zgodziłeś i tak dalej – ale ja podziwiam ludzi, którzy godzą to z pracą. Od poniedziałku do piątku i w weekendy robią jeszcze te życiówki. Dla mnie oni są większymi bohaterami niż ja. Gdzie ja? Naprawdę od wtorku do czwartku mogę odpocząć, poświęcić się rodzinie i zresetować, więc jest to wszystko do zrobienia. Życie artystyczne jest takie, że niestety jest takie dwubiegunowe. Są momenty, że, że po prostu musisz jeden dzień zrobić wszystko. A potem emocje spadają dziś bardzo, bardzo nisko. Trzeba umieć to zrównoważyć, ale wydaje mi się, że jakoś to sobie potrafię zorganizować.

Z kumulacjami radzi sobie bardzo dobrze.

No właśnie, skoro te emocje to już zdemonizowaliśmy, troszkę bieganie, to teraz przejdźmy do tego najbardziej pozytywnego aspektu, czyli tego, co bieganie nam dostarcza. Powiedzieliśmy, że ta jasność umysłu, która się pojawia, jest jednym z chyba bardziej nieoczekiwanych zdarzeń w życiu każdego biegającego. Powiedzieliśmy o euforii biegacza, o endorfiny, o tej miłości, która się pojawia. Ale ja też widzę bardzo dużą dozę spokoju, bo kiedy ja wychodzę biegać i mam nadzieję, że się ze mną zgodzicie, mam taką nadzieję głęboką. Kiedy wychodzę biegać, to jakby ktoś wyłączył wtyczkę raz, że z myśleniem, z codziennością i dał mi to nie to, że to się wyłącza i tam nic nie ma. Ale właśnie powiedzcie, co macie biegając chilując się przy bieganiu? Co to bieganie właściwie otwiera? Jakie drzwi?

Mam taką piosenkę na płycie Credo, kiedy to już nie jest pogoń za życiówkami traktowana jest właśnie jako medytacja w biegu. Właśnie bieganie może być tą formą medytacji, spotkaniem z naturą, ze sobą i odcięciem się od wszystkich tego całego zgiełku, który nas otacza.

Ja myślę, że jest w tym – nie wiem czy się Jacek zgodzisz – jakiś paradoks, bo z jednej strony to jest odcięcie od świata, od problemów, które są w twoim życiu, a z drugiej strony to pomaga ci to wszystko rozwiązać, poukładać. I to jest fascynujące, że w tych dwóch płaszczyznach skrajnych możemy działać i bieganie jest czymś, co je łączy i wzajemnie na siebie wpływa.

Tak jest. Może podtrzymuję to cytatem z medytacji w biegu. Refrenik i poczekaj poproszę tylko założę okulary…

To jest Twoja kamera! Kamera akcja

<śpiew> Biegnę, gdzie mnie nogi poniosą. Czuję. Wszystko kwitnie wiosną, czuję zapach życia na skórze. Obserwuję tylko obserwuję. Z chwili na chwilę, z nogi, na nogę, bez pośpiechu, od wdechu do wydechu. Medytacja w biegu.

Nigdy nie gram tego na koncertach…

Pięknie, brawo!.

A widzisz, bo to jest takie trochę mezobieganie i mezomedytacja. Coś co jest fascynujące. W bieganiu.

Ale też do medytacji trzeba podchodzić, do medytacji, bez biegania bardzo ostrożnie.

Oj tak, miałem te doświadczenia. Też jeśli już ten temat możemy szybciutko…

Jesteś Biegaczem, którego kontuzja w biegu na dobrą sprawę nigdy nie dotknęła.

Bardzo bałem się kontuzji. Jak robiłem te wszystkie życiówkowe moje wyczyny i miałem fizjoterapeutę, starałem się rozciągać itd. W momencie, kiedy przestałem dbać o życiówki, przestałem dbać o te wszystkie inne konwenanse i zacząłem wtedy też medytować. I oczywiście…

Z pełnym zaangażowaniem?

Z pełnym zaangażowaniem takim, że siadałem w pozycjach takich skrzyżnych. Dążyłem od razu do jakichś perfekcyjnych tam: lotosu, pół lotosu. I sobie tak znosiłem łąkotki, że po pół roku miałem operację na kolano, artroskopię. No i wtedy to już w ogóle klapnęło mi wszystko tak na rok, że mówie: nie. No to już pozamiatane. I z życiówkami i tym wszystkim.

I to przez medytację! można się załamać.

Przecież to absolutny, absolutny paradoks tego wszystkiego.

Czyli jednak to medytacja jest tym niebezpiecznym sportem, ale jest szalenie potrzebna.

Ekstremalna!

Jak się człowiek wyluzuje za bardzo, to też gubi tą czujność.

Ale to fascynujące, bo de facto twoja trzykrotnie skręcona poważnie kostka nie przeszkodziła ci w bieganiu. Troszkę może chyba przeszkadza w tenisie, prawda? W twojej dzisiejszej przygodzie największej sportowej wykończyła cię medytacja.

Co Ci mam powiedzieć? Tak, tak było.

To jest ciekawe…

Ale polecam medytację na krześle, bez napinki. Medytacja to jest definicja tego, że powinno być bez napinki. Więc wszystkie takie ambicjonalne rzeczy trzeba odłożyć. I taka jest moja płyta. Trochę to bywa, że zawsze jest akcja, reakcja. Życiówka to jest taka płyta ambicjonalna, pokazująca ten aspekt sportowy, że warto, że trzeba cisnąć

W ogóle nie miałeś obaw, że ta płyta idzie wbrew temu, co myślimy o rapie, o melorecytacji? Tematy, które najczęściej się pojawiają, to jest blichtr świata i życia, alkohol, dziewczyny, szybkie samochody. A ty śpiewasz o życiu? Śpiewasz o bieganiu. Chłopie, jesteś jedynym raperem, który porusza takie tematy.

Ale jest szybszy niż Lambo na pierwszych dziesięciu metrach.

Po pierwsze zawsze się różniłem od takiego stereotypowego rapera, ale też nie ukrywajmy w życiu troszkę zarapowałem i o dziewczynach, i o blichtrze itd.

Mówię wyłącznie no tym projekcie

szukałem czegoś nowego!

Ożywczego!

Szukałem nowego pomysłu na siebie. Tak naprawdę „życiówka” jest po prostu efektem ubocznym mojego życia. Zawsze coś, co dziś w życiu mi się przydarza, jest przekładane na wieczność.

Bardzo szczere i bardzo prawdziwe. To jest zapis całego życia biegacza.

Chociaż ktoś, kto nie biega, może sobie mieć trudność z odsłuchaniem tej płyty. Faktycznie, bo ja słyszę takie głosy na youtube: Co on, gdzieś rapuje o ścianie? O co mu chodzi w ogóle?

Bieganie jest drugą najbardziej…

Można mieć 1 piosenkę o bieganiu, ale aż 6 i 7?!

Bieganie jest najbardziej powszechną formą aktywności fizycznej. Więc grupa i target jest bardzo, bardzo duża.

Powiem szczerze, całą karierę miałem problem, bo słuchałem. Miałem wrażenie, że słuchamy bardzo dużo ludzi, ale nie miałem takich wyznawców, można powiedzieć twardego elektoratu. Dzięki bieganiu dorobiłem się takiego elektoratu, bo faktycznie kto przesłuchał życiówkę i biega, to zawiązuje się taka silna więź. Dokładnie jest i to jest fajne, że. Że dzisiaj, mimo że ja już tak nie żyje, tymi tekstami aż tak mocno, to odzywają się czasami nadal tak. Nowa fala biegaczy, którzy robią pierwszą życiówkę, pierwszy maraton i łapią tą płytę, mówią kurcze, nie wiedziałem, że coś takiego jest, że mogę sobie posłuchać jeszcze o bieganiu, jeszcze biegając, posłuchać o bieganiu.

Wiesz co? Jacek ci, którzy oglądają, mogą to zobaczyć. Ci, którzy słuchają, mogą tego posłuchać, bo to chyba jest czas na wyznanie. Ja przy swoich piosenkach Dziewczyny podrywałem. Jaki brak twardego elektoratu!?

Dziękuję Ci bardzo! ale wiesz, słuchałeś tych, co leciały w radiu. Twardy elektorat słucha od oddechy do dechy.

Słuchaj, od oddechy do dechy. To ja mierząc, jestem twardym elektoratem w dalszym ciągu. I bardzo inspirująca dla wszystkich biegaczy wspomnianych jest właśnie wydana płyta. W wersji tej to będzie słychać

Tam jest darmowy plan treningowy

Ale naprawdę dla wytrzymałych…

Tylko faktycznie z takiego etapu zaawansowanego

Spoglądać na te 400 kilometrów w miesiącu, no…

400 w miesiącu. Ja tutaj patrzę na kilometraż, suma 3737 – rocznie.

To wychodzi prawie dziesięć kilometrów dziennie, tak jak patrzysz 3600.

To się nazywa objętość treningowa.

To było apogeum, ale trzy godziny w maratonie łamałem właśnie z trzech treningów w tygodniu także, to też nie, nie trzeba od razu. Wydaje mi się, że próbowałem wszystkiego, bo jako że zrzuciłem to hasło 2:30, to doszedłem do takiego momentu, że czułem, że ja naprawdę nawet miałem moment, że robiłem dwa treningi dziennie. Czyli miałem tak. To nie trwało długo, ale dwa, trzy miesiące miałem takie, że trenowałem 7-8 razy w tygodniu. Próbowałem zejść z wagą. Tak, maksymalnie nisko, bo mówię może tam się kryje jeszcze jakaś przewaga, różne rzeczy. I w pewnym momencie miałem taką pełną akceptację tego. Chłopie,2:48 dalej lecisz i to nie jest już moja wina, tylko tak cię Pan Bóg stworzył, że nie dasz rady. No chyba, że byś się zawziął i teraz 10 lat jeszcze żyłował.

Coś za a coś.

Ale zaakceptowanie tego faktu. Ile czasu ci zajęło? Bo to nie jest łatwe. Kiedy jesteś nakręcony na życiówki i właściwie całe swoje bieganie opierasz na pogoni za życiówką, ani na moment nie wszedłeś na taką stronę turysty biegowego.

Muszę uzupełnić to pytanie, bo to jest coś, co ja przeżywałem. Czy ty musisz sobie wybaczyć za to?

Wiesz, co…

Rozgrzeszyć?

Mocne stwierdzenie nie?… Miałem czasem takie wyrzuty sumienia. Ktoś mówił 2:30 tak rzucił marketingowo i to mnie tam gdzieś kuło, ale mówię przez rok stałem w miejscu, mimo że cały czas szukałem jakichś tam przewag, trenowałem, nie miałem nic do zarzucenia i po tym roku stwierdziłem no dobra, nie da rady. Piłem przez trzy miesiące i się pogodziłem. Hahahahahahaha!

I to jest cała tajemnica.

Mamy to, mamy to, ale ty może butów karbonowych nie miałeś po prostu?

No właśnie mój trener dzwonił ostatnio: słuchaj z twoją dynamiką – bo on zawsze mi mówił – Ty jestes typ szybkościowy, ty w ogóle nie powinnaś biegać maratonów, tylko bieżnia, bo masz dużo tych szybkokórczliwych w ogóle. Teraz karbon wlazł, buty zmieniają grę w maratonie… Przy Twojej specyfice 10 minut możesz skrobnąć.

Prawda.

Przeliczyłem. 2:48 na 2:38 to nadal nie 2:30 <śmiech>

Ale sam mówisz o tym szukaniu przewag na różnych płaszczyznach i w różnych miejscach. Jesteś takim człowiekiem, takim biegaczem, który szuka tych przewag również i sprzętowych. Testuje, sprawdza, poszukuje idealnego rozwiązania dla siebie. Czy jak już wpadniesz w jeden model butów, to zostajesz?

Nie mam jakiegoś fetyszu sprzętowego. Oczywiście jak biegałem gdzieś na bieżni, to brałem kolce, najcięższe buty i tak dalej. Ale nie jestem takim typem, że co sezon muszę sprawdzać, jakie są nowości. Wiem, że w tym wszystkim jest też bardzo dużo marketingu, że zawsze kolejny but wychodzi, jest rewolucyjny. Nawet, nawet patrzyłem sceptycznie na tę sytuację. Jak wchodziły te buty, w których tak nagle się posypał te rekordy, to było dwa, trzy lata temu. I też mówię pewnie znowu jakaś ściema, ale faktycznie, skoro ten mój trener, taki sceptyk, powiedział cool barry, zaczynam biegać w tych karbonach, to faktycznie widać, że tam coś jakaś tam się tworzy przewagę tego odbicia, gdzieś tam coś się odzyskuje, kumuluje się, ale te czasy są coraz lepsze.

Przed nagraniem mieliśmy okazję obejrzeć buty, które tutaj mamy i pokazywałem Ci, jak zmieniły się technologie w butach od lat 2000. Gdzie ty debiutowałeś w biegach maratońskich do dzisiejszego buta. I tutaj akurat gołym okiem widać, ile i jak daleko posunięte są zmiany. W butach maratońskich jest troszkę mniej widocznych zmian. Po prostu jest na pierwszy rzut oka wyższa ta podeszwa i powiedziałeś, że wybrał byś karbon. Jednak w naszym quizie początkowym to jak? Jak to jest? Wybrał się karbon, ale czy będziesz miał okazję w nich jeszcze pobiec?

Wiesz, zawsze je mogę założyć i pobiec nawet wolno <śmiech>

Ja nie planuję. Jakoś tak to nie mówię, że nigdy nie stanę na starcie z misją jakiegoś ambitnego biegania. Pewnie może się to może się wydarzyć nawet całkiem niedługo, więc fajnie, że są takie buty. Można z tego skorzystać, ale ja zawsze sobie na długi czas nie mogłem w to uwierzyć, że Egipcjanin, który zdobył złoty medal na olimpiadzie w ’60 roku, pobiegł boso. To mnie najbardziej inspiruje, najbardziej inspiruje. To jest niesamowite. Ale oczywiście fajnie, że sprzęt. Fajnie, że ludzie się tym fascynują i myślę, że jest taka też bardzo ważna rzecz w bieganiu, bo też staramy się jakoś tak upowszechniać i aktywować ludzi do działania. To, że się tworzy wokół tego taka społeczność, ile ja wspaniałych osób poznałem na trasach biegowych do dzisiaj i turystyka biegowa, to, że planujesz jakiś tam wyjazd w jakiejś tam ładnej europejskiej stolicy…

Wielowymiarowość biegania!

Dokładnie, jedziesz najpierw te 2-3 dni masz do maratonu na tej adrenalinie, wyczekiwaniu, potem jeszcze zostajesz dwa dni zwiedzać sobie. Piękna sprawa. Ja, ja niestety… Ty Macieju możesz więcej powiedzieć na ten temat, bo ja trzymałem się Poznania, bo chciałem mieć blisko domu, tak, żeby było wszystko na swoim terenie, jeśli chodzi o te życiówki.

Dopiero później zacząłem gdzieś tam jeździć. Zrobiłem maraton w Walencji, w Barcelonie, ale nigdy nie zaliczyłem tych Mayor’ów, a już nie mówiąc o tych wszystkich kontynentach.

Ja myślę, że to jest dobre z wielu względów, ale ten najważniejszy to taki, że nowe miejsce może cię bardzo motywować. Już nie mówię o Nowym Jorku, który jest taką świątynią biegania i to się absolutnie w pełni potwierdza. Bo jak masz dwa miliony widzów, które kibicują Ci właściwie na każdym metrze tych 42 kilometrów 195 metrów, to jest coś, co dodatkowo Cię niesie. A kiedy dobiega do mety, to jesteś w stanie, nie wiem. Na ostatnich dwóch kilometrach wykrzesać z siebie 5 razy więcej energii niż normalnie. To by było nawet w Poznaniu biegając.

Co w tym bieganiu tak naprawdę, skoro mówicie tak piękne rzeczy coraz bardziej napędzało. Czy to była wasza wewnętrzna pasja, przekonanie, wewnętrzna siła, czy może też robiliście to na jakimś etapie dla kogoś?

To bardzo ciekawe to, prośba by Jacek zaczął…

Jacek w drużynie szpiku, więc niejednokrotnie dla kogoś, ale taka wewnętrzna motywacja.

To jest wiele, wiele tych celów może być. Ale ja nie boję się powiedzieć, że robię to dla siebie, żeby się dobrze czuć psychicznie, fizycznie. To się wszystko pięknie, pięknie łączy i tylko tyle, i aż tyle. A potem można dodawać sobie te kolejne cele typu zwiedzanie świata, robienie życiówek, spotkania z kolegami.

Bieganie dla kogoś też w jakimś celu. Oczywiście, że tak, ale to jest zawsze też wartość dodana do tego, co to jest dla nas, co jest bardzo prywatne, co jest. Nie powiem, że takie coś, co sprawia, że zapominamy o bożym świecie i robimy to absolutnie tylko, tylko dla siebie. Egocentryczne właśnie nie, wydaje się egocentryczne, ale nie jest bo jeśli my poprawimy naszą jakość życia, a według mnie bieganie na każdym etapie poprawia jakość naszego życia. To nasze funkcjonowanie wewnętrzne i zewnętrzne gdzieś tam przełoży się na to, jak funkcjonujemy w grupie, w rodzinie, naprawdę i będzie zbawienny w skutkach. Bieganie nie jest takim sportem jak chociażby golf, gdzie pojawia się pojęcie wdowy golfowej, że facet wychodzi na pole golfowe i zapomina o bożym świecie. O żonie i o rodzinie też tutaj nie – wracasz po tym bieganiu jesteś – ja mam wrażenie po prostu lepszym człowiekiem. Może to jest? Może to są duże słowa, ale. Ale naprawdę tak jest. Ja mam wrażenie, że jestem po prostu dobrym człowiekiem, jeszcze lepszym po bieganiu.

Czyli robisz to dla siebie, dla innych? Cieszysz się? Emanujesz?

Dzielisz się

Emanujesz na otoczenie. Inspirujesz otoczenie. Absolutnie to czuję w momencie, kiedy. Obecnie moim sportem numer jeden jest tenis i czuję tam taką mimo wszystko elitarność tego sportu. Mam takie wrażenie, że już tym bieganiem potrafiłem właśnie zainspirować ludzi, żeby oni biegali itd. Życzę sobie oczywiście, żeby w Polsce tenis – i jest na to szansa. Dzięki sukcesom Igi Świątek i Hurkacza Huberta, których pozdrawiamy i życzymy sukcesów, żeby stał się bardziej taki powszechny. Ale właśnie bieganie ma to, że to jest tak demokratyczne, że tak niewiele trzeba, żeby, żeby już być na treningu, już być w lesie i pobiegać.

Niezależnie od tego, w jakim miejscu świata jesteś.

Także to jest też ten motyw biegania. Nawet krótko trenując triatlon, miałem wrażenie, że jest trudne to do pogodzenia. Ten rower, bieganie, pływanie np. z moim życiem koncertowym, a jak ja jadę na koncert, rzucam buty do biegania i gdziekolwiek jestem, ja nawet mogę godzinę przed koncertem i do lasu i zrobić taką rozgrzewkę. I jestem na scenie zaraz gotowy.

Ja muszę wam bardzo podziękować.

Ale ja muszę jeszcze jedną rzecz tego zapytać, zanim…

Muszę Podziękować za to zmotywowaliście mnie do biegania. Po prostu to ja wracam na bieżnię!

Ja zaczynam przygotowywać się w takim razie jakieś dyszki.

Temat długodystansowego w rozumieniu całego życia, biegania, bo to rzeczywiście jest taka aktywność fizyczna, gdzie mądrze biegając można ją mieć dla siebie przez całe życie, naprawdę przez całe życie. I to jest Jacek, pytanie do ciebie czy ty myślisz o bieganiu w tej długiej perspektywie całego życia? Pytam też o to, bo w listopadzie pojawi się młody zawodnik na tym świecie, ty wtedy będziesz miał 40 lat? Świetny wiek. Swoją drogą to w ogóle wiesz, że życie zaczyna się po czterdziestce? Co do tego nie mam żadnych wątpliwości. A po pięćdziesiątce, która mnie czeka w przyszłym roku, też w ogóle będzie piękne życie. Ale ja doświadczyłem wyjątkowego przeżycia. Gdzie mój 18 letni syn razem ze mną wystartował na trasie maratonu i moment, kiedy wspólnie przebiegaliśmy linię mety, jest czymś magicznym. Czy ty masz już teraz albo w ogóle o tym nie myślisz? Taką, taki projekt, taką potrzebę, taką myśl, żeby może kiedyś pobiec wspólnie ten królewski dystans maratonu? Ze swoim dzieckiem.

Nie mam takich planów skonkretyzowanych. Na pewno biegać zamierzam, jak tylko będzie sił mi starczy, czyli do końca życia mam nadzieję. Moja córka, która w tym roku kończy 17 lat, jest wysportowana, ale bardziej taniec, jazda konna i tego typu rzeczy. Więc nie sądzę, żeby przebiegła ze mną maraton. Ale jakąś dziesiątkę jak najbardziej. I to na pewno może być fajne przeżycie. Jak sam mówisz – doświadczyłeś tego. To może, może to jest jakiś fajny pomysł?

Dobry. Uważam, żeby robić to wspólnie z rodziną, a już z dziećmi. Pewnie, że tak, ale powiem szczerze nie można ich do tego zmuszać i namawiać. To musi wyjść od nich.

Oczywiście szczególnie maraton.

Panowie, to jest piękna inspiracja. Jeżeli nasze rodziny i rodziny naszych słuchaczy zostaną zainspirowane do biegania, do poczynienia tego kroku, to jest fantastyczna historia. A co do poczynienia pierwszego kroku, to trenowałeś z dwoma trenerami, z dwoma różnymi szkołami, więc liczę mocno na twoje doświadczenie. Trenowałeś też samodzielnie przez jakiś czas, prawda? Liczę na twoje doświadczenie. Jakbyś doradził dla średnio zaawansowanych początkujących. Dwie najbardziej istotne jednostki treningowe. Dlatego 19 latka Jacka z 2002 roku. Co, jakie te dwie jednostki? Jak one powinny wyglądać?

Co Jacek powinien zrobić?

Proste rzeczy, bo to też nie ma co komplikować. Ja uważam, że już dużo, dużo zmienia i daje taką różnorodność. Jednak żeby się pobudzać takimi setkami, jakby to nie zabrzmiało. Maraton i bieganie długodystansowe jest bardzo monotonne. Mimo wszystko możemy sobie wokół tego budować całą ideologię, rozkładać to na poszczególne kilometry i dzięki temu to, co oczywiście łatwiej nam przychodzi, ale fajnie mieć tą gotowość organizmu, zaskoczyć go od czasu do czasu takimi fajnymi przebieżkami. Czyli uważam, że wystarczy w środku treningu zrobić 10 przyspieszeń 60 metrowych, tam 100 metrowych kiedy pobudzamy ten organizm. I myślę, że to już daje jakiś tam początkowy impuls i różnorodność, także to dla takiego początkującego bym coś takiego opowiedział.

Rozumiem, że przyspieszenie masz na myśli?

Nie, rytmy.

Nie zryw na 110%.

Nie, nie, nie.

Taka przejażdżka na 80 proc. mocy. Nie żeby zrywać, ale.

Sygnalizować organizmowi…

że czasami możesz się troszeczkę zaskoczony, ale dzięki temu, jak wejdziesz na wyższe obroty, to to się łatwiej zaadoptuje.

A ten taki typowy laik kupuje buty? Zaczyna biegać. To może być postanowienie noworoczne. Dobra forma na lato, lepsza kondycja. OK. Od czego powinien zacząć?

Ja bym poszukał tutaj właśnie psychologicznych raczej takich myków typu: po pierwsze zapisać się na jakieś zawody np. z wyprzedzeniem półrocznym, bo wtedy już będzie miał ten cel. Będzie miał ten cel i to jest fajne. Zrobić sobie jakąś nagrodę wyznaczyć. Czyli…

znaleźć marchewkę.

Znaleźć marchewkę, zdecydowanie. Ja na przykład mojej żonie, która nie chciała biegać i widziała, że ja to robię trochę tak z ciekawością spoglądała na mnie, ale nie za bardzo. No to kupiłem jej strój do biegania. No to dla kobiety to działa, jak już miała strój to już założyła, no to się przebiegła. A drugim moim krokiem było maraton. Nie w Poznaniu. W Barcelonie. Łyknęła to, może trochę wpędziłem ją w maliny, bo za ostro, jak ona tam ona biegała pół roku i pół roku już przerobiła ze mną maraton w Barcelonie, kiedy byłem jej pacemakerem, serwisman itd. Ale do 30. KILOMETRA dzielnie sobie radziła i potem, już mamy trochę takich fragmentów. Gdzieś tam na wideo oglądaliśmy, jak przechodzimy przez te takie punkty: 40 kilometr, ale świetnie pobiegła, 4:20 zrobiła moja żona, także to było i początek w ogóle wejścia w świat sportu. Potem zaczęła trenować jakieś tam różne odmiany fitnessu, a dziś jest nauczycielką jogi. I to jest nieskromnie powiem – ja ją wprowadziłem w ten świat sportu!

Trenerze brawo, brawo!

A bieganie? Może może cię zaprowadzić zupełnie inne miejsce. Ważne, żeby jeśli jesteś człowiekiem, człowiekiem kanapowym i jesteś z tego niezadowolony. No to bieganie cię stawia do pionu i daje ci tą bazę, z której możesz wyjść, a potem różnie to rozegrać.

Jacku, to jest wspaniała historia. Historia, za którą bardzo ci dziękuję, że się, że się z nami podzieliłeś. Inspiracja dla mnie niesamowita, bo poczułem powołanie do kolejnych przygotowań. Medytacja dziś inny etap twojego życia, czyli: od sportu amatorskiego, przez profesjonalny, aż do powrotu do korzeni, radości emocjonalnego chyba jednak uwolnienia. Czego ci życzyć? w najbliższych miesiącach wiemy, żeby nadchodzący ten nowy członek rodziny miał się wspaniale. To rozumie się samo przez się

I nie ma niczego ważniejszego.

Ale czego tobie dzisiaj życzyć? Sportowo.

Sportowo? Cały czas świetnie sobie radzę, więc nie mam żadnych celów. I to jest też moja filozofia życiowa, że tak sobie płynę. W którymś momencie może coś się tam pojawi ambitnego, ale w tej chwili po prostu sobie sympatycznie biegam po trasach biegowych, skaczę cały czas po scenie muzycznej i chciałbym to utrzymać gdzieś tam. Oczywiście pewnie na horyzoncie fajną płytę wydać. To jest taki mój bazowy bazowy cel. A w przyszłym roku mam jubileusz 20 lat od mojej pierwszej debiutanckiej płyty. Mezo Kracja, więc na pewno na pewno coś chciałbym nowego zaproponować z tej swojej racji dla twardego i nie tylko elektoratu.

To już nie musimy pytać o to, co będziesz robił za 10 lat, bo wiem, że dalej będziesz rapował, będziesz biegał i będziesz wychowywał 10 letniego syna.

I mam nadzieję, że tak, że będę mógł się z wami spotkać jakiś czas i żebyśmy mogli sobie porozmawiać o naszych kolejnych sportowych dokonaniach. Adamie, mam do Ciebie bardzo konkretne pytanie jak ty widzisz ten swój debiut maratoński? Czy widzisz to, że biegniesz, pozdrawiasz tłumy…

Rozkoszujesz się każdym metrem trasy…

Kapitalizujesz swoją karierę ośmiuset metrowca? Czy może masz jakiś pomysł, żeby jednak pobiec na przykład z jakimś tam pazurem?

Dociskasz go!

Role się zamieniły. Widzę tutaj, ale kiedyś powiedziałem, że powinienem przebiec maraton spokojnie, poniżej 2:30

Historia lubi się powtarzać

Jak będziesz moim supportem, to lecę na 2:L30

Poszło w eter hahahahahahaha.

Bardzo się obawiam nad ambicji, które nie są kompletnie już mi potrzebne. Byłem zawsze wyjątkowo ambitnym zawodnikiem i doświadczaliśmy tego samego, czyli niezadowolenia zwyczajnie ze startów, z osiągnięć, z treningów, co było wyjątkowo frustrujące na pewnym etapie życia. Ale to napędzało te szalone tempo do rozpędzania, po wyniki, po kolejne życiówki. I to była piękna przygoda w moim wykonaniu, fantastyczna przygoda, której przez chwilę miałem okazję się przyglądać. I to jest. To jest niesamowite, bo ja ze sportu zawodowego całe życie jakby sport zawodowy. Natomiast podziwiam wszystkich tych was, panowie, za sport, taki jakim w jakim czynicie, bo wy sprawia, że sport jest piękniejszy, że życie prywatne, życie zawodowe jest czymś, co tak naprawdę bieganie dopełnia was, a tak bym to ujął, mnie bieganie stworzyło, a nas dopełnia. I to jest. To jest piękne.

No ale też życzymy ci z Maciejem, żebyś teraz znalazł tą przestrzeń na te nowe aktywności, jakby ten dzisiejszy podcast bardzo fajnie tak ..

Adam sobie świetnie radził w życiu sportowym. Ja jestem bardzo spokojny o jego przyszłość. Widzę, że to nie będzie lajtowe bieganie, nawet jeśli to będzie maraton, bo ja będę oklaskiwał Adama na mecie.

A trening cały czas jest?

Wznowiłem. zacząłem biegać, ja rano biegam równo 2 koła, czyli niecałe 2 kilometry.

Hehehehe.

Opłaca się w ogóle wychodzć ?! <śmiech>

Jak odkrywam to badam. To jest właśnie piękno biegania, że ja zaczynam je odkrywać na nowo. Ja wychodzę bez zegarka, żeby była pełna jasność. Ja wychodzę bez zegarka, biegam nawet z synem.

Ale też nie odpalam GPS. Jak kiedyś się GPS nie załadował,to była deprecha.

Ja nadal niestety biegam do domu i okazuje się, że mam dziewięć i pół kilometra wokół domu do kręcę 500 metrów, żeby była dycha.

Za.

Absolutnie. Co ja rozumiem, też tak robię. To już jest nawyk.

Dziękuję serdecznie za to przeniemiłe, miłe spotkanie. Zapraszam do słuchania podcastów W Rytmie Biegania razem z bieganie.pl, a napędza nas eobuwie.pl

Dziękujemy, Jacku!

Maciej Kurzajewski.

Adam. Adam Kszczot Szanowni państwo, z profesorem spotkać się i spędzić trochę czasu. To jest zawsze wielka przyjemność. Jacku potwierdzasz to oczywiście prawda?. Amen!

Adam dziękuje za tę koszulkę, którą ubrałes dzisiaj

muzyka, sport, motywacja

Oglądający moi kochani na YouTubie. To jest oficjalne hasło Jacka: muzyka, sport, motywacja, medytacja.

5 lat temu Adam czy 4 lata temu, dałem Ci tę koszulkę, do dzisiaj ma. No to jest coś.

Na specjalną okazję miałem cały czas ze sobą. Wyobraź sobie, że na przeprowadzkę z domu do domu przetrwała i była specjalnie… Ma swoje miejsce odłożone. Ja wiedziałem, że ona się przyda.

Swoją drogą gatunkowo świetna. Po tylu praniach.. w rewelacyjnej formie.

Wzruszenie odbiera mi mowę. Dziękuję Wam bardzo

Dziękuję.

Bieganie.pl słuchaj w Rytmie BIegania

podcast w rytmie biegania napędza eobuwie.pl

Biegnąc przez posrebrzany poranną rosą las i zachwycając się pierwszymi blaskami słońca, usłyszałem jakieś tęskne nawoływania. Niby to zaklęcia, poszepty, niby prośby – kuszenie nimf leśnych. Podchodząc bliżej, zaciekawiony niebacznie, nastąpiłem na kępkę trawy. Nie była to jednak trawa, ale pułapka przygotowana na tego, kogo owe nawoływania zwabiłyby w pobliże tego krystalicznego jeziorka.

Zacząłem się nagle zapadać, ale zamiast czuć fizycznie zanurzanie, zawładnęło mną uczucie lekkości i poddałem się temu bezwiednie i z jakąś nieznaną mi lubością.

 Śpiew nimf potęgował się, wypełniając mi całkowicie wszystkie zmysły. Oczy stały się jak dwie rozżarzone iskry, ciałem zaczął wstrząsać przedziwny dreszcz, ni to rozkoszy ni gorączki…

 Nagle, zacząłem dostrzegać jakby wszystkie kolory tęczy, ale nie była to wcale tęcza, tylko kolory jakich nigdy jeszcze nie widziałem. Były tak intensywne, że przyprawiały mnie prawie o obłęd. Patrząc na nie, doznawałem uczucia, że pulsują i całkowicie podporządkowują moje zmysły, przenikając przez moje ciało. Pod ich wpływem rozpadałem się i składałem wielokrotnie w coraz to inną postać.

 Z niedalekiej kępki krzaków dał się słyszeć kuszący szept – C’mon, follow me. Na dźwięk tego głosu poczułem się nagle magicznie podniecony i wszystkie żądze ziemskie zaczęły domagać się poznania tej tajemnicy. Zbliżając się powoli do źródła kuszącego szeptu, oślepiony światłem tylko przyspieszałem, by po chwili zacząć truchtać i coraz bardziej rozpędzać się, a głos słodko szeptał wciąż nieopodal – c’mon… c’mon…

 Pobudzony do najszybszego galopu zacząłem się nagle… unosić w powietrze, by dotknąć czubkiem głowy chmury nade mną i poczuć iskrę zaczynającej się tam właśnie błyskawicy.

 Nie miałem już teraz swojego ziemskiego ciała, ale byłem cudownie rozciągnięty, ni to rozproszony, na wielkim obszarze. Zacząłem nagle wirować i wtem ujrzałem, jakby w oddali, smugę złocistego deszczu – to stąd dochodziły te pieszczotliwe nawoływania, doprowadzające moje zmysły do szaleństwa.

 Dopadłem tę smugę bez cienia zawahania i po chwili, zaplątując się w ten obłok – nie obłok poczułem istnienie innego, nieziemskiego pierwiastka. Zawirowywanie doszło do niespotykanych prędkości, a ja nie mogłem się jeszcze nasycić, by choć po części mieć dość. Krążyłem coraz to szybciej i szybciej, egzaltując się nowym, niespotykanym uczuciem i będąc pijany nagłym odmienieniem, popadałem w jakiś obłęd…

 Po dłuższej chwili takiego szaleństwa, kiedy zaczynałem już na powrót kojarzyć kształty i kolory, zaczęło przychodzić na mnie jakieś zrozumienie – zrozumienie obejmujące nie tylko mnie, ale jakby i cały wszechświat, którego stałem się nieoczekiwanie nieodłączną częścią. To, co do tej pory było nieodgadnione i mroczne stało się nagle proste i zrozumiałe, a zrozumienie przychodziło do mnie jakby z rozkosznym jękiem kobiety całkowicie oddanej moim pieszczotom i pragnącej nieskończoności spełnienia.

 Moje kształty z powrotem nabierały ziemskiej postaci, ale kolor skóry stawał się jakby pokryty złocistym pyłem wieczności i szczęścia. Całą moją duszę wypełniało jedno wielkie poczucie niewypowiedzianej rozkoszy, a jęki jakie wydaje jedynie najwierniejsza kochanka, wtórowały temu bez przerwy. Porównać mógłbym to tylko do leniwie przeciągającego się ciała, błyskającego ogniem pożądania.

 Łagodnie opadałem na ziemię, a stopy moje dotykając leciutko czubków traw, zdawały się być zaledwie łaskotane ich poranną świeżością. Słońce wschodziło coraz wyżej i zastępowało uczucie pożądania ciepłem i energią, której starczyłoby na milion lat.

 Zacząłem coś na modłę fantastycznego tańca, zataczając koła i wznosząc ręce ku górze w geście największego szczęścia. Nie wiedząc zupełnie co robię, zdążałem w odwrotnym kierunku z którego przyszedłem, ale z jakże odmiennym uczuciem!

 W końcu wyskoczyłem z brzegów jeziorka, nie mogąc nadziwić się przelotnemu odbiciu w lustrze wody – to było oblicze bóstwa! Choć poznawałem zarysy swojej twarzy, to jednak cała skóra była lśniąca i gładka, z oczu bił jakiś nadnaturalny blask, który nadawał spojrzeniu ufność i siłę. Cała twarz wyrażała jakby radość z niespodziewanie otrzymanej młodości a może…ponadczasowości.

 Zacząłem znowu biec, ale droga, tak dobrze mi dotąd znana, nabrała nagle innych wymiarów, była o wiele piękniejsza, a ja czułem zapach ziół, łagodność zwierząt, szum drzew.

 Poczułem się nieodłączną częścią tego lasu.

 Biegnę tak dotąd.

 Pisałem dla swojej muzy (tak, mam swoja muzę!), słuchając Machine de Plaisir Klaus’a Schulze.