28 stycznia 2014 Redakcja Bieganie.pl Lifestyle

4 powody dla których bieganie po śniegu jest fajne


Poniższy artykuł jest polemiką jednego z dziennikarzy Bieganie.pl z tekstem Bartosza Olszewskiego pt. 4 powody dla których bieganie po śniegu nie jest super.

1.jpg

Biegnę po białym dywanie. Nie wiem, czy jest noc, czy dzień, bo śnieg tak mocno świeci. Wskazania termometru świadczą o tym, że tam, na dole, piekło już pewnie zamarzło. Mnie jednak ciepło na sercu. Śnieg chrzęści pod stopami. Podobno Eskimosi mają kilkaset określeń na różne jego rodzaje. Ten na przykład nazywają… OSZTYDRANIU! Zawadziłem barkiem o gałąź i na głowę spadło mi ze sto kilo białego puchu! Brr…! Ależ ja to lubię! Siedzę oszołomiony w śnieżnej zaspie niczym bałwan.

„Sorry, taki mamy klimat”. Miła Pani pochyla się nade mną i podaje marchewkę, która odpadła mi od twarzy, kiedy pochłonęła mnie lawina. Mocuję na swoim miejscu i wstaję. Sprawdzam, czy mam wszystkie węgielki guzików i biegnę dalej. Śnieg chrzęści pod stopami. Z czasem jego dźwięk zmienia się jednak i zaczyna przypominać dzwonienie… budzika? Budzika?! No tak. Znowu zaspałem do pracy.

1) Bieganie po śniegu zmniejsza ryzyko kontuzji!

Wbrew temu, co się ostatnio sugeruje, bieganie po śniegu zmniejsza ryzyko wystąpienia kontuzji, ponieważ wzmacnia nasz aparat ruchu. Ogromna większość biegaczy-amatorów ma braki w dziedzinie sprawności i siły, i każde ćwiczenie tych słabych ogniw jest wskazane. Bartek pisze, że istnieją odpowiednie ćwiczenia dla wzmacniania stawów i mięśni. Uważam, że bieganie w śniegu jest właśnie doskonałym ćwiczeniem: angażuje cale ciało, uaktywnia szereg małych mięśni stabilizujących postawę, poprawia propriocepcję i refleks. Wszystko to dzieje się w spontaniczny, naturalny sposób. Do tego, jeśli śnieg nie jest zbity na beton, amortyzuje lepiej niż twarda nawierzchnia chodników i jezdni. Przykłady zawodowców mnie nie przekonują. Po pierwsze, wykonują oni treningi na innych prędkościach. Po drugie, cały czas balansują na granicy niedowagi, z oczywistych względów. Mają inne potrzeby niż amatorzy. Rady fizjoterapeutów i ortopedów brzmią znajomo: „Boli? To nie biegaj!” Rozumiem, że w specjalistycznym treningu zawodowca każde zakłócenie biomechaniki jest niepożądane. U amatora – niekoniecznie. 

2) Na śniegu świetnie robi się szybkie treningi

W ciężkim treningu chodzi przede wszystkim o określony poziom intensywności. Tętno, tempo itp. – to tylko mierniki intensywności. Podam absurdalny przykład: jeżeli chodziłoby o bezwzględne tempo, to opłacałoby się robić WSZYSTKIE treningi na bieżni antygrawitacyjnej albo w przypadku mniej zamożnych – z górki z wiatrem, byleby tempo było wysokie. Rzecz jasna, nie ma to sensu, ponieważ ważna jest intensywność. Jeżeli nie będziemy biegać po lodzie albo ekstremalnie nierównym, wydeptanym i i zmrożonym śniegu, to można spokojnie robić szybkie treningi. Tak, jak pisze Bartek: nie będzie idealnej techniki i prędkości będą niższe. Co z tego, skoro intensywność podobna? Z pewnością to o wiele lepszy pomysł niż zrezygnowanie z szybkich treningów na przynajmniej kilka tygodni. Kilka tygodni temu biegałem wraz z przyjaciółmi fartlek po zaśnieżonym lesie. Szalone zbiegi, a czasami zjazdy na podeszwach, dzikie susy przez głęboki śnieg pokrywający polanę i łapanie przyczepności na podbiegach – wszystko to złożyło się na jeden z lepszych treningów ostatnich miesięcy. Myślę, że każdy z kolegów, z którymi miałem przyjemność biegać, potwierdzi. Zimą jest inaczej, ale wcale nie gorzej.

2.jpg

3) Moje stopy nie marzną!

Osoby niebiegające spoglądają na mnie z pobłażaniem/politowaniem/przerażeniem (niepotrzebne skreślić) za każdym razem, kiedy rozpływam się na temat biegania zimą, np. w głębokim śniegu. „A buty i skarpetki ci nie przemakają?”, słyszę ostrożne pytania. „Przemakają”, odpowiadam radośnie. „I co?”, pytają w sposób, który niechybnie sugeruje, że powinienem iść się przebadać u psychiatry. „Nic, biegnę dalej” – mówię z uśmiechem. Stopa podczas biegu wytwarza mnóstwo ciepła, dzięki któremu nawet mokry but i skarpetka nie powodują wychłodzenia. Przynajmniej u większości osób, bo po lekturze artykułu Bartka wiem już, że są i tacy, którzy faktycznie marzną. No cóż, bez ankiety się nie obędzie… Komu marzną, a komu nie?

4) Sól, wszędzie sól

Z tym akurat trudno mi polemizować. Owszem, sypie się tej soli mnóstwo. Pewnie niszczy ona buty w jakimś stopniu, ale ja osobiście tego nie doświadczyłem. Co prawda jest to dopiero moja piąta zima biegowa, ale jeszcze ani razu nie zauważyłem szkodliwego wpływu soli na buty. Przeciwnie – zima i śnieg dobrze im robią, urządzając regularne pranie.
Zastrzegam, że bardzo Bartka szanuję i chylę czoła przed jego dokonaniami. Czytam jego artykuły z przyjemnością i wiele się z nich dowiaduję. Z treścią ostatniego nie mogę się jednak zgodzić. Moja polemika nie ma na celu udowodnienia, że Bartek się myli i w rzeczywistości jest odwrotnie, niż pisze. Chciałbym jedynie pokazać, że jego opinia nie jest jedyną, a najlepszym tego przykładem jest dyskusja na forum, do kontynuowania której serdecznie zapraszam.

 

Redakcja Bieganie.pl