Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.

Zamknij

zderzak w zderzak

zderzak w zderzak

Warszawa, ulica Wybrzeże Gdańskie. Stoję w korku. Zderzak w zderzak, mój trochę obtarty, bo zawinęłam się nieco na słupie w garażu podziemnym. Po lewej stronie Bulwary wiślane, z których podobno znowu mają zniknąć kawiarnie, następnie Wisła i wspaniała biegowa ścieżka wzdłuż, Praga, Białystok i żubry w przylaszczkach; mój tata mówi, że nie ma wiosną nic piękniejszego niż żubry w przylaszczkach na dziko o wschodzie słońca w podmokłej Puszczy Białowieskiej; a potem to już tylko Białoruś, Moskwa, Nowosybirsk i Japonia. O tym wszystkim myślę stojąc w korku zderzak w zderzak. A zderzak obtarty.

Kątem oka dostrzegam po prawej słupki drogowe w biało czerwone ukośne pasy. Słupki na krawężniku co 100 m ustawione oznaczać mogą tylko jedno i stojący w korku teraz już drżą na samą myśl, że to niebawem. Jeśli ktoś dodatkowo dostrzeże metalowe bramki ułożone w równe stosy i błyszczące złowieszczo, to już wie na pewno.

Słupki oraz bramki wzdłuż tej ulicy i tamtej, i ciągnące się jeszcze dalej, ale nie widać, bo korek teraz i zderzak w zderzak, oznaczają, że już niedługo. Ale kiedy, kiedy dokładnie, gdzie to sprawdzić, o, jakaś tabliczka żółta, może tam napisali, w sobotę czy w niedzielę, w niedzielę na pewno i do tego handlową, jak mogli w niedzielę handlową!

Już teraz my tu zderzak w zderzak, zderzak obtarty, a to jest środek tygodnia i wczesne popołudnie. Co dopiero w niedzielę handlową. I to jeszcze nie czas majówek, bo marzec dopiero i w dodatku się ochłodziło. Pogoda zdecydowanie nie majówkowa, nie ma gdzie wyjechać. Kto ma działkę i może uciec, ucieknie kopać grządki i pielić pierwsze chwasty, ale większość nie ma działki i nie ucieknie, bo będzie chciała do centrum handlowego, a może i na bulwary do kawiarni, których już zaraz może nie być, żeby jeszcze do kawiarni na kawę i ciastko i na rzekę popatrzeć, a tu blokada, nie ma przejścia, nie ma przejazdu, są srebrne bramki i słupki drogowe w biało czerwone ukośne pasy.

Maraton, pół albo jakiś bieg na 10 km, nieważne, sparaliżowane miasto.

Wynocha do lasu, tam niech biegają! Po polach zawody robią, a nie miasto blokują w niedzielę. Handlową. Miasto oblężone. Nie dość, że co dzień zderzak w zderzak, to jeszcze w niedzielę, wielogodzinne korki i zagrożenie życia, bo jak zacznę rodzić, to karetka nie dojedzie i urodzę w windzie albo na klatce schodowej, bo na pewno służby medyczne nie mają planów awaryjnych na wypadek utrudnień w ruchu i fala biegaczy nieprzerwana ciągnąca się kilometrowym ogonem, zapluta, kolorowa, niewiadomodlaczego uśmiechnięta nie przepuści karetki, straży pożarnej ani policji, bo to debile są, a bieg uliczny na pewno organizowany jest przez idiotów, którzy zupełnie nie będą wiedzieli, co w sytuacji awaryjnej robić.

Biegacze! Ten niezrozumiały odłam ludzkości, który cieszy się jak głupi do sera tylko dlatego, że może zapłacić jakieś horrendalne pieniądze po to, żeby pobiegać po zamkniętych ulicach w grupie z innymi cieszącymi się jak głupi do sera. I wszystko w niedzielę handlową. Trzy dwa jeden na blokadę miasta! Sparaliżują, uwiężą ludzi w domach, bez możliwości wyjścia, trzeba będzie siedzieć sfrustrowani i wściekli albo jeszcze gorzej, bo zderzak w zderzak zmuszeni. A zderzak obtarty. I będą ich tysiące! I będą nieśli uśmiech na twarzy niczym sztandar i w dodatku będą oczekiwali uwielbiania, podziwu i zrozumienia.

No i tak to będzie, bo co roku i od nowa. Wiosenny sezon startów ulicznych rusza pełną parą. Stolicę trafi kataklizm już pojutrze, szykuje się prawdziwe oblężenie, lista startowa nie ma końca, rok temu prawie 12,5 tysiąca ludzi. 12,5 tysiąca paralizatorów ulicznych na dopalaczach z endorfin. Jak to przeżyć. Jak się do tego przygotować. Jak żyć?

Popularność biegów ulicznych wzrasta wprost proporcjonalnie do poziomu frustracji niebiegających i nieumiejących zrozumieć. Od lat bawi mnie ten konflikt i obserwacje wojenek i bitewek na słowa w Internecie, a czasem i z otwartych okien samochodu.

Już polerowałam startówki na te wiosenne blokady, niestety kontuzja pokrzyżowała mi plany. Ale i tak wybieram się na każdy z biegów w moim mieście, solidaryzować się najpierw z tymi co zderzak w zderzak, bo jakoś będę musiała się tam dostać, a może i przeklnę pod nosem na tych cholernych biegaczy, a potem solidaryzować się z tymi co zablokowali i nawet pozwolę ich spoconym ciałom wpaść w moje ramiona na mecie i poszlocham z nimi i pochichoczę radośnie, bo naprawdę kibicowanie może być niezwykle emocjonujące.

A co wynika z tego tekstu, to po prostu potrzeba odrobiny zrozumienia i wzajemnego szacunku. Każdy biegacz jest też uczestnikiem życia miejskiego. Nikt nie lubi zderzak w zderzak a tym bardziej gdy zderzak obtarty. Ale jest takie magiczne słowo: tolerancja.

 

_____________________
Marta Kijańska–Bednarz; mówi o sobie „literatka”. Ur. w Warszawie w 1978 r., studiowała w Warszawie i Krakowie (ochrona środowiska, dziennikarstwo i pisarstwo). Mieszka w stolicy, chociaż wolałaby w górach. Ma na swoim koncie 4 tomiki poezji oraz 2 powieści: „(nie)winna” i „Jutro właśnie nadeszło”. Była felietonistką miesięcznika literackiego „Bluszcz”, portalu NaTemat.pl. i magazynu „Kingrunner Ultra”, pisuje do polskabiega.pl. Bieganie jest jej największą pasją (9 maratonów, 9 biegów górskich na dystansie ultra, w tym 3 powyżej 100 km).  Jej profile społecznościowe: Instagram i FB.

Fot. Gintare Grine, Trail Running Factory Mont Blanc camp