Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

mogłem jednak dziś pobiegać

mogłem jednak dziś pobiegać

Lubię, biegać, pływać, jeździć na rowerze i grać w piłkę. Kiedy doszedłem do wniosku, że nie da się wszystkiego robić równocześnie, zacząłem mierzyć się z DYLEMATEM. Co dzisiaj? Co wybrać? Na co mam ochotę? Jak się solidnie zmęczyć? Może bieganie?

Ratuje mnie żona zazwyczaj, która twierdzi, że ciągle jesteśmy w niedoczasie. Biegiem wszędzie od samego rana. Najpierw w biegu śniadanie, potem galop do auta i za chwilę z powrotem, bo czegoś zapomnieliśmy. W korku też przebieram nogami, żeby córka zdążyła do szkoły. Biegiem na spotkanie, potem na lunch, biegiem na bieganie i aż miło usłyszeć od niej jak mówi - „Idź sobie popływaj dzisiaj kochanie”.

Uff, cudownie, że mam ją u swego boku - wspiera, motywuje i rzuca mi koła ratunkowe. Wie, że w sierpniu czeka mnie kolejny lot na księżyc, czyli triathlon. Po raz kolejny postanowiłem w tym roku zaszaleć z myślą o dzieciakach, które potrzebują pomocy. Umorduję się okrutnie, ale przy okazji uda się zebrać dla nich trochę kasy.

Zatem dziś kolej na pływanie, bo triathlon zobowiązuje i trzeba kilka razy dobrze się zamoczyć, zanim przepłynie się dwa kilometry w morzu, gdzie walczy się nie tylko z wysoką falą, ale też z rekinami, kajakami i innymi zawodnikami w piance, w której i tak nie da się utonąć. Nie było mnie dawno na basenie, bo ciągle jak chciałem iść, to miałem za daleko albo coś wypadało znienacka do roboty, a raz jak pojechałem w końcu, to okazało się, że zamknięte, bo konserwują.

No, ale dziś się udało. Czepek, okularki, spodenki. Nawet klapki wreszcie wziąłem. Boso bałem się chodzić do toalety. Niestety część facetów sika trochę na podłogę, bo jak podejrzewam, nie trafia. W domu się trafia, a na gościnnych występach tak pół na pół. Wiem to z pierwszej ręki, bo mam kolegę, który sika na siedząco i dwa tygodnie temu, tuż przed naszym spektaklem usiadł na sedesie i opuścił spodnie prosto na podłogę w te siki. Afera straszna, bo to jedyne spodnie występowe, a za pięć minut wychodzimy na scenę. Wiem też , że jak się suszy żelazkiem coś na szybko, co jest tylko trochę wyprane, to okrutnie śmierdzi i nie pomaga nawet wietrzenie pomieszczenia. Dopiero jak ktoś zapali papierosa, zapach się neutralizuje. W każdym razie nie o sikaniu chciałem mówić.

Pływam  więc, rozmyślam, podglądam trochę dziewczyny pod wodą, bo to zawsze jakieś emocje, jak któraś żabką pruje wodę przede mną. Forma spadła, ale da się to jeszcze reanimować i do sierpnia, jeśli przypilnuję tematu, będę jak Michael Phelps. Przebiegłem dwa maratony siłą woli, więc wiem, że można wszystko, jak się chce.

Swoją drogą to zastanawiające, że moje pierwsze 42 km i 195 metrów, przebiegłem tylko przy pomocy jednej książki. Reszta biegaczy na starcie była zaopatrzona w potrzebną wiedzę o zaklejaniu sutków, o wazelinie chroniącej przed otarciami, o tym, że trzeba się regularnie nawadniać i przyjmować odżywki. Ja miałem tylko entuzjazm i „Urodzonych biegaczy” w głowie. Przybiegłem na metę odwodniony i bez dwóch paznokci, a o sutkach i pachwinie jeszcze kiedyś napiszę.

Pływam sobie i  rozmyślam. Zastanawiam się na przykład, czy można gdzieś kupić słuchawki do słuchania muzyki pod wodą, żeby nie było tak nudno ? To byłoby coś. Na koniec zrobiłem sobie jeszcze zdjęcie na INSTA z odpowiednim hasztagiem zachęcającym do aktywności i poszedłem do szatni. Prysznic (w klapkach) i stoję już przy szafce. Przebiórka, jak to w męskiej - spodenki w dół, bez farmazonów z przebieralnią. Jesteśmy przecież facetami i nikt się tutaj siusiaka nie wstydzi. No już mam ściągać, zmoczone spodenki, kiedy spotykam się wzrokiem z kolesiem, który właśnie przyszedł i też chce ściągnąć swoje szorty i zmienić na te do pływania. I tak stoimy w bezruchu przez chwilę, jak kowboje w samo południe przed pojedynkiem. Kto strzeli pierwszy, czyj rewolwer lepszy. Głupia sprawa… mogłem jednak dzisiaj pobiegać.

 

____________________

Robert Motyka: Komik, aktor, radiowiec, weterynarz i biegacz od zawsze. Od 2004 roku ściśle związany z estradą. Współzałożyciel kabaretu Paranienormalni. Współtwórca scenariuszy spektakli oraz testów skeczów. Jako członek grupy Paranienormalni regularnie prowadził największe festiwale muzyczne oraz rozrywkowe w Polsce. Dużo i szybko mówi. Napędzany pozytywną energią ukończył maraton w Poznaniu, Nowym Jorku i Londynie. Pasjonat sportu. Triathlonista.Wiecznie w podróży. Szczęśliwy ojciec i mąż.